Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:

Ludzkość dąży uparcie i nieodwołalnie ku samozagładzie, robiąc wszystko, by zniszczyć Ziemię, dlatego Yves Kramer, inżynier specjalizujący się w podróżach kosmicznych, postanawia uciec na inną planetę, by tam zacząć wszystko od nowa.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 59
Перейти на страницу:

Tymczasem w centrum kontroli Yves Kramer szukał Domina w miejscu, w którym widział go po raz ostatni.

Burza zatrzęsła ośrodkiem. Niebo za oknami było tak ciemne, jakby zapadła głęboka noc. Woda ściekała po szybach.

– Schował się pod zlewem – zawołała z daleka Elisabeth. – Zauważyłam, że często to robi.

Rzeczywiście do uszu wynalazcy dotarło ciche miauknięcie dobiegające z okolicy rury odpływowej pod komorą zlewozmywaka. Yves chciał schwytać kota, ten jednak, uznawszy to za sygnał do zabawy, pacnął go pazurami w dłoń, wyskoczył i zaczął pędzić radośnie po pokoju.

– Nie, Domino! Nie teraz! Wracaj!

Z daleka słychać było syreny pojazdów żandarmerii, które sforsowały bramę i wtargnęły na teren ośrodka „Ostatnia Nadzieja”.

Kociak ukrył się pod jednym z biurek.

– Niech pan da spokój! – zaklinała Elisabeth. – Trudno.

– To nasza maskotka na szczęście, sama pani tak powiedziała!

– Domino! Domino! – zawołała niczym echo Elisabeth, która nagle pożałowała, że zrobiła mu taki prezent.

Spostrzegłszy pędzącego czarno-białego kotka, spróbowała go dogonić, potknęła się jednak i upadła.

Yves Kramer rzucił się, żeby pomóc jej się podnieść. Tymczasem hasający w oddali kociak przybierał pozy świadczące o tym, że zrozumiał, że oni przyszli tu specjalnie po to, by się z nim bawić, i że to się dobrze składa, bo jest w wyśmienitym humorze. Słodkim miauknięciem zachęcił ich do dalszej gonitwy.

– Musimy zostawić tego kota, trudno! – wrzasnęła żeglarka. – Tylko w filmach koty są ratowane w ostatniej chwili.

„Tylko w filmach są inteligentne koty” – pomyślała.

– Nie zostawię go!

– Czasem trzeba umieć się odciąć od przeszłości bez względu na to, jak bardzo jest się do niej przywiązanym, żeby iść ku przyszłości!

– I właśnie pani to mówi?

Warkot silników, ludzkie głosy i tupot nóg stawały się coraz wyraźniejsze.

– Wracajmy, błagam pana! A poza tym… przesądy… przynoszą pecha!

Skrzywiła się z bólu szarpiącego jej nogę. Wziął ją pod ramię, po czym puścili się biegiem, gdy tymczasem odgłosy inwazji żandarmerii zbliżały się coraz bardziej.

– Tędy! – krzyknął czyjś głos przez megafon.

Yves Kramer przewrócił po drodze monitor, który roztrzaskał się z hukiem. Natychmiast też dały się słyszeć głosy:

– Tam są! Szybko!

Żandarmi byli tuż za nimi.

Yves i Elisabeth z trudem posuwali się ku kładce.

Kot, który nie pojmował, dlaczego najpierw zachęcali go do zabawy, a potem porzucili, ruszył radośnie za nimi, gotów dać susa w przeciwnym kierunku, gdyby tylko usiłowali go schwytać.

Kiedy wreszcie dotarli do kładki, zdołali dostrzec małe sylwetki żandarmów depczące im po piętach, a wśród nich kotka Domino.

Deszcz uderzający o plastikowo-metalowy pokład robił hałas, do którego dochodził rozdzierający łoskot burzy. Kot zaczął miauczeć.

– Nie powinnam była dawać panu tego kota!

Elisabeth rzuciła się do wnętrza rakiety, za nią zaś Yves.

– Stać, bo strzelam! – zawołał z daleka jakiś głos spośród sylwetek w mundurach.

Yves zdążył wcisnąć guzik zamykający śluzę, ponieważ jednak nie działał, musiał uruchomić dźwignię ręcznie. Truchtający po kładce kot przyglądał się jego wysiłkom, widząc zaś, że śluza się powoli zamyka, zaczął się zastanawiać: z kim by tu się lepiej pobawić? Z nieznajomymi ludźmi, którzy właśnie biegli, czy z tymi, których już znał?

Dopuściwszy do głosu jedynie własny instynkt, przyznał pierwszeństwo tym, którzy nieraz napełniali mu już miskę chrupkami.

W samą porę – kot wskoczył tuż przed zamknięciem drzwi. Zablokowawszy zamki, Yves uruchomił mechanizm odczepiający kładkę.

