Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
MIĘDZYNARODOWEJ FEDERACJI QUIDDITCHA!
TRZECH ŚMIERCIOŻERCÓW ZGINĘŁO NA MIEJSCU!
- No w końcu! - rozpromienił się Ron. - Nareszcie dali im popalić! Ukatrupili aż
trzech? No nieźle! Słyszałeś, Harry?
Chłopak pokiwał głową, czując nagłe, dziwne ukłucie na myśl o Severusie.
- Pewnie temu, kto ich dopadł, wręczą jakiś medal - zażartował Ron. - Napisali, kto
ich zabił?
- Tak. - Hermiona z powrotem odwróciła do siebie proroka. - Jakiś mało znany Auror,
który po wszystkim dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Nie mogą go nigdzie
znaleźć i to jest najdziwniejsze.
- Może wystraszył się rozgłosu i uciekł?
- Wątpię. Raczej restrykcji. Mieli ich schwytać żywcem. To znaczy, tych dwóch.
Trzeci został znaleziony w bocznym zaułku kilkanaście metrów od budynku.
Harry zmarszczył brwi.
- To dziwne.
- Podejrzewają, że ktoś musiał wykonać na nim wyrok. Znają już jego tożsamość. Był
to daleki krewny Bellatrix Lestrange, właściciel kilku nocnych klubów dla
czarodziejów, znajdujących się na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu, niejaki Deamus
Blackwood - przeczytała Hermiona.
- Blackwood? Pierwsze słyszę - powiedział Ron, spoglądając na Harry'ego.
- Ja też.
Hermiona westchnęła i powróciła do dalszego przeglądania gazety.
- Przynajmniej o trzech mniej. Wszystko jedno, jak zginęli. Prawda, Harry?
- Co? A tak, racja - odparł chłopak.
- Chociaż szkoda, że nie udało im się złapać ich żywcem. Może powiedzieliby coś
ciekawego. - Ron ugryzł swój tost i powrócił do śniadania.
Harry jednak nie był już głodny. Zerknął ukradkowo na siedzącego przy stole
nauczycielskim Severusa. Wciąż krążyło mu po głowie pytanie, czy mężczyzna
również brał udział w tej akcji. A jeżeli tak, to dziękował wszystkim dobrym duchom
za to, że nie został złapany albo, co gorsza, zabity przez któregoś z Aurorów.
Tylko to go obchodziło. Tylko on.
- Harry! - Gryfon rozejrzał się nieco oszołomiony, w poszukiwaniu wołającej go
osoby. - Cześć! - Przy jego stole wyrosła nagle uśmiechnięta szeroko Anastassy. -
Jak ci minęły ferie?
- Ee... - Harry nie miał bladego pojęcia, co odpowiedzieć. - Dobrze.
- Słyszałam, że spędzałeś je w Hogwarcie. Chciałam zostać i dotrzymać ci
towarzystwa, ale mama mi nie pozwoliła. - Dziewczyna nadąsała się nieco, ale nie
przestała wpatrywać się w niego z zachwytem malującym się w jej dużych, okrągłych
oczach. - Proszę, to dla ciebie. - Wysunęła przed siebie paczuszkę oklejoną
serduszkami. Harry wpatrywał się w prezent tak, jakby ten miał go zaraz ugryźć. -
Chciałam ci to dać przed wyjazdem, ale nie mogłam cię spotkać, a chciałam wręczyć
ci to osobiście. - Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, po czym wcisnęła mu do ręki
prezent i odsunęła się, czekając z niecierpliwością, aż go otworzy.
Harry przełknął ślinę i rozejrzał się po wpatrujących się w niego twarzach najbliżej
siedzących Gryfonów. Lavender i Parvati zaczęły chichotać.
- Ale... mam jeszcze coś do załatwienia i... muszę już iść. Tak, muszę iść.
Natychmiast. - Wcisnął paczkę pod pachę, zerwał się z miejsca i pospiesznie opuścił
Wielką Salę, odprowadzony zaskoczonym i trochę rozczarowanym spojrzeniem
Anastassy oraz o wiele groźniejszym, płonącym spojrzeniem Mistrza Eliksirów.
Nic nie zmusiłoby go do otworzenia prezentu od jakiejś zakochanej w nim smarkuli
na oczach całej szkoły i na [i]jego[/i] oczach. To przecież może być wszystko. Od
wirujących, śpiewających pluszaków począwszy - myślał, rozrywając ostrożnie
papier, po tym, jak zaszył się za pierwszym posągiem, który spotkał - a skończywszy
na... o bogowie...
Z niedowierzaniem wpatrywał się w różowe, włochate nauszniki w kształcie serc.
