Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
nic takiego się nie wydarzyło.
- To znaczy, że miałem wybór? - Harry był zaskoczony tą rewelacją.
- Tak samo, jak masz wybór, kiedy uzdrowiciel oznajmia, że jesteś śmiertelnie chory.
Możesz rozpocząć leczenie albo udawać, że nic nie słyszałeś, że to z pewnością nie
chodzi o ciebie i żyć dalej z ryzykiem, że pewnego dnia prawda spadnie na ciebie z
jeszcze większą siłą, ale wtedy będzie już za późno, aby cokolwiek zmienić.
No tak, pomyślał Harry, cały Severus. Tylko on potrafi porównywać zakochanie do
śmiertelnej choroby.
Skinął głową, przypominając sobie dokładnie każdą sekundę z tamtego dnia. Teraz,
kiedy potok wspomnień zaczął płynąć, nie potrafił go zatamować.
- Wiesz... - zaczął. - Wtedy myślałem, że zrobiłeś to specjalnie, żeby mnie upokorzyć,
że zrobiłeś coś z eliksirem Hermiony. - Spojrzał w czarne, przypatrujące mu się oczy.
- Co wtedy poczułeś? Co poczułeś, kiedy wypiłem ten eliksir?
Severus milczał przez chwilę, tak jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Muszę przyznać, że byłem nieco zaskoczony.
- Nieco?
- Z pewnością nie tak zaskoczony, jak ty, Potter - parsknął mężczyzna. - Gdybyś
widział wyraz swojej twarzy...
Harry zacisnął zęby i uśmiechnął się krzywo.
- W takim razie cieszę się, że nie widziałem. Miałem za to doskonały widok na
wyrazy twarzy wszystkich uczniów w klasie, a to mi wystarczyło, zapewniam cię -
odgryzł się.
Severus przyglądał się Harry'emu z zaciekawieniem i wyglądało na to, że chce mu
zadać jakieś pytanie, ale wciąż się waha. W końcu chyba jednak przegrał, ponieważ
zapytał:
- Co się stało, kiedy wybiegłeś z klasy?
- Pobiegłem prosto do łazienki - odparł cicho Harry. Te wspomnienia nadal były
trochę bolesne. - Ja... rozbiłem tam lustro... - Chyba raczej nie powinien wspominać
także o tym, że zwymiotował?
- Twoja ręka - rzucił Snape, jakby do siebie.
- Co? - Harry zamrugał, wybity z rytmu.
- To dlatego miałeś zranioną rękę. Użyłeś tej maści, którą ci dałem?
- Ee... - Cóż, lepiej chyba powiedzieć prawdę. - Nie. Byłem na ciebie wściekły. Nie
chciałem od ciebie niczego. W ogóle najchętniej zapadłbym się wtedy pod ziemię. W
ogóle nie wyobrażałem sobie, że mógłbym kiedykolwiek wyjść z tej łazienki. Nie
chciałem nikogo widzieć. Ale oczywiście Ron i Hermiona mnie znaleźli.
Nienawidziłem cię wtedy. Nienawidziłem cię za to, że kazałeś mi wypić ten eliksir,
byłem pewien, że zrobiłeś to celowo. W ogóle nie chciałem na ciebie patrzeć, już
nigdy w życiu.
- Więc przysłałeś do mnie McGonagall z informacją, że chcesz zrezygnować z moich
zajęć - dokończył za niego Severus. - Jakże to do ciebie podobne, Potter. Wolisz
uciekać od problemów, niż stawić im czoła.
- A dziwisz się? Wszystko zawaliło mi się na głowę i to wyłącznie z twojej winy.
- To nie ja żywiłem niestosowne pragnienia wobec swojego nauczyciela, Potter -
odparł Severus z lekko ironicznym uśmieszkiem. - Czy myślisz, że gdybym wiedział,
jak to się skończy, to kiedykolwiek kazałbym ci wypić ten eliksir?
Harry wzruszył ramionami.
- Skąd mogę wiedzieć? Znając ciebie, pewnie chciałbyś to wykorzystać -
odpowiedział chłopak, patrząc na Snape'a zaczepnie.
Mężczyzna wywrócił oczami.
- A znając ciebie, pewnie w ogóle bym nie musiał.
- Ej! To nie było miłe - rzucił Harry, ignorując szyderczy uśmieszek na twarzy
Severusa. - I ty się dziwisz, że nie chciałem cię widzieć? Nawet więcej, ja nie
chciałem w ogóle na ciebie patrzeć. Po tym wszystkim w ogóle nie wyobrażałem
sobie spotkania z tobą, dlatego próbowałem cię unikać.
