Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
wydawały im się wynalazkiem co najmniej Tego, Którego Imienia Nie wolno
Wymawiać.
Ron pochylił się nad stołem w Wielkiej Sali, próbując powstrzymać ziewanie.
- Za jakie grzechy? - mruknął, zwieszając głowę i sennie mrugając oczami. - Przecież
jest jeszcze środek nocy.
- Przestań jęczeć - skarciła go Hermiona, nakładając sobie na talerz sałatkę z
pomidorów i nalewając do pucharu gorącej herbaty z mlekiem.
- Na dworze jest jeszcze ciemno! - oświadczył Ron, jakby to był twardy dowód na
poparcie jego tezy.
- Wieczorami, kiedy siedzisz do późna i grasz w eksplodującego durnia, jakoś ci to
nie przeszkadza.
Ron otworzył usta, aby odpowiedzieć, ale po chwili zamknął je ponownie i spojrzał na
siedzącego obok Harry'ego.
- Harry, powiedz jej coś.
Chłopak przełknął kawałek tostu i zamrugał.
- To twoja dziewczyna. Nie mogę wtrącać się w wasz związek.
Hermiona przewróciła oczami. Harry wzruszył ramionami i uśmiechnął się pod
nosem.
Cóż, co prawda pogodził się z nimi wczoraj, to znaczy zszedł na dół i przyznał, że
zachował się jak kutas, ale gniew i rozczarowanie wciąż tętniły w jego żyłach i nie
chciały wyparować. Przynajmniej może od czasu do czasu trochę im przygryźć.
Wczorajszego dnia, kiedy większość uczniów poszła już spać, a w Pokoju Wspólnym
pozostali tylko najwytrwalsi, Harry opowiedział im o tym, czego dowiedział się od
Neville'a. Hermiona była wstrząśnięta, a Ron zaszokowany. I rozradowany.
- Ha! Dobrze tak temu szczurowi. Ma to, na co zasłużył.
- Ron! - Gryfonka spojrzała na niego z potępieniem w orzechowych oczach.
- Cóż, to prawda. Chciał zabić Harry'ego. Drań ma szczęście, że przynajmniej żyje.
- Nie nazwałbym tego życiem - mruknął Harry.
- Racja. To jest okropne, a ty się z tego wyśmiewasz, Ron.
- Nie wyśmiewam się. Po prostu uważam, że to sprawiedliwa kara za to, co zrobił
Harry'emu.
- Nikt nie zasługuje na coś takiego, Ron - powiedziała poważnie Hermiona. - Ludzie
popełniają różne błędy, ale powinno im się dać szansę na naprawienie ich, a nie
skazywać ich na los, którego nie będą mogli już nigdy zmienić. To... to...
barbarzyństwo.
Ron zmarszczył brwi.
- Nie zgadzam się - burknął. - Spójrz na Snape'a. - Harry poczuł, jak na wzmiankę o
nim coś opada mu do żołądka. - Zabił tylu ludzi, kiedy służył Sama-Wiesz-Komu.
Dostał drugą szansę i co teraz robi? Gnębi nas i prześladuje. Skoro nie może już
torturować, to mści się na nas.
- Ron, przestań już - żachnęła się Hermiona.
- Ludzie się nie zmieniają. Nie warto dawać im drugiej szansy.
Harry przełknął ślinę. Bardzo nie podobał mu się kierunek tej rozmowy.
- Twój przykład jest idiotyczny - powiedziała Hermiona. - A poza tym profesor Snape
jest teraz po naszej stronie, co już nieraz udowodnił. I nieważne, jak bardzo go nie
lubisz. Nie możesz mieszać charakteru człowieka z jego uczynkami.
Ron odburknął coś pod nosem, ale nie próbował już dłużej się sprzeczać. Jeżeli
Hermiona uważała, że ma w czymś rację, to nic nie było jej w stanie przekonać, że
może się mylić.
- A poza tym nie rozmawiamy teraz o Snapie, tylko o Malfoyu - wtrącił Harry,
próbując zmienić temat.
- Jak myślicie? Kto mógł zrobić coś tak okrutnego? - zamyśliła się Gryfonka.
Spojrzała na przyjaciół, którzy w odpowiedzi wzruszyli jedynie ramionami.
Harry już wcześniej się nad tym zastanawiał. I musiał przyznać, że miał pewne
podejrzenie...
- Dumbledore odpada. W ogóle wątpię, aby to był którykolwiek z nauczycieli -
powiedziała poważnie Hermiona. - Nie wyobrażam sobie, aby któryś z nich mógł
doprowadzić swojego ucznia do takiego stanu.
