Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 76
Перейти на страницу:

— Nikt chyba nie odmawia tych zasług Anglikom — odezwał się Wilmowski. — Według mego zdania, w miarę ogólnego rozwoju cywilizacji, u wielu ludów samorzutnie zanikają zbyt surowe obyczaje. Podróżując po różnych kontynentach nabrałem przekonania, że “uszczęśliwianie” krajowców wbrew ich woli nie wychodzi im na dobre.

— Rzecz oczywista, że w tych sprawach można mieć różne zapatrywania — powiedział Burton ściszonym głosem. — Cenię ludzi o szerokim światopoglądzie. Wśród samych Hindusów również są podzielone opinie co do naszej roli w ich kraju. Najlepszym tego przykładem jest maharadża Alwaru, jego małżonka i jej brat Pandit Davasarman. Maharadża oraz Davasarman sprzyjają Anglikom, podczas gdy młoda księżna jest naszym nieprzejednanym wrogiem.

— Czyżby? — szczerze zdziwił się Wilmowski.

— To smutna prawda — potaknął Burton, — Z tego też względu w obecności Anglików maharani zawsze okazuje większą sympatię gościom innych narodowości.

Informacja ta ubawiła Wilmowskiego, lecz nie pokazał tego po sobie.

— Na szczęście maharadża rządzi księstwem, a nie jego młoda małżonka — rzekł, bacznie obserwując Burtona.

— Niestety, księżna niczym nie przypomina na ogół potulnych wobec mężów Hindusek. To wykształcona osoba, potrafiła wyzwolić się z przesądów upośledzających kobietę w Indiach. Dzięki temu przebywa tutaj z nami jak równa z równymi. Zazdrosny maharadża jest bezwolnym narzędziem w jej ręku. Właściwie to ona rządzi Alwarem!

Przy ostatnich słowach twarz Anglika nabrała wyrazu głodnego sępa, krążącego od dawna nad upatrzonym łupem. Zaraz wszakże się opanował i ciągnął dalej swobodnym tonem:

— Oczywiście wszystko to nie ma większego znaczenia dla naszych stosunków w tym kraju. Władcy poszczególnych księstw przemijają, a my — pozostajemy. Zrozumienie tej prawdy niezmiernie ułatwia podróż po Indiach.

— Dziękuję za “uprzejmą” radę — odpowiedział Wilmowski oschłym tonem, zrozumiawszy już teraz, do czego Burton zmierzał.

— Och, czyżbym się źle wyraził?! Nasza poufna rozmowa nie dotyczy panów, posiadających angielskie paszporty. Ponadto towarzystwo Pandita Davasarmana zapewni panom wolny przejazd nie tylko przez Indie. Mogą panowie całkowicie zaufać swemu przewodnikowi. To człowiek pewny i uczony, a także doskonale przygotowany do penetracji krajów niedostępnych dotąd dla Europejczyków.

Wilmowski zdumiał się, czyżby Burton był tą “osobistością”, u której Smuga zabiegał o uzyskanie zezwolenia na odbycie wyprawy? Jego dwuznaczne wypowiedzi świadczyły, że orientował się w jakim celu przybyli do Indii, podczas gdy oni sami nie byli dotąd tego świadomi. Ogarnął go niepokój. Czyżby Smuga naprawdę dał się uwikłać w jakąś intrygę polityczną? Postanowił natychmiast wyjaśnić niepokojącą sprawę. Pochylił się ku Burtonowi i zapytał:

— Panie pułkowniku, powiedział pan za dużo lub... za mało! Chciałbym wiedzieć, gdzie znajduje się mój przyjaciel Smuga, po co wezwał nas tutaj i co wspólnego ma z tym wszystkim Pandit Davasarman, o którym się tyle nam mówi?

— Ho, ho, a to szelma z naszego gospodarza! Nie wiedziałem nawet, iż posiada tak piękne tancerki ukryte w świątyni w dżungli — cicho zawołał Burton, jakby w ogóle nie słyszał pytania Wilmowskiego. — Niech pan spojrzy, ile zachwytu maluje się we wzroku pana przyjaciela! Nawet tak opanowany pan Tomek zdaje się być nimi oczarowany!

Wilmowski już nie ponowił pytania. Zrozumiał, że nie otrzyma na nie odpowiedzi. Zaczął zastanawiać się, dlaczego wokół tajemniczego wezwania Smugi panowała jakaś dziwna zmowa milczenia. Jednocześnie mimo woli obserwował taniec powabnych bajader [72].

