Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 76
Перейти на страницу:

Anglik nachmurzył się, ponieważ w słowach maharadży wyczuł ukrytą drwinę, ale mimo to odpowiedział swobodnym tonem:

— Chętnie to uczynię, ponieważ wielu Europejczyków mylnie interpretuje obydwa słowa. “Fakir” pochodzi z języka arabskiego i oznacza ubogiego, żebrzącego mnicha muzułmańskiego, który ślubował ubóstwo. Natomiast jogiem nazywa się w Indiach człowieka studiującego tajemne siły natury i stosującego w tym celu, w myśl hinduskiej filozofii, specjalny system skomplikowanych ćwiczeń “yoga” dla opanowania własnego ducha i ciała.

— Bardzo proszę, niech nam pan wytłumaczy, na czym polega ów system joga? — wtrącił zaciekawiony Tomek.

— Jog ślubuje ubóstwo, porzuca własne ognisko rodzinne i zamieszkuje w jakimś pustkowiu z dala od ludzi. Wyszukany przez niego guru, czyli nauczyciel, udziela mu wskazówek, jakie ma przyjmować pozycje ciała, wykonywać ruchy oraz uczy go świętych formułek. Po opanowaniu tej podstawowej wiedzy, jog zaczyna naukę oddychania, siedzenia oraz rozmyślania. Jeżeli zdoła skutecznie przebrnąć przez wszystkie trudne ćwiczenia, zostaje poddany praktykom pokutniczym. Nie są one łatwe. Pokutnik bądź ślubuje na długie lata milczenie, bądź też wysiaduje w upale słonecznym przy płonących ogniskach, lub przebywa przez szereg dni w wodzie wysuwając z niej tylko głowę, a czasem całymi godzinami trzyma wyciągniętą w górę jedną bądź obydwie ręce. Ponadto musi odbyć kilka pielgrzymek do świętych miejscowości.

Gdy jog pomyślnie przebrnie ten jakby “nowicjat”, otrzymuje tytuł “sannyasi”. Teraz dokonuje swego obrzędowego pogrzebu, oznaczającego symboliczną śmierć ciała oraz narodziny do życia duchowego. Po tej ceremonii sannyasi uważany jest za świętego człowieka, a w końcu może osiągnąć najwyższy stopień świętości stając się paramahamsą.

Wspólną cechą muzułmańskiego żebrzącego mnicha-fakira i hinduskiego joga, przyjmującego po ukończeniu nowicjatu tytuł sannyasi jest to, że obydwaj ślubują żyć w ubóstwie. Jest to wszakże jedyna łącząca ich cecha.

Nie mają też nic wspólnego z tak zwanymi przez nas w potocznej mowie “fakirami-kuglarzami”, pokazującymi dla zarobku zręczne, na pozór nawet “cudowne” sztuczki.

— Faktycznie jasno nam to szanowny pan wytłumaczył — rzekł bosman. — Ponieważ jednak nie znam się na arabskich, ani na hinduskich praktykach religijnych, przeto więcej interesują mnie ci fakirzy-kuglarze. Ciekaw jestem, czy istnieją jeszcze tacy w Indiach?

— A jakże, istnieją i podobnie jak zaklinacze wężów, mają nawet swój odrębny cech. Zdaje się, że jego wysokość maharadża Alwaru przygotował dla nas jakąś niespodziankę. Wobec tego może ujrzymy prawdziwego indyjskiego sztukmistrza.

Zaledwie pułkownik Burton wypowiedział te słowa, maharadża Manibhadra czterokrotnie klasnął w dłonie. Przed ucztującymi gośćmi pojawił się stary, przygarbiony Hindus trzymający w rękach płaski, zamknięty koszyk. Biednie ubrany starzec, miał na głowie turban z trzema pięknymi pawimi piórami — oznaką zaklinaczy wężów. Zatrzymał się przed maharadżą, postawił swój koszyk obok, po czym złożywszy dłonie na piersiach, nisko skłonił się władcy Alwaru.

Manibhadra lekko pochylił głowę. Dał znak ręką, aby zaklinacz wężów popisał się swoimi umiejętnościami.

Starzec postawił płaski koszyk na środku sali i otworzył wieko. Na dnie kosza spoczywał zwinięty w kłąb żółtawo-popielato-niebieski wąż. Zaklinacz przykucnął nie opodal koszyka, po czym wydobył spod chałata instrument przypominający wyglądem klarnet i przytknąwszy go do ust, zaczął grać powolną, żałosną, monotonną melodię.

Po krótkiej chwili wąż uniósł się nieco, wyprostował swe lśniące cielsko. Sprawiał wrażenie, jakby siedział na zwiniętym ogonie.

— Nalla-pamba, okularnik, chyba ma więcej niż półtora metra długości — szepnął Burton w kierunku łowców, z zainteresowaniem przyglądających się niezwykłemu widowisku.

