Gwiezdny motyl
- Автор: Вербер Бернард
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:
Obowiązki rozdzielono według zasady dobrowolności: „Co chcesz robić?” Co do najcięższych zadań Adrien Weiss obmyślił inny system rozdzielnictwa. Osoby, które się na nie decydowały, musiały pracować jedynie przez kilka godzin dziennie. Taka była reguła: „Im gorsze zajęcie, tym krócej pracujesz”.
Na razie działało.
Gdyby nie słońce (centralna lampa neonowa dająca sztuczne białe światło) i nie fakt, że spoglądając na niebo, widziało się równiny, lasy i pochylonych ludzi, niektórzy mogliby się poczuć jak na Ziemi.
Temperaturę, która najpierw była zbyt niska, później zbyt wysoka, ustawiono w końcu na dwadzieścia cztery stopnie Celsjusza w dzień i dziewiętnaście w nocy, co odpowiadało latu w strefie umiarkowanej.
Co dwadzieścia cztery godziny specjalny zegar odtwarzał sztuczną zorzę i sztuczną noc.
40. FILTROWANIE SIARKI
Każdy zdawał sobie sprawę, że podróż będzie długa i że nigdy nie doczeka jej końca.
Uporawszy się z problemami decydującymi o przetrwaniu: ciążeniem, powietrzem, wodą, pożywieniem, schronieniem, pasażerowie zaczęli się skupiać na innych, mniej niezbędnych zajęciach: rozrywkach, sztuce, działalności rozmaitych stowarzyszeń, które pojawiały się spontanicznie w Raju.
W samym środku świeżo powstałej wioski pewien komik o imieniu Gilles zaproponował własne przedstawienie.
– Rzecz dzieje się podczas manifestacji przeciwko „Ostatniej Nadziei”. Spotyka się dwóch manifestantów i jeden z nich mówi: „Dlaczego jesteś przeciw temu projektowi? – Bo to jest projekt tchórzy, którzy nie mogą znieść życia na naszej planecie. A ty? – Bo chciałbym do nich należeć”.
Śmiech.
– Wiecie dlaczego żandarmi nie strzelali do rakiety w chwili startu? Bo myśleli, że ma napęd węglowodorowy, że cały kadłub wypełniony jest zbiornikami i jak będą strzelali, wszystko wybuchnie.
Śmiech. Gilles zaczynał się rozgrzewać. Należało stworzyć nowy rodzaj humoru dla nowego życia. Yves zdawał sobie jednak sprawę, że żartowanie ze wspólnej przygody jest niezbędne do zachowania powszechnego dobrego nastroju.
– Dwie mieszkanki Raju rozwijają trawniki w dolinie trzydziestu dwóch segmentów. Jedna mówi: „Jak sądzisz, jaka moda będzie panowała w Motylu przez tysiąc następnych lat? – Bo ja wiem? – odpowiada druga. – W każdym razie zamierzam chodzić cały czas w kostiumie kąpielowym, żeby przyciągnąć uwagę osiłków, którzy budują wzgórza”.
Gabriel Mac Namarra stanowił najlepszą publiczność. Kiedy tylko wybuchał śmiechem, pozostali nie byli pewni, czy śmieją się z Gilles’a czy z niego.
Tak minął pierwszy tydzień.
Kiedy zaczęło wzrastać napięcie, gdyż nikt nie miał ochoty na wykonywanie najcięższej pracy, Yves Kramer zdołał tak ustawić jedną z anten radiowych na Gwiezdnym Motylu, aby złapać wiadomości telewizyjne z Ziemi. W końcu przecież fale telewizyjne rozchodzą się we wszystkich kierunkach, w tym także w kosmosie.
Adrien Weiss postanowił zainstalować w centrum Miasta – Raju wielki ekran wysokości pięciu metrów.
Pasażerowie Motyla zamarli na widok tego, co zobaczyli. Wiadomości stanowiły jeden długi ciąg okropieństw: z odległości zaczęli nabierać coraz większego przekonania, że wszyscy szefowie państw zjednoczyli się, by ograniczyć wolność narodów i zmusić je do dokonania jedynego możliwego wyboru: podporządkować się albo umrzeć z głodu.
Z obecnej perspektywy nawet konflikty między narodami czy wyznawcami różnych religii wydawały im się nagle niczym innym jak tylko grą przywódców, mającą na celu uśpienie ich lub przeciągnięcie na swoją stronę.
Dyktatorzy sprawiali wrażenie, jakby pragnęli zburzyć demokrację. Prezydenci kłócili się między sobą albo z fanatykami, w gruncie rzeczy jednak przywódcy polityczni, ekonomiczni, wojskowi lub religijni robili wszystko, żeby ograniczyć pole działania i myślenia jednostek za pośrednictwem strachu.
