Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 71
Перейти на страницу:

Spojrzałem wymownie na Andre, który postarał się nie zauważyć mojego wzroku. Zresztą nie bardzo przejął się fiaskiem swojej teorii. Nowe pomysły zbyt łatwo przychodzą mu do głowy.

— A czemu chwalisz się swym boskim pochodzeniem? — spytałem Anioła. — Co znaczą te brednie?

Anioł opuścił skrzydła i głowę.

— Jest podanie mówiące, że czteroskrzydłych przywieźli ze sobą gwiezdni tułacze, natomiast dwuskrzydli są gatunkiem miejscowym… Nie lubię dwuskrzydłych. Chciałem im tu wytłumaczyć, że są nędznymi podistotami, ale ludzie nie pozwalają ich bić…

— I nigdy nie pozwolimy — potwierdziłem. — Zakazujemy także uważać ich za istoty niższe. Każdy z nas jest o wiele potężniejszy od ciebie, a nawet nie pomyśli, aby się nad tobą znęcać jak nad gorszym. Jak się nazywasz?

— Wołają na mnie Trub — odpowiedział. — Postaram się… Chcę, abyście mnie polubili.

Był tak poniżony, że aż mi się go żal zrobiło. Przecież w końcu był dziecięciem swego niedoskonałego społeczeństwa. Czule rozwichrzyłem mu pióra. Skrzydła miał wspaniałe, jedwabiste, silne, pokryte lśniącofioletowymi piórami. Właściwie ten czteroskrzydły ma tylko dwa prawdziwe skrzydła, pozostałe zaś są raczej dodatkowymi lotkami. W zagięciu dużych skrzydeł znajduje się uwsteczniona ręka, pięć silnych czarnych palców z pazurami. Nie chciałbym bez swego pola ochronnego znaleźć się w zasięgu tych paluszków.

Po wyjściu z anielskiej celi podsumowaliśmy informacje uzyskane od Truba. Andre próbował usprawiedliwić się ze swej nieudanej teorii.

— Mimo wszystko czegoś nowego się dowiedzieliśmy — powiedział. — Myślę o podaniach dotyczących pochodzenia czteroskrzydłych.

— To żadna nowość — odparłem. — Interesują nas Galaktowie, a nasza wiedza o nich nie wzbogaciła się. Takie podania mają wszystkie narody, gdzie pracowite istoty dają się osiodłać pasożytom. Czyżbyś nie wiedział, że najlepszą metodą usprawiedliwienia własnego lenistwa jest tłumaczenie go przez boską naturę?

— Trub dobry — powiedział zmartwiony Lusin. Nie pasożyt. Piękny. Bardzo silny. Najsilniejszy ze wszystkich Aniołów.

28

Wrażenia wyniesione z pozostałych hoteli zlały się w nieuchwytne uczucie czegoś nużącego. Rozumiem, że ludzka dwunoga i jednogłowa forma ciała jest zaledwie jedną z możliwych powłok rozumnego życia, i byłem przygotowany na wszelkie niespodzianki. Nie dziwiłem się nawet kiedy rozmawialiśmy z istotami składającymi się w trzech czwartych z metali czy też z galaretowatymi myślącymi kryształami ginącymi od światła. Wszystko jest możliwe. W naturze istnieje nieodparty pęd do poznania samych siebie, a jakim konkretnym sposobem to samopoznanie się realizuje, jest sprawą warunków i przypadku. Nie należy się dziwić, a tym bardziej oburzać, że warunki czasem układają się dziwacznie. Taki pogląd pomagał mi zachować spokój przy nowych znajomościach, ale pod koniec obchodu poczułem się zupełnie rozbity. Rozmaitość form życia zebranych na Orze była przytłaczająca.

Wieczorem spacerowałem wraz z Romerem po planecie.

Nieruchome słońce utraciło już swe dzienne gorąco i pobladło, zmieniając się w księżyc. Trzy czwarte tarczy w ogóle zgasło, był nów. Powietrze, we dnie niosące daleko każdy dźwięk, teraz go tłumiło, zamieniało w szumy i szmery, za to zapachy stawały się intensywniejsze. Woń kwiatów wywoływała lekki zawrót głowy. Romero wymachiwał laseczką, a ja opowiadałem, jakie myśli przyszły mi do głowy w czasie zapoznawania się z Niebianami.

Romera oburzyła moja tolerancja.

— Głupstwa opowiadasz, mój drogi! Wszystkie te anielskie gęby, wężoludzie i półprzejrzyste pająki są tylko potworkami, a z potworkami nie chcę mieć nic wspólnego. Dawniej niezbyt się zachwycałem ludźmi, teraz ich ubóstwiam. Znajomość z Niebianami przekonała mnie, że człowiek jest najwyższą formą życia rozumnego. Dopiero teraz pojąłem całą głębię kryterium „Wszystko. dla dobra ludzkości i człowieka”.

