Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 96
Перейти на страницу:

Przeleciała na północ od nas, potem zawróciła, zataczając wokół nas krąg. Leciała na tyle nisko, iż mogłem dostrzec, że w środku rzeczywiście są ludzie. Było ich chyba dwóch.

Trudno jest opisać jej kształt. Wyobraźcie sobie wielki latawiec skrzyniowy — około czterdziestu stóp długości i czterech szerokości — z odstępem około trzech stóp pomiędzy obydwoma powierzchniami lotnymi. Wyobraźcie sobie też, że latawiec ten umieszczono pod kątem prostym do przedmiotu przypominającego łódź czy raczej kajak Esquimau, lecz większego, znacznie większego — mnie więcej tej samej wielkości co latawiec. Poniżej tego wszystkiego znajdowały się jeszcze dwa mniejsze kajakowate przedmioty, równoległe do większego. Na jednym z końców tego spłaszczonego „cygara” umieszczony był silnik (jak to stwierdziłem później), a przed nim powietrzna śruba, przypominająca wodną śrubę statku. To zauważyłem później.

Gdy po raz pierwszy ujrzałem tę niewiarygodną konstrukcję, śruba powietrzna obracała się tak szybko, że po prostu nie sposób było jej dostrzec. Można ją jednak było usłyszeć. Ogłuszający hałas wywoływany przez tę machinę nie ustawał ani na chwilę.

Maszyna zawróciła w naszą stronę i skręciła w dół tak, że kierowała się prosto na nas. Wyglądała zupełnie jak pelikan nurkujący w powietrzu, aby schwytać rybę.

My byliśmy tą rybą. To było przerażające. Przynajmniej dla mnie, Margrethe nawet nie pisnęła. Niemniej ścisnęła moje palce bardzo mocno. Fakt, że nie byliśmy rybami, i że maszyna nie mogła nas zjeść, ani nie miałaby ochoty tego zrobić, wcale nie zmniejszył grozy sytuacji.

Pomimo mojego strachu (lub może z jego powodu) widziałem teraz, że cała konstrukcja była przynajmniej dwa razy większa, niż mi się wydawało, gdy po raz pierwszy ujrzałem latającą maszynę wysoko na niebie. Prowadziło ją dwóch szoferów siedzących obok siebie za oknem w części przedniej. Jeśli chodzi o silnik, okazało się, że są dwa, umieszczone pomiędzy skrzydłami „latawca”, jeden na prawo, drugi na lewo od szoferów.

Dosłownie w ostatniej chwili maszyna uniosła się w górę jak koń skaczący przez przeszkodę i przeleciała tuż nad nami. Towarzyszący jej podmuch o mało nie strącił nas z tratwy. Wskutek hałasu zaczęło dzwonić mi w uszach.

Maszyna uniosła się nieco w górę i zawróciła w naszą stronę, kierując się jednak teraz nieco w bok. Bliźniacze dolne kajaki dotknęły wody, wywołując na niej imponujący ślad przypominający ogon komety. Następnie cała konstrukcja zwolniła, zatrzymała się i stanęła w miejscu, na wodzie, nie tonąc!

Śruby powietrzne poruszały się teraz bardzo powoli, tak że mogłem ujrzeć je z bliska… i podziwiać pomysłowość inżynierów, którzy je skonstruowali. Przypuszczam, że nie były tak wydajne jak wydrążone śruby powietrzne używane w naszych sterowcach, stanowiły jednak eleganckie rozwiązanie problemu w miejscu, gdzie wydrążenie byłoby utrudnione lub wręcz niemożliwe. Z drugiej strony jednak te piekielnie hałaśliwe silniki! Nie mogłem zrozumieć, w jaki sposób inżynierowie mogli się z tym pogodzić. Jak mawiał jeden z moich profesorów (w czasach, zanim termodynamika przekonała mnie, że mam powołanie do stanu duchownego), hałas jest zawsze skutkiem ubocznym niedostatecznej wydajności. Prawidłowo skonstruowany silnik jest cichy jak grób.

Maszyna zawróciła ponownie, kierując się w naszą stronę, tym razem wolniuteńko. Jej szoferzy poprowadzili ją tak, że niemal zatrzymała się w odległości kilku stóp od nas. Jeden z nich wypełznął z pomieszczenia znajdującego się z tylu od okna i złapał się lewą ręką za jeden z pionowych prętów łączących ze sobą obie powierzchnie latawca. W drugiej ręce trzymał zwój liny. Gdy maszyna mijała nas, rzucił linę w naszą stronę. Złapałem ją, zaciskając na niej ręce. Sam nie wpadłem do wody, ponieważ Margrethe z kolei złapała mnie.

Podałem jej linę.

