Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 96
Перейти на страницу:

— Natychmiast, proszą pana! Już pędzę!

— Pójdę z tobą. Nie powinienem był wspominać o jedzeniu. Zadowolę się pocałunkiem. Myślisz, że zdołamy się pocałować, nie wpadając do wody?

— Chyba tak. Zachowajmy jednak ostrożność. Zwróć twarz w moim kierunku, nie ruszając się z miejsca.

Był to raczej symboliczny pocałunek, a nie jeden ze specjałów Margrethe. Poruszaliśmy się bardzo ostrożnie, nie chcąc naruszać niepewnej stabilności naszej prowizorycznej tratwy. Martwiło nas jednak — przynajmniej mnie — coś ważniejszego niż groźba wpadnięcia do oceanu. Zdecydowałem się poruszyć tę sprawę, abyśmy mogli martwić się razem.

— Margrethe, zgodnie z mapą, która wisiała przy wejściu do jadalni, znajdowaliśmy się niedaleko na zachód od wybrzeża Meksyku, w pobliżu Mazatlanu. O której godzinie zatonął statek? O ile zatonął. Pytałem o godzinę zderzenia.

— Nie wiem.

— Ja też nie. Jestem pewien, że było po północy. „Konge Knut” miał przybić do brzegu o ósmej rano. Tak więc brzeg może się znajdować w odległości stu mil na wschód, albo gdzieś w pobliżu. Tam są góry. Może zdołamy je dostrzec, gdy się przejaśni. Wczoraj się rozchmurzyło, dzisiaj chyba będzie słonecznie. Kochanie, jak sobie radzisz z pływaniem długodystansowym? Jeżeli zobaczymy góry, czy zechcesz spróbować dopłynąć do brzegu?

Minęła dłuższa chwila, zanim odpowiedziała:

— Alec, jeśli chcesz, możemy zaryzykować.

— To nie jest odpowiedź na moje pytanie.

— To prawda. — Wydaje mi się, że w ciepłej wodzie morskiej mogłabym tego dokonać. Przepłynęłam kiedyś przez Duży Bełt, w wodzie zimniejszej niż tutaj. Ale przecież, Alec, w Bełcie nie ma rekinów. Tutaj są. Sama widziałam.

Westchnąłem głośno:

— Cieszę się, że to powiedziałaś. Nie chciałem sam o tym wspominać. Kochanie, sądzę, że musimy pozostać na miejscu i zachować spokój. Nie zwracać na siebie uwagi. Mogę sobie darować śniadanie, zwłaszcza śniadanie rekina.

— Nie umiera się z głodu tak szybko.

— Nie umrzemy z głodu. Gdybyś mogła wybierać, na co byś się zdecydowała? Śmierć z głodu? Od porażenia słonecznego? W paszczy rekina? Czy z pragnienia? We wszystkich historiach o rozbitkach albo o Robinsonie Cruzoe, które czytałem, bohater miał jakieś narzędzia. Ja nie mam nawet wykałaczki. Przepraszam, mam ciebie. To zwiększa moje szanse. Jak sądzisz, Margrethe, co powinniśmy zrobić?

— Myślę, że zostaniemy uratowani.

Również tak sądziłem, ale z powodów, o których nie chciałem wspominać Margrethe.

— Miło mi to usłyszeć. Dlaczego jednak tak sądzisz?

— Alec, czy byłeś kiedyś w Mazatlanie?

— Nie.

— To jest wielki port rybacki. Zarówno podczas połowów użytkowych, jak i sportowych, już od świtu setki łodzi wyruszają w morze. Największe i najszybsze z nich odpływają na wiele kilometrów od brzegu. Jeśli poczekamy dostatecznie długo, znajdą nas.

— Chciałaś powiedzieć, że mogą nas znaleźć. Ocean jest bardzo rozległy. Masz jednak rację. Próba dopłynięcia do brzegu byłaby samobójstwem. Naszą jedyną szansą jest czekać cierpliwie.

— Będą nas szukać, Alec.

— Tak sądzisz? Dlaczego?

— Jeśli „Konge Knut” nie zatonął, to kapitan wie, kiedy i gdzie wypadliśmy za burtę. Kiedy dopłyną do portu — mniej więcej w tej chwili — zarządzi poszukiwania. Jeśli zaś statek zatonął, będą przeszukiwać całą okolicę w poszukiwaniu ocalonych z katastrofy.

— Brzmi logicznie. (Miałem na ten temat inne zdanie, które w najmniejszym stopniu nie było logiczne).

