Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Fakt.
No dobra. To... uklęknę przed tobą, zupełnie nagi, tylko w krawacie i będę ci
obciągał, mówiąc do ciebie "panie profesorze". I będę się przed tobą masturbował...
Czy to jest odpowiednia cena za jedną niewielką podpowiedź?
Harry'emu już dawno nie biło tak serce, kiedy czekał na wiadomość od najwyraźniej
absolutnie zaskoczonego tą ofertą Snape'a.
Chcesz mi się sprzedać w zamian za wyższą ocenę? - odczytał kilka chwil później i
poczuł, jak żołądek podskakuje mu do gardła, a w podbrzuszu rozlewa się fala żaru.
O cholera!
To, co robili, było takie... takie...
Jeżeli tak pan to nazywa, profesorze... Ja to nazywam... wymianą.
Uśmiechnął się do siebie i pochylił nad kartką w oczekiwaniu na odpowiedź. Wolał
już nie spoglądać na siedzącą przy biurku, ciemną sylwetkę Mistrza Eliksirów.
Rozgrzewające jego policzki podekscytowanie mogłoby być wtedy zbyt widoczne na
jego twarzy. Kiedy otrzymał wiadomość, niemal zgniótł kamień w dłoni.
Jesteś obrzydliwą, bezwstydną dziwką, Potter. Wiesz o tym?
Merlinie, czy to możliwe, żeby tak płonąć od środka czymś gorętszym nawet od
ognia?
Wiem. Ale tylko twoją.
Mam nadzieję. Ale zapłacisz mi za to. Obiecuję, że kiedy tylko przekroczysz próg
moich komnat, nie zdążysz nawet powiedzieć słowa, ponieważ wedrę się w twoje
usta i wbiję się tak głęboko w twoje gardło, że będziesz mnie prosił, abym pozwolił ci
chociaż zaczerpnąć tchu.
Krew Harry'ego zaczęła wrzeć i krzyczeć w jego żyłach. Otakotakotak! Kurwa!
Taktaktak!
Dopiero, kiedy zorientował się, że nadal trzyma spoconą dłoń zaciśniętą wokół
kamienia i wysyła te okrzyki Severusowi, wypuścił go ze swojej ręki, z całej siły
próbując zapanować nad pełzającym po jego wnętrznościach podnieceniem.
Zerknął na sekundę w stronę Severusa i zobaczył, że kąciki jego cienkich warg
uniosły się nieznacznie, podczas odczytywania litani , którą nieświadomie wysłał mu
Harry. Przez chwilę oddychał głęboko, próbując się uspokoić, a wtedy ponownie
poczuł ciepło w kieszeni.
Oko przyrazy. I minus pięć punktów dla Gryffindoru za język, panie Potter.
Harry nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Nie tym razem.
Jak pan może odbierać mi punkty za język? Jestem pewien, że dzisiaj wieczorem ten
język tak pana zadowoli, że przyzna mi pan te punkty z powrotem. I to w znacznie
większej ilości.
Z pewnością nic takiego się nie wydarzy. Ale bądź pewien, że odbiorę ci jeden punkt
za każdą kroplę, która wypłynie z twoich ust.
Dupek!
I to będzie cię kosztować kolejne pięć punktów. I radzę wrócić do testu, o ile nie
chcesz stracić kolejnych.
Harry zacisnął zęby i wepchnął kamień do kieszeni, przeklinając w myślach Snape'a i
jego punkty, a jednocześnie czując w sobie niezwykłe podekscytowanie. Rozejrzał
się ukradkowo, ale na szczęście każdy był zbyt zajęty testem, aby zwracać na niego
uwagę. Pochylił się nad kartką i po chwili wahania zaczął wypisywać właściwości...
nie, jednak nie oka przyrazy, tylko kłów utopca.
Co jak co, ale jednak trochę już Snape'a znał i wiedział, że w pewnych kwestiach...
nie należy mu ufać.
* "What I go to school for" by Busted
--- rozdział 45 ---
45. The Guardian
Let me be your shelter
Let me be your light
I'm here, nothing can harm you
My words will warm and calm you
I'm here with you, beside you,
to guard you and to guide you...*
Odzwyczajonym od nauki uczniom pierwsze dwa dni szkoły niesamowicie się dłużyły.
Nawet zajęcia praktyczne wymagały od nich większego skupienia niż zazwyczaj.
Teorię na ogół i tak przesypiali, o ile tylko była taka możliwość, to znaczy, o ile nie
były to zajęcia ze Snape'em albo McGonagall.
