Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 71
Перейти на страницу:

Olga dorzuciła:

— Do Ory mamy dwadzieścia parseków, sześćdziesiąt lat świetlnych. Musimy tam dotrzeć w ciągu trzech miesięcy, trzeba więc spieszyć się, Eli.

Wznosiłem mnożnik do góry i znów go opuszczałem. Chmura pyłowa z tyłu zagęszczała się. Pięć lub sześć lotów takiej armady gwiazdolotów — myślałem a w Galaktyce ubędzie spory szmat przestrzeni i w zamian przybędzie nowe ciało kosmiczne, obłok pyłowy „stworzony z niczego”, jak powiedzieliby nasi przodkowie. Nic więc dziwnego, że uruchamianie anihilatorów Taniewa w obrębie Układu Słonecznego jest zabronione.

Czasami wydawało mi się, że gwiazdy przed nami przybliżyły się, stały się większe i jaśniejsze. Ale później zrozumiałem, że nawet przy tak wielkiej prędkości nie mogliśmy w ciągu paru godzin pokonać wielkich odległości. W kosmosie obowiązuje inna skala niż w życiu codziennym. Nawet ogrom jest tam więcej niż skromny.

Kiedy zakończył się dyżur Olgi, zostałem wyssany na zewnątrz w ten sam sposób, w jaki dostałem się do środka. Przy wejściu spotkałem się z Leonidem, którego ponure oczy rozbłysły niedobrym światłem.

— Miałem zezwolenie — powiedziałem.

— Nie wątpię — odparł zimnym głosem. — Nasz surowy admirał ma dla ciebie wiele względów.

Ten drobiazg, spotkanie z Leonidem, porządnie zwarzył mi humor. Dla pasażerów urządzono salę obserwacyjną, większą od sterówki, ale według tego samego planu: nieważkość, pole siłowe, obrotowe fotele, lornety mnożnika. Stamtąd wprawdzie nie można kierować urządzeniami statku, ale i w sterówce nie dowodziłem, tylko obserwowałem.

„Będę korzystał z sali obserwacyjnej” — postanowiłem.

22

Orę zobaczyliśmy w czterdziestym ósmym dniu podróży. Stawna sztuczna planeta pojawiła się w lornecie mnożnika jako drobniutka plamka. Mijał dzień za dniem, a plamka nie zwiększała się. Tak będzie do końca lotu. Ora nagle urośnie do wielkich rozmiarów, zmieni się z maleńkiej drobinki zawieszonej w przestrzeni w ogromne ciało niebieskie. Za to Aldebaran zajmował w polu widzenia lornety niemal pół nieba. Z bliska nie jest tak piękny jak z oddali, ot, zwyczajne słońce, nic nadzwyczajnego. Pozostawiamy go z boku, gdyż Ora leży o jakieś trzy parseki w prawo.

Jedynym wyczuwalnym dowodem przebycia ogromnej drogi jest zmiana rysunku gwiazdozbiorów. Gwiezdny świat staje się nieznany i ta jego obcość ciągle się pogłębia. Najpierw przeobraził się Orion, wyzbył się swego lśniącego otoczenia: Capelli, Syriusza, Polluksa, a następnie sam gwiazdozbiór skurczył się i przesunął. Wielka Niedźwiedzica nie zmieniła się wyraźnie, pojawiły się natomiast błądzące gwiazdy, szybko niczym planety przemieszczające się po nieboskłonie. Nagle ruszył z miejsca Syriusz, który początkowo leciał po naszej lewej stronie, a potem zawrócił i zaczął się zmniejszać. Po dalszym miesiącu podróży dziwiliśmy się: czyżby ta skromna gwiazdka, piękna wprawdzie, bo urody i teraz nie straciła, miała być najcudowniejszą z gwiazd ziemskiego nieba? Nareszcie za Syriuszem poruszyła się uroczyście zimna Wega, która opuściła gwiazdozbiór Lutni i podążyła ku Wężowi i Skorpionowi. Później wszystko zaczęło się gwałtownie tasować: jedne gwiazdy blakły, drugie rozjarzały się i jedynie Droga Mleczna, gigantyczna rzeka światów, w ogóle się nie zmieniała.

Po pewnym czasie w przestrzeni otaczającej Orę pojawiły się ślady życia. Zbliżaliśmy się do węzłowej stacji kosmicznej zbudowanej na skrzyżowaniu tras galaktycznych. Olga wyłączyła anihilatory Taniewa i od tej chwili znów przeszliśmy na napęd fotonowy. Pozostałe statki eskadry wynurzyły się z obszaru nadświetlnego i stały się widoczne w lornecie. O jakieś trzy miliony kilometrów od nas przemknął pasażerski statek kosmiczny używany do przewozów między planetami. „Pasażer” widocznie bardzo się spieszył, bo nie odpowiedział na nasze sygnały.

