Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
sokół, czekając na zaklęcie, już prawie widząc oczami wyobraźni, jak spływa z tych
ust i...
- No czekam! - wykrzyknął, podchodząc o krok bliżej do celującego w niego i
wyglądającego tak, jakby był już na samej granicy eksplozji mężczyzny.
- Nie zbliżaj się! - Głos Snape'a był dziwny, odległy, zachrypnięty.
Jednak Harry nie zamierzał go słuchać. Sam miał wrażenie, że zaraz rozsypie się w
drobny mak, że nie wytrzyma tego napięcia. Trząsł się tak bardzo, że z trudem
stawiał kolejne kroki.
- Nie wyrzucisz mnie! - syknął łamiącym się głosem. - Nie tym razem! Zostanę tutaj.
Z tobą. Cokolwiek spróbujesz mi zrobić, jakąkolwiek rzucisz na mnie klątwę, ja nie
ucieknę! Tym razem nie pozwolę ci się odepchnąć!
Oczy mężczyzny rozbłysły jeszcze większą furią. Wyglądał tak, jakby próbował się
bronić przed słowami Harry'ego, ale tarcza, którą stworzył z wycelowanej w chłopaka
różdżki, powoli zaczynała pękać.
Harry zrobił kolejny krok, czując, że uginają się pod nim kolana. Severus wykonał taki
ruch, jakby zamierzał się cofnąć, ale najwyraźniej powstrzymał się i jeszcze mocniej
zacisnął dłoń na różdżce. Jego palce pobielały.
- Na co czekasz? Jeżeli aż tak bardzo mnie nienawidzisz, to rzuć ją! Pokaż mi!
Udowodnij, że jestem dla ciebie nikim! - Harry nie potrafił powstrzymać słów. Jego
własny głos wydawał mu się tak napięty, zduszony i zachrypnięty, jakby nie należał
do niego. - Udowodnij mi, że jesteś takim przerażającym Śmierciożercą, jak
próbujesz pokazać! Bo wiedz, że ja tak nie uważam!
Oczy Snape'a zwęziły się w maleńkie szparki. Harry zobaczył, jak jego usta otwierają
się i usłyszał wypowiadane sykiem słowo:
- Cru...
Nie czekając na dalszą część inkantacji, rzucił się do przodu, owijając ramiona wokół
torsu mężczyzny i przywierając do niego z całej siły, jak gdyby próbował zgnieść w
tym uścisku dzieląca ich, pełną żółci i gniewu przepaść. Lecz zanim jego strwożone
serce zdołało opaść z powrotem na swoje miejsce, poczuł, jak żelazne dłonie
zaciskają się na jego ramionach i odrywają go od szczupłego, trzęsącego się tak
bardzo jak on sam ciała. Snape odepchnął go z taką siłą, że Harry po raz kolejny
wylądował na podłodze, uderzając w nią łokciami, którymi próbował się podeprzeć.
Zamrugał oszołomiony i spojrzał na górującego nad nim Severusa, który ponownie
celował w niego różdżką.
- Myślisz, że tak mnie powstrzymasz? - powiedział, unosząc się do pozycji siedzącej i
podpierając z tyłu na wyprostowanych rękach. - Myślisz, że jeśli znów mnie
odepchniesz, to ucieknę z płaczem?
- Może cię to zdziwi, Potter - wycedził Snape przez zaciśnięte zęby - ale tak właśnie
myślę. Już tyle razy udowodniłeś mi, że wystarczy na ciebie chuchnąć, a natychmiast
zamieniasz się w małe skrzywdzone dziecko. Och, cóż za buntownicza mina...
Myślisz, że zwykłym paplaniem jesteś w stanie zmienić cokolwiek? To tylko czcza
gadanina. Spójrz na mnie! Zamordowałem dzisiaj cztery osoby. Cztery bezbronne
osoby. Widzisz to? Widzisz ich krew? Nadal twierdzisz, że cię to nie obchodzi? A
może mam ci opowiedzieć, jak to zrobiłem? Czy może wolisz, żebym ci to pokazał,
co? - Snape wyglądał w tej chwili jak szaleniec. Stał tuż nad Harrym, pochylając się
nad nim i celując mu różdżką miedzy oczy. - Nie wyobrażasz sobie, do czego jestem
zdolny, ty głupi dzieciaku, ponieważ nic nie wiesz! Nic!
