Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 262 263 264 265 266 267 268 269 270 ... 508
Перейти на страницу:

MIĘDZYNARODOWEJ FEDERACJI QUIDDITCHA!

TRZECH ŚMIERCIOŻERCÓW ZGINĘŁO NA MIEJSCU!

- No w końcu! - rozpromienił się Ron. - Nareszcie dali im popalić! Ukatrupili aż

trzech? No nieźle! Słyszałeś, Harry?

Chłopak pokiwał głową, czując nagłe, dziwne ukłucie na myśl o Severusie.

- Pewnie temu, kto ich dopadł, wręczą jakiś medal - zażartował Ron. - Napisali, kto

ich zabił?

- Tak. - Hermiona z powrotem odwróciła do siebie proroka. - Jakiś mało znany Auror,

który po wszystkim dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Nie mogą go nigdzie

znaleźć i to jest najdziwniejsze.

- Może wystraszył się rozgłosu i uciekł?

- Wątpię. Raczej restrykcji. Mieli ich schwytać żywcem. To znaczy, tych dwóch.

Trzeci został znaleziony w bocznym zaułku kilkanaście metrów od budynku.

Harry zmarszczył brwi.

- To dziwne.

- Podejrzewają, że ktoś musiał wykonać na nim wyrok. Znają już jego tożsamość. Był

to daleki krewny Bellatrix Lestrange, właściciel kilku nocnych klubów dla

czarodziejów, znajdujących się na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu, niejaki Deamus

Blackwood - przeczytała Hermiona.

- Blackwood? Pierwsze słyszę - powiedział Ron, spoglądając na Harry'ego.

- Ja też.

Hermiona westchnęła i powróciła do dalszego przeglądania gazety.

- Przynajmniej o trzech mniej. Wszystko jedno, jak zginęli. Prawda, Harry?

- Co? A tak, racja - odparł chłopak.

- Chociaż szkoda, że nie udało im się złapać ich żywcem. Może powiedzieliby coś

ciekawego. - Ron ugryzł swój tost i powrócił do śniadania.

Harry jednak nie był już głodny. Zerknął ukradkowo na siedzącego przy stole

nauczycielskim Severusa. Wciąż krążyło mu po głowie pytanie, czy mężczyzna

również brał udział w tej akcji. A jeżeli tak, to dziękował wszystkim dobrym duchom

za to, że nie został złapany albo, co gorsza, zabity przez któregoś z Aurorów.

Tylko to go obchodziło. Tylko on.

- Harry! - Gryfon rozejrzał się nieco oszołomiony, w poszukiwaniu wołającej go

osoby. - Cześć! - Przy jego stole wyrosła nagle uśmiechnięta szeroko Anastassy. -

Jak ci minęły ferie?

- Ee... - Harry nie miał bladego pojęcia, co odpowiedzieć. - Dobrze.

- Słyszałam, że spędzałeś je w Hogwarcie. Chciałam zostać i dotrzymać ci

towarzystwa, ale mama mi nie pozwoliła. - Dziewczyna nadąsała się nieco, ale nie

przestała wpatrywać się w niego z zachwytem malującym się w jej dużych, okrągłych

oczach. - Proszę, to dla ciebie. - Wysunęła przed siebie paczuszkę oklejoną

serduszkami. Harry wpatrywał się w prezent tak, jakby ten miał go zaraz ugryźć. -

Chciałam ci to dać przed wyjazdem, ale nie mogłam cię spotkać, a chciałam wręczyć

ci to osobiście. - Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, po czym wcisnęła mu do ręki

prezent i odsunęła się, czekając z niecierpliwością, aż go otworzy.

Harry przełknął ślinę i rozejrzał się po wpatrujących się w niego twarzach najbliżej

siedzących Gryfonów. Lavender i Parvati zaczęły chichotać.

- Ale... mam jeszcze coś do załatwienia i... muszę już iść. Tak, muszę iść.

Natychmiast. - Wcisnął paczkę pod pachę, zerwał się z miejsca i pospiesznie opuścił

Wielką Salę, odprowadzony zaskoczonym i trochę rozczarowanym spojrzeniem

Anastassy oraz o wiele groźniejszym, płonącym spojrzeniem Mistrza Eliksirów.

Nic nie zmusiłoby go do otworzenia prezentu od jakiejś zakochanej w nim smarkuli

na oczach całej szkoły i na [i]jego[/i] oczach. To przecież może być wszystko. Od

wirujących, śpiewających pluszaków począwszy - myślał, rozrywając ostrożnie

papier, po tym, jak zaszył się za pierwszym posągiem, który spotkał - a skończywszy

na... o bogowie...