— Śliczny okaz kobry — odparł również szeptem Wilmowski.

Wąż początkowo nie próbował opuścić kosza. Teraz zaczął objawiać niepokój. Stawał się coraz bardziej ruchliwy. Rozwinął tarczę na karku, ukazując na niej rysunek do złudzenia przypominający okulary. Na stronie brzusznej przedniej części tułowia kobry widniały trzy poprzeczne czarne pręgi. Podrażniony gad głośno sykał i żywo poruszał wytkniętym z paszczy językiem. Zaklinacz bez przerwy grał monotonną melodię na swym instrumencie. Kobra kilka razy rzuciła się w jego kierunku, jakby go chciała ugryźć, lecz zaklinacz wpatrywał się w nią uporczywie, nie usuwając się ani na krok.

Monotonna melodia rozbrzmiewała bez przerwy. Wąż z wolna zaczął zapadać w stan jakiegoś sennego upojenia. Jego oczy, gorejące jeszcze przed chwilą wściekłością i nienawiścią, teraz spoglądały w nieruchomym osłupieniu.

Zaklinacz wężów, wciąż grając, powoli zbliżył się do kobry. Na króciutką chwilę dotknął nosem, a potem językiem głowy węża. Kobra przebudzona nagle z dziwnego, jakby letargicznego snu, z wściekłością rzuciła się na swego pogromcę, lecz ten w porę zdołał od niej odskoczyć. Po chwili kobra znów uspokoiła się, wtedy zaklinacz zamknął koszyk.

— Do licha, jeśli wąż nie jest pozbawiony zębów jadowitych, to ten człowiek ryzykował życie — zawołał Wilmowski niedowierzająco.

— Czy podobna sztuka byłaby warta rupii, gdyby kuglarz nie ryzykował życia? — odezwał się maharadża, obrzucając wszystkich białych sahibów kpiącym wzrokiem. — Łatwo można sprawdzić, czy ta kobra ma wyrwane zęby jadowe. Czy któryś z panów ma na to ochotę?

— Tylko niewierny Tomasz chciał wszystko sprawdzać osobiście — odparł bosman swobodnie. — Moim wszakże zdaniem zaklinacz nie byłby na tyle głupi, by całował się z jadowitym wężem.

Maharadża znów klasnął w dłonie. Na salę wbiegł służący z dwoma kurczakami w koszyku.

— Przekonywanie się, czy nalla-pamba posiada zęby jadowe nie jest zbyt przyjemne, lecz może teraz sprawdzi pan, czy te kurczaki są żywe i zdrowe? — z humorem zwrócił się maharadża do bosmana.

— Ho, ho, nawet znam się coś niecoś na tym, bo zanim jeszcze zostałem bosmanem, kucharzowałem na jednym starym pudle podczas rejsu do Jokohamy [74] — odparł bosman.

Ochoczo zbliżył się do służącego trzymającego koszyk z kurczakami, po czym zbadawszy dokładnie ptaki, rzekł:

— Zdrowe jak ryby, chociaż nie bardzo odkarmione. Co mam teraz robić?

— Nic, szlachetny sahibie. Resztę wykona zaklinacz wężów — wyjaśnił maharadża.

Stary zaklinacz wziął jednego kurczaka i zbliżył się do kosza z uwięzioną w nim kobrą. Zaledwie odkrył wieko, wąż natychmiast uniósł się szybko. Pochylił płaski łeb i rozpostarł tarczę, na której błysnęły brudnobiałe okulary otoczone czarną obwódką. Jego ślepia gorzały wściekłością. Dojrzał Hindusa trzymającego ptaka. Zaklinacz nie zwracał uwagi na podniecenie rozgniewanego gada — podsunął mu kurczę. Kobra przez chwilę przyglądała się kurczęciu, po czym nagłym ruchem rzuciła się na nie, otwierając szeroko paszczę. Widać było, jak wyprostowują się osadzone w górnej szczęce jadowe zęby, które w zamkniętej paszczy, niby ostrza w złożonym scyzoryku ułożone były w specjalnych zagłębieniach.

Tomek krzyknął ostrzegawczo. Wiedział, że podczas otwierania paszczy i unoszenia się jadowitych zębów, spływa do nich jad z naciskanego mięśniami gruczołu. Gdy jad ten, o składzie zbliżonym do trupiego, dostanie się do krwi człowieka, lub zwierzęcia, wywołuje szybki rozkład ciałek krwi i powoduje śmierć w bardzo krótkim czasie.

вернуться

74

Jokohama (po japońsku Yo'ko ha'ma — strona płaskiego brzegu) miasto i handlowy port morski w północno-wschodniej części wyspy Honsiu (Hondo) w Japonii.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)