— Kryterium jest prawidłowe i nikt nie zamierza go obalać…

— Myli się pan — odrzekł Romero ponurym głosem. — Nie podobają mi się nastroje pańskiej siostry. Chcę coś zaproponować. Wiera jest droga nam obu. Zawiążmy więc przyjacielski sojusz skierowany przeciw jej niebezpiecznym fantazjom. Pan jest zdziwiony? Proszę mnie wysłuchać uważnie, przyjacielu!

Wsparł się na lasce i przemówił uroczyście:

— Nasz sojusz przeciwstawi się poświęcaniu interesów człowieka dla dobra półzwierząt, moralnych i fizycznych potworków.

Odraza zeszpeciła mu twarz. Wiele mi się w Niebianach nie podobało, ale nie na tyle, aby ich znienawidzić. — Pańskim zdaniem niebezpieczeństwo zapomnienia o interesach ludzkości jest realne?

— Tak! — odpowiedział. — Już się o nich zapomina. Nie pamięta o nich Wiera planując szeroką pomoc dla setek układów gwiezdnych. Zapomina pan, kiedy tak oburzająco obojętnie przyznaje, że rozumne życie może równie dobrze występować w formach pięknych, jak i odrażających. Andre, gotowy poświęcić wszystkie siły grzebaniu w idiotycznych myślach prymitywnych jak debile Aniołów. Zapominają też tysiące, ba, miliony podobnych do was fantastów i szaleńców. Proszę mi odpowiedzieć, uczciwie odpowiedzieć, czy to, co się dzieje na Orze, nie świadczy o uszczuplaniu interesów ludzkości. Wszystkie bogactwa Ziemi zapewniają luksusowe warunki pająkom i hipopotamom! Gwiezdny Pług wysłany na Wegę zużył cały zapas substancji aktywnej na budowę sztucznego słońca dla kochanych wężyków. Tak wygląda nasza troska o innych. A człowiek? Człowieka odsuwa się na dalszy plan. A ja nie pozwolę człowieka krzywdzić. Jeżeli do tej pory milczałem, to teraz milczeć nie będę. Powarzam to, co już mówiłem na Ziemi. Nad ludzkością zawisło wielkie niebezpieczeństwo i obecnie musimy myśleć tylko o sobie, wyłącznie o sobie! Żadnej dobroczynności kosztem interesów człowieka!

Ostatnie słowa krzyknął w takt uderzeń laski.

Jeszcze niedawno nie widziałbym w jego wypowiedzi niczego niemożliwego do przyjęcia, gdyż takie poglądy odpowiadały moim ówczesnym nastrojom. Teraz, po spotkaniu z Fiolą, stałem się inny.

— Nie rozumiem, po co ten patos, Pawle? Proszę zapytać MUK, kto ma rację, pan czy pańscy antagoniści, i wszystko stanie się jasne.

Romerowi z wolna wracał jego zwykły ironiczno-wyniosły wygląd, a po jego twarzy przemknął niedobry uśmieszek.

— Dzięki za dobrą radę, mój młody przyjacielu, nie omieszkam zastosować się do niej. A więc, jeżeli dobrze zrozumiałem, nie odpowiada panu proponowany przeze mnie sojusz?

— W ogóle nie widzę potrzeby zawiązywania podobnego sojuszu.

— Pozwoli pan, że ocenę potrzeby tego sojuszu wezmę na siebie. Dobranoc, szanowny przyjacielu. Ceremonialnie, według starożytnych wzorów, uniósł kapelusz i oddalił się. Z ciężkim sercem popatrzyłem za nim. Było mi smutno, iż nasza wieloletnia przyjaźń w tak niedługim czasie rozpadła się w proch.

Ze spuszczoną głową wlokłem się pustynną aleją bulwaru. Przede mną wylądowała awionetka. Uświadomiłem sobie, że mimo woli zażądałem jakiegoś wehikułu. Wszedłem do kabiny i pomyślałem: „Do Fioli”.

29

Przekroczyłem próg hotelu „Gwiazdozbiór Lutni” i zatrzymałem się zmieszany. Po co tu przyszedłem? Jeśli nawet Romero przesadza w swojej antypatii do Niebian, nie znaczy to jeszcze, że trzeba się w nich kochać. Brakowało mi na Orze ziemskich wygód, choć ta planeta uchodziła za cud techniki. Gdyby była Opiekunka, wszystko byłoby proste. „Powiedz, co się ze mną dzieje?” — „Nic szczególnego, kaprys pozorowany chęcią poznania nowego” albo: „Przydarzyło się nieszczęście, obdarzasz ziemskim uczuciem miłości mieszkankę gwiazd, która o podobnym uczuciu nawet nie słyszała”. Roześmiałem się. Na naszej wypielęgnowanej Ziemi maszyny zbyt troskliwie nas piastują! Wszedłem do parku.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)