Trzy młodziutkie tancerki, ubrane w muślinowe, luźne szarawary, złociste napierśniki oraz w przeźroczyste welony na głowach, tańczyły w takt staroindyjskiej melodii, niepokojącej wschodnim rytmem i barwą tonów. Brzęk srebrnych dzwoneczków przytwierdzonych do szerokich bransolet, które dziewczęta nosiły na nogach powyżej kostek, mieszał się ze śpiewnymi dźwiękami sarod-tamburyny [73], grą fletów i huczeniem bębnów. Smukłe sylwetki tancerek rzucały ruchliwe cienie na białe, marmurowe ściany sali, oświetlone migotliwym blaskiem płonących pochodni.

Wilmowski niełatwo ulegał nastrojowi. Zwrócił uwagę na syna i marynarza. Bosman Nowicki, zerkając co chwila na indyjskie bajadery, opowiadał zapewne jakieś wesołe przygody maharadży i generałowi Mac Donaldowi, którzy słuchali tego z dużym zainteresowaniem. Tomek natomiast bawił rozmową piękną maharani. Księżna, jakby chcąc dokuczyć Anglikom, przyjaźnie uśmiechała się do młodego Polaka, coraz częściej opuszczała rąbek sari osłaniający jej piękną twarz, a gdy bajadery po ukończeniu tańca wybiegły z sali, podarowała Tomkowi na pamiątkę pobytu w Alwarze drogocenny pierścień z brylantem. Tomek zażenowany tak kosztownym upominkiem wzbraniał się go przyjąć.

— Chcę, aby pierścień ten zawsze przypominał panu, młody sahibie, Indie. Jeślibyś go nie przyjął, mogłabym przypuszczać, iż przyjaźń księżnej Alwaru jest ci przykra — rzekła maharani.

Tomek zaczerwienił się, wkładając pierścień na mały palec lewej dłoni. Nie mógł przecież obrazić życzliwej księżnej odmową.

W chwili gdy maharani wręczała Tomkowi pierścień, Wilmowski dostrzegł cień niezadowolenia na twarzy Burtona i jego znaczące spojrzenie na nieco zadumanego maharadżę. Nasunęło to Wilmowskiemu obawę czy Tomek, który wszędzie z największą łatwością zdobywał sobie przyjaciół, tym razem nie przyczyni im jakichś niepotrzebnych kłopotów w wypełnieniu zagadkowych planów Smugi. Bosman akurat przerwał swe opowiadanie i sięgnął po czarkę z aromatyczną herbatą, wobec czego Wilmowski skorzystał z okazji, by nawiązać ogólną rozmowę.

— W Europie wiele słyszałem o niezwykłych wprost umiejętnościach indyjskich jogów i fakirów. Jak dotąd jednak, mimo że od kilku dni przebywam w ojczyźnie tajemnej wiedzy, widziałem zaledwie jednego fakira... i to jeszcze w dodatku w Anglii, gdzie popisywał się w cyrku różnymi sztuczkami — głośno zagadnął, zerkając nieznacznie na syna, pasjonującego się takimi tematami.

Wilmowski nie pomylił się w swych rachubach. Bosman pierwszy natychmiast zapomniał o czarce z herbatą i zawołał tubalnym głosem:

— Święta prawda! Byliśmy wtedy razem w cyrku! Ten brodaty chudzielec kładł się gołymi plecami na deskę nabitą gwoździami, wsuwał do gardła noże, łykał ogień i czarował węże. Zręczne to były sztuczki!

— Ojcze, chyba zapomniałeś o ulicznym zaklinaczu wężów, którego spotkaliśmy podczas pobytu w Bombaju. Sprzeczaliśmy się nawet, czy jego węże miały usunięte zęby jadowe — zauważył Tomek, przerywając prowadzoną półgłosem rozmowę z maharani.

— Według mego zdania, zaklinacze nie są kuglarzami — powiedział Wilmowski. — Dlatego też stwierdzam, że dotąd nie widzieliśmy w Indiach fakirów.

— Bardzo chciałbym zobaczyć prawdziwego fakira — porywczo rzekł Tomek.

Maharadża Manibhadra uśmiechnął się i biorąc z rąk służącego krótką, nabitą tytoniem, zapaloną fajeczkę odezwał się:

— Postaram się zaspokoić panów ciekawość. Zanim jednak to uczynię, może pan pułkownik Burton zechce wyjaśnić panom właściwe znaczenie słów: fakir i jog. Pułkownik podczas długiego pobytu w Indiach wykazał wiele zainteresowania nie tylko dla spraw politycznych naszego kraju, lecz również dla tajemnej wiedzy naszych świętych mężów, a także dla intrygujących sztuczek kuglarzy. Toteż obecnie, jak sądzę, jest nie lada znawcą w tej dziedzinie.

вернуться

72

Bajadery — dworskie zawodowe śpiewaczki i tancerki jednocześnie, biorące udział także w obrzędach religijnych w hinduskich świątyniach.

вернуться

73

Sarod-tamburyna — rodzaj harmonii, narodowy instrument indyjski.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)