— Naszym celem jest utrzymać się przy życiu, zanim nas nie znajdą, broniąc się przed rekinami, pragnieniem i porażeniem słonecznym najlepiej, jak potrafimy. Wszystko to oznacza, że musimy pozostać bez ruchu. Przez cały czas zupełnie bez ruchu. Poza jednym wyjątkiem — uważam, że powinniśmy od czasu do czasu przewracać się na drugi bok, gdy wzejdzie słońce, aby równomiernie rozłożyć poparzenia.

— I modlić się o pochmurną pogodę. Masz we wszystkim rację. Być może nie powinniśmy też rozmawiać. To zmniejszy pragnienie, co?

Milczała przez tak długi czas, że pomyślałem, iż postanowiła posłuchać mojej rady.

W końcu powiedziała:

— Kochanie, możemy zginąć.

— Wiem o tym.

— Jeśli tak się ma stać, wolałabym słyszeć twój głos. Nie chcę też rezygnować z szansy na powiedzenie ci, że cię kocham teraz, gdy już mogę to zrobić! — W imię jałowych wysiłków przeżycia o kilka minut dłużej.

— Tak, moja kochana. Tak.

Mimo naszej decyzji rozmawialiśmy niewiele. Wystarczało mi to, że trzymam ją za rękę. Jej najwyraźniej również.

Po długim czasie — gdzieś około trzech godzin — usłyszałem głos Margrethe.

— Coś się stało?

— Alec! Popatrz tam!

Spojrzałem w kierunku, który wskazała palcem. Teraz z kolei ja powinienem był wydać okrzyk zdziwienia, byłem jednak przygotowany na coś podobnego. Wysoko ponad nami, w kształcie krzyża, podobna do szybującego ptaka, lecz znacznie większa i będąca niewątpliwie dziełem rąk ludzkich, krążyła maszyna latająca…

Wiedziałem, że maszyny latającej nie sposób skonstruować. Na politechnice zaznajomiłem się z powszechnie znanym dowodem matematycznym profesora Simona Newcomba na to, że podejmowane przez profesora Langleya i innych próby zbudowania aerodyny zdolnej unieść w powietrze człowieka były skazane na niepowodzenie i bezużyteczne, ponieważ teoria skali dowodziła, iż żadna podobna machina o wielkości dostatecznej, by pomieścić człowieka, nie byłaby zdolna unieść silnika cieplnego o mocy wystarczającej, aby poderwać z ziemi swój ciężar — nie wspominając już o pasażerze.

W ten sposób nauka wydała ostateczny wyrok na to szaleństwo. Dzięki dowodowi profesora Newcomba zaprzestano marnowania publicznych środków na pogoń za senną marą. Zostały one przeznaczone na badania nad sterowcami, co przyniosło ogromny sukces.

W ciągu kilku ostatnich dni dowiedziałem się jednak wielu nowych rzeczy na temat tego, co jest „niemożliwe”. Gdy więc autentyczna maszyna latająca pojawiła się na niebie, nie byłem zbytnio zaskoczony.

Wydaje mi się, że Margrethe wstrzymała oddech, zanim maszyna nie przeleciała nad nami i nie skierowała się w stronę horyzontu. Przytrafiło mi się coś podobnego, ale po chwili zmusiłem się, aby oddychać spokojnie. Maszyna była niezwykle piękna — srebrna, gładka i szybka. Nie mogłem ocenić jej wielkości, lecz jeśli te czarne plamy na jej boku były oknami, musiała być olbrzymia. Nie zdołałem dostrzec, co ją napędza.

— Alec… czy to jest sterowiec?

— Nie. Przynajmniej to nie jest to, co miałem na myśli, gdy ci opowiadałem o sterowcach. Nazwałbym to „maszyną latającą”. To wszystko, co mogę ci powiedzieć. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Mogę ci już jednak powiedzieć jedno — coś bardzo ważnego.

— Słucham?

— Wiem, że nie zginiemy… i wiem teraz również, dlaczego statek musiał zatonąć.

— Dlaczego, Alec?

— Ażeby nie dopuścić, bym porównał te odciski kciuka.

IX

Bo byłem głodny, a daliście mi jeść,

byłem spragniony, a daliście mi pić,

byłem przybyszem, a przyjęliście mnie

Ewangelia według Mateusza 25, 35

— Albo, żeby wyrazić się ściślej, góra lodowa znalazła się w tym miejscu i zderzyła się ze statkiem dlatego, by nie dopuścić, abym porównał odcisk swojego kciuka z odciskiem kciuka Grahama w jego prawie jazdy. Możliwe, że statek nie zatonął. To nie było konieczne.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)