Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:

Ludzkość dąży uparcie i nieodwołalnie ku samozagładzie, robiąc wszystko, by zniszczyć Ziemię, dlatego Yves Kramer, inżynier specjalizujący się w podróżach kosmicznych, postanawia uciec na inną planetę, by tam zacząć wszystko od nowa.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 59
Перейти на страницу:

Rozległo się walenie młotem. Na monitorach kontrolnych było widać dolną część rakiety oświetloną przez płomienie palnika.

– W tej sytuacji – powiedziała Caroline – zastanawiam się, czy nie byłoby najlepiej… się pomodlić.

Złożyła dłonie i zamknęła oczy.

– Nie – odparł Adrien, zagorzały ateista. – Zaufajmy przeznaczeniu.

Yves walczył z dźwigniami, śledząc jednym okiem poziom temperatury na zewnątrz i w silnikach.

Gabriel Mac Namarra w końcu również zamknął oczy i zaczął odmawiać szeptem modlitwę.

– Jeśli jest ktoś, kto mnie słyszy na górze, mój anioł stróż albo Bóg, pragnę mu przypomnieć, że nigdy o nic nie prosiłem. Nigdy nie wygrałem w totolotka ani w gry hazardowe, zawsze dostawałem mandaty za złe parkowanie, zawsze łapałem wszystkie choroby, które krążyły w powietrzu, i nigdy nie spotkałem wielkiej miłości. Dobra, w takim razie może podliczyć wszystkie moje zniżki, a ja je zgarnę.

Elisabeth śledziła z niepokojem monitory kontroli zewnętrznej, gdzie było widać żandarmów, którzy przyprowadzili właśnie kolejny dźwig, aby przebić drzwi do zbiornika paliwa znajdujące się w odwłoku Gwiezdnego Motyla.

„Gąsienico, zmień się, przeobraź się w motyla”.

– Jeśli użyją palników, wszystko może wybuchnąć – ostrzegł Yves, jakby chciał odpowiedzieć na pytanie, którego nie ośmieliła się zadać.

– Na co czeka słońce, żeby wzejść i ogrzać to wszystko?! Słońce, wstawaj! – zawołała żeglarka. – Proszę cię, Słońce, już czas, wychyl się zza horyzontu i przybądź nam z pomocą!

– Przewody ciągle są zatkane – oznajmił nerwowo Yves.

W jego głosie słychać już było coś jakby rezygnację.

Wrócił na swój fotel i zapiął pas.

– To już nie ode mnie zależy – przyznał.

W tej samej chwili spod skafandra wyskoczył mu kot i zaczął spacerować po klawiaturze kontrolnej. Wynalazca nie zdążył go powstrzymać – zwierzak nacisnął kilkanaście klawiszy.

Jeden z cyferblatów zmienił kolor i nagle wskazówka temperatury silników zaczęła piąć się w górę.

– Ten kot coś odblokował! – wrzasnęła Caroline.

– A niech to – powiedział po prostu wynalazca – zapomniałem o tym! Pewien młody inżynier dorzucił mi ten guzik w zeszłym tygodniu. To automatyczne włączanie pompy właśnie na wypadek mrozu.

Elisabeth nie wierzyła własnym uszom.

Yves jął natychmiast gorączkowo naciskać rozmaite guziki.

– Zacznijmy ponownie wsteczne odliczanie – polecił.

– Zaczynamy od stu? – zapytał Adrien obserwując na ekranie postępy żandarmów.

– Nie. Teraz już nie. Spróbujmy wystartować natychmiast. Od dziesięciu.

– Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć…

Dysze zaczęły dymić.

Pojąwszy, że rakieta ponowiła próbę, żandarmi biegiem uciekli.

– Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden…

– Zero!

Statek uniósł się powoli ponad strefę wyrzutu.

„Motylu, rozłóż skrzydła i leć ku światłu”.

Statek cały czas się unosił, poszerzając strefę, w której dysze wyrzucały płomienie. Żandarmi nie zdążyli się wycofać dostatecznie szybko. Wkrótce wszyscy zostali zamienieni w popiół przez olbrzymią rakietę, którą usiłowali przedziurawić.

Ogromne drgania z powodu startu wstrząsnęły ścianami i fotelami. Wszyscy pasażerowie uczepili się lękliwie poręczy foteli. Drgania utrzymywały się jeszcze przez kilkadziesiąt minut, po czym ustały.

Gwiezdny Motyl oderwał się od ziemi.

Sto czterdzieści cztery tysiące pasażerów w strefie podróżnej trzęsło się ze strachu.

