Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
porządku. Musi być! A jeżeli okaże się, że nie jest, to... to on już coś z tym zrobi! Tak, właśnie tak!
I Nott pożałuje, że się urodził!
***
Środa minęła nieco szybciej. Tonks zaprezentowała im kilka zaklęć niwelujących złe
uroki, a na Zielarstwie przycinali pędy Tentakuli, co okazało się nie lada wyzwaniem i
na obiad poszli zmęczeni, spoceni i pokąsani. Zaklęcia również okazały się
wyczerpujące, ponieważ profesor Flitwick kazał im rzucać Zaklęcie Lodowatego
Ognia i skończyło się na tym, że Neville podpalił sobie szatę, Seamus brwi, a
Lavender Brown o mało nie spaliła włosów Hermionie.
Po wszystkich lekcjach byli tak padnięci, że ledwie doczłapali do swojej wieży. Harry
marzył tylko o tym, żeby rzucić się na łóżko, ale czekał go dzisiaj jeszcze szlaban ze
Snape'em. Nie chodziło o to, że nie chciał iść, ponieważ niczego innego tak nie
pragnął, ale czuł się naprawdę wykończony. Kiedy jednak większość uczniów
przelazła już przez dziurę w portrecie i Harry, Ron i Hermiona również wkroczyli do
Pokoju Wspólnego, zaskoczyło ich niewielkie zbiegowisko przy kominku.
- ...ejmuj się, przecież wiesz, że Snape do wredny dupek. Nie martw się. Na pewno
wszystko skończy się dobrze.
- Właśnie. On zawsze ma zły humor. Nie powinieneś przejmować się tym
wyrośniętym nietoperzem!
Harry, Ron i Hermiona spojrzeli po sobie i podeszli bliżej, aby dowiedzieć się, o co
chodzi.
Połowa piątego roku Gryffindoru otaczała siedzącego na kanapie Colina Creeveya,
który miał spuszczoną głowę i wyglądał na naprawdę przygnębionego. Obok niego
siedziała Ginny, najwyraźniej próbując go pocieszyć.
- Co się stało? - zapytał Ron, patrząc na siostrę. Colin podniósł na chwilę głowę i
Harry zobaczył, że miał zaczerwienione oczy.
- Ten sukinsyn Snape wyrzucił Colina z lekcji i powiedział, żeby już nigdy nie
pokazywał mu się na oczy - powiedziała Ginny ze złością w głosie.
Harry rozszerzył oczy.
- Co? Dlaczego? - zapytał, wyraźnie wstrząśnięty. Snape zawsze groził wszystkim,
że wyrzuci ich z lekcji, ale groźby te spełniał naprawdę rzadko i zawsze były to tylko
jednorazowe incydenty.
- Ja... - mruknął Colin, pociągając nosem - ...mieliśmy przygotować Eliksir
Bezsennego Snu, no i pomyliłem składniki i... wszystko eksplodowało i... - Głos mu
się załamał i nie mógł już mówić dalej.
- I połowa naszego roku wylądowała w szpitalu z poparzeniami - dodała cicho Ginny i
widząc, że wargi Colina znowu zaczynają drżeć, zreflektowała się szybko. - Nikt nie
twierdzi, że to była twoja wina, Colin! Każdy ma prawo się pomylić! Przecież takie
wypadki zdarzają się bardzo często. A Snape jest nauczycielem i powinien to
zrozumieć, a nie twierdzić, że jesteś "największym imbecylem, jakiego widziała
szkoła, zaraz po Longbottomie" - powiedziała Ginny, naśladując ton nauczyciela.
- A to świnia z tego tłustowłosego dupka! Żeby mu tak kiedyś jakiś eliksir wybuchnął
prosto w twarz! Może wtedy stałby się mniej paskudny - warknął Ron. - Nie przejmuj
się, Colin, mi Snape mówi takie rzeczy na co drugiej lekcji.
Colin pociągnął nosem.
- Żeby tylko to powiedział...
- Snape w ogóle zachowywał się dzisiaj jeszcze gorzej niż zazwyczaj, jakby mu ktoś
porządnie nadepnął na odcisk - mruknęła Ginny. - Wydzierał się na nas przez całą
lekcję i odjął nam chyba ze czterdzieści punktów. Za nic. A później, kiedy Colin
wysadził swój kociołek... - Dziewczyna spojrzała na przyjaciela ze współczuciem.
- Powiedział, że jeżeli jestem taki ślepy, że nie potrafię odróżnić czerwonego proszku
z odchodów Zgnilików od żółtego proszku z zasuszonych jaj Mantykor, to
powinienem pożyczyć okulary od Pottera i...
