Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 76
Перейти на страницу:

— Niech to kule biją! Nie pomyślałem o tym, a przecież jasne jak słońce, że przestraszony podczas bitwy słoń może tratować nawet własną armię — zawołał bosman. — Ha, na wojnie mogło się zdarzyć, ale takie polowanko to inna para kaloszy. Myśliwy siedzi sobie bezpiecznie na słoniu, jak u Pana Boga za piecem.

— Nie ma reguły bez wyjątku, bosmanie. Rzadkie to wprawdzie wypadki, lecz czasem na takim polowaniu, gdy myśliwy chybi celu, szczególnie stary tygrys, doprowadzony do ostateczności, może skoczyć na słonia i nawet obalić go na ziemię.

— Czy naprawdę, Andrzeju? — zdziwił się bosman. — Trudno mi uwierzyć, żeby taki siłacz jak słoń nie dał rady choćby największemu tygrysowi.

— Mój drogi, słoń jest dużym, silnym i odważnym zwierzęciem, toteż zazwyczaj wygrywa walkę, lecz niekiedy rozwścieczony tygrys mocno rani go pazurami. Wtedy słoń przewraca się na ziemię, aby tygrysa zgnieść ciężarem własnego ciała. Łatwo odgadnąć, co by się stało wtedy z ludźmi, którzy by siedzieli na grzbiecie słonia, jak my teraz.

— No, no, niezły byłby to kołowrotek! Lepszy niż na karuzeli na Bielanach — powiedział marynarz śmiejąc się. — Sam jednak mówisz, że takie cuda rzadko się zdarzają. Nasz maharadża nie zabierałby swej pięknej lubej na łowy, gdyby pachniało tu jakimkolwiek niebezpieczeństwem.

— I ja myślę podobnie — wesoło dodał Wilmowski. — Zapał łowiecki ludzi tego pokroju co maharadża nie posuwa się nigdy tak daleko, aby zapomnieli o zabezpieczeniu własnych, dostojnych osób.

— Wobec tego taki ostrożniak nie może wyprawiać się na polowanko, jeżeli na ten przykład nie posiada słoni.

— Nie martw się, mój drogi, tutejsi możni zawsze dają sobie radę. Słyszałem również o innym sposobie polowania. Wówczas myśliwi strzelają do zwierzyny z platform zbudowanych na wysokich drzewach.

— A niech to licho weźmie! Czyżby posiadali tresowane zwierzaki, które im same na strzał podchodzą? — śmiał się bosman.

— Niestety, podczas gdy przezorny strzelec siedzi bezpiecznie na platformie, nagonka, składająca się z biednych wyrobników, rozciągnięta w długi szereg, wrzaskiem płoszy zwierza w kierunku napowietrznej zasadzki.

— Dobra nasza, ale przecież tygrys może się rzucić na któregoś z obławników?

— Oczywiście, że tak się nieraz zdarzyło...

— To już zwykłe draństwo, bogacz z pukawką siedzi wygodnie na drzewie, a biedak nadstawia karku dla jego przyjemności! Tfu, z takim polowaniem!

— Czego się pan złości, panie bosmanie — wtrącił Tomek. — Przecież i naszym kosztem maharadża zorganizował sobie rozrywkę, a pan nic nie miał przeciwko temu! Jeszcze pan nalegał, abym szybciej wyraził zgodę, gdy “tak piękna dama nas prosi”. Oj, bosmanie, nie chciałbym być złym prorokiem, lecz kobiety doprowadzą pana do zguby, chociaż nie chce pan nawet słuchać o żeniaczce.

— Przestań, brachu, kłuć słówkami jak szpilkami, bo jeśli gniew mnie chwyci, to zeskoczę na ziemię i tak potrząsnę niby to świętego słonia za ogon, że maharadża zleci z tej bambusowej werandy i sam będzie sobie łapał tygrysa.

Wilmowski karcąco spojrzał na syna i rzekł:

— Nie gadaj głupstw, bosmanie, Tomek przecież tylko żartuje. Nie można nas porównywać z biednymi krajowcami, zmuszanymi do brania udziału w obławach. Chwytanie dzikich zwierząt jest naszym zawodem, nie pierwszyzna to dla nas.

— Racja, święta racja, Andrzeju, tylko ten mikrus zawsze wyprowadza mnie z równowagi.

— Czyżby pan chciał zaprzeczyć, że palił się pan do tych łowów dla pięknej maharani? — przekornie zapytał Tomek.

— Nie o to mi chodzi — burknął marynarz. — Maharani niczego sobie niewiasta i prawdę mówiąc, chciałem zrobić jej przyjemność, ale gniew mnie ogarnia na wspomnienie, że biednemu wiatr zawsze w oczy wieje.

