Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 41
Перейти на страницу:

Carewe nacisnął guzik wzywający pielęgniarkę.

— Kiedy mam być stąd odesłany? — spytał, gdy się zjawiła.

— Doktor Redding zamówił na dziś wieczór pionowzlot przystosowany do przewożenia noszy. Poleci pan prosto do Lizbony.

Ton jej głosu zdradzał, że nie wybaczyła mu jeszcze zakłócenia jej rozkładu zajęć zeszłej nocy.

— Ach tak… i zostało to załatwione normalnymi kanałami? Wszyscy wiedzą, kiedy i czym odlatuję?

— Nie wszyscy — odparła chłodno pielęgniarka. — Mało kogo to interesuje.

Carewe odprawił ją gestem ręki.

— Dziękuję, to wszystko. Zawołam panią, jeżeli znów ktoś mnie zaatakuje.

— Proszę się nie trudzić.

Kiedy sobie poszła, wziął z nocnego stolika komunikator i powiedział, łechce rozmawiać z szefem transportu Farmy. Po krótkiej zwłoce uzyskał połączenie.

— Tu Parma z Farmy. — Głos Parmy z charakterystycznym szkockim akcentem brzmiał nieufnie. — Z kim mówię?

— Tu Will Carewe. — Carewe spojrzał na drzwi sali, upewniając sit, czy są zamknięte. — Gdzie teraz jesteś, Feliks?

— W klubie. Właśnie piję swoje litrowe śniadanie.

— Jedziesz dziś na spotkanie wahadłowca?

— Tak, przylatuje za jakieś pięćdziesiąt minut, nie wiem, czy zdążę.

— Zdążysz, a poza tym weźmiesz mnie za sobą.

— Ale przecież… — głos Farmy zamarł ze zdumienia.

— To dla mnie bardzo ważne. Mógłbyś po drodze wziąć z mojego domku bagaż i podjechać tu po mnie za pięć minut? — spytał Carewe, dokładając starań, zęby jego słowa zabrzmiały możliwie dramatycznie. — I nic nikomu o tym nie powiesz?

— No dobrze. Ale co się stało?

— Opowiem ci później, przyjeżdżaj jak najprędzej.

Carewe odłożył komunikator i ostrożnie wstał z łóżka. Przeszukał sąsiadującą z nią szafkę, ale nie znalazł w niej ubrania, w którym mógłby stąd wyjść. Stanął przy oknie i wyglądał przez nie, aż zobaczył uważnie prowadzoną ciężarówkę jadącą przez główny plac. Odczekawszy, aż podjedzie do wejścia, szybko znalazł się przy drzwiach i wyszedł z sali. Kiedy szedł, wiszące mu w piersiach prawe płaco podchwyciło rytm jego kroków i zaczęło się lekko obijać o żebra. idąc dalej równym tempem, niepostrzeżenie opuścił budynek, a potem wsiadł do czekającej na niego ciężarówki. Mimo ulgi, jaka go ogarnęła, w niewytłumaczalny sposób czuł się urażony faktem, że nikt nie zauważył jego ucieczki.

— Nie zrozum mnie źle — powiedział Parma, rozsiewając w kabinie odór piwa. — Jak wszyscy lubię się rozerwać, zwłaszcza w takiej zapadłej dziurze, ale czy przypadkiem nie powinieneś leżeć w łóżku?

— Jedźmy już — ponaglił go Carewe, spoglądając niespokojnie na drzwi szpitala.

— No dobrze, Willy, ale to mi się nie podoba — oznajmił Parma raptownie puszczając sprzęgło, aż koła zawirowały w miejscu wzbijając kurz, a potem ciężarówka ruszyła przez plac z piskiem i zgrzytem podwozia i karoserii, protestujących przeciwko takiemu traktowaniu. — I powiem ci od razu, że nie jest to wymarzony samochód do ucieczki.

— Ujdzie.

Ciekawe rozejrzał się uważnie dookoła, szukając jakichś oznak zainteresowania jego niezwykłym odjazdem. Ale w prażonej słońcem bazie panowała ciemność i widać było jedynie dwóch mężczyzn w niebieskich uniformach Współnarodów, bijących się w cieniu markizy. Całkiem możliwe, że to ci sami których widział poprzedniego ranka dokładnie w tym samym miejscu. Żaden z nich nawet się nie obejrzał za ciężarówką, która minęła ich wlokąc za sobą wir pyłu i suchych liści.

