Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
Nagle zaczęła się zastanawiać, czy robił to z wieloma kobietami. Ale przecież o to nie mogła go zapytać. Nie mogła okazać niepewności. Powinna brać przykład z niego.
– Z przyjemnością obejrzę mieszkanie – powiedziała.
Nie było duże, tylko sypialnia, salon i standardowa nowojorska łazienka, ale meble okazały się zdumiewająco ładne.
– Mam osiemdziesięcioprocentową zniżkę u Laurena, więc jest nieźle. – Kirby usiadł na zamszowej kanapie, a ona zajęła miejsce obok niego. Na stole leżało jego portfolio. Sięgnęła po nie i automatycznie zaczęła kartkować. Były tam fotografie twarzy Kirby'ego reklamującego płyn po goleniu, Kirby na motorze dla firmy produkującej skórzane stroje, Kirby w Wenecji, w Paryżu, w kowbojskim kapeluszu gdzieś na zachodzie kraju, może w Montanie. Położył rękę na jej dłoni.
– Przestań – powiedział.
Popatrzyła na niego, żałując, że nie może zatonąć w jego oczach. Nie były do końca brązowe, lecz lekko złotawe. Chciała się do niego zbliżyć duchowo.
– Dlaczego? – zapytała. Jej głos nie brzmiał normalnie. Zerknęła na stronę teczki (Kirby na koniu), i nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą robili. To było coś w rodzaju cudu. Kto by pomyślał, że w tym wieku wciąż może uprawiać taki seks z młodym i cudownym mężczyzną?
– Nienawidzę tej roboty – powiedział Kirby. – Nienawidzę tego, jak mnie traktują. Jak przedmiot, wiesz? Mają w dupie człowieka.
Jak by to było zakochać się w Kirbym Atwoodzie, zastanawiała się, patrząc na niego z pełnym współczucia przerażeniem. Na szczęście nie mógł usłyszeć jej myśli.
– To okropne – oświadczyła. Uznała jego zgryzoty za niezwykle wzruszające. Nic nie daje więcej siły, niż odkrycie, że piękni są tak samo bezbronni jak wszyscy inni. – Ale jesteś w tym naprawdę dobry.
– Jak to dobry? Nie ma w czym być dobrym. Celują do mnie z aparatu i każą mi wyglądać, jakbym był szczęśliwy. Albo silny. Albo coś tam. Czasem pokazuję im coś innego. – Żartobliwie trącił ją w ramię. – Usiłuję być zamyślony. Jakbym dumał.
– Pokaż, jak to wygląda – powiedziała zachęcająco. Jezu, co ona wyprawia? Pora wracać do biura.
– Tak?
Kirby opuścił głowę, po czym ją uniósł, zapatrzony gdzieś w przestrzeń. Wytrzymał w tej pozie przez parę sekund. Wydawał się nieco roztargniony, ale poza tym jego mina nie wyrażała absolutnie nic. O rany, pomyślała Nico.
– Widziałaś? – spytał niespokojnie. – Domyśliłaś się, że byłem zamyślony?
Nie mogła być okrutna.
– Tak. Świetnie ci wyszło, Kirby.
– Jak sądzisz, o czym myślałem?
– Uśmiechnęła się. Był taki dziecinny, uznała to za przyjemną odmianę.
– Powiedz mi.
– O seksie! – wykrzyknął, szczerząc zęby. – O seksie, który uprawialiśmy. No dobra, pewnie uważasz, że powinienem wydawać się bardzo szczęśliwy. Ale nabrałem cię, bo myślałem o tym, że bardzo chciałbym znowu się z tobą zobaczyć, a nie jestem pewien, czy ty zechcesz.
– Och. – Nie wiedziała, co powiedzieć. Wciąż wytrącał ją z równowagi. Nigdy nie była dobra w deklaracjach emocjonalnych, zwłaszcza składanych mężczyznom. – Chcę się z tobą znowu zobaczyć. Ale, Kirby… – Popatrzyła na zegarek. – Naprawdę muszę już wracać do biura.
– Tak, ja też lepiej już pójdę. Też muszę zająć się gównem, wiesz?
Stali przez chwilę niezręcznie, po czym Kirby pochylił się i ją pocałował.
– Fajnie było, nie? – spytał.
– Świetnie – mruknęła. Żałowała, że nie może mu powiedzieć, jakie to było cudowne.
– Szczeniak! – krzyknął i oderwał się od niej. Pies wytoczył się z sypialni. – Siad! Podaj łapę!