Dziennikarze odpowiednio nagłaśniali wszystko, aby lęk przenikał do umysłów. Pokazywanie zwłok dzieci, manifestantów nawołujących do zabijania i wymachujących nożami albo strzelających w powietrze z karabinów maszynowych, przerażające niedomówienia pozwalały na uzyskanie pewnej jednomyślności.
„Na Ziemi, pod wpływem emocji powstałych w wyniku telewizyjnej manipulacji, wszyscy myślą tak samo” – taki oczywisty wniosek nasunął się stu czterdziestu czterem tysiącom. Yves Kramer pojął, że pokazywanie wiadomości z Ziemi to znacznie lepszy sposób na podtrzymanie entuzjazmu i gotowości stuczterdziestoczterotysięcznej wspólnoty niż wszelkie długie i nudne przemówienia.
Wielu z nich odnosiło wrażenie, że nie należą już do tego samego gatunku, który rozszarpywał się wzajemnie na wielkim ekranie.
Elisabeth porzuciła na chwilę ster, aby również popatrzeć na zmieniające się gwałtownie obrazy nadawane przez całodobowy kanał informacyjny. Trafiła akurat na migawkę o Gwiezdnym Motylu.
Jakiś specjalista od astronautyki objaśniał właśnie, że sto czterdzieści cztery tysiące pasażerów nie ma żadnych szans na przeżycie przez tysiąc lat, ponieważ ich zapasy nieodwołalnie się wyczerpią.
– Zupełnie jakby chcieli nas nadal oczerniać, chociaż znajdujemy się daleko od nich. Ciągle nas nienawidzą… – stwierdził wynalazca.
– Może się domyślają, że ich słyszymy, i chcą nas wystraszyć.
– Jak człowiek może być pewien, że ma rację, skoro cały świat bez przerwy powtarza, że się myli? – powiedział Yves.
– Jesteśmy jak te łososie, które płyną rzeką pod prąd. Dowiemy się dopiero wtedy, gdy dotrzemy do końca drogi.
W dalszej części wiadomości podano, że bieguny topnieją wskutek dziury ozonowej. Podniesienie się poziomu wód spowodowało falę tsunami, która zatopiła liczne miasta nabrzeżne. Nowy zmutowany wirus, który przeniósł się z ptaków na ludzi, wywołując śmiertelną grypę, siał spustoszenie. Nie istniało żadne antidotum. Obawiano się setek milionów ofiar śmiertelnych.
– Urodziliśmy się w najgorszych czasach. Nigdy jeszcze nie było tyle przemocy, chorób ani takiej dewastacji środowiska.
Elisabeth wzruszyła ramionami.
– Tak właśnie musieli myśleć ludzie wszystkich epok. Twoim zdaniem, w przeszłości, kiedy były dżuma, cholera, wojny światowe, niewolnictwo, ludzie tak nie uważali? Każde pokolenie żywiło przekonanie, że kiedyś było lepiej i że będzie lepiej potem. Ale pewnie w gruncie rzeczy zawsze jest tak samo. Po prostu teraz jesteśmy lepiej poinformowani i to nas przeraża. Trzeba zachować zimną krew.
Na ekranie przewijał się nieprzerwany korowód potworności.
– Może powinniśmy byli zostać – mruknął Yves.
– Przecież sam to wszystko zorganizowałeś, a teraz mówisz, że powinniśmy byli zostać?!
– Mam wątpliwości. Czyż ucieczka nie jest tchórzostwem?
– W takim razie co znaczy, według ciebie, odwaga?
– Zostać i walczyć.
– Człowiek walczy, jeśli ma szansę zwyciężyć. Zostając na Ziemi, przegralibyśmy, a potem moglibyśmy się tylko biernie przyglądać, jak ludzkość dokonuje samozagłady.
Wynalazca przygryzł policzek.
– Może nie wypróbowaliśmy wszystkich środków.
– Nie bądź głupi, Yves. Jak możesz jeszcze wątpić? Postąpiłeś słusznie. To oczywiste. Wszyscy postąpiliśmy słusznie. Nie mieliśmy żadnych szans, by cokolwiek zmienić na Ziemi. Nie da się w ciągu życia jednego pokolenia wymazać sześciu milionów lat złych przyzwyczajeń. Ostatnią – i jedyną – nadzieją jest ucieczka!
Podczas gdy na wielkim ekranie pojawiły się wiadomości sportowe, a wraz z nimi obrazy tłumów skandujących nazwy swoich drużyn, Yves ciągle przygryzał policzek. Właśnie jakiś zwycięzca wymachiwał pucharem, niesiony triumfalnie na ramionach własnej ekipy.