A właściwie to co ty takiego przeskrobałeś? — spytał Parma, kiedy ciężarówka wjechała na leśną drogę i drzewa po obu stronach zwarły się, rzucając na nią cień.

— Nic. Zupełnie nic.

— Ach tak — mruknął zaskoczony Panna. — Pytam dlatego, że lubię wiedzieć zawczasu, kiedy pakuję się w jakieś nieprzyjemności.

— Przepraszam cię, Feliksie — odparł Carewe, nagle pojmując, jak daleko się posunął, wykorzystując ich niezmiernie krótką znajomość. Nie próbowałem się wykręcić od wyjaśnień. Ja naprawdę nic nie zrobiłem, chyba że uznasz za wykroczenie niewypełnienie poleceń lekarza.

— Czemu tak ci zależy, żeby być tam, kiedy przyleci wahadłowiec?

— Zależy mi nie tylko, żeby tam być, ale żeby nim odlecieć — wyjaśnił Carewe i dodał po chwili: — Jak myślisz, da się to zorganizować?

— Ale tu gorąco — rzekł ponuro Parma. — Trzeba było zabrać ze sobą parę baniek piwa.

— No więc, jak będzie? — dopytywał się Carewe.

— Przypierasz mnie do muru, Willy. Ja też pracuję dla Farmy, a szef transportu nie powinien szmuglować ludzi razem z ładunkiem.

— Nie chcę, żeby mnie szmuglowano. Wpisz mnie na listę przewozową, czy jak tam to się nazywa, i nic więcej.

Parma westchnął i wypełniający kabinę odór piwa zmieszany z wonią potu stał się prawie me do wytrzymania.

— Co masz przeciwko podróży samolotem zamówionym dla ciebie przez doktora Reddinga?

— Nic. I dlatego właśnie nie chcę nim lecieć.

— Co? — spytał Panna i zaklął, bo ciężarówka podskoczyła na wyboju i zarzuciło nią. Mocując się z kierownicą wyprowadził woź z powrotem na drogę.

— Jest w bazie ktoś, kto dybie na moje życie, i może się posunąć do tego, że podłoży w samolocie bombę.

Słysząc to Panna ryknął śmiechem, aż zjeżył mu się srebrzysty zarost na pokrytych czerwonymi żyłkami policzkach.

— Ach ty głąbie — tak mówią w Glasgow zamiast kapuściany łbie — komu zależy na twojej śmierci?

— Tego właśnie chciałbym się dowiedzieć.

— Willy, jedyni ludzie w tych okolicach, mający coś przeciwko tobie, to ci byli naturyści, których wczoraj ostudziłeś, a oni nie mogą się nawet zbliżyć do bazy — powiedział Parma, parskając radosnym śmiechem.

Carewe zapanował nad irytacją ogarniającą go z powodu faktu, że sprawy, które dla niego były sprawami życia i śmierci, u innych wywoływały najwyżej śmiech lub powątpiewanie.

— To się zaczęło jeszcze przed moim udziałem w ekspedycji — wyjaśnił. — A zeszłej nocy jakiś człowiek wszedł na salę w szpitalu i chciał mnie zadźgać nożem.

— To był sen, normalna sprawa po tym, co się wydarzyło w ciągu dnia.

— To nie był sen. Zostałem zaatakowany — powiedział Carewe, po czym szczegółowo opisał napastnika, uświadamiając sobie jednocześnie, że płuco zaczęło mu się ocierać o żebra, zgodnie z rytmem podskakującej na nierównościach ciężarówki. — Mógłbyś jechać trochę wolniej? Znów mi rezonuje płuco.

— Oczywiście — odparł Parma zwalniając i spoglądając ze współczuciem na klatkę piersiową Carewe’a. — Widzę, że naprawdę chcesz się stąd wydostać za wszelką cenę. Nie znam nikogo, kto pasowałby do rysopisu, który przedstawiłeś, ale możliwe, że dostał się do bazy ktoś obcy.

— Tak właśnie sobie pomyślałem. No więc, jak będzie? Wsadzisz mnie na ten wahadłowiec czy nie?

Przez chwilę Parma ugniatał palcami czerwony perkaty nos.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)