- Nie boję się ciebie - odparł buntowniczo Harry, chociaż jego łamiący się głos
zdradzał coś wręcz przeciwnego. - Nie boję się! Możesz mnie straszyć, możesz
odpychać i ciskać we mnie zaklęciami, ale nie zmienisz już tego, co mi dałeś! Bo
wiem, że ci na mnie zależy! Nie oszukasz mnie! Nie rozumiem tylko... dlaczego
musisz tak wszystko komplikować? Dlaczego nie pozwolisz mi po prostu ze sobą
być? Dlaczego?
Mężczyzna zatrzymał się i cofnął nieco, spoglądając na Harry'ego nieokreślonym
wzrokiem. Chłopak mógłby przysiąc, że zobaczył w tych zmrużonych oczach zalążek
jakiegoś odległego, ukrytego głęboko bólu, którego Severus za wszelką cenę nie
chciał do siebie dopuścić.
- Potter... - Kiedy Snape odezwał się w końcu, Harry ledwie był w stanie go usłyszeć,
ponieważ wydawało się, że jego głos wydobywa się z bardzo, bardzo daleka. -
Czasami rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana, niż twoje szybujące w
chmurach wyobrażenia.
Harry przekrzywił lekko głowę, czując, jak do jego serca napływa gorący strumień
gniewu. Jego wyobrażenia? To zabrzmiało tak, jakby całe życie spędził pod szklaną
kopułą, wśród rodzinnego ciepła i kochających, rozpieszczających go bliskich. Jakby
nie poznał życia od tej najcięższej, najokropniejszej strony, samotny i
prześladowany, zmuszony od dziecka walczyć z czymś, z czym nie potrafił sobie
poradzić nawet Dumbledore!
- Doskonale wiem, jak wygląda rzeczywistość! Przez całe życie rodzina traktowała
mnie jak skrzata domowego, a teraz prześladuje mnie najgroźniejszy czarnoksiężnik
świata i wszyscy oczekują ode mnie, że go pokonam! Myślisz, że mnie to cieszy?
Myślisz, że cieszy mnie myśl, że pewnego dnia będę musiał z nim walczyć i umrzeć?
Boję się tego... - Jego głos załamał się i Harry potrzebował chwili, żeby odzyskać nad
nim kontrolę. Twarz Severusa złagodniała odrobinę i mężczyzna opuścił nieco
różdżkę, chociaż jego ręka nadal mocno drżała. - Nie chcę umierać - powiedział
cicho Harry, patrząc prosto w te przeszywające, płonące oczy. Miał wrażenie, że
przez chwilę widział w nich... cierpienie. Tak, dokładnie tak! Wydobywające się z
głębi, trawiące duszę cierpienie. Lecz płomienie szybko je pochłonęły, a Severus na
powrót patrzył na niego nieugiętym spojrzeniem.
- Nie ty jeden jesteś ofiarą w tej wojnie, Potter - wycedził w końcu mężczyzna, a jego
głos wydawał się być wyjątkowo opanowany, zważywszy na okoliczności. - Nie ty
pierwszy i nie ostatni. Myślisz, że ci wszyscy, którzy zginęli, także nie pragnęli żyć?
Myślisz, że chcieli złożyć swoje życie w ofierze? Myślisz, że tylko ty musisz poświęcić
coś, co jest ci najbliższe?! - Ostatnie zdanie Snape niemal wykrzyczał, w jego głosie
płonęła gorzka wściekłość i Harry mimowolnie cofnął się odrobinę, wciąż jednak nie
podnosząc się z zimnej, kamiennej posadzki.
- Nie o to chodzi! - krzyknął. Snape nic nie rozumiał! Zupełnie nic! - Jeszcze
niedawno zrobiłbym to bez wahania. Nie zależało mi. Ale teraz... - Zaciął się, nie
mając pojęcia, co właściwie chce powiedzieć. - Teraz mam... coś. Ciebie. I boję się,
bo nie chcę tego stracić. Kiedyś zabicie Voldemorta było dla mnie najważniejsze.
Teraz... teraz ty jesteś najważniejszy! Nie rozumiesz tego? - dokończył cicho, czując
się już zmęczony i kompletnie wypalony całą tą sytuacją.
Mężczyzna zmrużył oczy i zacisnął usta. Jego trzymająca różdżkę dłoń zaczęła
jeszcze bardziej drżeć.
- Czasami priorytetem jest to, co ważne, a nie to, co osobiste - wypowiedział
zachrypniętym, odległym głosem. - I należy się z tym pogodzić, Potter.
- Nie! - wykrzyknął Harry, czując, że ponownie traci nad sobą panowanie. - Nigdy się
z tym nie pogodzę! Można to połączyć...
- Połączyć? - przerwał mu Snape. - Wierz mi, że nie można. Jeżeli dopuścisz do