Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 76
Перейти на страницу:

Piękna maharani znajdowała się najbliżej swego małżonka. Mahut kierujący jej słoniem krzykiem usiłował zmusić zwierzę do cofnięcia się, aby w ten sposób umożliwić Wilmowskiemu strzał do tygrysa. Niestety rozdrażniony słoń nie zrozumiał bądź też nie chciał wykonać rozkazu. Zamiast cofnąć się, odważnie zaatakował drapieżnika.

Szare, olbrzymie cielsko zazwyczaj ociężałego słonia stało się naraz niezwykle ruchliwe. Rozgniewany niebezpieczną bliskością tygrysa, usiłował chwycić go trąbą, to znów próbował przygwoździć do ziemi swoimi długimi kłami. Krzyk przestraszonych kobiet znajdujących się na rozjuszonym słoniu — w każdej chwili groziło im wypadnięcie z lektyki — jeszcze bardziej podniecał go do walki. Niebezpieczeństwo stawało się coraz groźniejsze, bowiem słonie Manibhadry, generała Mac Donalda i pułkownika Burtona okrążyły szalejącego tygrysa, uniemożliwiając mu ucieczkę.

Drapieżnik swym przeszło dwumetrowym cielskiem niczym błyskawica rzucał się na słonia, by zaraz jeszcze szybciej cofać się przed morderczymi ciosami trąby i kłów. Musiał być zaprawiony w takich zapasach, gdyż więcej teraz okazywał gniewu niż strachu. Walczące desperacko zwierzęta wirowały jak olbrzymie szaro-brunatne bąki, a myśliwi zamarli niemal z przerażenia, nie mogąc użyć broni palnej.

Naraz słoń maharani potknął się: tygrys nagłym, jak mgnienie oka, skokiem znalazł się na jego głowie. Mahut stoczył się na ziemię. Śmierć zajrzała w oczy księżnej i jej służebnych. Zanim jednak nastąpiła katastrofa, Wilmowski, obok którego przypadkiem znalazł się rozszalały słoń, przeskoczył na jego grzbiet odgradzając lektykę od tygrysa. Drewnianymi widłami zmiótł pręgowane cielsko z głowy słonia i sam zsunął się za nim na ziemię.

Tygrys upadł na grzbiet. Wilmowski znalazł się tuż obok niego. Nie tracąc przytomności umysłu, przytrzymał drapieżnika rozwidlonym drągiem. Swoją śmiałość prawdopodobnie przypłaciłby życiem, gdyby przyjaciele nie pospieszyli mu z pomocą. Na szczęście nieustraszony bosman nie zawahał się ani chwili; zeskoczył na ziemię i teraz, w najkrytyczniejszym momencie, swoimi widłami również przygwoździł drapieżnego kota.

Żerdź złowieszczo zatrzeszczała pod naporem mocarnych rąk marynarza. Zwierzę, niemal pozbawione tchu, stękało boleśnie. Mimo to prężyło cielsko, by strząsnąć przytłaczające je do ziemi drągi. Potężne łapy uzbrojone w mocne pazury usiłowały sięgnąć ludzkich ciał, ale zanim oszołomiona bestia zdołała zebrać się w sobie do dalszej rozpaczliwej walki, nadbiegł Tomek z trzema Hindusami. W jednej chwili trzy pary wideł unieruchomiły tylną część ciała tygrysa. Tomek wprawnie związał mu rzemieniem najpierw tylne łapy, a potem zaczął krępować przednie, zręcznie unikając wyszczerzonych kłów.

Podczas gdy trzej biali łowcy zmagali się z tygrysem, inne nie mniej groźne niebezpieczeństwo zawisło nie tylko nad nimi. Oto słoń maharani, ogarnięty bojowym szałem, wciąż rwał się do tygrysa. Tylko szybka, skuteczna interwencja mahutów, którzy cielskami innych słoni zatarasowali mu drogę, zapobiegła tragicznemu zakończeniu łowów.

Tymczasem maharadża i obydwaj Anglicy czynili wszystko, co było w tej sytuacji możliwe, aby ocalić księżnę. Osaczono z boków rozszalałe zwierzę i uwolniono z lektyki przestraszoną władczynię Alwaru oraz jej służebne.

Dzięki energii mahutów słonie w końcu uspokoiły się na tyle, że niefortunni myśliwi mogli zsiąść z nich na ziemię. Manibhadra z małżonką i Anglikami zbliżyli się do łowców tygrysa akurat w chwili, gdy Tomek kończył wiązać jego przednie łapy.