A później Ora zaczęła rosnąć i dowództwo nad nami przejęła dyspozytorka portu międzygwiezdnego. Sądząc po głosie była to surowa i energiczna dziewczyna. Dyspozytorka poleciła nam zmienić szyk: jako pierwsze miały lądować na Orze małe statki, „Pożeracz Przestrzeni” zaś szedł w ariergardzie. Statki uchwycone polem siłowym planety kolejno wędrowały na wyznaczone miejsca. Nigdzie lądowanie nie jest tak skomplikowane jak na Orze, gdyż tu statki lądują na powierzchni planety, w innych zaś wypadkach cumują do sztucznych satelitów i same stają się sztucznymi satelitami planety, na którą przyleciały.

W końcu pozostaliśmy tylko my i pole siłowe zacisnęło nas niczym w kleszczach, a potem nieodparcie pociągnęło ku powierzchni sztucznego ciała niebieskiego.

Ogromne lądowisko przeznaczone dla wielkich gwiazdolotów przypominało górzystą krainę: dokoła wznosiły się zakotwiczone statki, które lądowały przed nami. „Pożeracz Przestrzeni” kołysał się w polu siłowym zbliżając się wolno do wyznaczonego miejsca postoju. Wyminęliśmy sztuczne słońce, które przygaszono, aby nas zbyt silnie nie napromieniowało. Przed nami, jak okiem sięgnąć, rozpościerała się powierzchnia sztucznej planety, najwspanialszego z cudów dokonanych przez ręce i umysł człowieka!

Statek znieruchomiał osadzony pewnie w polu hamującym i ku jego wrotom zbliżał się półprzezroczysty trap utkany z linii pola siłowego. Nie czekałem, aż zostanę wyssany na zewnątrz niczym piórko i z wrzaskiem potoczyłem się po liniach siłowych. Z góry spadł na mnie śmiejący się w głos Andre, a na niego Wiera i Paweł. Nasza zabawa nie spodobała się dyspozytorce portu, gdyż niewidzialne ręce bezpardonowo rzuciły nami w różne strony, przez kilka sekund potrzymały w powietrzu, a potem delikatnie opuściły na ląd.

— Zupełnie jak mała dziewczynka!… Zachowuję się jak mała dziewczynka!… — mówiła Wiera. — Co ty z nami wyprawiasz, Eli!

— A tu najwyraźniej nie lubią żartów! — zauważył Romero, który oczywiście jako pierwszy spoważniał. — Powitano nas niezbyt uprzejmie.

Byliśmy na Orze!

23

Zanim opowiem o w zdarzeniach na Orze, muszę opisać ją samą. Nie ma tematu równie pasjonującego. Będąc dziećmi marzyliśmy o niej, gdy dorośliśmy, staraliśmy się na nią dostać. Obecnie, w naszym 563 roku, potrafimy wznieść budowlę znacznie wspanialszą niż Ora, ale czegoś równie bliskiego każdemu człowiekowi już chyba nigdy nie będzie.

Wymyślili ją nasi pradziadowie, zbudowali ojcowie. To było pierwsze wielkie ciało niebieskie uprzednio dokładnie obliczone i zaprojektowane. Ora najpierw była ideą, rysunkiem, potem stała się rzeczywistością. Ludzkość sto cztery lata żyła myślami o Orze, pracowała dla niej, śpiewała o niej i marzyła, a prawie połowę tego stulecia zajęła nie budowa planety, lecz projektowanie jej. Planet kulistych lub nieregularnych nie brakuje w kosmosie. Tylko niektóre z nich nadają się do zamieszkania i na każdej rozwija się jedynie ta szczególna forma życia, której sprzyjają miejscowe warunki. Ora była od początku pomyślana jako największy hotel galaktyczny, jako miejsce przydatne dla wszystkich form życia. Żadna planeta naturalna, bez względu na jej wyposażenie, nie nadawała się do tego celu. Ora nie jest planetą pokrytą mechanizmami, lecz mechanizmem wyrosłym do wielkości planety. I Umieszczono ją w takiej odległości od Ziemi, aby była możliwie blisko naszych gwiezdnych sąsiadów, w samym centrum naszego rejonu gwiezdnego.

Jest to również pierwsze w historii ludzkości ciało niebieskie stworzone z pustki, z „niczego” według terminologii starożytnych. Flotylle Gwiezdnych Pługów całymi latami przeorywały i zagęszczały przestrzeń w tym zakątku Wszechświata, aż pył kosmiczny utworzył między Bykiem a Hiadami nową mgławicę. Później pył skupiono, przetworzono na minerały, metal, gazy i wodę, zasysano do fabryk umieszczonych na statkach, skąd wychodził w postaci gotowych materiałów na budowę równin, wzgórz, domów.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)