Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 43
Перейти на страницу:

— Zdarzyło się wiele zadziwiających rzeczy i musimy zanalizować sytuację — powiedziałem. — Chciałbym poznać pańską opinię, Pawle.

W tej samej chwili do pokoju wszedł Lusin z Astrem, prowadząc pod rękę Andre. Andre miał na sobie nowe ubranie, był ogolony i porządnie uczesany. Przypominał teraz dawnego Andre, nieco tylko wychudłego i postarzałego. Tak pewnie wyglądali w starożytności ludzie wstający z łóżka po długiej chorobie. Wywołało to chwilowe zamieszanie.

— Pańskie sny, admirale — powiedział Romero, kiedy nowo przybyli usiedli — są chyba swoistą formą informacji przekazywanej przez naszych ukrytych przyjaciół z obozu Niszczycieli.

— Właśnie na uzyskanie takich przyjaciół spośród narodów gnębionych przez Zływrogów i samych Niszczycieli liczyłem, prowokując publiczną dyskusję ze zwierzchnikiem wrogów. I zdaje się, że osiągnąłem pewien sukces.

Romero zaoponował: — Tu nie chodzi o szeregowych Zływrogów, zyskaliśmy tajnych sprzymierzeńców w bezpośrednim otoczeniu Wielkiego Niszczyciela. Świadczą o tym wiadomości z narady w sztabie generalnym przeciwnika, z których jedna — nasza ewakuacja — już się potwierdziła. Odnoszę przy tym wrażenie, iż działają tu nie pojedynczy sympatycy, lecz cała organizacja przyjaciół, która być może spowodowała awarię na Trzeciej Planecie. Jedynym godnym zaufania źródłem informacji — zakonkludował Paweł — są dziś sny Elego. Zdaję sobie sprawę, że byłoby głupotą prosić admirała, aby zechciał jak najwięcej śnić. Można go jednak prosić, żeby zapamiętywał dosłownie wszystko, co ujrzy w swych majakach. Życzymy przyjemnych snów!

2

Czasami odnosiliśmy wrażenie, iż nasi strażnicy opuścili statek, tak swobodnie mogliśmy się poruszać po części mieszkalnej i parku. Wystarczyło jednak zbliżyć się do pomieszczeń służbowych i już nie wiadomo skąd pojawiał się dyżurny Zływróg. Zakazem nie była objęta tylko sala obserwacyjna, w której dniem i nocą tłoczyli się ludzie.

Nieraz łamałem sobie głowę nad zagadką, czemu Niszczyciele nas tam puszczają, zdradzając tym samym tajemnicę fortyfikacji Perseusza. Petri uważał, że czynili to umyślnie, aby zastraszyć nas swoją potęgą, a potem narzucić traktat pokojowy na własnych warunkach.

Wrogowie rzeczywiście mieli się czym pochwalić. Pędziliśmy w otoczeniu statków wrogiej eskadry, poza granicami wyznaczonej przez nie sfery rozpościerała się majestatyczna panorama: jedna gwiazda zastępowała drugą, nie było im końca, a przy każdej z nich mnożniki wykrywały planety, setki planet, zagospodarowanych, uprzemysłowionych, z miastami i fabrykami i tysiącami okrętów krążących wokół globów. Patrzyłem na to w przerażeniu, bo wróg istotnie był bardzo potężny.

Kamagin zapisywał w dzienniku pokładowym, zabranym z jego starego statku, wszystko, co dostrzegał na stereoekranie. Wkrótce na podstawie tych notatek sporządził schemat przebytej drogi, nie tak dokładny, jaki mógłby wykonać komputer, ale wystarczająco szczegółowy.

Jedynie na Osunie demonstracja potęgi Niszczycieli nie wywarła żadnego wrażenia. Uważał on mianowicie, że wszystkie te piekielnie uzbrojone planety ze sztucznymi księżycami i armadami krążowników są w trzech czwartych mistyfikacją. Wróg miał wedle jego opinii krążyć wokół tego samego rejonu i pokazywać go z różnych stron.

— Przypatrzcie się uważnie — dowodził, wodząc palcem po mapie Kamagina. — Charakterystyki planet powtarzają się. Dlaczego?

Nie przekonał mnie: lecieliśmy prosto na Pomarańczową, a nie krążyliśmy wokół niej. Wkrótce jednak Pomarańczowa zeszła z osi lotu. Minęliśmy ją i po paru dniach pomknęliśmy ku środkowi skupiska.