- Może Sami-Wiecie-Kto? - zapytał nagle Ron. Hermiona i Harry spojrzeli na niego z
zaskoczeniem. - No co? Może Malfoy zrobił coś, czego nie powinien? Nie wiem.
Może chciał zabić Harry'ego, a Sami-Wiecie-Kto wściekł się, bo to on chciał go
własnoręcznie ukatrupić, a nie jakiś tam Malfoy.
Gryfonka wyglądała tak, jakby naprawdę rozważała taką opcję.
- A co się w takim razie stało z Crabbem i Goyle'em? - zapytał nagle Harry. - I co
robił w szkole Lucjusz Malfoy?
Ron zamyślił się.
- Może... nie wiem. Może wściekł się na Dumbledore'a, że wyrzucił Malfoya ze szkoły
i przez to dopadł go Sami-Wiecie-Kto?
- Ron, to, co mówisz, ma nawet sens - powiedziała powoli Hermiona. - A co do
Crabbe'a i Goyle'a, to wiemy tylko tyle, że zostali usunięci ze szkoły. Jak myślicie,
czy spotkał ich taki sam los, jak Draco?
- Według mnie to dobrze, że zniknęli, i mam gdzieś, co się z nimi stało. Cokolwiek ty
o tym sądzisz, Hermiono - powiedział po kilku chwilach Ron, spoglądając na
Harry'ego, jakby szukał u niego potwierdzenia.
- Jasne - burknął chłopak. Dziewczyna rzuciła im zdegustowane spojrzenie.
- Jesteście siebie warci - oświadczyła. - Idę spać. - Po tych słowach wstała i dumnym
krokiem wmaszerowała po schodach, kierując się do dormitorium dziewcząt.
- Czasami zastanawiam się, co takiego mi się w niej podoba - mruknął Ron,
spoglądając na Harry'ego, który w odpowiedzi wzruszył jedynie ramionami.
Na tym zakończyła się ich wczorajsza rozmowa. Jedyne, co mieli, to domysły i
spekulacje.
- Poczta! - Hermiona uśmiechnęła się, kiedy do jej wyciągniętej ręki wpadł
egzemplarz "Proroka Codziennego". Harry złapał swój i szybko odłożył na bok, nawet nie spoglądając na stronę tytułową. W zasadzie to sam nie wiedział, dlaczego wciąż
go prenumeruje. To prawda, że wolałby wiedzieć, co się dzieje, ale ostatnio ta
wiedza tylko go dołowała i sprawiała, że czuł się naprawdę... źle.
- Och - westchnęła Hermiona, rozkładając gazetę i spoglądając na stronę tytułową.
- Co się stało tym razem? - zapytał Ron, zanurzając zęby w kanapce z jajkiem i
pachnącą, wędzoną szynką.
- Kolejny atak - szepnęła Hermiona, wczytując się w artykuł.
- Znowu? Słyszałem, że dwa dni temu był paskudny atak na Hampstone. Podobno
zginęło kilku mugoli.
- Dwunastu - szepnął Harry, wpatrując się w swój talerz.
- Co?
- Dwunastu mugoli. Tylu zginęło - dodał, nie podnosząc wzroku. - Czytałem o tym.
- Serio? - Ron zrobił wielkie oczy. - Co za śmiercio...!
- Ron, czy mógłbyś się przymknąć? Próbuję czytać.
Gryfon ściszył głos do szeptu i pochylił się do Harry'ego.
- Naprawdę te pieprzone śmierciojady zabiły dwanaście osób? To wprost
nieprawdopodobne! I nikogo nie złapali? Nie wyśledzili ich?
Harry pokręcił głową. Nie czytał tamtego artykułu, ale podejrzewał, że jeżeli Aurorom
udałoby się schwytać chociaż jednego Śmierciożercę, ten "sukces" zostałby
ogłoszony wszem i wobec i pojawił się na pierwszej stronie, okazując się informacją
ważniejszą nawet od tej o samym ataku.
- Dlaczego? Skoro Snape jest szpiegiem, to dlaczego Aurorzy nic nie wiedzą o
planach Sami-Wiecie-Kogo? Przecież, logicznie rzecz biorąc, ten stary nietoperz
powinien przekazywać Dumbledore'owi takie informacje, a nie pozwalać, żeby ginęli
niewinni ludzie. Coś mi tu śmierdzi. I to bardzo mocno.
- Ron - przerwała mu Hermiona, spoglądając na nich znad gazety. - Gdyby Aurorzy
pojawili się nagle w miejscu planowanego ataku, to profesor Snape zostałby
natychmiast zdemaskowany. Zresztą spójrz na to. - Odwróciła do nich gazetę i
pokazała im pierwszą stronę.
NIEUDANY ATAK NA GŁÓWNĄ SIEDZIBĘ