Pies wyciągnął łapę, a Nico nią potrząsnęła.
Wendy Healy siedziała z tyłu sali projekcyjnej na czterdziestym drugim piętrze budynku Splatch-Verner.
W wyłożonej jasnym drewnem sali mieściło się pięćdziesiąt sporych foteli obitych ciemną skórą. W oparciach były otwory na napoje, z prawej strony zwisały małe drewniane blaciki dla tych, którzy chcieli sporządzać notatki. W sali znajdowało się zaledwie kilkanaście osób: Peter i Susan, dwoje kierowników, którzy pracowali pod Wendy, szef kablówki Selden Rose i jego dwóch pracowników z pionu kierowniczego, Cheryl i Sharline, dyrektorki reklamy z wschodniego i zachodniego wybrzeża, reżyser ze swoją dziewczyną oraz trójka głównych aktorów – Tanner Cole, Jenny Cadine plus „nowy" Tony Cranley, niski, myszowaty facet, któremu wszyscy wróżyli wielką karierę i który nigdzie się nie ruszał bez swojej rzeczniczki prasowej, Myry, krzepkiej blondynki o aparycji typowej mamuśki.
– Cześć, skarbie. – Myra ucałowała Wendy w policzek, po tym, jak usadziła Tony'ego w fotelu w pierwszym rzędzie, obok Tannera.
– Usiądź z nami – powiedziała Sharline do Myry.
– Za moment. – Myra popatrzyła na Tony'ego, który udawał, że trzepie Tannera po uszach.
– Jak leci? – Wendy poprawiła okulary. Była nieco zdenerwowana i wciąż zsuwały się jej z nosa.
Myra zerknęła na Tony'ego, wywróciła oczyma i wzruszyła ramionami, co niezwykle rozbawiło Sharline i Wendy.
– Nie, żartuję – powiedziała. – Idzie świetnie.
– Widziałyśmy informację na plotkarskiej szóstej stronie w „Post" – oświadczyła Sharline.
We wzmiance napisano, że na ceremonii rozdania nagród Tony obmacywał znaną gwiazdeczkę i dostał po gębie.
– Nie cierpię aktorów – westchnęła Wendy.
– Kochasz aktorów. – Sharline wycelowała w nią palec. – Jesteś znana jako producentka ich filmów. Wszyscy cię uwielbiają. I ty ich uwielbiasz.
– Sharline wyjeżdża do Indii – powiedziała Wendy.
– Boże, ja też bym chciała – jęknęła Myra.
– Przecież możesz – oświadczyła Sharline z przekonaniem. – Niby co cię powstrzymuje? Mniej więcej miesiąc temu obudziłam się, rozejrzałam dookoła i pomyślałam: O co, do cholery, chodzi mi w życiu? Co ja wyprawiam? I uświa- domiłam sobie, że muszę naprawdę pożyć. Z dala od tego wszystkiego. Muszę zyskać jakiś dystans.
– No bo o to właśnie chodzi – przytaknęła Wendy. – O dystans.
– Możesz jechać – zauważyła Sharline.
– Nie, nie może. Niby jak, z dziećmi i całą resztą? – zapytała Myra.
– Zastanawiałam się nad tym, poważnie – powiedziała Wendy.
– Udawaj, że szukasz plenerów – poradziła jej Sharline.
Wendy się uśmiechnęła. Pomyślała, że nigdy nie będzie mogła wybrać się na taką wycieczkę. Jednak sam pomysł… W dzieciństwie zawsze o tym marzyła. Zobaczyć świat, egzotyczne miejsca… Szybko odsunęła od siebie tę myśl. Rozejrzała się po pokoju i znów poprawiła okulary.
– Na kogo czekamy? – spytała Myra.
– Na Victora Matricka. – Sharline mrugnęła do Wendy. Wendy uśmiechnęła się do niej ponuro. Tej części swojej pracy nienawidziła. Tych potwornych momentów tuż przed pierwszą projekcją, niezależnie od tego, jak bardzo podobał jej się film, bo mogła dowiedzieć się dwie godziny później, że być może całkiem się myliła, że to, co jej zdaniem było wybitne, zabawne albo zrozumiałe, nie zdołało, z jakichśtam powodów, przekonać do siebie widowni. I wtedy bez względu na to, ile filmów wcześniej wyprodukowała, ile sukcesów odniosła (a parę ich miała na swoim koncie, być może nawet więcej niż przeciętny producent), porażki wisiały nad jej głową jak śmierć.