Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
dłoni. Jego twarz pokryta była potem. Wyglądało na to, że z każdą minutą jest z nim
coraz gorzej. I dopiero wtedy do Harry'ego dotarła powaga całej sytuacji.
Krakwaty! Do cholery, one przecież były jadowite!
W jednym momencie zapomniał o wszystkim. O żalu, gniewie, pytaniach, które
cisnęły mu się na usta i goryczy, która ściskała gardło. Wszystko nagle rozwiało się,
przygniecione czymś o wiele potężniejszym i głębszym, czymś, co owinęło wokół
jego serca swoje lodowate szpony. Strachem.
Pobiegł za Severusem, który skierował się do salonu i opadł bezwładnie na fotel przy
wygaszonym teraz kominku. Twarz mężczyzny wykrzywiał ból i wydawało się, że z
każdą chwilą ten ból staje się coraz gorszy. Po skórze płynęły krople potu, a usta
zaciskały się tak mocno, iż stały się niemal białe.
Severus odkręcił butelkę i już miał przyłożyć ją do ust, kiedy coś w głowie Harry'ego
zaskoczyło.
- Co to jest? - zapytał, wskazując na flakonik.
- Potter... - Severus odezwał się zachrypniętym z bólu głosem - ...nie uważasz, że to
nie jest najlepszy moment na naukę Eliksirów?
Harry przypadł do niego, drżąc na całym ciele.
Severus mógł umrzeć! Dopiero teraz to do niego dotarło! Krakwaty zaatakowały
kiedyś nawet Hagrida i niemal skończyło się to tragicznie, a przecież Hagrid był pół-
olbrzymem i miał o wiele lepszą odporność niż ludzie!
- Powiedz mi tylko, co to jest! Muszę wiedzieć!
v - Wywar ze skrzeku żaberta.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się. Krew w jego żyłach buzowała z zawrotną
prędkością.
- To nie zadziała! - niemal krzyknął, a mężczyzna spojrzał na niego z zaskoczeniem.
Harry odwrócił się i rozejrzał po pomieszczeniu. Strzępki rozmowy odbytej kiedyś z
Hagridem docierały do niego jak zza mgły, usiłując przebić się przez szum w uszach i
walące w piersi serce.
Co to było? Jak się nazywało? Coś od jeża... Igły... przypomnij sobie! Przypomnij!
Przycisnął dłonie do głowy i zacisnął oczy.
- Igły... igły szpiczaka! Tak! To jest to! Severusie! - Odwrócił się gwałtownie do na
wpół leżącego w fotelu mężczyzny. - Potrzebuję igieł szpiczaka!
- O czym ty bredzisz, chłopcze? - Każde słowo Snape'a było coraz cichsze i
powolniejsze. - Nie zapominaj... że to ja jestem Mistrzem Eliksirów. Doskonale
potrafię sam sobie poradzić. A ty... czy nie powinieneś być teraz w swoim
dormitorium? - Po tych słowach ponownie przyłożył flakonik do ust, ale Harry jednym
ruchem wytrącił mu go z ręki. Butelka upadła na podłogę. - Co ty wyprawiasz, do
cholery? - wycedził Severus, ale nie było w tych słowach zwyczajowej mocy.
Harry nie wiedział, co wyprawiał. Wiedział tylko, że za wszelką cenę musi go
uratować, nawet jeżeli Severus miałby go za to znienawidzić do końca życia.
- Ty nie wiesz... Skrzek żaberta nie zadziała. Hagrid mi powiedział. Pomagałem mu z
Krakwatami. Wiem. Igły szpiczaka. Tylko one mogą pomóc! Nie ma czasu, powiedz
mi, gdzie one są! Szybko! - Widząc, że mężczyzna przygląda mu się z
powątpiewaniem, dodał niemal histerycznie: - Proszę, Severusie, zaufaj mi!
Severus oddychał ciężko i wyglądało na to, że ma coraz większe trudności z
mówieniem. Włosy przykleiły mu się do czoła. Krew z rany zrobiła się niemal czarna i
gęsta niczym śluz. Mężczyzna uniósł powoli prawą dłoń i wskazał na otwarte drzwi
do gabinetu.
- W lewym rogu. Górna półka.
Harry wypadł z salonu i pobiegł do gabinetu. Zgarnął po drodze moździerz i tłuczek
leżące obok kilku mosiężnych wag na jednej z półek i po krótkich poszukiwaniach
odnalazł fiolkę z długimi na około dziesięć centymetrów, połyskującymi lekko igłami.