Rozmowa urwała się; słonie wkroczyły w dżunglę. Znów szły gęsiego rozciągnięte w długim szeregu. Ścieżka wydeptana przez zwierzęta była dość szeroka, lecz po obydwu jej stronach piętrzyła się gęstwa tropikalnej roślinności. Wśród kwiatów o najdziwaczniejszych kształtach, barwach i zapachach królowała przepiękna, tajemnicza orchidea. Po jakimś czasie ustał śpiew cykad. Odurzający zapach kwiatów słabł coraz bardziej, aż w końcu uległ bagnistym wyziewom podmokłej dżungli. Wokół rósł gąszcz bambusów, trzcin i paproci, a w górze korony drzew, splątane lianami, tworzyły nieprzejrzystą zasłonę. W dżungli panował odwieczny półmrok. W powietrzu wirowały brzęczące roje moskitów, szerszeni, pszczół i jadowitych much, niepokojące ludzi i zwierzęta.

Tomek łowił uchem wrzask małp i skrzek papug, przepatrując jednocześnie czujnym wzrokiem mroczny las. Z prawej strony zaszeleściły krzewy. To stadko indyjskich dzików [68], różniących się od naszego dzika silnie rozwiniętą szczeciniastą grzywą, umykało przed ludźmi w głąb dżungli. Zanim wydostali się z wikłaniny krzewów na nieco wolniejszą przestrzeń, Tomek ujrzał w zaroślach piękne zwierzę. Przypominało mu ono pamiętne łowy na okapi w Afryce. Była to antylopa nilgaj [69] o tułowiu wyższym w kłębie i szerszym z przodu. Wspaniały samiec mierzył około dwóch metrów długości i półtora metra wysokości. Na jego kształtnej głowie sterczały półksiężycowato wygięte rogi. Na podgardlu zwierzęcia — wśród ciemnoszarej z niebieskawym odcieniem sierści — jaśniała duża, półokrągła biała plama, u dołu której zwisał czarniawy kosmyk włosów. Wyższy tułów w kłębie oraz białe pasy sierści nad pęcinami tylnych nóg upodabniały tę antylopę do afrykańskich okapi. Tomek, podniecony wspomnieniem niebezpiecznych łowów, chciał zwrócić uwagę ojca i bosmana na oryginalne zwierzę, lecz w tej chwili spłoszona przez myśliwych antylopa szybko skryła się w gęstwinie.

Po przeszło dwugodzinnym przedzieraniu się przez mroczną dżunglę, dobrnęli do skraju dziewiczego lasu. W tym miejscu szeroki pas stepu, porosłego wysoką pożółkłą trawą oraz pojedynczymi krzewami, odcinał dżunglę od koryta bagnistej rzeczki. Wśród drzew rosnących wzdłuż jej brzegów wyraźnie rysowała się rozległa kępa wierzbowych zarośli. W ich cieniu i chłodzie lubią zazwyczaj wypoczywać tygrysy po swych zbójeckich wyprawach.

Słonie jeden po drugim wychodziły z dżungli na step. Zachęcane okrzykami mahutów, kroczyły w kierunku wierzbowych zarośli na brzegu rzeczki. W odległości około trzystu metrów od przybrzeżnego gąszczu słonie zmieniły szyk marszu. Teraz formowały tyralierę, której obydwa krańce, w miarę zbliżania się do wierzbowych chaszczy, coraz więcej wysuwały się do przodu. W ten sposób wkrótce utworzyły półkole opasujące kępę zarośli.

Słoń pięknej maharani znajdował się w samym środku owego półkola. Po prawej stronie księżnej jechał maharadża z dwoma Anglikami, z lewej zaś — Wilmowski, Tomek i bosman.

Krąg myśliwych ścieśnił się jeszcze bardziej w pobliżu gęstwiny. Bosman bacznym wzrokiem lustrujący bliski już teren łowów, poruszył się niespokojnie na słoniu i rzekł do swych przyjaciół:

— Gąszcz wierzbiny przypomina mi sak zwrócony otworem ku rzece. Jeśli tygrysy umieją pływać, to nici będą z naszego polowania. Umkną właśnie owym otworem i przepłyną na drugą stronę.

— Tygrysy nie boją się wody i pływają doskonale — odparł Wilmowski. — Dlatego też przypuszczam, że maharadża musiał przewidzieć ewentualną ich ucieczkę ku rzece.

— Nie ma obawy, tygrysy nam nie uciekną, widziałem łodzie płynące w kierunku osaczonego przez nas gąszczu — wtrącił Tomek. — Gdy tylko wyjechaliśmy z dżungli, zaraz przez lornetę rozejrzałem się po okolicy.

— Ha, jeśli tak sprawy wyglądają, to niebawem zacznie się diabelski taniec — mruknął marynarz.

вернуться

68

Dzik indyjski (Sus cristalus) — z wyjątkiem Australii oraz znacznej części Ameryki Północnej, dzikie świnie żyją w bagnistych lasach we wszystkich częściach świata.

вернуться

69

Antylopa nilgaj (boselaphus tragocamelus) — lubi rzadkie zarośla i dżungle, żyje w nich w małych stadkach, żeruje rano i wieczorem, a w czasie gorących godzin dnia odpoczywa. Nilgaj jest często spotykana w ogrodach zoologicznych.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)