Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-162-5
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
Umilkł i w idealnej ciszy panującej w katedrze doskonale było słychać szelest pergaminu i trzask łamanej pieczęci. A potem głośniejszy szelest, gdy rozwijał zwój. Dopiero po chwili ponownie rozległ się jego głos:
— „Niechaj ogłoszone zostanie do wiadomości wszystkich wiernych, że my, Synod Kościoła Ludzkości Uwolnionej, zebraliśmy się, by poznać i wypełnić wolę bożą. Zgodnie z tym, jak ją dzięki Jego łasce rozumiemy, jednogłośnie podjęliśmy decyzję, by zwrócić się z prośbą do Benjamina IX, z łaski bożej Protektora Wiary i Graysona, aby usunął brata Edmonda Augustusa Marchanta z probostwa w katedrze Burdette oraz z funkcji kapelana przy Williamie Fitzclarence’ie, lordzie Burdette. Wysoka Kongregacja Kościoła Ludzkości Uwolnionej uznała bowiem, iż rzeczony Edmond Augustus Marchant zszedł z drogi testu życia i wstąpił na ścieżkę błędu. Niechaj także ogłoszonym zostanie, że były brat Edmond Augustus Marchant zostaje decyzją Wysokiej Kongregacji Kościoła Ludzkości Uwolnionej zawieszony i pozbawiony wszystkich urzędów i praw jako sługa boży, którym także przestaje być aż do czasu, gdy swym postępowaniem zadowoli Synod, udowadniając szczery żal i powrót na duchową drogę tolerancji i miłosierdzia, które są miłe Bogu”.
Wielebny Hanks zwinął z szelestem pergamin, odłożył go i rozejrzał się po wnętrzu katedry. Panowała w niej absolutna cisza. Kiedy przemówił ponownie, w jego głosie słychać było żal, ale także i dotychczasową stanowczość. — Bracia i siostry, jest to decyzja poważna i niełatwa, albowiem odrzucenie któregokolwiek dziecka bożego jest bolesne dla wszystkich. Synod zdaje sobie również sprawę z tego, że uznając i potępiając czyjś błąd, sam może błądzić. Możemy jednakże działać tylko tak, jak wierzymy, że chce Bóg. i choć zdajemy sobie sprawę, że możemy postąpić źle, nie oznacza to, iż odwrócimy się od testów, które stawia przed nami Pan. Zarówno ja, jak i pozostali członkowie Synodu modlimy się, by ten, który był bratem Marchantem, powrócił do nas, tak byśmy ponownie mogli powitać go na łonie Kościoła i radować się, jak raduje się rodzina, gdy znajdzie się uznany za zaginionego. Jak długo jednak nie zdecyduje się on do nas powrócić, jest obcym, bo dziecko, które z własnej woli chce zostać obce, obce pozostaje, obojętnie jak bardzo nas to boli, a decyzja o powrocie, tak jak wszystkie podejmowane w teście życia, musi być jego własna. Módlmy się więc, bracia i siostry w Bogu, by Edmond Augustus Marchant odnalazł drogę do Boga i zgodnie z Jego wolą pozostał w miłości w najtrudniejszej godzinie swego testu.
Wracając z katedry, Honor w milczeniu wpatrywała się w okno samochodu. Podobnie jak wszyscy była zaskoczona szybkością reakcji kościoła i trochę bała się jej konsekwencji. Synod był najwyższym organem władzy kościelnej i miał pełne prawo zareagować jak zareagował, ale suspendowanie księdza było jak by nie patrzeć naprawdę poważną decyzją. I to taką, która musiała doprowadzić do furii wszystkich dewotów i zatwardziałych fanatyków na planecie. Niewielu będzie skłonnych uwierzyć, że nie wpłynęła na tę decyzję, a żadnemu nie zrobi to najmniejszej nawet różnicy. Dostrzeże jedynie, że heretycki wpływ, o który ją oskarżają, dosięgnął nawet Synod, i mogą zareagować naprawdę gwałtownie. Tym bardziej, że już uważają się za prześladowaną mniejszość.