Z niedowierzaniem wpatrywał się w różowe, włochate nauszniki w kształcie serc.

...no właśnie, a skończywszy na czymś takim. I w dodatku do prezentu doczepiony

był mały liścik z jakimś banalnym wierszykiem dla zakochanych.

Dlaczego, jeżeli już ktoś obdarzy go uczuciem, to musi to być ktoś pokroju tej małej?

Westchnął ciężko i już miał zamiar wcisnąć prezent do swojej torby, aby móc go

później wyrzucić przy pierwszej nadarzającej się okazji, kiedy padł na niego cień.

Podniósł głowę i spojrzał prosto w lśniące niczym obsydian, czarne oczy.

- No, no, no.. jakiż rozkoszny prezent. Twoje wielbicielki chyba za bardzo cię

rozpieszczają, nie uważasz, Potter? - powiedział cicho Snape, wpatrując się z

obrzydzeniem w różowe futerko. - Och, a co my tu jeszcze mamy? - Mistrz Eliksirów

pochylił się gwałtownie i wyrwał z dłoni Harry'ego liścik napisany na różowym,

pachnącym papierze. - No proszę. Cóż za wzruszająca sentencja: "... żadnych

skarbów ja nie pragnę, tylko żebyś został mój". - Wycedził swoim najbardziej

szyderczym głosem, gniotąc list w dłoni i spoglądając na Harry'ego z płomieniami w

oczach.

Harry rozejrzał się po korytarzu. Był pusty. Na razie. Znajdowali się zaledwie trzy

zakręty od Wielkiej Sali.

- Ja... nie chciałem tego - odparł Harry, zniżając głos do szeptu. - To nie moja wina,

że ta mała ciągle za mną chodzi.

Severus uniósł brew.

- Czyżby? Nie zauważyłem, abyś był dla niej przesadnie nieprzyjemny. Masz się jej

pozbyć, Potter!

Harry otworzył usta, aby zaprotestować, ale szybko je zamknął. Ten człowiek był

niemożliwy! Pokręcił głową z niedowierzaniem, podczas gdy na jego usta wypłynął

rozbawiony uśmiech.

- Severusie, chyba nie jesteś zazdrosny o czternastoletnią dziewczynkę?

Oczy Snape'a błysnęły groźnie.

- Staram się po prostu pilnować mojej własności - syknął cicho.

Harry oparł się nonszalancko o ścianę.

Snape naprawdę był zazdrosny. O tę smarkulę! Cóż, ta myśl była... przyjemna. I to

niezwykle przyjemna, sądząc po rozlewającym się w jego podbrzuszu cieple.

- Twojej "własności'? - zapytał cicho, mrużąc oczy.

To była chwila. Nagły ruch i Harry został przyciśnięty do ściany, czując długie, zimne

palce, zaciskające się na jego szyi i gorący oddech mężczyzny, parzący jego ucho

żarliwym szeptem:

- Nie igraj ze mną, Potter. Należysz do mnie. Każdy skrawek twojej skóry, każdy włos

na twoim ciele, każda kropla twojego potu - to wszystko należy do mnie i masz o tym

pamiętać! - sączył mu do ucha, podczas gdy Harry czuł, jak unoszą mu się włoski na

karku, a krew w żyłach zaczyna krążyć z niesamowitą siłą. - Z pewnością nie

zapomniałeś o moim ostrzeżeniu.

Harry dyszał ciężko, nie potrafiąc wykonać żadnego ruchu. Żarliwość, z jaką Severus

szeptał mu do ucha te wszystkie rzeczy, była tak pobudzająca, że nie myśląc o tym,

co robi, złapał drugą rękę mężczyzny i przycisnął do swojego krocza.

- Dotknij mnie. Proszę - wyjęczał cicho, zaciskając powieki i wypychając biodra w

stronę tej silnej dłoni.

Och, był taki twardy, a oddech Severusa był taki gorący, że wydawało mu się, że

skóra twarzy topi mu się pod jego wpływem.

- Z przyjemnością bym to zrobił - wyszeptał Snape. - Ale chciałbym ci przypomnieć,

że znajdujemy się na korytarzu.

- Nie obchodzi mnie to - mruknął Harry, ocierając się o mężczyznę. Słyszał jego

przyspieszony oddech. Czuł, jak drży pod czarną szatą. Wiedział, że jest co najmniej

tak samo podniecony, jak Harry. Wiedział, że go pragnie. Dokładnie teraz, w tym

miejscu, mógłby go zerżnąć. Szybko, w pośpiechu zsunąć mu spodnie, tylko tyle, ile

potrzeba, a później wbić się w niego swoim twardym jak skała i gorącym jak lawa

1 ... 262 263 264 265 266 267 268 269 270 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)