Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 71
Перейти на страницу:

21

W drugim dniu lotu odwiedziłem halę dowódczą, stąd kieruje się lotem statku.

Ma ona kształt wydrążonej kuli pokrytej na całej powierzchni wklęsłymi ekranami. W środku hali wisi na polach siłowych pięć foteli swobodnie obracających się na rozkaz myślowy w dowolnej płaszczyźnie. W centralnym fotelu siedziała Olga, po bokach jej pomocnicy: Leonid i siwiutki staruszek Osima. Przy każdym z foteli znajduje się obrotowa lorneta o gigantycznym powiększeniu. W sali było ciemno.

Pasażerowie nie mogą tu wchodzić, ale dla mnie Olga zrobiła wyjątek.

— Jutro w południe przechodzimy z napędu fotonowego na anihilację przestrzeni — powiedziała wkrótce po starcie. — Bądź o ósmej przy wejściu do sterówki.

Za dwie ósma podszedłem do zamkniętych drzwi. Nikt na mnie nie czekał, zastukałem więc, ale nikt nie odpowiedział. Punktualnie o ósmej drzwi rozwarły się i coś z nieodpartą siłą wessało mnie w ciemność. Krzyknąłem z nagłego przestrachu i wtedy poczułem, że siedzę w wygodnym fotelu. Normalnie na zwykłych meblach przez chwilę usadawiamy się, tutaj natychmiast linie pola wybrały mi najwygodniejszą pozycję. Zorientowałem się w tym wszystkim znacznie później, a na razie nie mogłem wyzbyć się przerażenia: poczułem się jakby wyrzucony na zewnątrz, w bezmiar kosmosu. Gwiazdy były nade mną i przede mną, z prawej i lewej, z przodu i za plecami! Usłyszałem spokojny głos Olgi:

— Zdaje się, że jęknąłeś, Eli?

Z największym wysiłkiem opanowałem drżenie głosu.

— To z zachwytu. Nigdy nie czułem się tak dobrze. Wytłumacz, co tu do czego służy.

Olga wyjaśniła mi, że w sali nie ma dołu ani góry, wszystkie kierunki są równoprawne. Zaraz też z zimną krwią obróciła się do góry nogami. Poszedłem za jej przykładem i ta część nieba, która była pode mną, znalazła się nad ciemieniem. Odbyło się to tak, jakby góra i dół zamieniły się miejscami: moje ciało nadal ściśle przylegało do fotela.

— Moglibyśmy obracać gwiezdną sferę — zauważyła Olga — ale wówczas wszyscy obserwatorzy widzieliby ten sam obraz. U nas każdy bada swój odcinek nieba nie przeszkadzając pozostałym. Pole siłowe zaś stwarza w każdej pozycji wrażenie, iż głowa znajduje się u góry.

— W jaki sposób określić kierunek lotu? Przecież tu jest ciemno i gwiazdy otaczają nas zewsząd.

— Zapragnij zobaczyć i zobaczysz. Fotel wykonał półobrót. Teraz przede mną błyszczał gwiazdozbiór Byka, a w nim dziko połyskiwało pomarańczowe oko Aldebarana i widmowo, na granicy widoczności świeciły Hiady. Z boku, podobne do kłębka promienistej wełny, płonęły Plejady; zwane też Stożarami. Na razie nie widziałem zmian w rysunku gwiazdozbiorów. Poszukałem oczami Wielkiej Niedźwiedzicy: wóz wyglądał zwyczajnie, widziałem go w takiej postaci tysiące razy. Olga roześmiała się.

— Jesteś niecierpliwy. Lecimy niecałą dobę, i to w dodatku z napędem fotonowym. Od Plutona dzieli nas zaledwie jakieś dziesięć miliardów kilometrów, a to zbyt mało, aby gwiazdozbiory zmieniły się.

Zapytałem, jak mierzy się szybkość statku. Odpowiedział mi Osima. Miałem już wtedy na twarzy infraczerwone okulary transformujące do bliskich obserwacji, które nie przeszkadzają w widzeniu przedmiotów odległych, promieniujących światło widzialne, rozróżniałem siedzącego obok mnie Osimę i nie zmienione gwiazdy na sferycznych ekranach.

Szybkość gwiazdolotu określano według paralaksy jasnych gwiazd w stosunku do kulistych rojów na granicach Galaktyki. W ciemności rozjarzyły się widmowo dwie skale. Na jednej były naniesione szybkości podświetlne osiągane przy napędzie fotonowym, druga zaś określała szybkości nadświetlne i działała przy włączonych anihilatorach Taniewa. Na pierwszej skali drgała jaskrawa plamka — szliśmy z jedną trzecią szybkości światła.

