Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Серия: Ludzie jak bogowie #1
- Год: 1972
- Язык: польский
- Год: Iskry
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:
Niezwykły jest również kształt Ory. Konstruktorzy zrezygnowali z formy kulistej, która ma wiele wad: praktycznie rzecz biorąc wykorzystuje się tylko powierzchnię kuli. Ora jest płaszczyzną. Początkowo w trakcie budowy była kulą, którą następnie rozwinięto i niczym gigantyczny dywan rozścielono w kosmosie. Obecnie Ora przypomina ogromny talerz. Warstwa gruntu ma kilka metrów grubości, a pod nią znajdują się dziesiątki pięter urządzeń i maszyn wytwarzających na poszczególnych obszarach żądane warunki życia. Można też określić to inaczej: Ora jest skrzynką wypełnioną mechanizmami i przykrytą wieczkiem, a wieczkiem tym jest mieszkalna powierzchnia planety.
Jedyne w swoim rodzaju jest słońce Ory, zawieszone nieruchomo nad środkiem planety, gdzie stoi zawsze w zenicie, a w innych okolicach jest widziane pod stałym kątem. Ze słońc obrotowych, podobnych do uruchomionych na Plutonie, zrezygnowano właśnie dlatego, że Ora jest płaszczyzną, a nie kulą. Nie przeszkodziło to jednak w urządzeniu prawidłowego następstwa dnia i nocy, świtów i zmierzchów. Osiągnięto to przez regulację jego natężenia i temperatury oraz barwy światła: w nocy, wkrótce po zmierzchu, słońce znów zapala się, ale już zimnym, księżycowym blaskiem, przy czym promieniują jedynie fragmenty jego tarczy zgodnie z kolejnymi kwadrami. Pełny cykl aktywności słońca wynosi dwadzieścia cztery godziny, aby ludzie nie musieli rezygnować z przyzwyczajeń wyniesionych z dzieciństwa.
I wreszcie powietrze! Nigdzie nie ma takiego powietrza jak na Orze. Atmosferę tworzono na wzór ziemskiej, ale na staruszce Ziemi nigdy nie oddychałem tak lekko, łatwo i radośnie. Oddychanie na Orze to nie konieczność, lecz rozkosz. Mógłbym przysiąc, że zawiera oprócz odurzających zapachów również odżywcze kalorie. W starożytności żartowano: „Odżywia się samym powietrzem”. Kiedyś spróbuję żywić się samym tutejszym powietrzem.
Taka jest Ora.
24
Następnego dnia Wiera powiedziała:
— Zaczynamy pracę. Oczywiście znasz swoje obowiązki?
Oczywiście ich nie znałem. Wiera wytłumaczyła, czego ode mnie oczekuje. Sekretarzowanie okazało się nietrudne. Na początek miałem chodzić wszędzie z Wierą i pomagać jej. Chodzę dobrze, a co się tyczy pomocy, to dotychczas ona pomagała mnie, nie zaś na odwrót. Sądzę zresztą, że tak będzie nadal.
— Zaczniemy od zapoznania się z mieszkańcami gwiazd — powiedziała Wiera. — Teraz pójdziemy na naradę do Spychalskiego, który zamelduje, jak wykonał polecenie Wielkiej Rady.
Spychalski przyjął nas w gmachu Zarządu Ory, gdzie było już pełno pracowników planety. Niestety nic pocieszającego nie mógł nam zakomunikować. Po otrzymaniu polecenia z Ziemi Spychalski rozesłał specjalne wyprawy we wszystkie okolice kosmosu. Ale na gwiazdach zewnętrznych o Galaktach nie słyszano, w Hiadach zaś ekspedycje nic nowego nie wykryły.
— Na Orę przywieziono z dziewiątej planety układu Płomienistej B pewnego czteroskrzydłego osobnika, którego nawiedzają wyraźne sny o Galaktach — powiedział Spychalski. — Będziecie mogli z nim porozmawiać. Anioł zaczął się awanturować i został oddzielony od współbraci. Do ludzi odnosi się z szacunkiem, ale swoich nie znosi. A propos, odkryliśmy na Hiadach ciekawe zjawisko astrofizyczne: Hiady oddalają się od innych gwiazd.
Olga wszystkie wiadomości przyjmuje z niezmąconym spokojem, ale ta ją poruszyła wyraźnie.
— Jakiż to nowy fakt, Marcinie Julianowiczu? Przecież już nasi przodkowie wiedzieli, że Hiady oddalają się od Słońca!
