Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:

Ludzkość dąży uparcie i nieodwołalnie ku samozagładzie, robiąc wszystko, by zniszczyć Ziemię, dlatego Yves Kramer, inżynier specjalizujący się w podróżach kosmicznych, postanawia uciec na inną planetę, by tam zacząć wszystko od nowa.
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 59
Перейти на страницу:

– Cóż – zaczął przemysłowiec – mogę się wam do tego przyznać: zrobiłem to przede wszystkim… dla zabawy.

Śmiech tłumu.

– Mogę wam powiedzieć tylko tyle, że nie jesteśmy tu po to, żeby się nudzić, proponuję więc urządzić jeszcze dziś wieczorem małe przyjęcie, aby to uczcić. Wbrew opinii Adriena przemyciłem po cichu kilka butelek alkoholu. A zatem dziś wieczorem w cylindrze jest impreza. Trudno, Adrienie, na tym statku będą starcy, ja, chorzy, a niedługo także alkoholicy.

Kolejne brawa.

– Pragnę przypomnieć, na wypadek gdyby dla niektórych to nie było jasne: nie ma już odwrotu. Wszyscy tutaj umrzemy. Po to, żeby nasi potomkowie mogli rozpocząć wszystko od zera gdzie indziej, jeśli wszystko pójdzie dobrze, na czystej planecie, niezatrutej z powodu ludzkiej beztroski.

Tym razem owacje były nieco cichsze.

– Tutaj, w Gwiezdnym Motylu, budujemy właśnie nowe społeczeństwo. Wierzę w potęgę słów. Trzeba myśleć pozytywnie. Od samego początku nazywaliśmy ten projekt „ON”, co znaczy „Ostatnia Nadzieja”. Określenie to doskonale pasowało do sytuacji, jaka panowała na Ziemi. Tylko że teraz to już nie jest Ostatnia Nadzieja. Od tej chwili to nowa przygoda. Nowa Nadzieja. Nawet gdyby teraz wszystko miało się skończyć, to i tak by niczego nie zmieniło. Odważyliśmy się, sami przeciw wszystkim, zrobiliśmy to!

Oklaski.

– Doprowadziliśmy do końca przedsięwzięcie, które ma na celu znalezienie nowych rozwiązań dla starych problemów. Uważajmy ten statek za miejsce szczęścia, budowy, odnowy. Proponuję zatem, żebyśmy nazwali przyszłe miasto, które zbudujemy, MIASTEM – RAJEM. Albowiem jak mawiali zawsze nasi przodkowie, „raj nie znajduje się na Ziemi”. To logiczne. Nie wiedzieli oni jednak pewnej rzeczy, a mianowicie, że raj wkrótce tu będzie. I że sami go zbudujemy własnymi rękami i za pomocą narzędzi. Proponuję, żeby urządzić to miasto na nizinie, która otacza przyszłe sztuczne jezioro.

Ku ogromnemu zdziwieniu wszystkich woda nie była niebieska, lecz lśniła fiołkowo-różowymi refleksami. Fiołkowo-różowe jezioro pośrodku jasnozielonej trawy i beżowych skal oferowało oryginalną harmonię barw.

W tym wypadku Yves również zdawał sobie sprawę, że to Caroline zadbała o ten obraz wraz ze swoim specem od dekoracji filmowych. Niektórzy pasażerowie już popędzili ku jezioru. Dotarłszy na brzeg, ściągali ubrania i wskakiwali nago do wody. Pływali w rym sztucznym basenie zawieszonym nad atmosferą. Wszyscy zaczęli się chlapać.

Właśnie w tej chwili zamigotały czerwone światła alarmowe, na całym statku zaś rozwyły się syreny.

34. PODNIEŚĆ POKRYWKĘ

Elisabeth Malory przybiegła do nich na taras.

– Żagiel się zablokował! – oświadczyła.

Wszyscy wiedzieli, co to oznacza. Jeśli nie zdołają tego naprawić, nie będą mogli opuścić orbity okołoziemskiej, stając się co najwyżej jeszcze jedną stacją kosmiczną krążącą bez końca wokół Ziemi.

Spostrzegłszy awarię na monitorach kontrolnych, Yves Kramer oczyma duszy już widział ironiczne miny swoich dawnych kolegów, nie mówiąc o dziennikarzach, którzy z pewnością nie przepuściliby takiej okazji, żeby z nich zadrwić. Już widział nagłówki: „Gwiezdny Motyl nawet nie odleciał. Krąży wokół Ziemi jak owad wokół żarówki”.

Wynalazca gotował się ze złości, szukając w pamięci nazwisk możliwych winowajców.

– To ja się pomyliłam – oznajmiła Elisabeth. – Opierałam się na systemach rozwijania bawełnianych i plastikowych żagli na statkach. Powinnam była wziąć pod uwagę delikatność mylaru. On się łatwo gniecie, a wtedy zaczyna się plątać. Jeśli silnik nadal będzie go rozciągał, żagiel dosłownie zamieni się w supły.