Złapał ją, odkorkował i wsypał igły do moździerza, po czym zaczął rozcierać je z taką
siłą, iż miał wrażenie, że w najbliższym czasie nie będzie mógł używać prawej ręki.
Powoli, nie przestając ugniatać igieł, powrócił do salonu i opadł na kolana obok
Severusa. Igły już puściły sok i im dłużej je ucierał, tym stawały się bardziej wiotkie i zaczęły się rozpadać. Co jakiś czas zerkał z niepokojem na Severusa, który miał
coraz większe problemy z oddychaniem. Jego zamknięte powieki drżały lekko, a
wpółotwarte usta z trudem łapały powietrze. W płucach mu rzęziło, a z rany zaczęło
wyciekać coś zielonego. Twarz była jeszcze bledsza niż zwykle, pomimo płynących
po niej kropli potu.
Musi się pospieszyć! Musi! Inaczej Severus... inaczej on...
Włożył jeszcze więcej siły w ucieranie, jego prawa dłoń drżała od wysiłku, wzdłuż
całego ramienia płynęły bolesne skurcze, nadwyrężone mięśnie odmawiały
współpracy.
Jest! Ostatnia igła rozpadła się i zmieszała z sokiem, tworząc gęstą, połyskującą na
brązowo i zielono papkę. Harry nabrał jej palcami i trzęsącą się dłonią ostrożnie
nałożył na ranę. Severus syknął i poderwał ramię, ale nie cofnął go. Harry przełknął
ślinę i wziął kolejną porcję, którą najdelikatniej jak potrafił, zaczął wsmarowywać w
ranę. Starał się zrobić to jak najdokładniej, aby gęsta maź zasklepiła wszystkie
szczeliny pozostawione przez kły. W momencie, kiedy zielonkawa krew stykała się z
maścią, zaczynała syczeć i parować, jakby była wypalana. Harry wyskrobał resztę i
wklepał ją w ranę, tworząc powoli zasychającą, grubą skorupę. Odłożył moździerz na
podłogę, łagodnie ujął dłoń zranionej ręki Severusa i położył głowę na kolanach
mężczyzny, wpatrując się w jego twarz i czekając.
...
...
Nic!
Żadnej reakcji!
Harry jeszcze nigdy w całym swoim życiu tak strasznie się nie bał. Wiedział, że musi
być tak samo blady jak siedzący przed nim mężczyzna. Ręka drżała mu tak bardzo,
że jej wibracje odczuwał w całym ciele, tak jakby cierpiał na chorobę Parkinsona.
Błagam, błagam, zrobię wszystko...
Jeszcze nigdy z taką pasją nie prosił wszystkich otaczających go dobrych duchów o
pomoc.
I kiedy panika już prawie nim zawładnęła i zaczęło brakować mu powietrza, wtedy to
dostrzegł...
Na twarzy Severusa, zamiast cierpienia, pojawiła się... ulga, zmarszczki wygładziły
się, a z ust wydobyło się ciche westchnienie. Tak, jakby ból powoli odpływał. Biała jak
papier twarz zaczęła nabierać kolorów, oddech stawał się coraz głębszy i
regularniejszy, napięte ciało rozluźniało się.
Harry poderwał głowę i szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w oblicze Severusa.
Mężczyzna powoli uniósł powieki. W zamglonych, czarnych oczach pojawiło się
światło.
Harry wstrzymał oddech, kiedy ciemne spojrzenie spoczęło na nim. Otworzył usta,
ale miał tak dużą gulę w gardle, że nie mógł wypowiedzieć słowa. Jego serce wciąż
waliło jak oszalałe i nie mogło się uspokoić. Ścisnął dłoń Severusa i z trudem
przełknął ślinę.
- Boli cię coś? - zapytał cicho. Severus pokręcił głową. Harry poczuł, jak po jego
skórze spływa chłodna ulga, wypłukując kąsający mu wnętrzności strach.
Udało się. Naprawdę się udało!
Dziękuje, dziękuję!
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się bałem, że... - zająknął się i przeniósł wzrok na ranę.
Maść wsiąknęła w skórę, a wysuszone fragmenty zamieniły się w pył i opadły na
podłogę. Przesunął się bliżej, ściskając bezwładną dłoń jeszcze mocniej. Pochylił się
i złożył na niej pocałunek. Potem następny. I następny. - Nie chcę już nigdy więcej