Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
– Takie rzeczy się zdarzają prawda? Muszę powiedzieć, że doktor Frasier kocha moje obrazy, a nie mnie. Zatrzymałam się w Eureka w pensjonacie „Rusałka”. Proszę o wiadomość, kiedy będę mogła sfinalizować tę sprawę.
Lily obrzuciła pana Mońka ostatnim spojrzeniem. Stał w drzwiach sali poświęconej Sarah Elliott i wyglądał, jakby przegrał wszystkie pieniądze w pokera. Cóż, muzeum dobrze prosperowało przed pojawieniem się obrazów Sarah Elliott i będzie prosperować, kiedy ich zabraknie.
Kiedy schodzili po kamiennych stopniach gmachu, Lily opierała się ciężko na ramieniu Savicha, a Sherlock podtrzymywała ją z drugiej strony.
– Byłem ciekaw – odezwał się Savich – czy Tennyson będzie robił trudności. Na pewno by tak było, gdybyś ty zadzwoniła do niego, Lily. Ale tym razem miał do czynienia z dwójką agentów federalnych, z których jeden jest twoim bratem.
Zatrzymał się nagle i chwycił Lily za ramiona.
– Nie jestem z ciebie zadowolony, Lily. Powinnaś była zostawić te sprawy mnie i Sherlock. Mogę się założyć, że naciągnęłaś sobie szwy i teraz wszystko cię boli.
– Tak – zawtórowała mu Sherlock. – Dillon ma rację. Wyglądasz, jakbyś zaraz miała się przewrócić.
Lily uśmiechnęła się do szwagierki – niewielkiej kobietki z masą rudych loczków i słodkim uśmiechem – która potrafiła powalić trzy razy większego od siebie mężczyznę. Pięknie grała na fortepianie i bezgranicznie kochała jej brata. Beth miała trzy lata, kiedy oni brali ślub. Była taka szczęśliwa, że widzi wujka Dillona, i dumna ze swoich nowych skórzanych pantofelków.
– Wiesz, że ty i Dillon możecie kończyć za siebie zdania? – powiedziała. – Nie przejmujcie się mną. Jestem trochę osłabiona, ale spokojnie dojadę do pensjonatu. – Uściskała brata. – Wiesz co, Dillon? Postanowiłam sprawdzić swoje karty kredytowe.
– Co to ma znaczyć?
Ale Lily tylko się uśmiechnęła. Posadził ją ostrożnie na tylnym siedzeniu samochodu, położył jej poduszkę na brzuchu i zapiął pas. Dotknęła jego policzka.
– Cieszę się, że przyjechałeś do muzeum. Nie miałabym dość pieniędzy, żeby wrócić taksówką do pensjonatu.
Savich potrząsnął tylko głową, wsunął jeszcze rękę pod pas, żeby sprawdzić, czy nie uciska jej brzucha, usiadł za kierownicą i ruszył z parkingu.
– A teraz, Lily – powiedziała Sherlock, obracając się do niej z przedniego siedzenia – musisz nam wszystko opowiedzieć. Dillon też będzie chciał to usłyszeć. Opowiedz nam o napastniku, który zaatakował cię dziś rano w tym pustym autobusie.
Savich omal nie wjechał na hydrant przeciwpożarowy.
Jedli lunch w małej meksykańskiej restauracji pod nazwą Ognista Tortilla, na Chambers Street, w pobliżu pensjonatu, ponieważ Lily stwierdziła, że bardziej niż ból dokucza jej głód.
– Bardzo dobra salsa – powiedziała Lily, maczając kawałek meksykańskiego chipsa w sosie. – Nie za dużo pomidorów i nie za dużo chili, główne dania też powinny być dobre. Jeszcze nigdy w życiu nie byłam taka głodna.
– Mów – ponaglił Savich.
Opowiedziała im o kierowcy autobusu, który miał słuchawki na uszach i podskakując na siedzeniu w takt muzyki, tłumaczył jej, że autobus jest pusty, bo wszyscy poszli na ważny pogrzeb. Mówiła o młodym człowieku z trzema kolczykami w lewym uchu i o ostrzu jego noża, które omal nie przeszyło jej serca.
– Przypuszczam, że zorientowałaś się, że to nie był zwykły złodziej.
– Zachowywał się jak złodziej, trudno mi powiedzieć, nikt dotąd mnie nie napastował. Dopiero kiedy wyciągnął nóż i zobaczyłam wyraz jego oczu, zrozumiałam, że to może oznaczać mój koniec. Wtedy zaczęłam się bronić, użyłam wszystkich chwytów, których mnie nauczyłeś, Dillon. Wydawało mi się, że słyszę twój głos, jak mówisz: „Skul się, bądź malutka” i tym podobne. Uderzyłam go zaciśniętą pięścią, potem poprawiłam w klatkę piersiową, a na koniec walnęłam go otwartą dłonią w ucho. Niestety, pozbierał się jakoś, wyskoczył z autobusu i uciekł. Nieźle go poturbowałam, Dillon, naprawdę dostał za swoje.
