Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 43
Перейти на страницу:

— Po coś tu przyszedł, Astrze? — zapytałem. Kazałem ci przecież zachowywać się tak, jakby mnie w ogóle nie było.

— Ojcze! — wyszeptał przez łzy. — Może przynajmniej nocą uda mi się podać ci coś do jedzenia?

Ale kawałki pokarmu nie chciały przechodzić przez siłową barierę, odskakiwały od niej, spadały na podłogę. Aster zaczął głośno szlochać.

— Idź spać! — rozkazałem, bojąc się, że jego rozpaczliwy płacz może obudzić Mary.

Nasza cichutka rozmowa zwróciła jednak uwagę Andre. Szaleniec spał mało i czujnie. Teraz podszedł do miejsca, skąd Aster usiłował się do mnie przebić, i oparł się łokciami o pole siłowe. Nie zwróciłem początkowo uwagi na jego mamrotanie sądząc, że znów mi radzi, abym zwariował. Dopiero po chwili dobiegły mnie wyraźne słowa: „Nie trzeba, nie trzeba!”

— Dajesz mi nową radę? — spytałem zdziwiony. — Odejdź, jestem bardzo zmęczony.

Tym razem usłyszałem powtórzone dwukrotnie zdanie:

— Tracisz rozum! Tracisz rozum!

— Ciesz się, istotnie tracę zmysły! — powiedziałem gorzko. — Tak jak chciałeś, Andre. Szukałem innego wyjścia, ale go nie znalazłem. Czemu się nie cieszysz?

— Nie trzeba! Nie trzeba!

Dopiero teraz zrozumiałem, o co mu chodzi. W głowie mi zawirowało i straciłem przytomność.

Kiedy się ocknąłem, Andre już nie było. Ułożyłem się ponownie na podłodze i zapadłem w gorączkowy sen. Wkrótce znów nawiedziło mnie widzenie statków Allana szturmujących twierdzę Perseusza.

Tym razem nie zobaczyłem pokrytej kopułą sali, lecz po prostu gwiezdną sferę na pograniczu skupiska Chi. Mknąłem wśród gwiazd, sam zamieniony w rodzaj ciała kosmicznego. Wiedziałem przy tym dokładnie, że jestem człowiekiem, a nie ciałem niebieskim i że nie lecę w kosmosie, lecz znajduję się w jakimś punkcie obserwacyjnym. Wiedziałem też, że na ekranie widnieją wizerunki gwiazd, a nie same gwiazdy.

Kiedy przede mną zabłysły ognie galaktyczne krążowników Allana, zacząłem je gorączkowo liczyć. Dwa rozciągnięte warkocze iskierek, po sto światełek w każdym, mknęły klinem w kierunku Perseusza. Ostrze klina celowało w Pomarańczową, która stopniowo mętniała i bladła. Wiedziałem już, co znaczy jej złowieszcze znikanie.

„Przebiją się czy nie?” — myślałem, wpatrując się w ciemne ciała ogarnięte masą jaskrawych ogni. Ciemnych karłów było niewiele, najwyżej dziesięć. Każdy z nich jednak miliony razy przewyższał masą gwiazdoloty eskadry.

Zobaczyłem oślepiającą eksplozję i chmary statków galaktycznych pędzących do epicentrum wybuchu anihilacyjnego, ujrzałem gwiazdy rozrzucone na boki ciśnieniem pęczniejącej przestrzeni i zagubioną w tym chaosie Pomarańczową. A eskadra ciągle gnała do przodu, tylko do przodu, nam na pomoc…

Potem jakaś nieznana siła pochwyciła moje nieważkie ciało i rzuciła do góry. Leciałem długo, nie wiedząc dokąd pędzę, ale przepełniało mnie cudowne i już niemal zapomniane uczucie swobody i wolności.

Wreszcie upadłem na podłogę w znajomej sali wypełnionej po brzegi cudacznymi figurami. Na tronie zasiadł naczelny Zływróg. Znalazłem się w sztabie Wielkiego Niszczyciela…

13

Nie dostrzeżono mnie, wiedziałem zresztą, że dostrzec mnie nie sposób, ale zręcznie odpełzłem w kąt, skąd doskonale widziałem wszystkich zebranych. Władca na coś w milczeniu czekał i wszyscy wokół niego także zachowywali milczenie. „Ich sprawy muszą bardzo źle stać, skoro są tak przygnębieni” — pomyślałem ze złośliwą radością.