Trzej biali przyjaciele odetchnęli widząc, iż maharani nic się nie stało. Twarz jej była wprawdzie jeszcze poszarzała ze strachu, lecz wzrok jej już uważnie śledził zręczne ruchy Tomka krępującego tygrysa. Ten zaś, zawiązawszy drapieżnikowi łapy, podniósł z ziemi kawał grubej gałęzi, wydobył z kieszeni rzemienną pętlę i ponownie pochylił się nad tygrysem, który warcząc głucho, obnażył kły. Tomek podsunął mu pod nos gałąź. Tygrys nagłym zrywem poderwał łeb i paszczą chwycił kij, miażdżąc go kłami. Tomek, w tej właśnie chwili, drugą ręką zarzucił mu na pysk rzemienną pętlę. Z kolei zacisnął rzemień i zawiązał sprawnie w rodzaj kagańca.

Tomek wyprostował się; jego towarzysze odrzucili rozwidlone drągi.

— No, no, niczego sobie polowanko — odezwał się bosman rozprostowując plecy. — Niewiele brakowało, żeby tygrys nas złapał, a nie my jego. Skoro jednak udało się, to ofiaruj go teraz, Tomku, pięknej damie.

— Bosman ma rację, ciebie księżna prosiła o tygrysa, więc dokonaj ceremonii wręczenia tego... kłopotliwego daru — dodał Wilmowski.

Tomek uśmiechnął się słuchając tych uwag. Pochylił się przed księżną i rzekł po angielsku:

— Cieszymy się, iż wasza książęca wysokość szczęśliwie uniknęła złej przygody. A oto tygrys, którego obiecaliśmy schwytać.

— Thank you! [70] — odparła księżna jeszcze lekko drżącym głosem.

 Tajemnice indyjskich fakirów

Następnego dnia po dramatycznym polowaniu na tygrysy maharadża wyprawił w swym pałacu przyjęcie, aby uczcić szczęśliwe zakończenie niebezpiecznej przygody. Trzej Polacy byli oczywiście najbardziej honorowymi gośćmi. Oprócz nich zostali również zaproszeni pułkownik Burton i generał Mac Donald. Obydwaj Anglicy, zazwyczaj wyniośli i chłodni w obcowaniu z ludźmi innych narodowości, jakby zapomnieli o swej charakterystycznej narodowej dumie. Głośno chwalili odwagę oraz przytomność umysłu polskich łowców, a pułkownik Ralf Burton nie odstępował niemal ani na krok Wilmowskiego, usiłując wciągnąć go w rozmowę na różne tematy.

Wilmowski na początku rozmowy zachowywał uprzejmą rezerwę. Sam odzywał się mało, pozwalając mówić Anglikowi. Wszakże po pewnym czasie zaczął zwracać baczniejszą uwagę na słowa Burtona, ponieważ wydało mu się, że nagła zmiana w zachowaniu się Anglika i cała ta rozmowa miały jakiś ściśle określony cel.

— Przepraszam, iż wspomnę pewną drażliwą sprawę, lecz muszę to uczynić, aby pan o mnie źle nie sądził — mówił Burton pochylając się nieco ku Wilmowskiemu. — Chodzi mi o słowa wypowiedziane przez pana, gdy ostrzegałem, że gepard księżnej jest naprawdę bardzo niebezpieczny.

Wilmowski z ukosa spojrzał na Anglika, słuchając jego wyjaśnień:

— W Indiach nie ceni się tak życia ludzkiego, jak my to zwykliśmy czynić w Europie. Członkowie niższych kast są niczym dla uprzywilejowanych arystokratów. Gdybyśmy od razu usiłowali zmienić tutaj zwyczaje zakorzenione od wieków, to chyba bezpowrotnie stracilibyśmy Indie. Niech mi pan wierzy, że Hindusi jeszcze obecnie są pod wieloma względami barbarzyńcami. Anglicy mają tu do spełnienia wielką misję cywilizacyjną.

Wilmowski milczał w dalszym ciągu, tylko lekko ironiczny uśmiech błąkający się na jego ustach świadczył, iż nie został przekonany zasłyszanymi argumentami. Burton zauważył ten uśmiech, lecz mówił dalej, przyjaznym tonem:

— Wprowadzenie odpowiednich zmian w tak wielkim i ludnym kraju nie jest łatwe. Mimo to właśnie Brytyjczycy zakazali matkom w Indiach składać w ofierze krokodylom na pożarcie niemowlęta i znieśli okrutny zwyczaj “sati”, który nakazywał wdowom, aby dla udokumentowania swej miłości do zmarłego małżonka dzieliły z nim całopalny stos pogrzebowy [71].

вернуться

70

Thank you (czytaj thenk ju) po angielsku — dziękuję panu.

вернуться

71

Hindusi palą na stosie ciała zmarłych. Wykonywanie zwyczaju “sati” zostało zakazane w 1829 roku przez angielskiego gubernatora w Indiach lorda Bentincka.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)