Vaterland [Fatherland - pl]
- Автор: Харрис Роберт
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Ksi
- ISBN: 978-83-245-7646-3
- Переводчик: Adnrzej Szulc
- Жанр: Альтернативная история
Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:
Do nich właśnie zaliczał się Fiebes — krótkowidzący, zgarbiony, krzywozębny, zdradzony przez żonę Fiebes — któremu Rzesza powierzyła jedyną pracę, na której mu naprawdę zależało. Najcięższymi wykroczeniami stały się nie gwałt i kazirodztwo, lecz homoseksualizm i krzyżowanie się ras. Aborcja, jako akt sabotażu przeciwko rasowej przyszłości Niemiec, karana była śmiercią. W rozwiązłych latach sześćdziesiątych obserwowało się znaczny wzrost przestępstw seksualnych. Fiebes, uwielbiający grzebać się w cudzych brudach, pracował po dwadzieścia cztery godziny na dobę i wedle słów Maxa Jaegera był szczęśliwy niczym tarzająca się w gnoju świnia.
Ale nie tego wieczoru. Tego wieczoru popijał w pracy, miał wilgotne oczy i przekrzywiony w bok, przypominający skrzydło nietoperza tupecik.
— W gazetach piszą, że Stuckart zmarł na zawał serca — powiedział March.
Fiebes zamrugał oczyma.
— Ale w archiwum odkryłem, że jego akta znajdują sie u ciebie.
— Nie mogę tego skomentować.
— Oczywiście, że możesz. Jesteśmy starymi kolegami. — March usiadł i zapalił papierosa. — Zakładam, że chodzi tu jak zwykle o zaoszczędzenie kłopotów rodzinie.
— Żeby tylko rodzinie… — mruknął Fiebes. Zawahał się. — Mogę się poczęstować? — zapytał.
— Jasne. — March dał mu papierosa i pstryknął przed nosem zapalniczką. Fiebes zaciągnął się ostrożnie niczym uczeń w toalecie.
— Jestem tą sprawą bardzo wstrząśnięty, March, nie boję się tego przyznać. Uważałem faceta za prawdziwego bohatera.
— Znałeś go?
— Tylko ze słyszenia. Osobiście nigdy się z nim nie spotkałem. Dlaczego tak się nim interesujesz?
— Sprawa wagi państwowej. Nie mogę powiedzieć nic więcej. Wiesz, jak to jest.
— No tak. Teraz rozumiem. — Fiebes nalał sobie kolejnego solidnego sznapsa. — Jesteśmy do siebie bardzo podobni, March, ty i ja.
— Naprawdę?
— Jasne. Jesteś jedynym oprócz mnie śledczym, który przesiaduje tutaj po nocach. Pozbyliśmy się naszych żon, naszych dzieci… całego tego gówna. Sens naszego życia wyznacza praca. Jeśli idzie dobrze, my też czujemy się dobrze. Jeśli idzie źle… — Głowa opadła mu na piersi. — Czytałeś książkę Stuckarta? — zapytał po chwili.
— Niestety nie.
Fiebes otworzył szufladę biurka i wyjął z niej sfatygowany, oprawny w skórę tom. „Komentarz na temat niemieckich praw rasowych”. March przekartkował go. Kolejne rozdziały poświęcone były każdej z trzech ustaw norymberskich, ustawie o obywatelstwie Rzeszy, ustawie o ochronie niemieckiej krwi i niemieckiego honoru, a także ustawie o ochronie zdrowia genetycznego narodu niemieckiego. Niektóre fragmenty podkreślono czerwonym tuszem. Widniały obok nich duże wykrzykniki. „W celu uniknięcia szkód rasowych pary powinny przed zawarciem małżeństwa poddać się badaniom medycznym. Małżeństwo pomiędzy osobami cierpiącymi na choroby weneryczne, niedorozwój umysłowy, bądź też »skazy genetyczne« (patrz uchwalona w roku 1933 ustawa o sterylizacji) dozwolone są dopiero po okazaniu zaświadczenia o sterylizacji”. Były również wykresy. „Zezwolenia na małżeństwa między Aryjczykami i nie-Aryjczykami”, „Częstotliwość krzyżowania się ras pierwszego stopnia”.
Dla Xaviera Marcha wszystko to był bełkot.
