Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 41
Перейти на страницу:

— Rozumiesz po angielsku? — spytał niepewnie.

Tubylec uniósł głowę i przeszył go spojrzeniem, oddzielony od niego muren milczącej wrogości, a potem obrócił się twarzą do ściany.

— Przepraszam — powiedział ni w pięć, ni w dziewięć Carewe. Zamierza właśnie wrócić do swoich, kiedy z chaty z zastraszającą szybkością wybiegła kobieta. Dopadła go z błyskiem stali w ręku, a potem odstąpiła. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jej triumfującą twarz, zanim przeniósł wzrok na tkwiący we własnych piersiach nóż.

Kiedy przybiegli po niego członkowie ekipy Współnarodów, klęczał w błocie, wciąż z niedowierzaniem potrząsając głową.

Rozdział dziewiąty

— To był bardzo stary nóż — oznajmił Storch. — I to pana uratowało. Carewe patrzył spokojnie w sufit przyczepy, w której leżał.

— Co ze mną? — spytał.

— Wyliże się pan. Nóż był tak zużyty od ostrzenia, że przypominał cienki szpikulec, a to akurat nie jest najskuteczniejsza broń.

— Na nic nie narzekam.

Ponieważ nic go nie bolało, Carewe spróbował unieść się na pryczy.

— Nie tak prędko — powstrzymał go Storch, ujmując go zdecydowanie za ramiona i kładąc z powrotem. — Przekłuto panu płuco i lekarz musiał zrobić zapad płuca.

— Zapad płuca? Czy to znaczy…?

— To chwilowa sprawa. Żeby płuco odpoczęło, nic więcej. — Storch obejrzał się za siebie na kogoś, kto znajdował się poza zasięgiem wzroku Carewe’a. — Prawda, doktorze?

— Oczywiście — odpowiedział męski głos. Nie ma powodu do niepokoju, panie Carewe. Pańskie płuco krwawiło przez jakiś czas, ale zatamowaliśmy krwotok i ściągnęliśmy krew. Teraz tylko trzeba dać mu odpocząć.

— Rozumiem.

Carewe’owi zrobiło się trochę słabo na myśl, że jedno płuco spoczywa zwiotczałe w jego piersiach. Oddychając, skupił się na swoich doznaniach wewnętrznych i po raz pierwszy w życiu zdał sobie sprawę, że wdech bierze swój początek nie w płucach, ale w mięśniach klatki piersiowej. Żebra unoszą się, rozciągając przymocowane do nich żywe worki, dzięki czemu przez usta i nos wpada do środka nie znoszące próżni powietrze. W jego przypadku funkcjonowało jednak tylko jedno płuco. Nieledwie spodziewając się, że zabraknie mu powietrza, podczas transportowania go na noszach z przyczepy do ambulansu starał się oddychać miarowo.

Po powrocie do bazy przeniesiono go do średniej wielkości kopułodomu, gdzie mieścił się punkt pomocy medycznej. W jednej jedynej sali oprócz jego łóżka stały jeszcze trzy wolne, a w popołudniowym powietrzu brzęczały cisza i spokój. Co pół godziny wpadała do niego pielęgniarka, dwa razy też zajrzał lekarz o nazwisku Redding, żeby dowiedzieć się o jego samopoczucie, i za­wiadomił go, że nazajutrz zostanie stąd odesłany. Oboje odnosili się do niego z zawodową uprzejmością, co tylko wywoływało w nim przygnębienie i uczu­cie bezradności. Powszechnie wiadomo było, że brygady antynaturystyczne na całym świecie odczuwają brak chętnych do pracy i rzadko rezygnują ze zdatnego do służby ochotnika, a mimo to od samego początku czuł, że stare wygi uważają się za zawodowców, którzy co jakiś czas zmuszeni są godzić się na współpracę z pełnymi dobrych chęci amatorami. Kendy nazywał to syndromem Beau Geste’a. Carewe nie miał pojęcia, kto to jest Beau Geste, lecz przeczuwał, że z nadejściem wieczoru jego poranny wyczyn wywoła salwy śmiechu przy ogromnym okrągłym barze w klubie Współnarodów. Poddał się ogarniającej go senności w nadziei, że przyśni mu się Atena i dawne dobre czasy…

Wieczorem, kiedy o szyby tłukły się siwe ćmy, przewinęła się przez jego salę procesja gości, a wśród nich Kendy, Parma i kilka twarzy, które pamiętał jak przez mgłę ze swojego inauguracyjnego ochlaju. Jeden jedyny Parma chyba szczerze wyraził żal z powodu jego zaplanowanego wyjazdu, z uroczystą i poważną miną na posrebrzonej zarostem twarzy proponując mu, że przemyci z baru do szpitala trochę piwa na pożegnalne przyjęcie. Carewe grzecznie mu podziękował i po jego wyjściu poprosił pielęgniarkę o coś na uspokojenie. Połknął prążkowaną kapsułkę i czekając, aż zacznie działać, wpatrywał się ze stoickim spokojem w sufit.

