Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 71
Перейти на страницу:

Podjechałem do jeziora i nachyliwszy się dotknąłem wody. Woda była zwyczajna, mokra. Ogromna siła ciężkości nie wpływała na właściwości wody. Natomiast jezioro jako całość było niezwykłe: bez fal, a nawet najdrobniejszych zmarszczek na powierzchni. Ryb w tym jeziorze też naturalnie nie było.

Przy wyjściu Romero powiedział:

— Nie wiem, jak dalece te istoty są rozumne, ale w każdym razie nie mają za grosz człowieczeństwa.

— Życie społeczne mieszkańców Aldebarana i Capelli przypomina zwyczaje prymitywnych plemion ludzkich — zauważyła Wiera. — Jedyna różnica, i to na ich korzyść, polega na tym, że nie walczą ze sobą.

— Co dla pana jest oznaką człowieczeństwa? — zapytał Spychalski Romera. — Szczupła talia i blada cera?…

— Lepsza jest bladość, nawet półprzezroczystość, od nieprzenikliwej masywności. Szczupła talia też mi bardziej odpowiada niż zwaliste cielsko. Wolę również dwoje niebieskich oczu od czterdziestu ośmiu bezbarwnych.

Spychalski z zadowoleniem pokiwał głową.

— Teraz odwiedzimy wysłanników Altairu. Jeśli nie uzna ich pan za nadludzi, to nie wiem, jak panu dogodzić.

25

Po takim wstępie oczekiwałem z niecierpliwością na spotkanie z Altairczykami. Hotel „Gwiazdozbiór Orła” był niewielkim metalowym budynkiem bez okien, sprawiającym wrażenie skrzyni ustawionej na ziemi. W przedsionku ubraliśmy się w przezroczyste i elastyczne skafandry.

Za hallem znajdowała się wysoka, pusta sala. Jedyną jej ozdobą, jeśli można to uznać za ozdobę, był pas reflektorów otaczający pomieszczenie tuż poniżej stropu.

Spychalski patrzył na nas z ironicznie-triumfalnym uśmiechem.

— Skąd ten brak uprzejmości, drodzy Ziemianie. Otaczają was sympatyczni Altairczycy tęskniący do rozmowy z ludźmi, a wy nabraliście wody w usta! — powiedział.

Romero ze zdumieniem rozejrzał się dokoła, starając się cokolwiek dostrzec w otaczającej pustce i wreszcie powiedział:

— Poddaję się, niczego nie rozumiem.

Pas reflektorów rozjarzył się blado i momentalnie wokół nas zapłonęły półprzezroczyste sylwetki, zielone i fioletowe. To były niewątpliwie żywe istoty, choć przypominały koszmarne widziadła: ni to gigantyczne pająki, ni to kule najeżone sztywną szczecinką. Zjawy odbijały się od podłogi pajęczymi nóżkami i grupowały dokoła, aż wreszcie otaczała nas cała chmura tych istot.

— Pająkokształtne z gwiazdozbioru Orła — powiedziała Wiera, uprzedzając złośliwe komentarze Spychalskiego. — Aktywne życiowo jedynie w strumieniu twardego promieniowania.

Przestawiłem deszyfrator na program „Rejon Orła, promieniowanie przenikliwe”. Romero nieco zmieszany, lecz nadal zadziorny, szepnął mi na ucho:

— Te istoty są chyba bardziej przejrzyste od naszych meduz, ale wdzięku mają chyba mniej od nich.

Altairczycy krążyli wokół Wiery zasypując ją pytaniami i odpowiadając na jej pytania, a Spychalski opowiadał mnie i Romerowi o ich życiu. Altair jest gwiazdą klasy A z temperaturą powierzchni około 9000 stopni. Jego widmo zawiera znacznie więcej promieniowania twardego niż Słońce. Organizmy białkowe na planetach układu Altairu zginęłyby natychmiast pod wpływem radiacji. I oto dokonał się cud przystosowania: życie na Altairze oparło się na tym, co niosło mu śmierć. Komórki organizmów Altairczyków zaczynają funkcjonować dopiero pod wpływem twardego promieniowania wysyłanego przez gwiazdę. Każda z otaczających nas istot jest sama źródłem promieniotwórczości. Zabawny jest sposób życia tych niebezpiecznych dla nas, ale dobrodusznych z usposobienia widziadeł. Budzą się i stają się widzialni po wschodzie Altairu, w południe ich aktywność życiowa osiąga maksimum, a pod wieczór, kiedy strumień promieni rentgenowskich słabnie, stają się ospali i ogarnia ich śpiączka, z której może ich wyprowadzić jedynie dawka promieni gamma. Na Orze w określonych godzinach Altairczyków napromieniowuje się, w pozostałych zaś radiacji nie ma i pająkokształtne zasypiają. Zatroszczono się również o zajęcie dla nich. Altairczycy są doskonałymi budowniczymi: wznoszą domy, budują kanały. Za halą mieszkalną rozpościera się placyk wypełniony tworami ich „rąk”. Altairczycy są zresztą również świetnymi malarzami, ale malują nie farbami, lecz substancjami promieniotwórczymi, gdyż inaczej nie mogliby oglądać swoich dzieł.