— Większość tych rzeczy już się dzisiaj zdezaktualizowała — oświadczył Fiebes. — Wiele stwierdzeń odnosiło się do Żydów, a Żydzi, jak dobrze wiemy — dodał, mrugając okiem — wyjechali wszyscy na Wschód. Ale dla mnie Stuckart jest nadal czymś w rodzaju Biblii. Kamieniem węgielnym.
March oddał mu książkę, którą Fiebes ujął delikatnie niczym relikwię.
— Chciałbym teraz zobaczyć jego akta — powiedział March. Przygotowany był na dłuższą kłótnię, ale Fiebes machnął zachęcająco dłonią, w której trzymał butelkę z wódką.
— Ależ proszę bardzo.
Dossier było bardzo stare, teczkę założono przed ponad ćwierćwieczem. W roku 1936 Stuckart został członkiem powołanego przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Komitetu do Spraw Ochrony Niemieckiej Krwi — trybunału zajmującego się rozpatrywaniem spraw urzędników, adwokatów i lekarzy, którzy złożyli podanie o małżeństwo z przedstawicielami ras innych niż aryjskie. Krótko potem policja zaczęła otrzymywać anonimowe listy oskarżające Stuckarta o wypisywanie zezwoleń na małżeństwo w zamian za łapówki w gotówce. Domagał się ponoć także usług seksualnych od zainteresowanych kobiet.
Pierwszym wymienionym z nazwiska skarżącym był krawiec z Dortmundu, niejaki Herr Maser, który zgłosił się do miejscowej siedziby partii, twierdząc, że Stuckart znieważył jego narzeczoną. Nie było śladu żadnego dochodzenia. Zamiast tego Masera i jego przyjaciółkę wysłano do obozu koncentracyjnego. W teczce znajdowały się również inne donosy, w tym od Blockleitera kamienicy, w której Stuckart mieszkał podczas wojny. Nie podjęto żadnych czynności śledczych.
W roku 1953 Stuckart nawiązał stosunki z osiemnastoletnią warszawianką, Marią Dymarski. Chcąc wyjść za kapitana Wehrmachtu twierdziła ona, że pochodzi ze starej osiemnastowiecznej niemieckiej rodziny. Eksperci Ministerstwa Spraw Wewnętrznych uznali przedstawione przez nią dokumenty za sfałszowane. W następnym roku Maria Dymarski otrzymała pozwolenie na pracę w charakterze pomocy domowej w Berlinie. Jej chlebodawcą był Stuckart.
March podniósł wzrok znad biurka.
— Jak to się stało, że przez dziesięć lat nikt nie dobrał mu się do skóry?
— Był Obergruppenführerem SS. Nikt nie składa donosów na takiego człowieka. Nie zapominaj, co stało się z tym Maserem, który pierwszy złożył skargę. Poza tym nikt nie dysponował wtedy solidnymi dowodami.
— A teraz są?
— Zajrzyj do koperty.
Do akt dołączona była brązowa koperta z zadziwiająco dobrej jakości kilkunastoma barwnymi fotografiami przedstawiającymi Stuckarta i Dymarski w łóżku. Białe ciała na tle czerwonej satynowej pościeli. Twarze — na jednych zdjęciach wykrzywione, na innych zrelaksowane — nietrudno było zidentyfikować. Wszystkie fotografie zrobione zostały z tego samego miejsca, obok łóżka. Ciało dziewczyny, blade i niedożywione, wyglądało dziwnie krucho pod Stuckartem. Na jednym ze zdjęć siedziała na nim okrakiem — szczupłe blade ramiona trzymała za głową, twarz odwróciła do aparatu. Rysy miała szerokie, słowiańskie. Ale z długimi do ramion, tlenionymi blond włosami mogła od biedy uchodzić za Niemkę.
— Zrobiono je dawno temu?
— Mniej więcej przed dziesięcioma laty. Od tego czasu Stuckart posiwiał, ona utyła. Zrobiła się z niej prawdziwa dziwka.
— Wiadomo, gdzie zrobiono zdjęcia? — W tle widać było rozmazane kolory. Brązowe, drewniane wezgłowie łóżka, biało-czerwona, prążkowana tapeta, lampa z żółtym kloszem; takie wnętrze mogło się znajdować dosłownie wszędzie.