Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 113
Перейти на страницу:

Więc tak zrobił — wskazał na legislatorów jako na zdrajców, którzy rozkradli przez lata to, co należało się Dolistom. Ogłosił, że są złodziejami, i skonfiskował ich majątki. I to na jakiś czas wystarczyło, bo nakradli rzeczywiście dużo. Nie powiedział jednak motłochowi, a zresztą ten i tak nie chciałby tego słuchać, że te majątki są niczym w porównaniu do niewyobrażalnych wręcz długów Ludowej Republiki. Potem dał im samych legislatorów do zabawy. Spuścił z łańcucha Urząd Bezpieczeństwa Oscara Saint-Justa i bezczynnie obserwował jak „ludowe sądy” skazują na śmierć za „zdradę ludu” rodzinę po rodzinie. Dopiero kiedy zaczęła się rzeź, odkrył starą jak świat prawdę: masakra rodzi większą masakrę. Motłoch nabrał przekonania, że ma prawo do zemsty na zdrajcach, i zaczął tym gwałtowniej domagać się egzekwowania tego prawa. A kiedy zapas ofiar się wyczerpał, zażądał nowych.

I wtedy dotarło do Pierre’a, że niemożliwe jest wprowadzenie nawet stosunkowo niewielkich reform, które obiecywał przejmując władzę. Zrozumiał też, że prędzej czy później, kiedy zawiedzie oczekiwania motłochu, także stanie się jego ofiarą. Mógł tego unikać jedynie tak długo, jak długo będzie miał kogoś, na kogo da się zwalić winę. I dlatego też nie mając innego wyjścia, zwrócił się do Cordelii — trzeciego członka triumwiratu rządzącego teraz Republiką.

Pierre od początku ustawił się tak, by być najważniejszym i mającym najwięcej do powiedzenia członkiem triumwiratu, i dopilnował, by pozostałych dwoje było tego świadomych. Nie zmieniało to faktu, że ich potrzebował — i o tym także wiedzieli. Cordelia była doskonałą propagandzistką, a Saint-Just nie tylko kontrolował bezpiekę, ale i trzymał ją w cuglach — czasami złotowłosa i błękitnooka Sekretarz Informacji Publicznych przerażała Pierre’a bardziej niż motłoch.

Nie była genialna, ale za to szybka, sprytna, obdarzona żelaznymi nerwami oraz wrodzonym talentem do intryg, dzięki czemu stała się niezastąpiona w trakcie przygotowywania zamachu. Była też bezwzględnym, cynicznym genialnym demagogiem, który lubił rzeź — działała na nią niczym narkotyk, była dowodem władzy, jaką dysponowała. Wyglądało to tak, jakby pragnęła zniszczenia dla samego zniszczenia, obojętne w jak piękne słówka by tego nie ubrała.

Mimo to nie mógł jej się pozbyć, ponieważ nie znał nikogo, kto potrafiłby tak sterować motłochem. Co prawda nawet ona nie zdołała go uspokoić (zakładając, że naprawdę próbowała), ale rozumiała go, a motłoch z kolei rozumiał jej język. Potrafiła cały czas pozostawać o krok przed nim, przewidując następną zachciankę, i dlatego była w stanie skierować jego nienawiść na zewnętrzny obiekt.

Legislatorzy byli wrogami ludu, byli zdrajcami, którzy spiskowali i kradli to, co należne ludowi, by roztrwonić w imperialistycznych wojnach. O prawdziwych powodach tych wojen nikt się nawet nie zająknął, podobnie jak i o tym, że ekspansjonizm stanowił sam w sobie magiczny, samonapędzający się krąg, z którego nie było łatwego wyjścia. Motłoch nie chciał o tym słyszeć, więc Cordelia mu o tym nie mówiła.

Powiedziała za to coś, co go zaciekawiło i przekonało. Co prawda jej argumentacja była tak dziurawa i niespójna, iż Pierre nie mógł uwierzyć, że może kogokolwiek przekonać, ale Cordelia sprzedała ją, grając na uczuciach. Motłoch mianowicie chciał wierzyć, że jest czymś więcej niż tylko pasożytem, że naprawdę należą mu się te wszystkie „prawa” z tytułu jakichś nie sprecyzowanych, acz istniejących praw naturalnych, i dlatego bez trudu przyjął, że jedynie jakiś olbrzymi spisek mógł pozbawić go tychże praw. Cordelia zorientowała się w tej potrzebie utwierdzenia się w przekonaniu, iż wszystko jest sprawką wrogów od dawna knujących, jak by tu zaszkodzić, i dała motłochowi tych wrogów, wiedząc, że nie zgodzi się on na brutalną prawdę, iż system nie wymagający od obywateli pracy nie może funkcjonować.