Irytek znowu miał cały zastęp uczniów do dręczenia, a Filch nareszcie mógł ukarać
kilka co bardziej pechowych osób za takie zbrodnie jak "zabłacanie korytarzy" albo
"zbyt głośny śmiech" i dać tym upust swojej chronicznej frustracji. Prawie Bezgłowy Nick przechwalał się wszystkim uczniom, których napotkał, że skoro Klub
Bezgłowych nie chciał przyjąć go w swoje szeregi, to on podczas ferii założył własny
Klub Prawie Bezgłowych i zapraszał do niego wszystkich chętnych, którzy zamierzali
w najbliższym czasie, czyli w przeciągu nadchodzących stu lat, nie do końca pozbyć
się własnej głowy, a nawet oferował fachową pomoc i porady w stylu "jak odciąć
głowę, aby nie przeholować" albo "jak nie stracić głowy w zaledwie pięć cięć". Jak na razie do klubu zapisał się tylko Neville Longbottom, który uważał, że przy swoim
pechu powinien być przygotowany na taką okoliczność.
Jedyną osobą, która w pocie czoła pracowała na zajęciach, była oczywiście
Hermiona i już w ciągu dwóch pierwszych dni zarobiła dla Gryffindoru prawie
trzydzieści punktów. Niestety, cała reszta Gryfonów straciła dokładnie tyle samo,
przez co ostatecznie bilans i tak wyszedł na zero.
Gdy połowa szkoły, a w szczególności młodsze roczniki, wyległy w poniedziałkowy
wieczór na oświetlony pochodniami, iskrzący od zalegającego wszędzie białego
puchu dziedziniec szkolny i rozpoczęła się inaugurująca nowy semestr bitwa na
śnieżki, Harry udał się na szlaban do lochów. Bitwy na śnieżki były jednymi z rzeczy,
które w Hogwarcie uwielbiał najbardziej, ale jednak nie aż tak bardzo jak smak i
zapach penisa Snape'a. Mistrz Eliksirów spełnił swoją obietnicę i kiedy Harry
zaledwie wszedł do salonu, został przywitany słowami Na kolana, a cała reszta
wieczoru rozmazała mu się przed oczami od szybkości, z jaką Severus wbijał się w
jego usta i od spermy, która kilkakrotnie w ciągu całego szlabanu osiadała mu na
okularach. Na szczęście Snape nie odebrał mu za to punktów...
Kiedy już powrócił do wieży Gryffindoru i został powitany współczującymi
spojrzeniami swoich przyjaciół, mówiącymi: "my się tak świetnie bawiliśmy, a ty nie, och, jakże nam przykro, Harry...", z trudem powstrzymywał się od śmiechu i
powiedzenia im, że było wręcz odwrotnie. Żadna, nawet największa i najwspanialsza
bitwa na śnieżki nie mogła się równać z tym, czego właśnie skosztował.
Tego wieczoru jeszcze przez jakiś czas nie mógł zasnąć, rozpamiętując dokładnie
każdy szczegół swojego szlabanu i po jakimś czasie wyciągnął spod poduszki Mapę
Huncwotów, aby sprawdzić, co też Severus może teraz robić. Nie zobaczył go ani w
gabinecie, ani w salonie, ani w sypialni. Nie było go również w łazience. Podejrzewał,
że pewnie znowu siedzi w swoim laboratorium i warzy jakieś skomplikowane
mikstury. Już miał zamknąć mapę, kiedy spostrzegł poruszenie w samym rogu
arkusza. Wystarczył jeden rzut okiem, aby serce w nim zamarło.
Przez korytarz prowadzący z lochów do wyjścia z zamku szli Severus i... Nott.
Znowu!
Harry poczuł, jak niepokój i żółty, jadowity potwór zazdrości ponownie się w nim
odzywają.
Spokojnie, tylko spokojnie. Severus powiedział mu, że udziela Nottowi korepetycji.
Ale, do diabła, w środku nocy i to poza zamkiem? Ponieważ obaj wyraźnie zmierzali
w stronę skraju mapy, ku tej części błoni Hogwartu, do której mapa już nie sięgała.
A może... może obaj udają się na jakieś spotkanie Śmierciożerców? W sumie nie
zdziwiłby się, gdyby ojciec Notta wciągnął swojego syna do służby Voldemortowi.
Nie! Ufa Snape'owi! Na pewno to tylko to. Albo [i]aż[/i] to. Na pewno wszystko jest w