- Zauważyłem - mruknął Snape, jakby do siebie.
- Tak bardzo się starałem... - mówił dalej Harry do swoich kolan, puszczając mimo
uszu uwagę mężczyzny. - Chciałem o tym zapomnieć, udawać, że to się nigdy nie
wydarzyło... ale ty oczywiście musiałeś pokrzyżować moje plany, musiałeś przyjść
wtedy do schowka... - Nagle do głowy wpadła mu pewna myśl. Spojrzał na Snape'a
spod wpółprzymkniętych powiek. - Dlaczego przyszedłeś wtedy do schowka?
Twarz Severusa stała się nagle zamknięta, niedostępna i nawet jeżeli Harry bardzo
starał się coś z niej wyczytać, miał wrażenie, jakby natrafił na niewidzialną barierę w
formie nieczytelnej maski.
- Po prostu tamtędy przechodziłem - odparł po chwili mężczyzna.
Harry skrzywił się. Nie takiej odpowiedzi oczekiwał. Ale widział po minie mężczyzny,
że nic więcej w tej kwestii z niego nie wyciągnie, dlatego nawet nie próbował. Musiał
sam sobie odpowiedzieć na to pytanie.
- A więc postanowiłeś wpaść i się przywitać - mruknął ze złośliwym uśmieszkiem.
- W zasadzie to sam mnie zaprosiłeś - odparł Severus, spoglądając mu prosto w
oczy i Harry poczuł znajome ukłucie w sercu, kiedy przypomniał sobie, w jaki sposób
te oczy wtedy na niego patrzyły.
- Wiesz, wtedy w schowku, kiedy mnie dotknąłeś... To było... niesamowite.
- Tak? - Snape pochylił się lekko do przodu, patrząc przenikliwie na Harry'ego. -
Powiedz mi coś więcej. - Wyglądał na naprawdę zainteresowanego rozmową, co było
nieco peszące, ale zarazem i budujące. Severus Snape rzadko kiedy okazywał
zainteresowanie czymkolwiek.
- No, eee... - kontynuował Harry, próbując opisać jakoś to wszystko, co wtedy czuł,
ale wiedział, że nigdy mu się to nie uda. - Ty byłeś pierwszą osobą, która mnie tam
dotknęła i doprowadziła do... orgazmu. Wcześniej nikt inny tego nie robił.
Fantazjowałem o tym, ale nigdy nie wierzyłem, że kiedykolwiek to się naprawdę
stanie. To był dla mnie... pierwszy raz, można tak powiedzieć. I ja... nie wierzyłem,
nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego ty... - Harry zagryzł wargę, próbując opanować
nagłą burzę emocji i myśli, która rozpętała się w jego głowie na wspomnienie
tamtego wydarzenia. Odetchnął głęboko. - Ja po prostu... nie wiedziałem, co mam
zrobić. Nie potrafiłem ci się oprzeć, stałem tam jak sparaliżowany i... i pragnąłem
jedynie poczuć twój dotyk. Nawet jeżeli tak bardzo się bałem, że chciałem tylko
stamtąd uciec. Ale to coś wewnątrz mnie - Harry dotknął swojej klatki piersiowej, w
miejscu, w którym jego serce biło właśnie zdecydowanie zbyt mocno - nie pozwoliło
mi na to. I wtedy... to było coś magicznego. Jakbyś rzucił na mnie jakiś konfudujący
czar. Już nie potrafiłem o tobie zapomnieć. Już nie potrafiłem się tego wypierać.
Pragnąłem jedynie... ciebie.
Harry uniósł głowę i z wahaniem spojrzał na Snape'a. Oczy mężczyzny błyszczały.
Wyglądał, jakby, pobudzony opowieścią Harry'ego, przypominał sobie to, co
wydarzyło się tamtego jesiennego wieczoru w schowku na miotły, ale jednocześnie
coś na jego twarzy sugerowało, że nie wszystko jest tak do końca w porządku. Harry
nie potrafił tego nazwać, dostrzegał jedynie cień okalający zmarszczkę pomiędzy
czarnymi brwiami, ale nic nie mógł poradzić na nagłe, niewytłumaczalne uczucie
niepokoju, które go ogarnęło.
Jedyne, co mógł zrobić, to przerwać tę ciszę, pozbawić ten niepokój oparcia, odciąć
go od pokarmu.
Kolejne wspomnienia były jednak zbyt bolesne, aby chciał je przywołać, a echo
wypowiadanego z wściekłością słowa "nikim" wciąż rozszarpywało jego wnętrzności.
Uciekł się więc do tego, co najbardziej go interesowało, a o co chciał zapytać