Prześladowcy, którzy zdążyli już na nią wejść, nie mieli innego wyjścia, jak się wycofać.

Kładka została odczepiona, odcinając całkowicie rakietę od centrum kontroli.

Tymczasem mężczyźni w mundurach otoczyli Gwiezdnego Motyla, jeden z oficerów zaczął zaś ostrzegać przez megafon.

– Wychodzić. Jesteście otoczeni!

W kabinie pilotażu umieszczonej na czubku rakiety Yves, Elisabeth, Adrien, Mac Namarra i Caroline oglądali transmitowany przez kamery obraz tego, co działo się na zewnątrz. Lufy czołgów i karabinów maszynowych w opancerzonych pojazdach były wycelowane prosto w nich.

– Będziemy strzelać!

– Nie ośmielą się – odrzekł Gabriel Mac Namarra. – Jeśli strzelą, wszystko może wybuchnąć. Żaden rząd nie wziąłby na siebie ryzyka, żeby mieć na sumieniu śmierć stu czterdziestu czterech tysięcy nieuzbrojonych osób. Nie przerywajmy.

Yves Kramer chwycił kota, który ruszył właśnie w kierunku kokpitu, i włożył go sobie pod skafander, gdzie malec zwinął się w ciepłą miauczącą kulkę.

Na sufitowym ekranie toczyło się wsteczne odliczanie. Sześćdziesiąt pięć, sześćdziesiąt cztery, sześćdziesiąt trzy.

– Ośmielą się! – mruknął Adrien. – Zawiść to jedna z najpotężniejszych sił napędowych ludzkości. Oni nie chcą, żeby nam się udało. Wolą, żebyśmy wszyscy zdechli, niż żeby garstka ludzi uciekła.

Wsteczne odliczanie doszło właśnie do czterdziestu dziewięciu, czterdziestu ośmiu, czterdziestu siedmiu. Oficer powtórzył swoją groźbę przez megafon:

– Będziemy strzelać!

– Blefują. Nie ustąpimy – uciął Mac Namarra.

Wsteczne odliczanie doszło właśnie do trzydziestu pięciu, trzydziestu czterech, trzydziestu trzech, żołnierze zaś ustawili się tak, by mieć jak najlepszy kąt strzału.

– Będą strzelać – powtórzyła Elisabeth. – Musieli dostać takie rozkazy.

– Nie – odparła Caroline Toledano – teraz wszystko zależy od psychologii jednego człowieka, tego oficera, który wydaje się nad wszystkim panować i który do nas mówi.

– Będziemy strzelać – obwieścił żandarm.

Yves Kramer uświadomił sobie, że Caroline ma rację: ten człowiek jest rozdarty między posłuszeństwem wobec przełożonych a strachem przed odpowiedzialnością za masakrę. Rozdarty między poczuciem obowiązku a własnym sumieniem. Piętnaście, czternaście, trzynaście, dwanaście…

Deszcz przybrał na sile.

Sto czterdzieści cztery tysiące pasażerów zaniepokojonych dochodzącymi zewsząd odgłosami czekało w strefie podróżnej. Piątka w kokpicie zaciskała zęby. Trzy, dwa, jeden, zero. Dysze wypuściły dym i nagle zamilkły.

– Cholera! – zaklął Yves. – To nie pora na awarię silników!

– Co się dzieje? – zapytał Adrien.

Yves Kramer, który zdążył już się poderwać z fotela, spoglądał na monitory.

Tymczasem na zewnątrz żandarmi, zorientowawszy się, że rakieta nie zdoła wystartować, robili zupełnie co innego. Przyciągnęli wysoki dźwig, który podniósł do góry grupę mężczyzn w mundurach. Kiedy ci znaleźli się na poziomie jednej z dolnych śluz, zabrali się do przecinania metalowych drzwi palnikiem. Obok zaś wyposażony w potężny młot żołnierz walił w zawiasy.

Huk rozległ się w całym statku.

Widok tego człowieka, który za pomocą zwykłego młota mógł zniszczyć cały projekt, miał w sobie coś śmiesznego. Przypominał on miniaturowego dzięcioła stukającego w baobab.

– Zaraz otoczymy pojazd! Otwierajcie w imię prawa albo wejdziemy siłą! – zawołał oficer, ożywiony z powodu znalezienia pośredniego rozwiązania, które nie zmuszało go do strzelania.

– Na litość boską, Yves, niechże pan coś zrobi! – rozzłościł się Mac Namarra, który nie panował już nad swoim gniewem.

– Wszystko zostało zablokowane przez system chłodzenia. Z powodu temperatury na zewnątrz – wyjaśnił wreszcie wynalazca, sprawdziwszy kilka wskaźników. – Jest za zimno. Noc była zbyt chłodna. Paliwo zamarzło w przewodach. Jesteśmy uzależnieni od pogody. Jeżeli się trochę ociepli, być może mechanizm zdoła się odblokować.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)