Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Nieźle to wygląda — rzekł Atos skosztowawszy wpierw wina z miną znawcy i dając znak głową, że jest dobre — można będzie wyciągnąć od tego poczciwego jegomościa pięćdziesiąt do sześćdziesięciu pistoli. Trzeba się jednak zastanowić, czy dla tej sumy warto narazić cztery głowy.
— Ale zwróć uwagę — zawołał d’Artagnan — że jest w to wmieszana kobieta, że tę kobietę porwano, że grożą jej, torturują może, a wszystko dlatego, że jest wierna swojej pani!
— Miej się na baczności, d’Artagnanie — rzekł Aramis — zbytnio się przejmujesz losem pani Bonacieux. Kobieta została stworzona na naszą zgubę i jest przyczyną wszystkich naszych nieszczęść.
Słysząc te słowa Atos zmarszczył brwi i przygryzł usta.
— Nie niepokoję się zgoła o panią Bonacieux — zawołał d’Artagnan — ale o królową. Nie dba o nią król, prześladuje ją kardynał i biedaczka patrzeć musi, jak jedna po drugiej spadają głowy wszystkich jej przyjaciół.
— Dlaczego więc kocha tych, których nienawidzimy najbardziej, Hiszpanów i Anglików?
— Hiszpania jest jej ojczyzną — odparł d’Artagnan — i nic dziwnego, że kocha Hiszpanów, są dziećmi tej samej ziemi. Jeśli idzie o drugi zarzut, słyszałem, że kocha nie Anglików, lecz jednego Anglika.
— Na honor — rzekł Atos — trzeba przyznać, że ten Anglik jest prawdziwie godzien miłości. Nie widziałem człowieka o wspanialszej postawie.
— Nie mówiąc już o wspaniałości jego stroju — dodał Portos. — Byłem w Luwrze tego dnia, kiedy rozsypał perły; podniosłem dwie i sprzedałem je, każdą za dziesięć pistoli. Czy go znasz, Aramisie?
— Równie dobrze jak wy, panowie, byłem bowiem z ludźmi, którzy w ogrodach Amiens[*] zatrzymali księcia; dostałem się tam za sprawą pana de Putange[*], giermka królowej. Byłem podówczas w seminarium i zdawało mi się, że król został dość okrutnie potraktowany.
— Co nie przeszkadza, że gdybym wiedział, gdzie jest książę Buckingham — rzekł d’Artagnan — wziąłbym go za rękę i zaprowadził do królowej, chociażby po to, by rozwścieczyć pana kardynała; w samej rzeczy bowiem, panowie, naszym prawdziwym, jedynym, wiecznym wrogiem jest kardynał i gdyby można było spłatać mu jakąś okrutną sztuczkę, chętnie ryzykowałbym głową.
— I kramarz powiedział ci, d’Artagnanie — podjął Atos — że zdaniem królowej sprowadzono Buckinghama podając zmyślony powód?
— Obawia się tego.
— Poczekajcie — rzekł Aramis.
— A o co chodzi? — zapytał Portos.
— Próbuję sobie przypomnieć szczegóły.
— Teraz jestem pewien, że porwanie tej niewiasty z otoczenia królowej wiąże się z wypadkami, o których mówimy, a może również z obecnością pana Buckinghama w Paryżu.
— Temu Gaskończykowi nie zbywa na pomysłach — rzekł Portos z podziwem.
— Bardzo lubię go słuchać — wtrącił Atos — jego gwara mnie bawi.
— Panowie — odezwał się Aramis — wysłuchajcie mnie.
— Słuchajmy, co powie Aramis — rzekli trzej przyjaciele.
— Byłem wczoraj u pewnego uczonego doktora teologii, zasięgam niekiedy jego rad pomocnych mi w studiach...
Atos uśmiechnął się.
— Mieszka na odludziu — ciągnął Aramis — jego upodobania i zawód wymagają tego. Otóż w chwili, kiedy wychodziłem od doktora...
Tu Aramis urwał.
— No i co? — zapytali słuchacze — co się stało w chwili, kiedy od niego wychodziłeś?
Zdawało się, że Aramis uczynił wysiłek niczym człowiek, który, zabrnąwszy w kłamstwie, widzi, że coś zgoła nieprzewidzianego staje mu na przeszkodzie; ale trzej towarzysze nie spuszczali go z oka i cali zamienili się w słuch, tak że za późno już było się wycofać.
