Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 264 265 266 267 268 269 270 271 272 ... 508
Перейти на страницу:

Fakt.

No dobra. To... uklęknę przed tobą, zupełnie nagi, tylko w krawacie i będę ci

obciągał, mówiąc do ciebie "panie profesorze". I będę się przed tobą masturbował...

Czy to jest odpowiednia cena za jedną niewielką podpowiedź?

Harry'emu już dawno nie biło tak serce, kiedy czekał na wiadomość od najwyraźniej

absolutnie zaskoczonego tą ofertą Snape'a.

Chcesz mi się sprzedać w zamian za wyższą ocenę? - odczytał kilka chwil później i

poczuł, jak żołądek podskakuje mu do gardła, a w podbrzuszu rozlewa się fala żaru.

O cholera!

To, co robili, było takie... takie...

Jeżeli tak pan to nazywa, profesorze... Ja to nazywam... wymianą.

Uśmiechnął się do siebie i pochylił nad kartką w oczekiwaniu na odpowiedź. Wolał

już nie spoglądać na siedzącą przy biurku, ciemną sylwetkę Mistrza Eliksirów.

Rozgrzewające jego policzki podekscytowanie mogłoby być wtedy zbyt widoczne na

jego twarzy. Kiedy otrzymał wiadomość, niemal zgniótł kamień w dłoni.

Jesteś obrzydliwą, bezwstydną dziwką, Potter. Wiesz o tym?

Merlinie, czy to możliwe, żeby tak płonąć od środka czymś gorętszym nawet od

ognia?

Wiem. Ale tylko twoją.

Mam nadzieję. Ale zapłacisz mi za to. Obiecuję, że kiedy tylko przekroczysz próg

moich komnat, nie zdążysz nawet powiedzieć słowa, ponieważ wedrę się w twoje

usta i wbiję się tak głęboko w twoje gardło, że będziesz mnie prosił, abym pozwolił ci

chociaż zaczerpnąć tchu.

Krew Harry'ego zaczęła wrzeć i krzyczeć w jego żyłach. Otakotakotak! Kurwa!

Taktaktak!

Dopiero, kiedy zorientował się, że nadal trzyma spoconą dłoń zaciśniętą wokół

kamienia i wysyła te okrzyki Severusowi, wypuścił go ze swojej ręki, z całej siły

próbując zapanować nad pełzającym po jego wnętrznościach podnieceniem.

Zerknął na sekundę w stronę Severusa i zobaczył, że kąciki jego cienkich warg

uniosły się nieznacznie, podczas odczytywania litani , którą nieświadomie wysłał mu

Harry. Przez chwilę oddychał głęboko, próbując się uspokoić, a wtedy ponownie

poczuł ciepło w kieszeni.

Oko przyrazy. I minus pięć punktów dla Gryffindoru za język, panie Potter.

Harry nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Nie tym razem.

Jak pan może odbierać mi punkty za język? Jestem pewien, że dzisiaj wieczorem ten

język tak pana zadowoli, że przyzna mi pan te punkty z powrotem. I to w znacznie

większej ilości.

Z pewnością nic takiego się nie wydarzy. Ale bądź pewien, że odbiorę ci jeden punkt

za każdą kroplę, która wypłynie z twoich ust.

Dupek!

I to będzie cię kosztować kolejne pięć punktów. I radzę wrócić do testu, o ile nie

chcesz stracić kolejnych.

Harry zacisnął zęby i wepchnął kamień do kieszeni, przeklinając w myślach Snape'a i

jego punkty, a jednocześnie czując w sobie niezwykłe podekscytowanie. Rozejrzał

się ukradkowo, ale na szczęście każdy był zbyt zajęty testem, aby zwracać na niego

uwagę. Pochylił się nad kartką i po chwili wahania zaczął wypisywać właściwości...

nie, jednak nie oka przyrazy, tylko kłów utopca.

Co jak co, ale jednak trochę już Snape'a znał i wiedział, że w pewnych kwestiach...

nie należy mu ufać.

* "What I go to school for" by Busted

--- rozdział 45 ---

45. The Guardian

Let me be your shelter

Let me be your light

I'm here, nothing can harm you

My words will warm and calm you

I'm here with you, beside you,

to guard you and to guide you...*

Odzwyczajonym od nauki uczniom pierwsze dwa dni szkoły niesamowicie się dłużyły.

Nawet zajęcia praktyczne wymagały od nich większego skupienia niż zazwyczaj.

Teorię na ogół i tak przesypiali, o ile tylko była taka możliwość, to znaczy, o ile nie

były to zajęcia ze Snape'em albo McGonagall.

