Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 71
Перейти на страницу:

— Rozumne plemię?… — powtórzył z powątpiewaniem Spychalski. — To zależy, co uważać za rozum… W każdym razie bardzo głodne plemię. Popatrzylibyście, co się dzieje, kiedy rozlega się sygnał na posiłki.

Wiera zamyśliła się. Mnie nie opuszczał obraz Fioli.

W milczeniu dolecieliśmy do hotelu „Hiady”. Ten budynek wielkości całego miasta pełen jest zieleni i światła, prostokąty domów tworzą ulice, na skrzyżowaniach wznoszą się amfiteatry z ekranami, bo Anioły uwielbiają ruchome obrazy.

Warunki w hotelu są zbliżone do ziemskich. Skrzydlaci łatwo przystosowują się do każdych parametrów grawitacyjnych i temperaturowych. Prawdopodobnie dzięki temu właśnie tak szeroko zasiedlili odmienne w charakterze planety.

Trzy uradowane Anioły natychmiast rzuciły się na nas z szatańskim łopotem skrzydeł. Radosny pisk i uderzenia piór ściągnęły następne. Po chwili w powietrzu zakłębił się cały skrzydlaty tłum. Klepałem je po skrzydłach, ale było ich zbyt wiele, aby się z każdym przywitać.

Anioły mają w sobie coś wzbudzającego antypatię. Wyglądają imponująco, a nawet majestatycznie: białe ciało, złote włosy, szerokie potężne skrzydła zabarwione na wszystkie kolory tęczy. Trafiały się skrzydła różowe, fioletowe, pomarańczowe, czarne (zwłaszcza u czteroskrzydłych), ale przeważały różnobarwne. W latającym tłumie więcej było dwuskrzydłych. Czteroskrzydłych najwyżej dziesięć procent, za to każdy z nich miał siły za trzech. Twarze Aniołów są z gruba ciosane i bezwłose. Żaden z nich nie ma gładkiej cery. Nawet młodzi mają pokryte zmarszczkami twarze i każdy wygląda jak postarzałe dziecko. Wrażenie to potęguje jeszcze ich zachowanie, hałaśliwe i rozbrykane. Na domiar złego Anioły rzadko się myją i po prostu cuchną. W jaskiniach Aniołów pachnie chyba nie lepiej niż w stajniach pegazów.

Kiedy przedarliśmy się przez skrzydlaty tłum, dojrzałem stojących na uboczu Andre i Lusina.

— Pawle, proszę mnie zastąpić przy deszyfratorze — poprosiłem Romera.

Romero zdziwił się: czyżby aż tak podobali mi się krzykliwi lotnicy, że chcę porozmawiać z nimi na osobności? Wyjaśniłem, że chcę zamienić kilka słów z Andre.

Paweł wziął deszyfrator, a ja ruszyłem w kierunku Lusina i Andrć. Jakiś rozbawiony Aniołek rzucił się na mnie z rozpostartymi skrzydłami, ale zdołałem mu umknąć.

— Milcz i słuchaj! — wykrzyknął Andre. — Nowe informacje o Galaktach. Mówię ci, milcz! Uzyskaliśmy wspaniały zapis snów tego czteroskrzydłego. Czemu machasz rękami?

— Bo kazałeś mi milczeć! — wrzasnąłem i dodałem spokojnie: — Pokaż zapisy.

— Najpierw wysłuchaj, a potem ci pokażę.

Lusin i Andre mieli szczęście. Kiedy przyszli do izolowanego czteroskrzydłego, Anioł spał, miał koszmary i jego mózg intensywnie promieniował. Andre nie czekając na przebudzenie Anioła natychmiast zmaterializował jego sny na wielkim deszyfratorze.

— To jest deszyfrator! — triumfował Andre. — Allan dopiero na Ziemi zdołał odczytać mowę jakichś zdechłych mchów, a my bez kłopotu rozszyfrowujemy znacznie trudniejsze rzeczy!

I nie zwlekając, na ulicy, w pełnym słońcu wezwał wideokolumnę. Wpatrywałem się w nią z wysiłkiem, bo światło zewnętrzne było silniejsze od wewnętrznego blasku wideokolumny. Ogarnęło mnie zdumienie. Zobaczyłem te same obrazy, które demonstrowano już na Ziemi: skały, jaskrawe gwiazdy, czarne jezioro, zniżający się cygarowaty statek. Dalej też nie było niczego nowego, sami Galaktowie, wieża z obrotowym okiem…

— No? — zapytał Andre. — Rozumiesz, co to znaczy?

— Rozumiem, wyblakła kopia zapisów Spychalskiego.