Wtedy to właśnie Gabriel Mac Namarra, otarłszy czoło lśniące od potu wywołanego lękiem, wypowiedział historyczne zdanie:

– W porządku, gotowe.

II

WIOSKA W KOSMOSIE

32. FAZA DESTYLACJI

Po podmuchu odrzutu przyszła kolej na wzlot w całym tego słowa znaczeniu.

Gigantyczny statek kosmiczny wznosił się w powietrze, ciężko dysząc. Tylne reaktory wyrzucały z siebie strumienie ognia, od których drżało powietrze i wszystko wokół.

Pierwszy człon odpadł, gdy rakieta przekroczyła połowę grubości atmosfery.

Olbrzymia, wypełniona istotami ludzkimi wieża nadal wznosiła się, przecinając warstwy powietrza z ogłuszającym rykiem.

Drugi człon odwłoka oddzielił się wraz z dotarciem do górnej warstwy atmosfery.

Ponieważ oba człony zostały uszkodzone przez palniki żandarmów, Yves Kramer poczuł ogromną ulgę, stwierdziwszy, że wytrzymały ciśnienie.

Teraz Gwiezdny Motyl nie miał już odwłoka. Jedynie wielki kadłub i małą głowę.

Pęd powietrza chłostał kuliste prawe oko, gdzie cała piątka trwała na stanowiskach przy pulpitach i ekranach kontrolnych.

Wreszcie statek zwolnił i znieruchomiał na orbicie okołoziemskiej.

Przez bulaje sto czterdzieści cztery tysiące pasażerów siedzących w strefie dla podróżnych widziało swoją rodzinną planetę jako wielką niebieskawą kulę pokrytą plamkami chmur, postrzępionych w zwoje i spirale. Tam, skąd wyruszyli, białe migoczące punkciki oznaczały burze.

– Teraz moja kolej – oświadczyła Elisabeth, odpinając pas.

W pojeździe nie było już grawitacji, toteż natychmiast popłynęła w kierunku kokpitowego sufitu.

Znalazłszy podparcie, ruszyła ku śluzie łączącej prawe oko z lewym. Usadowiła się. Olbrzymi żagiel z mylaru o powierzchni miliona kilometrów kwadratowych był cieniusieńki jak jedna dziesiąta włosa, mimo to jego rozwinięcie okazało się bardzo skomplikowane, poza tym istniało spore niebezpieczeństwo, że się podrze.

W lewym oku znajdowało się obszerne kuliste pomieszczenie ze skórzanym fotelem stojącym naprzeciwko wielkiej szklanej ściany. Umieszczony przed fotelem pulpit i ster z delikatnie rzeźbionego drewna nadawały temu ultranowoczesnemu statkowi staromodny charakter.

To Caroline Toledano uparła się, żeby strefę pilotażu żagli urządzić w starym stylu. Miedziane fotometry wyposażone były we wskazówki, a nie w ciekłokrystaliczne ekrany. Caroline kazała nawet powiesić dwie szerokie zasłony z purpurowego aksamitu wokół całej szklanej ściany, która służyła jako przednia szyba statku.

Elisabeth zaczęła się krzątać nad tablicą rozdzielczą, naciskając rozmaite guziki. Jej ciało pływało w stanie nieważkości, nie wywierając nacisku na bolące miejsca.

Wiedząc, że manewr rozwijania żagli potrwa wiele godzin, Adrien Weiss również odpiął pas, wstał z fotela i opuścił pomieszczenie.

– Idę włączyć „pralkę” – oznajmił, otwierając drzwi prowadzące na niższą część statku.

Uniósłszy się nad fotelem, Yves Kramer, który także się uwolnił, odpowiednio sterując własnym ciałem, wydostał się z prawego oka, aby dołączyć do Elisabeth w lewym oku Gwiezdnego Motyla.

Znalazłszy się obok zaaferowanej żeglarki, rozpiął skafander i wypuścił kotka, który nie mógł się nadziwić, że łapy nie przywierają mu wcale do podłogi.

Mała włochata kulka obracała się pod sufitem, bijąc powietrze i wydając – z początku pełne przerażenia, później zdumienia, na koniec zaś rozbawienia – miauknięcia.

– Nie powinnam była panu dawać tego kota! – powiedziała Elisabeth, nie odrywając wzroku od aparatury sterującej.

– To on umożliwił nam start.

Wynalazca zakręcił Dominem, po czym zbliżył się do niej.

– Opuszczając statek, o mało pan wszystkiego nie zepsuł. Żandarmi mogli przecież pana zabić!

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)