— Od Słońca tak — zaoponował Spychalski. Oddalają się od Słońca i zbliżają się do innych gwiazd, tak przynajmniej uważaliśmy do tej pory. A nowe odkrycie sprowadza się do tego, że Hiady oddalają się od otaczających je gwiazd, odległość rośnie wzdłuż wszystkich osi współrzędnych.
— Chce pan powiedzieć, że Hiady generują wokół siebie nową przestrzeń?
— Tak, właśnie to. Przypuszczalnie pewna część masy w Hiadach ulega anihilacji. Przyczyny i mechanizm tego zjawiska nie są na razie ustalone.
Spojrzałem na Andre i spostrzegłem, że jest podniecony, bo z zapałem tłumaczył coś Lusinowi, który z powątpiewaniem kręcił głową. Nie wątpiłem, że Andre już stworzył teorię całkowicie tłumaczącą powody, dla których Hiady wypadają z otaczającego je świata.
W konkluzji Spychalski zaproponował nowo przybyłym, aby sami spróbowali szczęścia w wyprawach poszukiwawczych. Co zaś się tyczy poprzednich zadań, to wszystkie zostały wykonane. Na Orę zaproszono przedstawicieli gwiezdnych ludów zamieszkujących układy otaczających Słońce gwiazd. Niebian zakwaterowano w hotelach zapewniających warunki, do których przywykli.
— Za godzinę odwiedzimy Niebian — zwróciła się do mnie Wiera. — Przygotuj deszyfrator.
Podszedłem do Andre.
— Nawet z daleka widać, że znów wymyśliłeś coś oszałamiającego — powiedziałem. — No, nie krępuj się, mów!
— Pewnie, że oszałamiające! — wykrzyknął Andre zapalczywie. — Twój uśmieszek mnie nie speszy Pamiętaj, że tylko głupcy wyśmiewają się z tego, o czym nie mają najmniejszego pojęcia!
Postarałem się przybrać poważny wyraz twarzy.
— Cały zamieniam się w słuch, może mi się uda coś zrozumieć.
Andre złagodniał i z zapałem wyłożył mi swoją hipotezę. Muszę przyznać, że i mnie ona wciągnęła, jeśli nie swym prawdopodobieństwem, to malowniczością. Andre uważał, iż oddalanie się Hiad od wszystkich ciał niebieskich jest skutkiem szalejącego niegdyś w tym roju gwiezdnym starcia Zływrogów z Galaktami. Jedna z walczących stron unicestwiała przestrzeń, zderzając ze sobą i spopielając planety, druga natomiast niszczyła masę, aby nie pozwolić planetom wpadać na siebie. Krótko mówiąc uruchomiono jednocześnie obie reakcje Taniewa, zwykłą i odwrotną. Zwykła dawno już się zakończyła, odwrotna natomiast — zamiana substancji w przestrzeń — trwa nadal i w rezultacie Hiady z wolna pogrążają się w wytworzonej niegdyś kosmicznej jamie.
— Ta jama pogłębia się do dziś! — zakończył Andre energicznym głosem. — Przestrzeń powstaje obecnie z pyłu, który pozostał po eksplozji planet. Twierdzę, że nie jest to zwykły pył, lecz substancja anihilizująca. Trzeba poprosić Wielką Radę o skierowanie do Hiad ekspedycji, która sprawdziłaby moją hipotezę!
— W porządku, proś! — zezwoliłem mu. — A ja poproszę cię o deszyfrator. Pójdziesz do Niebian?
— Będę, zdobywał wiadomości o Galaktach, spotkania dyplomatyczne nie interesują mnie. Chcę odwiedzić tego skrzydlatego awanturnika. Deszyfrator jest w moim pokoju, weź sobie.
W pokoju Andre spojrzałem z powątpiewaniem na potężną walizę, ostatni wariant tego DP-2, który takiego figla spłatał Allanowi na Małym Psie.
— Teraz nazywa się „Mały Uniwersalny”, a nie przenośny, w skrócie DUM — powiedział Andre — rozumiesz?
— Tu nie chodzi przecież o nazwę.
— Nazwa oddaje istotę urządzenia. Każdy dureń spojrzawszy na tablicę rozdzielczą potrafi porozumieć się z dowolnym rozumnym Niebianinem. Zabieraj to i zmykaj!
Wyraziłem życzenie, aby kłótliwy Anioł wytargał Andre za kędziory, Andre natomiast zaśmiewał się patrząc, jak uginam się pod ciężarem deszyfratora. Wezwałem więc awiowózek i oddaliłem się bez pośpiechu. Wózek z aparatem płynął za mną na wysokości ramienia, holowany moim indywidualnym polem. Na Orze wszyscy otrzymują takie pola.