Po upływie długiego czasu ocknął się z uczuciem dziwnego niepokoju. Spojrzał na przegub ręki i przez chwilę wpatrywał się w gładką skórę, zanim uprzytomnił sobie, że rejon Nouvelle Anvers leży za daleko od nadajnika czasu, żeby jego zegarek działał. Koło łóżka rozległy się czyjeś kroki. Młody człowiek o śniadej cerze, ubrany w biały strój lekarski, podał mu szklankę wody i jasnoniebieską tabletkę.

— Przepraszam, że pana niepokoję, panie Carewe — odezwał się cicho przybysz. — Ale pora na pigułkę wzmacniającą.

— A po co? — spytał sennie Carewe.

— Doktor Redding woli nie ryzykować, w tutejszym klimacie rany są niebezpieczne.

— Wobec tego chyba… — Carewe podparł się na łokciu i sięgnął po szklankę wody. Bez słowa przyjął pigułkę i już niósł ją do ust, kiedy spostrzegł, że nieznajomy ma żałobę za paznokciami. Wytężył zmętniały wzrok i w słabym świetle ujrzał na wierzchu jego dłoni utrwaloną siateczkę brudu.

— Chwileczkę — powiedział, z ogromnym wysiłkiem otrząsając się z oszołomienia wywołanego środkiem uspokajającym. — Jest pan pewien, że doktor Redding polecił mi zażyć ten lek?

— Jak najbardziej.

— A gdybym odmówił, to co wtedy?

— Panie Carewe — rzekł nieznajomy z lekkim zniecierpliwieniem — proszę nie utrudniać nam życia i zażyć lekarstwo, dobrze?

— Zażyję,ale po rozmowie z doktorem Reddingiem — odparł Carewe, próbując przyjrzeć się twarzy nieznajomego, ale jego ramiona i głowa znajdowały się poza stożkiem światła z nocnej lampki.

— Jak pan chce, panie Carewe, nie będę się z panem wykłócał. Nieznajomy wyciągnął rękę i Carewe położył mu na dłoni pastylkę.

W następnej sekundzie został przygwożdżony do łóżka ciężarem ciała w bieli, a na jego ustach zacisnęła się silna ręka. Pigułka zgrzytnęła mu o zęby. Z mrożącą krew w żyłach pewnością, że umrze, jeżeli tabletka znajdzie się na języku, usiłował zrzucić z siebie napastnika, ale nogi uwięzły mu w pościeli. Twarda ręka ścisnęła mu nos pozbawiając go dopływu powietrza, a to oznaczało, że wytrzyma najwyżej jeszcze kilka sekund. Przed oczami zaczęły mu już latać czerwone płaty, kiedy uzmysłowił sobie, że ma w ręku gładki przedmiot — szklankę z wodą. Trzymając ją od spodu zadał nią cios, celując w majaczącą mu przed oczami twarz. Szkło rozprysło się na kawałki, po ręce spłynęła mu woda i nagle poczuł, że znów oddycha. Nieznajomy z jękiem odskoczył do tyłu, jedną ręką trzymając się za zraniony policzek, a drugą sięgając po nóż. Carewe jak szalony odrzucił pościel, stoczył się z łóżka po przeciwnej stronie, zerwał na równe nogi i bez zatrzymywania popędził do drzwi, słysząc tuż za sobą goniące go kroki. Coś łopotało mu w piersiach niczym mokra szmata. Zaświtała mu w głowie paskudna myśl, że to jego nieczynne płuco, ale resztę uwagi skupił całkowicie na tym, żeby uciec przed pchnięciem nożem w plecy. Wypadł przez wahadłowe drzwi, zobaczył następne prowadzące do pokoju służbowego i naparł na nie ramieniem.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)