Oczywiście lud pragnął jedynie pokoju i chciał, by dano mu spokój, aby mógł cieszyć się dobrobytem, do którego miał niezbywalne prawo, no bo czyż pokój i dobrobyt nie są naturalnym stanem rzeczy? Jednakże zdrajcy, którzy lud okradli, zmusili go także do wojny, z której nie było odwrotu: w końcu to Sojusz, któremu przewodziło Gwiezdne Królestwo Manticore, zaatakował pierwszy. Tak przecież ogłosił Urząd Informacji. To, że taki atak całkowicie nie pasował do oskarżania legislatorów o podżeganie do wojny, było nic nie znaczącym detalem technicznym. Sojusz stanowił przecież część tego samego skorumpowanego porządku imperialistycznych militarystów, a wchodzące w jego skład systemy były marionetkami w rękach Manticore. Królestwo zaś pragnęło zniszczyć Republikę, ponieważ stanowiła ona jego naturalnego wroga. Przecież Manticore nie było republiką, a monarchią rządzoną przez Królową i arystokrację i nawet nie próbowało udawać, że szanuje prawa Ludowej Republiki. Odmawiało ludowi jego prawa do dobrobytu, gromadząc samolubnie olbrzymie dobra, z których korzystała jedynie dziedziczna klasa rządząca.

Już choćby to powodowało, iż stanowiło śmiertelnego wroga ludu, ale co gorsza: władcy Królestwa zdawali sobie sprawę, jaka będzie reakcja ich poddanych, gdy ci zrozumieją, że lud Ludowej Republiki ma rację, i zorientują się, jak haniebnie sami byli wykorzystywani. Oczywistym więc było, że Gwiezdne Królestwo musi zniszczyć Ludową Republikę, nim te oczywiste, a jak dotąd jedynie w niej obowiązujące prawdy rozprzestrzenia się na resztę galaktyki, bowiem wówczas słuszne żądania własnych obywateli oznaczać będą koniec Królestwa Manticore.

Lud zawrzał tedy słusznym a strasznym gniewem, kiedy odkrył, że po obaleniu swych złodziejskich władz ma do czynienia z jeszcze gorszym wrogiem. Zewnętrznym na dodatek. I że musi zniszczyć władców owego wrogiego tworu, by mieć wreszcie spokój i dobrobyt. I stała się rzecz dziwna — motłoch zmobilizował się do akcji z zawziętością i zdecydowaniem, dzięki którym mógłby osiągnąć prawie wszystko, gdyby istniał sposób ukierunkowania go na wykonanie jakiegokolwiek konstruktywnego zadania. Tyle że takowy nie istniał. Wyglądało to obłąkańczo, ale przewrót, którego jednym z celów było zmniejszenie wydatków militarnych, zmienił się w krucjatę. Pierre chciał użyć wojny z Królestwem jako pretekstu do odwrócenia uwagi motłochu, dopóki nie umocni swej władzy. Nie spodziewał się, że retoryka Cordelii tchnie w tę wojnę życie — po pół wieku standardowego totalnej apatii i braku zainteresowania tym, kogo w tym miesiącu Republika podbiła, motłoch był gotów, a nawet chciał zamrożenia podwyżek Doli, by sfinansować zniszczenie Gwiezdnego Królestwa i Sojuszu. Komitet nie mógł się wycofać z dalszego prowadzenia wojny, nie ryzykując powszechnego gniewu Dolistów. Jedyną szansą na przeprowadzenie reform, o których marzył Pierre, było wygranie wojny, bo tylko dzięki temu mógł zyskać autorytet wystarczający do wprowadzenia zmian.

W tej chwili motłoch był zdolny do poświęceń. Gotów był nawet zrezygnować z wygodnego, próżniaczego życia i zgłosić się do wojska, a nawet nauczyć czego trzeba, by pracować w stoczniach. Po zakończeniu wojny byłoby tylu wykwalifikowanych robotników, że dałoby się ich wykorzystać do odbudowy sypiącej się infrastruktury Republiki. Zdarzały się już dziwniejsze rzeczy w historii i Pierre próbował udawać, że nie jest to jedynie rozpaczliwe czepianie się złudnych nadziei.

Aby jednak to wszystko było możliwe, należało najpierw wygrać wojnę, a motłoch domagał się, by w zamian za jego wyrzeczenia Ludowa Marynarka i Komitet wygrały ją szybko. Żądni krwi ekstremiści domagali się dowodu zdecydowania przywódców, a skoro oficjalnie to Ludowa Marynarka przeprowadziła zamach, to musiała teraz udowodnić, co jest naprawdę warta, odnosząc wreszcie zwycięstwa. Każdy kto zawiedzie lud w tak trudnym czasie próby, musi ponieść karę, która stanowiłaby zarazem ostrzeżenie dla innych. Pierre rozpoczął więc politykę zbiorowej odpowiedzialności. Każdy, kto nie wypełnił swych obowiązków, miał świadomość, że nie tylko on sam, ale i jego rodzina za to zapłaci. W jakiś bowiem sposób konflikt zmienił się w wojnę na wyniszczenie i dla wrogów tak zewnętrznych, jak wewnętrznych nie było pardonu. Stawką było zwycięstwo lub unicestwienie.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)