— Powiedział pan, że są dobroduszni — powiedział Romero. — Ale te dobroduszne istoty prowadzą wyniszczające wojny.

— To prawda, wojują. Mają dwa państwa, Sojusz Północny i Południowy.

Zacząłem przysłuchiwać się rozmowie Wiery z Altairczykami. Naszych gości z gwiazdozbioru Orła interesowało, czy rzeczywiście ich hotel jest tworem sztucznym i czy nie mogliby zabrać na Altair wspaniałego płomienia przenikającego członki, jak nazywali promienniki gamma.

Wiera obiecała przysłać im partię tych urządzeń.

Romero powiedział półgłosem:

— Nie, wcale się nie zachwycam tymi nitkowatymi rozbójnikami z Altairu ani hipopotamami z Aldebarana i Capelli. Ich słońca też nie wzbudzają sympatii.

Wstręt Romera do tych dziwnych gwiezdnych istot wydał mi się nieco udawany, ale i zachwytu Wiery również nie pojmowałem. Siostra zaróżowiła się, oczy jej radośnie błyszczały. Zwracała się to do jednego, to do drugiego Altairczyka starając się natychmiast odpowiedzieć każdemu. Minęła co najmniej godzina, a lawina spadających na nią pytań bynajmniej nie słabła.

— Do widzenia, przyjaciele! — powiedziała Wiera z żalem w głosie i długo machała im ręką, gdy niczym chmura różnokolorowych zjaw wirowali nad jej głową.

— Chodźmy teraz do hotelu „Gwiazdozbiór Lutni” w odwiedziny do myślących węży z układu planetarnego Wegi — zaproponował Spychalski.

Węże są jedynymi istotami, których nie znoszę, spojrzałem więc z przerażeniem na Spychalskiego. Jego krzywy uśmieszek niczego dobrego nie wróżył.

Kiedy już byliśmy przy wyjściu, zaszło wydarzenie świadczące o dalekowzroczności konstruktorów Ory. Wokół mnie uwijał się jaskrawozielony Altairczyk. Próbował objąć włoskowatymi kończynami, niemal tulił się do skafandra. Wydało mi się, że smagnął mnie zimną nóżką po twarzy. Mimo woli drgnąłem, Altairczyk zaś zniknął niczym zdmuchnięty wiatrem.

Okazało się, że pole siłowe reaguje nie tylko na właściwości przedmiotów, lecz również na odczucia właściciela i momentalnie odrzuca to, co wywołuje strach lub odrazę. Dzięki temu pole siłowe w jakimś stopniu zastępuje dobre ziemskie Opiekunki.

26

I oto weszliśmy do trzeciego hotelu, wielkiego ogrodu przykrytego kopułą. Pamiętam, z jakim nieprzyjemnym uczuciem przekraczałem próg gmachu, jak wewnętrznie kurczyłem się na myśl o zetknięciu ze śliskimi gadami, które gdzieś na dalekiej gwieździe, jednej z najpiękniejszych gwiazd ziemskiego nieba, rozwinęły się do rangi istot myślących. Wega jest gorętsza od Altairu, jej promieniowanie zawiera jeszcze więcej twardej radiacji, jakimi więc potworami muszą być mieszkańcy jej układu planetarnego, skoro Altairczycy są tak straszni? Dziś niepokój, który mnie wówczas ogarnął, wydaje mi się proroczy. Stałem wtedy na skrzyżowaniu dróg życiowych, ale nie uświadamiałem sobie tego. Szepnąłem nawet Romerowi na ucho:

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)