Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:

Ludzkość dąży uparcie i nieodwołalnie ku samozagładzie, robiąc wszystko, by zniszczyć Ziemię, dlatego Yves Kramer, inżynier specjalizujący się w podróżach kosmicznych, postanawia uciec na inną planetę, by tam zacząć wszystko od nowa.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 59
Перейти на страницу:

– Marnie strzelali.

Nacisnęła kilka przycisków i spojrzała na ekrany.

– Baterie przechwytujące energię z ekranów słonecznych właśnie się ładują. Kiedy będą gotowe, włączymy małe silniczki elektryczne do rozwijania żagli. Pozostaje nam tylko czekać.

Oboje zajęli pozycje przed szklaną ścianą.

– Ładnie wyglądają te czerwone aksamitne zasłony – przyznał Yves. – Człowiek czuje się jak w kinie.

– Uwielbiam ten ster z rzeźbionego drewna.

Doskonale wiedziała, że sam wybrał umieszczony na nim motyw.

Dotknęła złotej tabliczki pośrodku koła sterowego, na której był wyryty motyl, wokół niego zaś trzy gwiazdki, a u góry motto projektu:

OSTATNIĄ NADZIEJĄ JEST UCIECZKA.

Yves’owi przypadło do gustu umeblowanie. Zielona wykładzina przypominająca trawnik, pulpity także z rzeźbionego drewna, miedziane cyferblaty, kolejne trzy fotele wyściełane czerwoną skórą. Caroline w swojej dbałości o szczegóły nie zapomniała nawet o roślinach.

– To są palmy, a tamte to bambusy – powiedziała żeglarka, potrząsając długą czupryną rudych włosów.

– To pierwsza rakieta umeblowana i urządzona przez kobietę – przyznał inżynier.

Yves Kramer skierował się ku pulpitowi kontrolnemu. Każdy z ekranów był obramowany rzeźbionym i pozłacanym drewnem w starym stylu. Caroline posunęła się nawet do tego, że na każdym urządzeniu kazała umieścić ich logo: błękitno-srebrnego motyla otoczonego trzema gwiazdkami.

– To prawda, w kilkutygodniowych podróżach dekoracje nie mają specjalnego znaczenia, ale jeśli mowa o całych wiekach, wtedy już zaczynają być ważne – stwierdziła żeglarka.

– To zmiana po kokpitach w stylu techno, z pulpitami i zielonymi ekranami jak te w prawym oku.

– Zupełnie jak z ludzkim mózgiem: jest półkula poetycka i półkula matematyczna, analogowa i cyfrowa, marzycielska i techniczna.

Wpatrywali się w Ziemię zafascynowani.

Yves włączył muzykę klasyczną, jakąś głośną i majestatyczną symfonię wznoszącą się falami.

Nagle po policzku żeglarki popłynęła łza. Po chwili zmieniła się w lśniącą perłę.

Otarła ją jednym ruchem dłoni.

– Co się stało? – zapytał Yves.

– To… – powiedziała wzdychając głęboko. – To tam, gdzie mieszkaliśmy.

– To było nasze więzienie, z którego się wyswobodziliśmy.

– To była nasza kolebka.

– Kiedy dziecko dorasta, opuszcza gniazdo – odparł powściągliwie Yves. – Nasz gatunek spędził tam dzieciństwo, a teraz musimy stać się dorośli. Tak czy inaczej, gdyby nam się nie powiodło, spróbowaliby tego inni, a po nich następni, aż wreszcie komuś by się udało.

– Zdaje się, że ciągle jeszcze do mnie nie dotarło, czego właśnie dokonaliśmy. Odpowiednia grawitacja, odpowiednie światło, odpowiednie powietrze. W gruncie rzeczy dobrze nam było na Ziemi – przyznała.

– Porzucenie świata znanego dla nieznanego to logiczny proces ewolucji.

Wynalazca poprawił okulary.

– Wyobraża pan sobie pierwszą rybę, która wyszła z wody, żeby pełzać po lądzie? To musiały być straszne emocje. Ledwie wyszła z wody, na pewno chciała tam wrócić. Zresztą wiele z nich to zrobiło – oznajmiła.

– A mała część przystosowała się do tego nowego, zaskakującego środowiska.

– Jak pan sądzi, które z nich?

– Te niezadowolone. Te, które nie czuły się dobrze w wodzie. Żyjąc w komforcie, nie mamy żadnych powodów, żeby chcieć to zmienić. Tylko cierpienie nas budzi i skłania do tego, żeby przewrócić wszystko do góry nogami.

Patetyczna muzyka wypełniała całą kabinę pilota.

– Myślę, że możemy ewoluować, nie cierpiąc – powiedziała.

