Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 96
Перейти на страницу:

Ponownie odwróciła się w stronę wyjścia.

— Margrethe!

— Słucham, Alec?

— Pytałaś mnie, czy zamierzam jeszcze kiedyś poprosić cię, abyś przyszła później. Proszę cię o to teraz. Dziś w nocy. Czy przyjdziesz później?

— Grzech, Alec. Dla ciebie to byłby grzech… i z tego powodu zgrzeszyłabym także ja, gdyż wiedziałabym, co na ten temat sądzisz.

— Grzech? Nie jestem pewien, czym jest grzech. Wiem natomiast, że ciebie potrzebuję… i sądzę, że ty również mnie potrzebujesz.

— Dobranoc, Alec.

Wyszła szybko z kabiny.

Po dłuższej chwili umyłem zęby i twarz, po czym uznałem, że mógłby mi pomóc jeszcze jeden prysznic. Nastawiłem kran na letnią wodę. Wydawało się, że nieco mnie to uspokoiło. Gdy jednak położyłem się do łóżka, leżałem w ciemności, nie mogąc zasnąć, pogrążony w czymś, co nazywam myśleniem, choć naprawdę jest to chyba gonitwa myśli.

Wspominałem wszystkie poważniejsze błędy, które popełniłem w życiu, jeden po drugim, odkurzając je z niepamięci i prześwietlając pełnym światłem. Przeleciałem je wszystkie, dochodząc aż do dzisiejszego wieczoru. Uczyniłem z siebie niewiarygodnie głupiego, nieudolnego, zarozumiałego niezdarnego osła i postępując tak, zraniłem i upokorzyłem najlepszą i najsłodszą kobietę, jaką kiedykolwiek znałem.

Kiedy zdarzy mi się popełnić tak ciężką gafę, potrafię przez całą noc zadręczać się bezużytecznym samobiczowaniem. Ta ostatnia powinna mi zapewnić udrękę bezsenności przez kilka dobrych nocy.

Po dłuższym czasie, dobrze po północy, obudził mnie odgłos klucza w zamku. Szukałem na oślep wyłącznika. Gdy go znalazłem, Margrethe zdążyła już zdjąć szlafrok i wskoczyć do mojego łóżka. Wyłączyłem światło. Była ciepła, gładka, drżąca i zapłakana. Objąłem ją delikatnie, starając się ją uspokoić. Nie mówiła nic. Ja również nie. Padło już zbyt wiele słów i większość z nich wypowiedziałem ja.

Teraz nadszedł czas na to, aby się przytulić, trzymać w objęciach i przemawiać bez słów.

W końcu uspokoiła się. Przestała drżeć. Jej oddech uspokoił się. Po chwili westchnęła i powiedziała cicho:

— Nie mogłam cię tak zostawić.

— Kocham cię, Margrethe.

— Och! Ja kocham cię tak mocno, aż boli mnie serce.

Wydaje mi się, że w momencie zderzenia oboje spaliśmy. Nie chciałem spać, lecz ponieważ po raz pierwszy od chwili przejścia przez ogień poczułem się odprężony i spokojny, oczy zamknęły mi się same.

Na początku usłyszałem niewiarygodnie głośny zgrzyt, który o mało nie strącił nas z koi na ziemię. Następnie nadszedł trzask tak ostry, że niemal nie popękały nam bębenki. Zapaliłem lampę przy koi i ujrzałem, że kadłub statku na wysokości podłogi został wgnieciony.

Zabrzmiała syrena alarmowa, która zwiększyła i tak ogłuszający hałas. Stalowy bok statku wgiął się, po czym pękł, gdy coś brudnobiałego i lodowatego wtargnęło do środka. W tej samej chwili zgasło światło.

Zerwałem się z koi na oślep, ciągnąc za sobą Margrethe. Statek przechylił się ciężko na lewą burtę, spychając nas w stronę, gdzie pokład stykał się z wewnętrzną grodzią. Uderzyłem się o klamkę, złapałem ją i uczepiłem się jej prawą ręką, lewą przytrzymując dziewczynę. Statek przetoczył się z powrotem na prawą burtę. Wiatr i woda wtargnęły przez otwór w kadłubie. Usłyszeliśmy to i poczuliśmy, choć nie mogliśmy nic zobaczyć. Statek odzyskał równowagę, lecz po chwili z powrotem przechylił się w lewo. Klamka wypadła mi z rąk.