...no właśnie, a skończywszy na czymś takim. I w dodatku do prezentu doczepiony
był mały liścik z jakimś banalnym wierszykiem dla zakochanych.
Dlaczego, jeżeli już ktoś obdarzy go uczuciem, to musi to być ktoś pokroju tej małej?
Westchnął ciężko i już miał zamiar wcisnąć prezent do swojej torby, aby móc go
później wyrzucić przy pierwszej nadarzającej się okazji, kiedy padł na niego cień.
Podniósł głowę i spojrzał prosto w lśniące niczym obsydian, czarne oczy.
- No, no, no.. jakiż rozkoszny prezent. Twoje wielbicielki chyba za bardzo cię
rozpieszczają, nie uważasz, Potter? - powiedział cicho Snape, wpatrując się z
obrzydzeniem w różowe futerko. - Och, a co my tu jeszcze mamy? - Mistrz Eliksirów
pochylił się gwałtownie i wyrwał z dłoni Harry'ego liścik napisany na różowym,
pachnącym papierze. - No proszę. Cóż za wzruszająca sentencja: "... żadnych
skarbów ja nie pragnę, tylko żebyś został mój". - Wycedził swoim najbardziej
szyderczym głosem, gniotąc list w dłoni i spoglądając na Harry'ego z płomieniami w
oczach.
Harry rozejrzał się po korytarzu. Był pusty. Na razie. Znajdowali się zaledwie trzy
zakręty od Wielkiej Sali.
- Ja... nie chciałem tego - odparł Harry, zniżając głos do szeptu. - To nie moja wina,
że ta mała ciągle za mną chodzi.
Severus uniósł brew.
- Czyżby? Nie zauważyłem, abyś był dla niej przesadnie nieprzyjemny. Masz się jej
pozbyć, Potter!
Harry otworzył usta, aby zaprotestować, ale szybko je zamknął. Ten człowiek był
niemożliwy! Pokręcił głową z niedowierzaniem, podczas gdy na jego usta wypłynął
rozbawiony uśmiech.
- Severusie, chyba nie jesteś zazdrosny o czternastoletnią dziewczynkę?
Oczy Snape'a błysnęły groźnie.
- Staram się po prostu pilnować mojej własności - syknął cicho.
Harry oparł się nonszalancko o ścianę.
Snape naprawdę był zazdrosny. O tę smarkulę! Cóż, ta myśl była... przyjemna. I to
niezwykle przyjemna, sądząc po rozlewającym się w jego podbrzuszu cieple.
- Twojej "własności'? - zapytał cicho, mrużąc oczy.
To była chwila. Nagły ruch i Harry został przyciśnięty do ściany, czując długie, zimne
palce, zaciskające się na jego szyi i gorący oddech mężczyzny, parzący jego ucho
żarliwym szeptem:
- Nie igraj ze mną, Potter. Należysz do mnie. Każdy skrawek twojej skóry, każdy włos
na twoim ciele, każda kropla twojego potu - to wszystko należy do mnie i masz o tym
pamiętać! - sączył mu do ucha, podczas gdy Harry czuł, jak unoszą mu się włoski na
karku, a krew w żyłach zaczyna krążyć z niesamowitą siłą. - Z pewnością nie
zapomniałeś o moim ostrzeżeniu.
Harry dyszał ciężko, nie potrafiąc wykonać żadnego ruchu. Żarliwość, z jaką Severus
szeptał mu do ucha te wszystkie rzeczy, była tak pobudzająca, że nie myśląc o tym,
co robi, złapał drugą rękę mężczyzny i przycisnął do swojego krocza.
- Dotknij mnie. Proszę - wyjęczał cicho, zaciskając powieki i wypychając biodra w
stronę tej silnej dłoni.
Och, był taki twardy, a oddech Severusa był taki gorący, że wydawało mu się, że
skóra twarzy topi mu się pod jego wpływem.
- Z przyjemnością bym to zrobił - wyszeptał Snape. - Ale chciałbym ci przypomnieć,
że znajdujemy się na korytarzu.
- Nie obchodzi mnie to - mruknął Harry, ocierając się o mężczyznę. Słyszał jego
przyspieszony oddech. Czuł, jak drży pod czarną szatą. Wiedział, że jest co najmniej
tak samo podniecony, jak Harry. Wiedział, że go pragnie. Dokładnie teraz, w tym
miejscu, mógłby go zerżnąć. Szybko, w pośpiechu zsunąć mu spodnie, tylko tyle, ile
potrzeba, a później wbić się w niego swoim twardym jak skała i gorącym jak lawa