– Pani jest naprawdę beznadziejna! – rzucił Yves Kramer. Elisabeth przysunęła się bliżej.

– Teraz, kiedy panu wybaczyłam, robi mi pan wymówki?

– Zniweczyła pani wspólny wysiłek.

– To co innego. Zawsze pan uważał, że jestem najlepsza w swojej dziedzinie: w żeglarstwie. Podobnie jak uważał pan, że sam jest najlepszy w pańskiej: w astronautyce. Związek najlepszych, prawda? To zaś, że mogłam się pomylić, psuje cały pański system „komplementarności znakomitości”.

– Nie. To nie to! – burknął, uderzając pięścią w ścianę.

– Ależ tak. Czuje się pan zawiedziony, że nie jestem najlepszą żeglarka, taką, która pomyślała zawczasu o wszystkim.

Wtem wśliznął się niepostrzeżenie Domino, który wskoczył na pulpit i już szykował się do spaceru po klawiaturze, Elisabeth chwyciła go jednak i zamknęła w korytarzu, gdzie zaczął miauczeć.

– I dobrze, zaraz panu udowodnię, mój drogi, że jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa. Będę postępować tak jak na własnym żaglowcu, kiedy spinaker albo fok się zaklinują.

Godzinę później niepomna na jakiekolwiek ostrzeżenia Elisabeth włożyła skafander do wychodzenia na zewnątrz wyposażony w małą butlę tlenową na plecach. Z kabiną łączył ją przewód.

Sto czterdzieści cztery tysiące ludzi mogło śledzić na umieszczonym nad tarasem wielkim ekranie ewolucje kosmonautki w próżni, rejestrowane przez kamery kontrolne, którymi była naszpikowana ściana zewnętrzna.

Dotarłszy do pokrowca żagla, Elisabeth zaczęła się uwijać, żeby rozwiązać rodzaj pogniecionego supła, mającego wiele wspólnego z kulami papieru, które wyciąga się z drukarek. Musiała się wykazać sporą zręcznością, żeby uwolnić mylar, jednocześnie go przy tym nie rozdzierając.

Była zmuszona zaczynać wszystko kilka razy.

– Niech pani wraca! – zawołał Kramer do mikrofonu połączonego z jej słuchawkami. – Zużyła pani cały zapas tlenu.

– Zanim zaczęłam żeglować, uprawiałam nurkowanie głębinowe – odrzekła kobieta. – W najgorszym razie będę ciągnąć na bezdechu.

Mimo że minęło kilka długich minut, główny węzeł wciąż pozostał nierozplątany.

– Proszę natychmiast wracać, to rozkaz! – krzyknął Yves.

– W kwestii żagli nikt nie będzie mi rozkazywał. To ja jestem sternikiem i ja decyduję, jakie mogę podjąć ryzyko.

– Ja nie żartuję. Wracaj natychmiast!

Skoro zwrócił się do niej „ty”, odparła, używając tej samej formy:

– Słuchanie cię męczy mnie, a teraz potrzebne mi są wszystkie siły.

– Ale za chwilę zginiesz! Jesteś nam potrzebna! Przecież nie możesz być aż tak głupia, żeby tego nie rozumieć! Lepiej żeby żagiel się nie rozwiązał, ale żebyś ty żyła, niż żebyś zginęła przy rozwiniętym żaglu. Zawsze możesz wyjść drugi raz.

– Prawie mi się udało.

– Nie, wcale nie!

– Wkurzasz mnie, Yves, zawsze miałeś dar wkurzania mnie. Pozostałym pasażerom kłótnia w takiej chwili wydawała się niestosowna.

– Przerywam połączenie. Mówienie zabiera mi tlen, a w tej chwili potrzebuję całego zapasu powietrza.

– Nie! Posłuchaj mnie!

Nastąpiło kliknięcie oznaczające przerwanie połączenia. Mimo że Elisabeth wyczerpała cały zapas tlenu, ciągle jeszcze nie udało jej się rozplatać węzła.

– To czyste samobójstwo – mruknął Adrien Weiss.

Wkrótce ruchy żeglarki stały się wolniejsze. Spoglądając na ekran, wszyscy uświadomili sobie, że każdy gest wymagał ogromnego wysiłku. Elisabeth zaczęła drżeć, po czym znieruchomiała. Dłonie stopniowo puściły żagiel, ciało zaś uleciało w próżnię, podtrzymywane jedynie przewodem bezpieczeństwa.

– Ona się dusi! Zaraz umrze! – wrzasnęła Caroline.

– Skaranie boskie z tą kobietą! – wściekał się wynalazca. – Ograniczona i uparta jak osioł!

Jednocześnie włożył skafander, po kilku minutach śluza się otworzyła, on zaś wyruszy! jej szukać, nie przestając mruczeć przekleństw pod nosem.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)