Muszę zrekonstruować to, co wydarzyło się później — ciemno choć oko wykol, rozumiecie, i ogłuszający hałas. Spadaliśmy w dół — nie wypuściłem jej z rąk — aż wreszcie znaleźliśmy się w wodzie.

Najwyraźniej gdy statek przechylił się ponownie na prawą burtę, wypadliśmy przez otwór w kadłubie. Jest to jednak tylko rekonstrukcja — wszystko, co wiem na pewno, to fakt, że wpadliśmy razem do wody, zanurzając się raczej głęboko.

Wynurzyliśmy się — obejmowałem Margrethe ramieniem, próbując uratować ją od utonięcia. Zaczerpnąwszy powietrza rozejrzałem się wokoło, po czym zanurzyliśmy się znów pod wodę. Statek płynął tuż obok nas. Wiał zimny wiatr. Słychać było głośne dudnienie. W pobliżu, obok statku, widać było jakiś wysoki i ciemny kształt. Ale to sam statek wzbudzał mój strach, a raczej jego śruba. Kabina C109 znajdowała się w przodzie statku, jeśli jednak nie zdołamy oddalić się od tonącego statku, i to jak najszybciej, zostaniemy posiekani przez śrubę na hamburgery. Objąłem mocno Margrethe i starałem się odpłynąć jak najdalej, tłukąc nogami ze wszystkich sił. Poczułem z ogromną ulgą, że oddalamy się od niebezpieczeństwa… i uderzyłem głową dość mocno w jakiś ciemny przedmiot.

VIII

I wzięli Jonasza i wrzucili go w morze, a ono przestało się srożyć.

Proroctwo Jonasza 1, 15

Czułem, że jest mi wygodnie i nie pragnąłem się obudzić. Ale doskwierał mi lekki, pulsujący ból głowy, i chcąc nie chcąc, przebudziłem się. Potrząsnąłem głową, pragnąc uwolnić się od tego bólu i mój nochal napełnił się wodą. Parsknąłem, wydmuchując ją na zewnątrz.

— Alec? — Usłyszałem głos Margrethe w pobliżu.

Leżałem na plecach w wodzie o temperaturze ciała. Sądząc po smaku, była to słona woda. Wszędzie dookoła panowała ciemność.

Powróciłem do macicy, o ile to możliwe przed śmiercią. A może to była już śmierć?

— Margrethe?

— Och! Och, Alec, co za ulga! Spałeś przez tak długi czas. Jak się czujesz?

Sprawdziłem się dokładnie. Policzyłem to i tamto. Poruszyłem tym i owym. Stwierdziłem, że unoszę się na plecach pomiędzy nogami Margrethe, która, również spoczywając na plecach, trzyma moją głowę w swych rękach, w jednej z typowych ratujących życie pozycji, które zaleca Czerwony Krzyż. Płynęła powoli żabką, nie tyle poruszając się naprzód, co utrzymując się na powierzchni.

— Chyba dobrze. Co z tobą?

— Czuję się świetnie, najdroższy! Najważniejsze, że odzyskałeś przytomność.

— Co się stało?

— Uderzyłeś głową o górę.

— O górę?

— O górę lodową.

(Górę lodową? Usiłowałem sobie przypomnieć, co się wydarzyło.)

— Jaką górę lodową?

— Tę, o którą rozbił się statek.

Część wydarzeń powróciła do mojego zmąconego umysłu, nadal jednak nie układały się one w jasny obraz. Potężny trzask, jakby statek wpadł na rafę. Potem wpadliśmy do wody, uciekaliśmy przed śrubą… i uderzyłem o coś głową.

— Margrethe, jesteśmy w tropikach, tak daleko na południe, jak Hawaje. Skąd się tu wzięła góra lodowa?

— Nie wiem, Alec.

— Ale… — zacząłem mówić „niemożliwe”, lecz zdałem sobie sprawę, że w moich ustach to słowo brzmi głupio — ta woda jest zbyt ciepła, by płynęły tu góry lodowe. Posłuchaj, nie musisz się tak męczyć. W takiej słonej wodzie potrafię pływać jak gąbka.

— Zgoda. Pozwól jednak, żebym cię podtrzymywała. O mały włos nie straciłam cię z oczu w tych ciemnościach. Boję się, że mogłoby się to zdarzyć ponownie. Gdy wypadliśmy ze statku, woda była zimna. Teraz jest ciepła. Musieliśmy się oddalić od góry lodowej.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)