Była tak dumna z siebie, że miał ochotę ją przytulić, ale nie mógł się jeszcze otrząsnąć z przerażenia. Przecież ten facet mógł ją zabić!
– Wzywałaś policję? – spytał po chwili. Lily potrząsnęła głową.
– Nie, chciałam jak najszybciej wrócić do pensjonatu. Potem pomyślałam o obrazach i natychmiast pojechałam do muzeum. Dlaczego myślisz, że to nie był złodziej?
– Jestem tym wstrząśnięty, Lily – powiedział Savich. – To na pewno nie był złodziej. Pusty autobus, facet rzuca na dzień dobry, że chce ci zabrać portfel, a potem wyciąga nóż. To złodziej? Nie, Lily, ja w to nie wierzę.
– Pozostaje pytanie – zauważyła Sherlock, pogryzając chipsa i popijając mrożoną herbatę – kto go znalazł i skłonił do tak szybkiego działania. Dopiero wczoraj wieczorem powiedziałaś Tennysonowi, że od niego odchodzisz. Ta szybka akcja bardzo mnie dziwi. Tennyson, jego ojciec czy jeszcze ktoś, kto maczał w tym palce – to przecież nieprofesjonaliści, a jednak udało się im błyskawicznie nasłać na ciebie tego faceta. Musiał obserwować pensjonat, pojechał za tobą do sklepu, wyprzedził cię i wsiadł do autobusu na następnym przystanku. To była dobrze zaplanowana i dobrze wykonana akcja, ale – dzięki Bogu – nieudana.
– Nie wiedzieli, czego nauczył mnie Dillon. – Lily zatarła ręce, pochlapała się sosem i wybuchnęła śmiechem. – Prosimy o drugi koszyk chipsów! – zawołała do meksykańskiej kelnerki. – Sama sobie ocaliłam życie, Dillon. To wspaniałe uczucie.
Savich doskonale ją rozumiał. Cieszyła się, bo wreszcie odzyskała kontrolę nad własnym życiem. Poklepał ją po plecach.
– Może powinniśmy sprawdzić, czy nie zgłosił się do szpitala. Mocno go pobiłaś?
– Dość mocno. To dobry pomysł. Nie pomyślałam o tym.
– Jemu płacą za myślenie o takich sprawach – powiedziała Sherlock, wyciągając komórkę. – Mamy wiele możliwości do wyboru.
– Miałem zamiar zadzwonić do gliniarzy – powiedział Savich. – Doszedłem jednak do wniosku, że nie powinniśmy się teraz zwracać do miejscowej policji. Chcę się porozumieć z Clarkiem Hoytem z terenowego biura FBI w Eureka. Jeśli on zna tutejszych gliniarzy i uważa, że mogą nam pomóc, to wtedy wprowadzimy ich w sprawę. Tymczasem korzystajmy z pomocy własnych ludzi.
– Doskonały pomysł, Dillon – stwierdziła Sherlock, wybierając numer informacji. – To świetnie, że otworzyli tu biuro terenowe. Clark może błyskawicznie sprawdzić wszystkie szpitale. Lily, powiedz mi, w które miejsca uderzałaś tego faceta. Postaraj się dokładnie to opisać.
– Mogę to zrobić, a jak dacie mi serwatkę, to go wam narysuję.
10
Eureka, Kalifornia Pensjonat „Rusałka”
Savich usłyszał dźwięk melodyjki z Króla lwa i otworzył swój telefon komórkowy.
– Simon Russo? – powiedział. – Ten palant, który postrzelił się w stopę moim SIG Sauerem? – Roześmiał się i słuchał dalej.
Po chwili sam zaczął mówić. Szybko się zorientował, że Simon nie jest zachwycony tym, co mu powiedział, że wcale mu się to nie podoba. O co tu, u diabła, chodzi? – zastanawiał się, słuchając uważnie słów Simona.
– Posłuchaj, Savich – mówił Simon – dopilnuj, żeby obrazy twojej babki dotarły bezpiecznie do Waszyngtonu. Zrób to natychmiast, nie pozwól kuratorowi grać na zwłokę. Nie zaniedbuj środków bezpieczeństwa, ale działaj szybko. Kiedy będą już w Waszyngtonie, ja natychmiast tam przyjadę. Chcę je zobaczyć. To bardzo ważne, żebym je zobaczył.
Savich ściągnął brwi. Co to mogło znaczyć?