Obróciłem się do tyłu, aby popatrzeć na pozostałe statki, ale nie znalazłem nawet punkcików. Olga pokazała mi, w jaki sposób posługiwać się lornetą. Teraz widziałem wszystkie nasze gwiazdoloty lecące wachlarzem w odległości około stu milionów kilometrów. Był to dystans bezpieczeństwa. Większe zbliżenie mogło utrudnić manewrowanie międzygwiezdnej flotylli.

— Kiedy przejdziemy w obszar nadświetlny, w ogóle przestaniemy je widzieć — powiedziała Olga. — Wtedy jedynym środkiem koordynacji lotu będzie zawczasu przygotowany wykres szybkości.

— Lecieć nie widząc się nawzajem, bez możliwości przekazywania koniecznych informacji!… Na oślep!…

— Cóż robić, Eli! Gwiazdoloty pędzą kilkaset razy szybciej niż światło, a nie znamy innego naturalnego nośnika informacji poruszającego się z prędkością naszych statków.

Na jakiś czas pochłonęła mnie zabawa z lornetą. Zażądałem w myśli odpowiedniego powiększenia (maksimum milion razy) i natychmiast je otrzymałem. Przez taki instrument można by z Plutom rozróżnić wszystkie miasta i większe rzeki Ziemi. Osima powiedział, że mnożniki fotonowe, bo tak nazywają się te kosmiczne teleskopy, zostały wynalezione niedawno i na ich gwiazdolocie zainstalowano egzemplarz próbny.

Przyrząd działa na innej zasadzie niż teleskop. Instrument optyczny jedynie zbiera światło gwiazd, natomiast mnożnik wzmacnia, pomnaża liczbę złowionych fotonów. W gruncie rzeczy to nie jest aparat, lecz optyczno-kwantowa fabryka przetwarzająca skąpą informację zewnętrzną w bogate obrazy łatwe do obserwacji. Lorneta przy fotelu jest zaledwie niewielkim ułamkiem urządzenia, którego podstawowe mechanizmy znajdują się we wnętrzu statku.

Dobiegł mnie stłumiony głos Osimy:

— Za dziesięć minut startują anihilatory przestrzeni.

— Tak, widzę — odpowiedziała Olga.

Wszystko odbyło się zwyczajnie i bez zakłóceń. Nie było wstrząsów ani łoskotu, ani błysków i przeciążeń. Krew nie napłynęła mi do twarzy, w uszach nie zaszumiało. „Pożeracz Przestrzeni” już nie leciał w przestrzeni, lecz unicestwiał ją przed sobą. W sali nikt i nic nie zmieniło swego wyglądu. Co prawda gwiazdy na kursie jakby pokryły się mgiełką, ale i to trwało zaledwie chwilę.

— Odwróć się do tyłu — poradziła Olga. — Tam łatwiej znajdziesz coś nowego.

Jednak i z tyłu nie odkryłem nic szczególnie zaskakującego. Szukałem potężnych efektów świetlnych, których akurat nie należało oczekiwać. Później zauważyłem za statkiem tę samą mgiełkę, co i w przodzie, lecz gęściejszą: migające gwiazdy wydawały się czerwieńsze i bardziej matowe. To była nowa substancja wytworzona przez gwiazdolot. Kosmiczna pustka spalona w anihilatorach Taniewa zyskiwała namacalny kształt, przekształcała się w obłok pyłowy. Na pierwszym paralaksometrze widniała nadal jedna trzecia prędkości światła, nasza szybkość w przestrzeni, na drugim natomiast plamka minęła dwadzieścia jednostek świetlnych, tak gwałtownie anihilatory pożerały przestrzeń. Wkrótce potem wskaźnik pierwszego paralaksometru potoczył się ku zeru, sam zaś aparat zblakł i zniknął w ciemności. Teraz posuwaliśmy się do przodu jedynie kosztem unicestwionej przestrzeni. Osiem punktów rozrzuconych wachlarzowato za nami zniknęło. My sami również staliśmy się niewidoczni dla innych gwiazdolotów. „Daliśmy nurka w niewidzialność” — powiedziałem w duchu.

Plamka świetlna paralaksometru dotarła do liczby pięćdziesiąt. Chociaż nie wyczuwałem zmian ani w sobie, ani w otaczających przedmiotach, ani w dalekim gwiezdnym świecie, przez który tak obłędnie pędziliśmy, na myśl o tym, co się dokonuje, zrobiło mi się niewyraźnie na duchu. Po raz pierwszy poruszałem się z taką prędkością.

Zapytałem: — Do jakiej wartości będzie wzrastać prędkość?

— Wzrasta nieustannie — wyjaśnił Osima. — Dziś ograniczymy się do stu jednostek, a potem osiągniemy dwieście.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)