– Mam nadzieję, ale jeśli się przyjrzymy dziejom ludzkości, stwierdzimy, że zawsze towarzyszyło jej cierpienie… To przyzwyczajenie.

– Można zmienić przyzwyczajenia.

– Miło jest w to wierzyć.

Zabrała się do naciskania rozmaitych przycisków i sprawdzania ustawień, gdy tymczasem Yves wpatrywał się w Słońce, które zachodziło bez końca.

Wtem dołączył do nich Gabriel Mac Namarra, który unosił się na plecach z rękami na brzuchu, odpychając się nogami, jakby płynął.

– Być może udało nam się popełnić potworne głupstwo! – oświadczył z szerokim uśmiechem.

Po czym wybuchnął swoim gromkim śmiechem, który przynajmniej raz nie zakończył się kaszlem. Następnie dodał, jakby rozmawiał sam ze sobą:

– Dowiemy się tego, tylko jeśli wytrwamy. Tak czy inaczej, wszyscy kiedyś zdechniemy, zdobądźmy więc przynajmniej jakieś niezwykłe doświadczenia.

Wyciągnął spod skafandra piersiówkę.

– Wiem, że to zabronione. Ale ten alkohol produkują moi przyjaciele, a poza tym po tych wszystkich emocjach, które dotąd przeżyliśmy, możemy się chyba trochę odprężyć.

On również nie mógł się powstrzymać, żeby nie zakręcić unoszącym się w przestrzeni kotem, który tym razem jednak sposobem miauczenia dał do zrozumienia, że jeśli tak dalej pójdzie, podrapie każdego, kto go tylko dotknie. Wówczas przemysłowiec wpadł na pomysł, żeby wypuścić w powietrze kroplę alkoholu, która utworzyła małą, przezroczystą, pomarańczową kulkę.

Zaintrygowany kot zaczął się szamotać, by jej dosięgnąć. Ledwie ją jednak pacnął, alkoholowa kulka rozprysła się na wiele drżących cząsteczek, wprawiając w ogromny zachwyt zwierzaka, który właśnie odkrył nową zabawę.

– Wolę poczekać, aż żagiel się rozwinie, a cylinder zacznie obracać – odrzekł Yves, wskazując butelkę. – Nie lubię świętować zwycięstwa przed zakończeniem bitwy.

Elisabeth i Gabriel zawahali się, przypomniawszy sobie jednak, że to Yves był inicjatorem projektu, nie chcieli mu się sprzeciwiać.

Przemysłowiec kręcił z rozbawieniem kotem, który uganiał się teraz za kroplami alkoholu jak za zdobyczami.

– Zastanawiam się, czy ten kot nie jest kompletnym idiotą – oznajmiła żeglarka.

Stwierdziwszy, że baterie słoneczne są całkowicie naładowane, Elisabeth włączyła silniki rozwijające żagle i ustawiła je na minimalną moc.

Na ekranach wideo kontrolujących to, co się działo na zewnątrz, mogli zobaczyć, jak lewy żagiel zaczyna się rozprostowywać niczym cienka srebrna chustka wydobywająca się z dłoni magika.

33. TRZECI KOCIOŁ: ALEMBIK

Rytmiczna muzyka. Ostre światła. Szelest pomiętych skafandrów.

Wydawszy polecenie, żeby sto czterdzieści cztery tysiące ludzi ze strefy podróżnej odpięło pasy, Adrien Weiss kazał im się ustawić w szeregu, w dziesięcioosobowych grupach, tak jak ich nauczono, i czekać.

Caroline uruchomiła mechanizm wyciągania wszystkich trzydziestu dwóch cylindrów.

Statek rozsunął się niczym składana luneta. Za każdym razem gdy kilometrowy segment dojeżdżał do końca, rozlegał się suchy szczęk, oznaczający, że nastąpiło zatrzaśnięcie.

Sto czterdzieści cztery tysiące pasażerów czekało przed drzwiami prowadzącymi do cylindra.

Wszyscy czuli lęk przed odkryciem nowego miejsca do życia.

Wreszcie drzwi się otworzyły, odsłaniając cylinder długości trzydziestu dwóch kilometrów i pięciuset metrów średnicy.

Chwilowo jego koniec spowijały ciemności.

Tuż za progiem rozciągał się obszerny, wyłożony marmurem taras. Był umieszczony pośrodku pierwszego cylindra niczym grzęda. Prowadziły doń podwójne schody: jedne z góry, drugie z dołu. Tu także, aby uzyskać efekt stylu retro, Caroline uparła się, żeby zdobiły go cztery posągi podtrzymujących go olbrzymów.

Kiedy sto czterdzieści cztery tysiące pasażerów weszło do środka, rozdzielili się, tworząc coś na kształt chmar owadów unoszących się najpierw ponad marmurowym tarasem, potem wokół niego.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)