Z westchnieniem opadła na oparcie, słuchając uspokajającego mruczenia Nimitza. Dodatkowym problemem stało się zgranie czasowe, które było już dziełem przypadku. Następnego dnia miała zameldować się na okręcie, więc dzisiejsza msza była ostatnią, w której mogła uczestniczyć w przewidywalnej przyszłości. Z pewnością istniały zalety płynące z faktu, że nie będzie jej na Graysonie, kiedy wybuchnie piekło, ale istniały też i wady. Co prawda kościół powinien dać sobie radę, ale z pewnością fanatycy uznają to za tchórzostwo z jej strony i zorganizowanie wszystkiego tak, by uniknęła gniewu wiernych wyznawców za prześladowanie bogobojnego księdza. Albo jako oznakę pogardy, jaką wobec nich żywiła, w myśl prostej zasady: skoro pozbyła się najgłośniejszego wroga z tych kręgów, nie musi już udawać, że szanuje kościół czy wiarę innych.
A nawet jeśli pominąć te możliwości, pozostała jeszcze najistotniejsza kwestia — reakcja patrona Burdette oraz pytanie, ilu patronów będzie z nim sympatyzowało i do jakiego stopnia. Pewne było tylko to, że Burdette będzie wściekły, a jego wypowiedzi mogą sprowokować innych, dotąd milczących, do otwartego sprzeciwu wobec wojny wydanej przez kościół fanatyzmowi i nietolerancji. Zresztą jeżeli by nawet tak się nie stało, domena Burdette była jedną z pierwszej piątki i jako taka należała do najbogatszych i najgęściej zaludnionych, a ród Fitzclarence od siedmiuset lat patronował tejże domenie. Dzięki temu lord Burdette posiadał duży prestiż i autorytet. Z drugiej strony domena Harrington należała do najbiedniejszych i najsłabiej zaludnionych, jako że była najnowsza, a prestiż Honor wynikał z tego, kim jest, a nie z jej osiągnięć jako patronki, o tradycjach rodu nie wspominając. A prestiż wynikający z poparcia opinii publicznej był o wiele mniej stabilny niż dynastyczny, tym bardziej że nie wiadomo, jak długo utrzyma popularność, gdy zniknie z mediów. Jedno było pewne — nawet jeśli Burdette dotąd jej tylko nie lubił (a tego była pewna), to teraz ją serdecznie znienawidził.
Pogłaskała Nimitza i uśmiechnęła się smętnie — oto kolejny przykład niesprawiedliwości wszechświata. Nie chciała i nie szukała politycznej władzy, ba, robiła co mogła, by jej umknąć, bo niezależnie od tego, co myśleli inni, wiedziała, że się do jej sprawowania nie nadaje. A mimo to czego by nie zrobiła i gdzie by się nie udała, władza i zamieszanie z nią związane podążały za nią, jakby była przeklęta. Jak na razie nie zanosiło się w dodatku na to, by kiedykolwiek miało się to zmienić.
Nie miała zamiaru rozwścieczyć Liberałów czy Postępowców, kiedy obejmowała placówkę Basilisk. O ich istnieniu nawet nie pamiętała, po prostu chciała jak najlepiej wypełnić nałożone na nią obowiązki. Wypełniła je, a że dzięki temu przywódcy obu tych partii wyszli na durniów, to już naprawdę nie była jej wina — mogli nie próbować jej w tym przeszkodzić. Spróbowali — nie wyszło i zyskała ich nienawiść, która jedynie pogłębiła się po tym, jak wytarła podłogę Housemanem. Kiedy to robiła, nie myślała o tym, że wszarz należał do jednej z najpotężniejszych rodzin liberalnych. Po prostu zareagowała na tchórzostwo i niezgodne z prawem rozkazy, którymi próbował zniszczyć sojusz stworzony przez admirała Courvosiera i zostawić mieszkańców Graysona na pewną śmierć. Należało mu się, fakt, ale mogła nad sobą lepiej panować i nie przylać mu przy świadkach. A tak opozycja wściekła się na nią jednogłośnie.