— Ja również — odezwał się milczący dotychczas Lusin. — Kopia. Już widzieliśmy.

— Mylicie się! — wykrzyknął radośnie Andre. — No to co, że już widzieliście? Ważne jest jedno: gwiezdne widzenia nawiedzają naszego czteroskrzydłowego bardzo często, skoro zapisaliśmy je już w trakcie pierwszego badanego snu. Jedynie własne doznania, a nie dziedziczność może dać tak wyraziste obrazy. Anioł sam widział Galaktów.

Andre patrzył na nas z triumfem. Bezczelnie roześmiałem mu się w twarz.

— Teraz idziesz przesłuchiwać tego Anioła i wyjaśnić, czy prawidłowo tłumaczysz jego sny?

— Jakbyś zgadł.

— Pójdę z wami, aby zobaczyć, jak wali się z trzaskiem twoja kolejna teoria.

Czteroskrzydły awanturnik był ogromnym, zwalistym Anieliskiem, o groźnym pysku i potężnych skrzydłach. Wlepił w nas mętne ślepska i coś warknął. Anioły mają cienkie głosiki i mówiąc zawsze dławią się z pośpiechu, tak że w każdym ich zbiorowisku panuje hałas i pisk. Ten natomiast głos miał dopasowany do postury, nie piszczał, lecz grzmiał basem. Podobał mi się.

Andre nastawił deszyfrator i powiedział uprzejmie:

— Pozwoli pan, że zadam mu kilka pytań?

— Na kolana! — ryknął Anioł. — Na kolana albo wynoście się do diabła!

Jego wściekłość była tak niedorzeczna i gwałtowna, że wybuchnęliśmy śmiechem, który go jeszcze bardziej rozzłościł. Anioł groźnie pochylił byczą głowę, rozłożył skrzydła i zabulgotał.

— Po co mamy klękać? — zapytał Andre. — Ludzie nie mają takiego zwyczaju.

Deszyfrator przetłumaczył odpowiedź Anioła:

— Pochodzę od bogów. Jestem księciem.

Zwątpiłem w prawidłowość przekładu. Zwroty „wynoście się do diabła”, „pochodzę od bogów”, „na kolana”, „książę” zbyt przypominały ziemskie pojęcia i porzekadła, aby były prawdopodobne. Nie rozumiałem, czemu z całego bogactwa języka ludzkiego deszyfrator spożytkował jedynie tę starzyznę.

— Nie sądzę, żeby DUM kłamał — zaoponował Andre. — Pamięć ma dosyć obszerną: czterysta tysięcy słów i sto milionów pojęć, skoro więc wybrał księcia i diabła, to znaczy, że nasz jeniec miał na myśli coś, czemu w największym stopniu odpowiada „książę” i „diabeł”.

Wówczas ja zwróciłem się do Anioła:

— Dlaczego pan uważa się za księcia?

— Nalecę i rozdepczę! — powiedział swarliwie Anioł. — Na kolana albo śmierć.

Przypomniałem sobie, że osobiste pole ochronne ludzi na Orze reaguje na emocje. Wywołałem więc w sobie gniew. Anioła tak trzasnęło, że wrzasnął z przestrachu. Kolejno rozszerzałem i zmniejszałem pole. Skrzydlatym „księciem” rzucało w powietrzu, choć rozpaczliwie bił skrzydłami starając się wyrwać z niewidzialnych rąk. Kiedy szczególnie mocno uderzyłem go polem, Anioł ryknął basem:

— Ratunku! Ratunku!

Cofnąłem pole i czteroskrzydły runął na ziemię. Przerażony i bezsilny nie próbował się nawet podnieść, lecz pełzł rozpostarłszy skrzydła w uniżonym geście. Lusin zasapał i odwrócił się. Jestem przekonany, że w owej chwili brutalny Anioł wydał mu się czymś w rodzaju jego łagodnych smoków lub cudacznego boga Hora z sokolą głową.

— Wyższe istoty! — wymamrotał Anioł roztrzęsionym głosem. — Wyższe istoty!

— Wstań i przestań być księciem! — powiedziałem. — Nie znoszę durniów! Pytają cię jak kogo dobrego, a ty zachowujesz się po chamsku!

— Pytajcie! — skwapliwie odpowiedział Anioł. Choć nie wiem, co mogę powiedzieć potężnym istotom…

Andre opowiedział Aniołowi jego sny i zapytał, czy przypadkiem nie widział Galaktów i ich wrogów.

— To są legendy — mamrotał Anioł. — Nikt nie widział Galaktów. W dzieciństwie słyszałem o nich bajki.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)