Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 41
Перейти на страницу:

W środku nie było żywej duszy. Chwycił stojącą na biurku rzeźbioną hebanową figurkę i obrócił się przyjmując postawę obronną, ale napastnik znikł. Słychać było tylko skrzypienie kołyszących się nie do taktu skrzydeł wahadłowych drzwi. Zachowując daleko posuniętą ostrożność, Carewe wyszedł do hallu w momencie, kiedy z czarnego prostokąta drzwi wejściowych wyłoniła się ubrana na biało postać. Uniósł prowizoryczną maczugę, ale okazało się, że przybyszem jest pielęgniarka, która opiekowała się nim wcześniej.

— Nie powinien pan wstawać, panie Carewe — powiedziała, patrząc podejrzliwie na drewnianą figurkę. — Co tu się dzieje?

— Ktoś mnie napadł i chciał zamordować — odparł z rezygnacją.

— Miał pan jakiś zły sen, proszę wrócić do łóżka.

— Wcale nie spałem, miałem oczy szeroko otwarte — powiedział Carewe, wręczając jej statuetkę. — Nie widziała pani, żeby ktoś przed chwilą wybiegał z budynku? A właściwie, to dlaczego pani wychodziła?

— Nie widziałam nikogo, a jeżeli koniecznie chce pan wiedzieć, to wyszłam, bo wezwano mnie telefonicznie do wypadku w dziale łączności.

— I rzeczywiście coś się stało?

— Nie.

— A więc wszystko jasne — triumfował Carewe.

— Co jest jasne?

— Że ktoś panią stąd wywabił, żeby umożliwić napaść na mnie.

— Panie Carewe — powiedziała pielęgniarka znużonym głosem, popychając go w stronę sali — jasne jest dla mnie tylko to, że Feliks Parma albo któryś z jego koleżków znów się dziś zalał w trupa. Pewnie pałętają się teraz po ciemku, wymyślając głupie kawały. A teraz bardzo proszę położyć się z powrotem do łóżka, dobrze?

— Wobec tego proszę popatrzeć tutaj — rzekł Carewe, któremu przyszła do głowy inna myśl.

Poprowadził pielęgniarkę do łóżka z rozkopaną pościelą i obszukał je wokoło. Niebieska pastylka znikła, a na leżących na podłodze kawałkach szkła z rozbitej szklanki nie było śladów krwi. Obejrzał dokładnie lewy rękaw piżamy i znalazł pojedynczą czerwoną kropkę, niemal doszczętnie zmytą przez wodę, która ściekła mu po ręku.

— O, proszę, tu jest kropka krwi — oznajmił dobitnie.

— A tu jeszcze jedna — odrzekła pielęgniarka, wskazując szkarłatną plamę, jaka pojawiła się na piżamie. — Otworzył pan ranę i muszę zmienić panu opatrunek.

Carewe zaczerpnął tchu, chcąc ją dalej przekonywać, ale w końcu postanowił zaczekać z wyjaśnieniem sprawy do jutra rana, kiedy spotka się z Kendym, koordynatorem ekipy Współnarodów.

— Widziałem na pewno w pańskiej kompkarcie, ale szczegóły wyleciały mi z głowy — powiedział Kendy. — Proszę mi powiedzieć, panie Carewe, ile naprawdę ma pan lat.

— Czterdzieści.

— O! A więc utrwalił się pan całkiem niedawno.

Wyrażenie „utrwalił się” nieprzyjemnie zazgrzytało Carewe’owi w uszach i o mały włos nie zwrócił Kendy’emu uwagi, żeby go nie używał, ale zaraz potem uprzytomnił sobie, co tamten ma na myśli. Było powszechnie wiadomo, że bardzo wiekowi ostudzeni, znużeni życiem, lecz i obawiający się śmierci, ulegają czasami nieodpartemu i przemożnemu pragnieniu wyjścia tej śmierci naprzeciw. Wówczas, bez udziału świadomej woli, szwendają się po niebezpiecznych okolicach, gdzie raz po raz zdarzają się nieszczęśliwe wypadki, aż wreszcie dochodzi do nieuchronnej tragedii.

— Całkiem niedawno — potwierdził Carewe. — I zapewniam pana, że nie jestem pechowcem.

— Tak tylko sobie pomyślałem. — Kendy z awersją rozejrzał się po niewielkiej salce, jakby dawał do zrozumienia, że mu się spieszy i ma inne, ważniejsze sprawy do załatwienia. Jego rumiana cera tryskała zdrowiem w ukośnych promieniach słońca wpadających przez okno. — Najpierw ta historia w pańskim domku, potem awaria poduszkowca na rzece, a teraz…

— Nie jestem pechowcem i całym sercem pragnę pozostać przy życiu — przerwał mu Carewe.

— Mówiłem już, że tak tylko sobie pomyślałem.

— Rozumiem, ale nie nazwałbym pechowym zdarzeniem próby otrucia ani napaści z nożem w ręce.

