Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Wreszcie złota szkatułka przepięknej roboty, ozdobiona tymi samymi herbami co szabla i portret, stała na kominku, zgoła różna od reszty przedmiotów znajdujących się w tym mieszkaniu. Klucz od szkatułki Atos nosił zawsze przy sobie. Ale pewnego dnia otworzył ją w obecności Portosa i ten mógł się upewnić, że zawiera ona jedynie listy i papiery: zapewne listy miłosne i papiery rodzinne.
Portos zajmował przy ulicy Vieux-Colombier mieszkanie dość obszerne i prezentujące się okazale. Za każdym razem, gdy przechodził z którymś z przyjaciół pod oknami (przy jednym z nich niezmiennie stał Mousqueton w pełnej liberii), Portos podnosił głowę i wskazywał ręką: “Oto moje mieszkanie”. Ale nikt tam nigdy nie był, albowiem Portos nie zapraszał do siebie nikogo, tak że nie można było stwierdzić, czy pod okazałym wyglądem kryją się rzeczywiste skarby.
Jeśli idzie o Aramisa, zajmował on niewielkie mieszkanie złożone z gabinetu, jadalni i pokoju sypialnego, położonego jak pozostałe na parterze; ów pokój wychodził na mały ogród pełen zieleni, świeżości i cienia i całkowicie ukryty przed oczyma sąsiadów.
Co do d’Artagnana, wiemy już, jak mieszkał, i poznaliśmy jego służącego, imć Plancheta.
D’Artagnan, bardzo ciekawy z natury, jak zresztą wszyscy ludzie obdarzeni talentem do intryg, czynił wszystko, co w jego mocy, by się dowiedzieć, kim byli naprawdę Atos, Portos i Aramis; pod tymi imionami żołnierzy ukrywały się szlacheckie nazwiska, to było pewne, zwłaszcza jeśli idzie o Atosa, w którym na milę czuło się wielkiego pana. D’Artagnan zwrócił się zatem do Portosa, by zasięgnąć wiadomości o Atosie i Aramisie, i do Aramisa, by poznać Portosa.
Niestety, Portos nie wiedział o życiu milczącego towarzysza więcej niż inni. Mówiono, że był bardzo nieszczęśliwy w miłości i że straszliwa zdrada zatruła na zawsze życie tego dwornego człowieka. Jakaż to była zdrada? Nikt nie wiedział.
Co do Portosa, to prócz jego prawdziwego nazwiska, które znał tylko pan de Tréville, podobnie jak nazwiska dwóch jego towarzyszy, życie jego nie miało tajemnic. Portos był pyszałek i gaduła, toteż widać go było całego jak na dłoni. Jedyny błąd, jaki mógłby popełnić badacz jego charakteru, polegałby na tym, że uwierzyłby we wszystko dobre, co Portos sam mówił o sobie.
Natomiast Aramis, choć z pozoru można było sądzić, że nie ma żadnych sekretów, był młodzieńcem bardzo tajemniczym; odpowiadał skąpo na pytania dotyczące innych i unikał pytań na temat własnej osoby. Pewnego dnia d’Artagnan wypytujący go długo o Portosa, krążyły bowiem pogłoski, że ów muszkieter pozyskał względy pewnej księżny, chciał również dowiedzieć się czegoś o miłosnych przygodach swego rozmówcy:
— A ty sam, mój drogi towarzyszu — powiedział — co mówisz o baronowych, hrabinach i księżnych, udzielających swych łask innym?
— Przepraszam bardzo, mówiłem o tym, ponieważ Portos sam o tym mówi i głośno chwali się swymi triumfami przede mną. Ale wierzaj mi, mój drogi d’Artagnanie, gdybym wiedział o tym z innego źródła albo gdyby mi się zwierzył, nie znalazłby spowiednika bardziej dyskretnego ode mnie.
— Nie wątpię o tym — podjął d’Artagnan — ale w końcu wydaje mi się, że sam jesteś dość blisko z dobrze urodzonymi osobami, świadectwem chociażby owa haftowana chustka, której zawdzięczam znajomość z tobą.