Irytek znowu miał cały zastęp uczniów do dręczenia, a Filch nareszcie mógł ukarać

kilka co bardziej pechowych osób za takie zbrodnie jak "zabłacanie korytarzy" albo

"zbyt głośny śmiech" i dać tym upust swojej chronicznej frustracji. Prawie Bezgłowy Nick przechwalał się wszystkim uczniom, których napotkał, że skoro Klub

Bezgłowych nie chciał przyjąć go w swoje szeregi, to on podczas ferii założył własny

Klub Prawie Bezgłowych i zapraszał do niego wszystkich chętnych, którzy zamierzali

w najbliższym czasie, czyli w przeciągu nadchodzących stu lat, nie do końca pozbyć

się własnej głowy, a nawet oferował fachową pomoc i porady w stylu "jak odciąć

głowę, aby nie przeholować" albo "jak nie stracić głowy w zaledwie pięć cięć". Jak na razie do klubu zapisał się tylko Neville Longbottom, który uważał, że przy swoim

pechu powinien być przygotowany na taką okoliczność.

Jedyną osobą, która w pocie czoła pracowała na zajęciach, była oczywiście

Hermiona i już w ciągu dwóch pierwszych dni zarobiła dla Gryffindoru prawie

trzydzieści punktów. Niestety, cała reszta Gryfonów straciła dokładnie tyle samo,

przez co ostatecznie bilans i tak wyszedł na zero.

Gdy połowa szkoły, a w szczególności młodsze roczniki, wyległy w poniedziałkowy

wieczór na oświetlony pochodniami, iskrzący od zalegającego wszędzie białego

puchu dziedziniec szkolny i rozpoczęła się inaugurująca nowy semestr bitwa na

śnieżki, Harry udał się na szlaban do lochów. Bitwy na śnieżki były jednymi z rzeczy,

które w Hogwarcie uwielbiał najbardziej, ale jednak nie aż tak bardzo jak smak i

zapach penisa Snape'a. Mistrz Eliksirów spełnił swoją obietnicę i kiedy Harry

zaledwie wszedł do salonu, został przywitany słowami Na kolana, a cała reszta

wieczoru rozmazała mu się przed oczami od szybkości, z jaką Severus wbijał się w

jego usta i od spermy, która kilkakrotnie w ciągu całego szlabanu osiadała mu na

okularach. Na szczęście Snape nie odebrał mu za to punktów...

Kiedy już powrócił do wieży Gryffindoru i został powitany współczującymi

spojrzeniami swoich przyjaciół, mówiącymi: "my się tak świetnie bawiliśmy, a ty nie, och, jakże nam przykro, Harry...", z trudem powstrzymywał się od śmiechu i

powiedzenia im, że było wręcz odwrotnie. Żadna, nawet największa i najwspanialsza

bitwa na śnieżki nie mogła się równać z tym, czego właśnie skosztował.

Tego wieczoru jeszcze przez jakiś czas nie mógł zasnąć, rozpamiętując dokładnie

każdy szczegół swojego szlabanu i po jakimś czasie wyciągnął spod poduszki Mapę

Huncwotów, aby sprawdzić, co też Severus może teraz robić. Nie zobaczył go ani w

gabinecie, ani w salonie, ani w sypialni. Nie było go również w łazience. Podejrzewał,

że pewnie znowu siedzi w swoim laboratorium i warzy jakieś skomplikowane

mikstury. Już miał zamknąć mapę, kiedy spostrzegł poruszenie w samym rogu

arkusza. Wystarczył jeden rzut okiem, aby serce w nim zamarło.

Przez korytarz prowadzący z lochów do wyjścia z zamku szli Severus i... Nott.

Znowu!

Harry poczuł, jak niepokój i żółty, jadowity potwór zazdrości ponownie się w nim

odzywają.

Spokojnie, tylko spokojnie. Severus powiedział mu, że udziela Nottowi korepetycji.

Ale, do diabła, w środku nocy i to poza zamkiem? Ponieważ obaj wyraźnie zmierzali

w stronę skraju mapy, ku tej części błoni Hogwartu, do której mapa już nie sięgała.

A może... może obaj udają się na jakieś spotkanie Śmierciożerców? W sumie nie

zdziwiłby się, gdyby ojciec Notta wciągnął swojego syna do służby Voldemortowi.

Nie! Ufa Snape'owi! Na pewno to tylko to. Albo [i]aż[/i] to. Na pewno wszystko jest w

1 ... 264 265 266 267 268 269 270 271 272 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)