— Ów doktor ma siostrzenicę — ciągnął Aramis.
— Ach, ma siostrzenicę! — przerwał Portos.
— Bardzo godną damę — rzekł Aramis.
Trzej przyjaciele zaczęli się śmiać.
— Jeśli będziecie się śmiać albo powątpiewać w moje słowa — podjął Aramis — nic się nie dowiecie.
— Wierzymy w twoje słowa jak mahometanie w proroka i milczymy jak groby — powiedział Atos.
— Mówię więc dalej — rzekł Aramis. — Ta siostrzenica odwiedza od czasu do czasu swego wuja; wczoraj właśnie była u niego i tak się złożyło, że musiałem ją odprowadzić do karocy.
— Ach, więc siostrzenica doktora ma karocę? — przerwał Portos, którego wadą była niepowściągliwość języka — piękna znajomość, mój przyjacielu.
— Portosie — rzekł Aramis — zwracałem ci już nieraz uwagę, że jesteś niedyskretny i że nie przysparza ci to łask u kobiet.
— Panowie, panowie — zawołał d’Artagnan, który domyślał się już, o co chodzi — sprawa jest poważna, postarajmy się nie żartować. Dalej, Aramisie.
— Naraz jakiś rosły mężczyzna o ciemnych włosach i postawie szlachcica... podobny do twojego, d’Artagnanie...
— Ten sam może — powiedział d’Artagnan.
— To możliwe — ciągnął Aramis — zbliżył się do mnie (towarzyszyło mu kilku ludzi, którzy postępowali za nim w odległości dziesięciu kroków) i rzekł najuprzejmiejszym tonem: “Mości książę i ty, pani” — zwracając się do damy, którą prowadziłem pod ramię...
— Do siostrzenicy doktora?
— Uspokójże się, Portosie! — rzekł Atos — jesteś nieznośny.
— “Zechciejcie wsiąść do tej karocy nie stawiając oporu i nie czyniąc hałasu”.
— Wziął cię za Buckinghama! — zawołał d’Artagnan.
— Tak właśnie myślę — odparł Aramis.
— A ta dama? — zapytał Portos.
— Wziął ją za królową! — rzekł d’Artagnan.
— Niewątpliwie — odparł Aramis.
— Ten Gaskończyk to prawdziwy diabeł! — zawołał Atos — nic nie uchodzi jego uwagi.
— W samej rzeczy — powiedział Portos — Aramis wzrostem i postawą przypomina nieco pięknego księcia, jednakże wydaje mi się, że strój muszkietera...
— Miałem na sobie obszerny płaszcz — rzekł Aramis.
— W lipcu? — rzekł Portos — tam u licha, czy doktor obawia się, że cię kto rozpozna?
— Rozumiem jeszcze, że szpiega mogła zmylić postawa — powiedział Atos — ale twarz...
— Miałem na głowie wielki kapelusz.
— Mój Boże — zawołał Portos — jakże trzeba być ostrożnym studiując teologię!
— Panowie, panowie — rzekł d’Artagnan — nie traćmy czasu na żarty, biegnijmy szukać żony kramarza, w tym sedno sprawy.
— Tak sądzisz, d’Artagnanie?
— Kobieta tak niskiego stanu! — rzekł Portos krzywiąc się z pogardą.
— To chrześniaczka La Porte’a, zaufanego giermka królowej. Czy nie powiedziałem wam o tym, panowie? Zresztą Jej Królewska Mość może z rozmysłu szukać pomocy tak nisko. Wielkie głowy widać z daleka, a kardynał ma dobry wzrok.
— Zgoda więc — rzekł Portos — ale ułóż się wpierw z kramarzem, i to za dobrą cenę.
— To zbyteczne — powiedział d’Artagnan — jestem bowiem pewien, że jeśli on nam nie zapłaci, zapłaci nam kto inny.
W tej chwili rozległy się szybkie kroki na schodach, drzwi otwarły się z hałasem i nieszczęsny kramarz wpadł do pokoju, gdzie odbywała się rada.
— Panowie — zawołał — ratujcie mnie w imię Boga! Czterech ludzi przyszło mnie aresztować! Ratujcie mnie, ratujcie!
Portos i Aramis wstali.
— Spokojnie — zawołał d’Artagnan dając im znak, by włożyli z powrotem do pochew na wpół wyciągnięte szpady — spokojnie, tu nie trzeba odwagi, ale ostrożności.