— Pozwól, żeby cię wciągnął do środka. Ja wejdę do wody i podążę za tobą.

— Nie!

— Co to znaczy „nie”? Nie ma teraz czasu, aby się sprzeczać. Zrób to!

— Alec, bądź cicho! On chce nam coś powiedzieć.

Zamknąłem usta, czując się cokolwiek obrażony. Margrethe nasłuchiwała uważnie. (Nie miało sensu, żebym słuchał, co mówi szofer. Mój hiszpański ograniczał się do „Gracias” i „Por favor”. Zamiast tego przeczytałem litery na boku maszyny: EL GUARDACOSTAS REAL DE MEXICO).

— Alec, on mówi, żebyśmy uważali na rekiny.

— O, kurczę!

— No, właśnie. Mamy pozostać na miejscu. On będzie delikatnie ciągnął za linę. Chyba chce nas wprowadzić do maszyny tak, żebyśmy nie musieli wchodzić do wody.

— To mi się podoba!

Spróbowaliśmy tego dokonać, lecz nie udało się. Zaczął wiać silniejszy wiatr, który wywierał większy efekt na maszynę latającą niż na nas. Nasiąknięty wodą materac był praktycznie przykuty do miejsca. Jego powierzchnia żaglowa równała się niemal zeru. Zamiast więc wciągnąć nas do maszyny, mężczyzna na drugim końcu liny zmuszony był popuszczać ją coraz bardziej, aby nie wciągnąć nas do wody.

Zawołał coś do nas. Margrethe odpowiedziała mu. Wymienili jeszcze kilka okrzyków, po czym Margrethe zwróciła się do mnie:

— Mówi, żebyśmy puścili linę. Ruszą z miejsca i ponownie zawrócą w naszą stronę, tym razem prosto na nas, ale bardzo powoli. W momencie, gdy będą najbliżej, musimy spróbować wdrapać się do „aeroplano”. Do tej maszyny.

— Zgoda.

Maszyna oddaliła się, ślizgając się po powierzchni wody, po czym zawróciła w naszą stronę. Podczas oczekiwania nie odczuwaliśmy nudy. Płetwa grzbietowa wielkiego rekina dostarczała nam rozrywki. Nie zaatakował nas. Najwyraźniej nie myślał (myślał?), że nadajemy się do jedzenia. Przypuszczalnie widział tylko dolną część materaca.

Maszyna latająca skierowała się prosto w naszą stronę jak monstrualna ważka, ślizgająca się po powierzchni wody.

— Kochanie, gdy będzie nas mijać, spróbuj się złapać najbliższego pręta — powiedziałem. — Popchnę cię, a potem podążę za tobą.

— Nie, Alec.

— Co to znaczy „nie”? — zdenerwowałem się. Margrethe była wspaniałą towarzyszką, lecz bywała uparta w najmniej odpowiednich momentach.

— Nie możesz mnie popchnąć. Nie masz punktu oparcia. Nie możesz wstać ani nawet usiąść. Hmm. Spróbuj się wgramolić z prawej strony, a ja z lewej. Jeśli ktoś z nas chybi, wracajmy na materac — i to szybko. „Aeroplano” zawróci po raz kolejny.

— Ale…

— Tak kazał nam postąpić!

Nie było już czasu. Maszyna znalazła się tuż obok. Jej „nogi”, czy belki, łączące dwa dolne kształty z kadłubem, minęły materac, jeden tuż obok mnie, drugi w zasięgu Margrethe.

— Teraz! — krzyknęła. Skoczyłem w swoją stronę i chwyciłem się belki. Moja prawa ręka o mało nie została wyrwana z korzeniami, lecz wspinałem się uparcie jak małpa. Złapałem się obiema rękami za podwozie, oparłem stopę na poziomym kajaku i odwróciłem głowę. Ujrzałem rękę sięgającą w stronę Margrethe, która wdrapała się w górę, została wciągnięta na skrzydło latawca i zniknęła. Ponownie rozpocząłem wspinaczkę. Nagle przelewitowałem aż na skrzydło. Normalnie nie potrafię lewitować, lecz tym razem zdopingował mnie widok brudnobiałej płetwy, za dużej na jakąkolwiek przyzwoitą rybę, przecinającej wodę w pobliżu mojej stopy.

Znalazłem się tuż obok małej kabiny, z której kierowano tym niezwykłym pojazdem. Drugi z mężczyzn (nie ten, który wyszedł na zewnątrz, aby nam pomóc) wystawił głowę przez okno, uśmiechnął się do mnie, sięgnął ręką do tyłu i otworzył niewielkie drzwiczki. Wpełznąłem do środka głową naprzód. Margrethe już tam była.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)