Harry'emu opadła szczęka.
- ...i nie chce mnie już więcej widzieć na swoich zajęciach, a jeżeli zechcę, to mogę
wysadzić samego siebie i wtedy wszyscy odetchną z ulgą - zakończył Colin i
westchnął z przygnębieniem.
- McGonagall na pewno się za tobą wstawi - powiedziała Hermiona. - Snape nie
może ot tak sobie wyrzucać uczniów z zajęć.
Ron spojrzał na stojącego obok Harry'ego i poklepał go po ramieniu.
- A ty masz niedługo szlaban z tym łajdakiem. Trzymaj się, Harry, będziemy wspierać
cię myślami. Miejmy nadzieję, że wyjdziesz z tego cało.
Harry skinął głową, zbyt zaszokowany tymi wszystkimi rewelacjami, aby
odpowiedzieć. Jeżeli Snape był dzisiaj w takim paskudnym nastroju, to teraz
naprawdę zaczął obawiać się tego szlabanu. Przecież znał go i wiedział, jaki potrafi
być czasami nieprzewidywalny.
Najwyraźniej ten wieczór wcale nie zapowiadał się tak przyjemnie, jak sądził...
Po kolacji, na której Severus się nie pojawił, Harry wyszedł z Wielkiej Sali,
odprowadzany współczującymi spojrzeniami Rona, Hermiony i kilku młodszych
Gryfonów, i skierował się prosto do lochów.
Cóż, lepiej mieć to już za sobą. Może nie będzie tak źle. Może Severus tylko na
niego powarczy i wyrzuci go za drzwi, bo nie będzie miał ochoty na jego
towarzystwo.
Kiedy zatrzymał się przed drzwiami do jego gabinetu, czuł, jak głośno bije mu serce.
Nie chodziło o to, że bał się Severusa. Chodziło o to, że bał się czasami jego...
nastrojów. A w zasadzie tego, co może mu zrobić.
Odetchnął głęboko kilka razy, próbując rozpędzić zbitą grudę lęku, która osiadła mu
w żołądku, i dotknął drzwi. Przeszedł przez gabinet i ponownie się zatrzymał,
zastanawiając się, czy lepiej nie zawrócić, dopóki ma jeszcze taką możliwość. Potem
może już nie być w stanie.
Trzeci rok Gryffondoru, który również miał z nim dzisiaj zajęcia, potwierdził, że Snape
zachowywał się o wiele paskudniej niż zwykle. I teraz oto Harry stał przed drzwiami
jego komnat i czuł się tak, jakby miał zaraz wejść do jaskini lwa. A raczej węża.
Nie, przecież to Severus. Nic mu nie zrobi, nawet jeżeli ma dzisiaj naprawdę kiepski
humor. Prawda? Prawda?
Zamknął oczy, odetchnął jeszcze kilka razy, aby dodać sobie odwagi, i wszedł.
W porządku, zrobił dwa kroki i nikt nie cisnął w niego jeszcze żadnym zaklęciem, ani
nie powalił na ziemię. Jest dobrze.
Rozejrzał się po pogrążonym w półmroku salonie i dojrzał Severusa, stojącego do
niego tyłem i robiącego coś przy swoim barku.
- D-dobry w-wieczór, S-Severusie - wydukał cicho i zamknął za sobą drzwi.
Mężczyzna nie obejrzał się, tylko odpowiedział:
- Siadaj. Czego się napijesz?
- Ja... - zaczął niepewnie, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. - To znaczy... jeżeli nie masz dzisiaj ochoty, to wcale nie muszę tutaj być. Możemy przełożyć ten szlaban na
jutro.
Snape odwrócił się do niego i zmierzył go podejrzliwym wzrokiem.
- A czy mógłbyś mi powiedzieć, dlaczego mielibyśmy to zrobić?
W ręku trzymał pustą szklankę. Nie wyglądał, jakby miał zamiar cisnąć nią w
Harry'ego. Wyglądał raczej jak ktoś, kto woli ją napełnić i mu ją podać. To znaczy...
wyglądał normalnie.
- Ee... no bo tak sobie pomyślałem... jeżeli nie masz nastroju. Mogę sobie pójść i
wrócić jutro. Nie ma problemu.
Severus zmrużył oczy.
- Co to ma znaczyć, Potter?
- Nic, zupełnie nic... tak tylko... nieważne - odparł szybko Harry i opadł na fotel,
odwracając głowę w stronę kominka. - I ja... ee... poproszę wody.
- Wody? - usłyszał zaskoczony głos mężczyzny.