W dniu katastrofy byłem w laboratorium Mary, która ze świeżym zapałem badała prymitywne formy życia. Pomagał jej w tym Aster.

— Ożywimy nie tylko Niklową, lecz te wszystkie metalowe pustynie, jeżeli kiedykolwiek zdołamy do nich dotrzeć — mówiła żona. — Obok krystalicznych pseudoroślin zjawią się tam organizmy żywe, najpierw mikroskopijne, a później takie, do jakich przywykliśmy na Ziemi.

Nagle przez cały statek przebiegł skurcz. Wszystko zadygotało, ruchome przedmioty poderwały się ze swoich miejsc. Ściany zbliżały się ku sobie, a podłoga wznosiła się ku opadającemu sufitowi.

— Mary, co z tobą? — wykrzyknąłem przerażony, widząc, jak żona spłaszcza się niczym naleśnik, by po chwili spęcznieć i zamienić się w karzełka. Przypominało to widoki z gabinetu krzywych luster. Ja pewnie też wyglądałem nie lepiej, bo Mary zbladła i szarpnęła się, kiedy wreszcie udało mi się chwycić ją za rękę.

Wszystkie przedmioty wróciły po chwili do swych normalnych proporcji, ale „Cielec” nadal wibrował i cały statek wypełniony był łoskotem mechanizmów.

— Biegnijmy do sali obserwacyjnej! — krzyknąłem. — To jakiś nowy podstęp przeklętych Niszczycieli!

Na wewnętrznej uliczce omal nie zderzyłem się z pędzącym Orlanem. Tym razem nie miał eskorty, a jego wygląd świadczył o tym, że katastrofa również dla niego była zaskoczeniem. Chwyciłem go za ramię.

— Co się stało?

Orlan zaczął się w milczeniu wyrywać. Poczułem, że traci siły. Dowiedziałem się później, iż Niszczyciela pozbawionego środków technicznych, wszystkich tych pól grawitacyjnych, zakrzywionych powłok przestrzennych i wyładowań elektrycznych, może pokonać byle ziemskie dziecko.

— Puść mnie! — wychrypiał Orlan. — Wszyscy tu zginiemy, jeżeli mnie nie puścisz!

Mary szarpnęła mnie za rękaw. Niechętnie uwolniłem nienawistnego Zływroga i Orlan pomknął takimi niewiarygodnymi skokami, że aż mi zamigotało w oczach.

W sali obserwacyjnej uderzył mnie przeraźliwy krzyk Kamagina:

— Admirale, spadamy na Pomarańczową!

3

Trzy czwarte gwiazd skupiska zniknęło z ekranów, a pozostałe bladły w oczach. Chwyciłem lornetę mnożnika, ale i tam również dostrzegłem jedynie czarną pustkę.

— Zabawna przygoda! — powiedział Osima głosem, w którym nie było śladu lęku, a tylko zainteresowanie. Energiczny kapitan najwidoczniej zastanawiał się już, jaką korzyść możemy wyciągnąć z awarii.

Pomarańczowa nie świeciła, lecz pałała jak nieustanny jaskrawożółty rozbłysk eksplozji. Kamagin miał rację, spadaliśmy na nią, i to z coraz większą prędkością, wielokrotnie już teraz przekraczającą szybkość światła.

— Wkrótce nie będzie już żadnej gwiazdy powiedział w zadumie Romero. — Przedziwny świat! Czy panu, admirale, nie śniło się przypadkiem nic podobnego?

Gwiazdy nadal blakły i znikały, a za nimi zaczęły rozpływać się okręty wrogów. Wokół nas szalała burza, jakiej od dawna nie potrafiliśmy sobie nawet wyobrazić, burza nieustannie zmieniająca metrykę przestrzeni.

— Admirale Eli! Proszę do sterówki! — rozległ się z głośników ostry głos Orlam. — Natychmiast do sterówki!

Zawahałem się, ale Romero powiedział:

— Proszę iść, to nie zaszkodzi. Najwidoczniej zdarzyło się coś niezwykłego, skoro potrzebują pańskiej pomocy…

Sterówka była oświetlona, transportery siłowe nie działały i musiałem ręcznie otwierać drzwi. W pobliżu foteli stał Orlan ze swymi adiutantami. Skłoniłem się w odpowiedzi na jego powitanie.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 43
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)