— Wyciągnęliśmy poduszkowiec z rzeki — powiedział Kendy marszcząc brwi i wyraźnie nie mając ochoty na omawianie niczym nie potwierdzonego zamachu na życie.

— No i?

— Stwierdzono brak trzpienia w czujniku wysokości. Kiedy trzpień wypadł, dla czujnika był to sygnał, że pojazd został zaparkowany albo dotyka ziemi, no i — co zupełnie zrozumiałe — silnik zgasł.

— Zupełnie zrozumiałe.

— Tak czy owak trzeba to uznać za pechowy przypadek, bo naprawdę nie wiem jak trzpień mógł wypaść w określonym z góry punkcie podróży.

Carewe zaczerpnął tchu, chcąc ją dalej przekonywać, ale w końcu postanowił zaczekać z wyjaśnieniem sprawy do jutra rana, kiedy spotka się z Kendym, koordynatorem ekipy Współnarodów.

Carewe przejechał palcem po wzorach ułożonych z fałd pościeli.

— Nie znam konstrukcji waszych poduszkowców — rzekł — ale wyobrażam sobie, że kiedy przejeżdża się przez rzekę, to czujnik wysokości zanurz; się w wodzie.

— To nieuniknione.

— A gdyby ktoś usunął prawdziwy trzpień i na jego miejsce wstawił inny wykonany powiedzmy z gordonitu?

— A co to jest gordonit?

— Stop, który rozpuszcza się niemal natychmiast przy zetknięciu z wodą Kendy westchnął z teatralną przesadą.

— I znów wracamy do tajemniczego spisku na pańskie życie. Wysuwa pan przypuszczenie, że w bazie przebywa niedoszły morderca.

— Wcale nie! — Carewe poczuł nowy przypływ gniewu. — Takie przypuszczenie wysuwałem wczoraj, dziś stwierdzam to z całą pewnością.

— Sprawdziłem członków wszystkich ekip i nie znalazłem w bazie nikogo ze świeżą raną na twarzy — powiedział Kendy i wstał.

— A ten skrawek ziemi wokół bazy, który, o ile się nie mylę, nazywacie Afryką?

Kendy uśmiechnął się.

— Podoba mi się pańskie poczucie humoru, panie Carewe. Jest taki bardzo stary angielski kawał, o tym, jak król Dariusz rano przy śniadaniu spotyka się z Dawidem, którego poprzedniego dnia wtrącił do jaskini lwów. Król pyt; „Jak ci się spało?” „Źle — odpowiada Dawid — jeśli mam być szczery przeszkadzały mi lwy”. Na to król prycha z pogardą i mówi: „Widocznie sam je sprowadziłeś, a to już nie moja wina”.

Carewe uśmiechnął się niepewnie.

— To miał być dowcip?

— Ja też się nad tym dłuższy czas głowiłem. Ale potem, a trzeba pan wiedzieć, że interesuję się literaturą dziewiętnastego i dwudziestego wieki odkryłem, że to ostatnie zdanie, włożone w usta króla, miały w zwyczaj wypowiadać angielskie gospodynie odnajmujące pokoje, ilekroć jakiś lokator narzekał na pchły w łóżku.

— Mimo wszystko to nie jest specjalnie śmieszne. Chciałem pana spytać, c to znaczy Beau Geste, ale doszedłem do wniosku, że nie warto.

— Chodziło mi tylko o to, że jeżeli ktoś naprawdę dybie na pańskie życie to nie ma to nic wspólnego z bazą Współnarodów, że musiał się pan komuś narazić przed przybyciem tutaj.

Carewe już miał się temu sprzeciwić, ale nie przyszedł mu do głowy żaden sensowny argument. Odprowadził Kendy’ego wzrokiem, aż jego barczysta sylwetka zniknęła za drzwiami, i próbował połączyć wydarzenia minionych kilku dni w jakąś logiczną całość. Jedyny ogólny wniosek, do jakiego doszedł, był taki, że całe jego życie piekielnie się pogmatwało mniej więcej od chwili, gdy dowiedział się o E.80. Barenboima i Pleetha niepokoiła możliwość szpiegostwa przemysłowego. Być może starannie obmyślane kroki, jakie podjęto dla utrzymania w tajemnicy ich wspólnych poczynań, okazały się wbrew oczekiwaniom nie dość skuteczne — na przykład kiedy wylał na Rona Ritchiego swoją whisky, tamten robił obraźliwe aluzje do jego związków z Barenboimem. Przypuśćmy jednak, że wieść o E.80 dotarła do uszu potężnych i bezwzględnych konkurentów, to w jaki sposób próbowaliby się dowiedzieć czegoś więcej? Czy nie zechcieliby porwać go żywego, żeby go przesłuchać i przebadać? No bo czego można się dowiedzieć od trupa? I czy nie interesowałaby ich także Atena?

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)