Dostojnicy nagle się poruszyli. Jeden z nich zaczął przekazywać jakieś informacje, a robił to w sposób zdumiewający. Z ciemnej skrzyni, pod postacią której występował, wystrzelił ku górze pień obrastający w mgnieniu oka rozłożystą koroną. Gałęzie rozpełzły się po całej sali, pokrywały liśćmi rozjarzonymi fioletowym blaskiem. Patrzyłem na to jak urzeczony. Po chwili zorientowałem się ze zdumieniem, że doskonale rozumiem tę „krzaczastą mowę”. Drzewokształtny notabl przekazywał wiadomość, iż tylko awarią na Trzeciej Planecie można wytłumaczyć fakt niebezpiecznego wtargnięcia ludzkiej floty w peryferyjne obszary metryki nieeuklidesowej otaczającej skupisko Chi.

— Druga i Czwarta przejęły kontrolę nad zagrożonym obszarem. Pierwsza, Piąta i Szósta również przerzuciły część swoich pól grawitacyjnych na odcinek Trzeciej — szeleścił dostojnik. — Flocie wroga nie uda się przebić naszej gwiezdnej zapory, o Wielki…

Naczelny Zływróg w rozdrażnieniu błysnął oczyma. Rozłożysta korona mówcy zaczęła marszczyć się i opadać, by po chwili zupełnie zniknąć. Na podłodze sali znów stała tylko ciemna, obskurna skrzynia.

Wielki Niszczyciel zapytał grzmiącym głosem (tylko on i Orlan posługiwali się zwyczajną mową):

— Czy udało się odrzucić przeciwnika na pozycje wyjściowe?

— Udało się dokonać wiele, bardzo wiele — odparł mu inny dostojnik, który dla odmiany zamienił się w strumyk rozlewający się po podłodze. — Flotylli wroga nie udało się wedrzeć do wnętrza skupiska, nie udało się…

— Zostali wyrzuceni poza linię twierdz?

— Nie, na razie nie, ale są wypierani, stopniowo wypierani przez coraz silniejsze pola grawitacyjne… Wielki, zniecierpliwiony, machnął ręką i gadatliwy strumyk błyskawicznie wysechł.

— Zanihilowali dopiero jedną planetę, a holują ze sobą co najmniej dziesięć karłów. Co się stanie, jeżeli powtórzą anihilację?

Kolejni „mówcy” odpowiadali błyskami eksplozji, snopami iskier, pióropuszami płomieni, kłębami dymu lub mglistymi obłoczkami, a nawet smugami trudnych do zniesienia zapachów. Wszystkie te sposoby przekazywania informacji były dla mnie całkowicie zrozumiałe, dalszy dialog przytoczę w takiej postaci, jakby odbywał się on przy użyciu zwykłego ludzkiego języka:

— Jeżeli wrogowie zanihilują całą zabraną ze sobą materię kosmiczną i przekształcą ją w przestrzeń, uda się im wedrzeć do skupiska.

— Co wtedy?

— Pozostanie nam tylko bezpośrednie starcie całej naszej floty z ich flotą, walka na śmierć i życie do ostatecznego zwycięstwa…

— A jeżeli nie zdołamy zadać wrogom klęski?

— Musimy wycofać się na chronione planety i „okopać” się na nich.

— Innymi słowy, opuścić przestrzenie międzygwiezdne Perseusza, którymi władamy od wielu pokoleń — zakonkludował ponurym głosem Wielki Niszczyciel. Znaleźć się w sytuacji ściganych Galaktów, zablokowanych w swych gwiezdnych legowiskach? Bronić się bez nadziei na ostateczne zwycięstwo? Zgadzacie się na coś podobnego?

Okazało się, że nikt nie zgadza się z takim projektem. Opinię większości wyraził jakiś wybitny strateg, który przekazał ją w postaci kłębów wilgotnej mgły zaściełającej całą salę narad.

— Nasi przeciwnicy nie będą atakować ufortyfikowanych planet. Nie można liczyć na to, aby narażali na zgubę okręty swojej floty. Po prostu zjednoczą się z Galaktami, zabiorą z ich odblokowanych planet straszliwą broń biologiczną i unicestwią nas z dalekiego dystansu. Nie zapominajcie, że pełna mechanizacja naszych organizmów nie została jeszcze w pełni zakończona.

Władca zamyślił się.

— Racja! — zagrzmiał po chwili. — Postępowy proces prymitywizacji dopiero się rozpoczął. Zajęliśmy się sprawami drugorzędnymi i zbyt mało uwagi poświęcaliśmy najważniejszemu problemowi trzebienia pierwotnych komplikacji. Jeżeli działa biologiczne Galaktów zjawią się w pobliżu naszych planet, będziemy zgubieni. Nie możemy dopuścić do połączenia się ludzi z Galaktami. A teraz czekam na informację z Trzeciej Planety.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 43
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)