Tym razem Aramis wcale się nie rozgniewał, ale przybrał najskromniejszą minę i odparł serdecznie:
— Nie zapominaj, mój drogi, że mam zostać sługą kościoła i unikam wszelkich uciech światowych. Owa chustka, którą widziałeś, nie została mi ofiarowana, zapomniał jej u mnie jeden z moich przyjaciół. Musiałem ją schować, by nie skompromitować obojga, jego i damy, którą kocha. Jeśli idzie o mnie, nie mam i nie chcę mieć kochanki, idąc za godnym przykładem Atosa, który jej nie ma tak samo jak i ja.
— Ale u licha, przecież nie jesteś księdzem, skoro jesteś muszkieterem.
— Muszkieterem per interim[3] mój kochany, jak powiada kardynał, muszkieterem wbrew chęci, ale sługą kościoła w głębi serca, możesz mi wierzyć. Atos i Portos skłonili mnie, bym się czymś zajął, w chwili kiedy miałem otrzymać święcenia, pewna trudność z... Ale to cię zapewne nie interesuje i zabieram ci cenny czas.
— Bynajmniej, bardzo mnie to interesuje! — zawołał d’Artagnan — i w tej chwili nie mam nic do roboty.
— Tak, ale ja muszę zmówić brewiarz — odparł Aramis — potem ułożyć kilka wierszy, o które poprosiła mnie pani d’Aiguillon, wreszcie trzeba mi się udać na ulicę Saint-Honoré, by kupić różu dla pani de Chevreuse. Widzisz więc, mój przyjacielu, że jeśli ty nawet masz wolny czas, mnie zgoła go braknie.
Tu Aramis wyciągnął serdecznie rękę do swego młodego towarzysza i pożegnał się z nim.
D’Artagnan, choć zadawał sobie wiele trudu, nie mógł dowiedzieć się nic więcej o swoich trzech nowych przyjaciołach. Postanowił więc wierzyć na razie we wszystko, co mówiono o ich przeszłości, mając nadzieję, że przyszłość przyniesie mu obfitsze i bardziej dokładne wiadomości. Tymczasem w jego mniemaniu Atos był Achillesem, Portos Ajaksem, a Aramis Józefem.
Zresztą czterej młodzieńcy pędzili żywot bardzo wesoły. Atos grał, ale stale przegrywał. Jednakże nie pożyczał nigdy ani grosza od swych przyjaciół, choć sakiewka jego stała dla nich zawsze otworem, a gdy grał na słowo, budził swego wierzyciela o szóstej rano, by zapłacić mu wczorajszy dług.
Z Portosem zdarzało się rozmaicie: kiedy wygrywał, bywał zuchwały i pyszny, jeśli przegrał, znikał bez śladu na kilka dni, po czym zjawiał się z twarzą wybladłą i rzadką miną, ale z pieniędzmi w kieszeni.
Aramis natomiast nie grał nigdy. Był to najgorszy muszkieter i najbardziej niefortunny towarzysz zabawy, jakiego można napotkać. Zawsze miał ochotę pracować. Nieraz podczas obiadu, gdy przyjaciele rozgrzani winem i rozmową chcieliby pozostać przy stole jeszcze dwie lub trzy godziny, Aramis spoglądał na zegarek, wstawał z pełnym wdzięku uśmiechem i żegnał się z resztą towarzystwa, ponieważ musiał, jak powiadał, naradzić się z jakimś teologiem, z którym był umówiony. Innym razem wracał do domu pisać rozprawę i prosił przyjaciół, by mu nie przeszkadzali.
Atos uśmiechał się swym czarującym i melancholijnym uśmiechem, który tak harmonizował z jego szlachetną twarzą, a Portos popijał, zaklinając się, że Aramis wykieruje się na wiejskiego proboszcza.
3
Per interim (łac.) — tymczasowo.