Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 167
Перейти на страницу:

Planchet, służący d’Artagnana, pogodnie przyjmował łaski losu; otrzymywał trzydzieści soldów dziennie i przez miesiąc wracał do domu wesoły jak szczygieł i najprzychylniej usposobiony do swego pana. Kiedy los się odwrócił i nieprzyjazny wiatr powiał na ulicę des Fossoyeurs, to znaczy kiedy nie zostało nic lub prawie nic z czterdziestu pistoli ofiarowanych przez króla, służący zaczął narzekać, co Atos uznał za nudne, Portos za bezsensowne, a Aramis za śmieszne. Atos poradził tedy d’Artagnanowi odprawić hultaja, Portos był zdania, że należy go wpierw oćwiczyć, Aramis zaś uważał, że pan może słuchać od służącego tylko samych pochwał.

— Łatwo to wam powiedzieć — mówił d’Artagnan — tobie, Atosie, bo nie gadasz z Grimaudem, zabraniasz mu mówić, a tym samym nigdy nie usłyszysz od niego lichego słowa; tobie Portosie, bo prowadzisz wspaniały żywot i jesteś bogiem dla Mousquetona; tobie wreszcie, Aramisie, bo wciąż zajęty swymi studiami teologicznymi budzisz najgłębszy szacunek w Bazinie, człowieku łagodnym i pobożnym; ale ja nie mam ani pozycji, ani majątku, nie jestem ani muszkieterem, ani gwardzistą. Jak mam postąpić, by natchnąć Plancheta miłością, strachem lub szacunkiem?

— Sprawa jest poważna — odparli trzej przyjaciele — nadto zaś jest to sprawa natury prywatnej. Ze służącymi rzecz ma się tak samo jak z kobietami: trzeba im wyznaczyć od razu właściwe miejsce. Zastanów się zatem.

D’Artagnan się zastanowił i doszedł do wniosku, że w każdym razie Planchetowi dobrze zrobią cięgi, po czym zabrał się do tego z sumiennością, cechującą go we wszystkim. Złoiwszy Planchetowi skórę, zabronił mu porzucać służbę bez zezwolenia.

— Czeka mnie na pewno świetna przyszłość — powiedział — szczęście się odwróci. Twój los będzie więc zapewniony, jeśli zostaniesz ze mną, a jestem zbyt dobrym panem, by wyrządzić ci krzywdę zwalniając cię, jak o to prosisz.

Ten sposób postępowania wzbudził wielki szacunek muszkieterów dla talentów dyplomatycznych d’Artagnana, Plancheta również ogarnął podziw i nie mówił już więcej o odejściu.

Czterej muszkieterowie żyli więc razem. D’Artagnan, który nie miał żadnych przyzwyczajeń, przybywał bowiem z prowincji i znalazł się w całkiem nowym świecie, przyjął natychmiast zwyczaje przyjaciół.

Wstawano około ósmej w zimie, a około szóstej rano w lecie, za czym muszkieterowie udawali się do pana de Tréville po rozkazy i wiadomości. D’Artagnan, choć nie był muszkieterem, wypełniał obowiązki ze wzruszającą dokładnością; stale był na służbie, ponieważ niezmiennie towarzyszył temu z trzech przyjaciół, któremu służba wypadła. Znano go w pałacu muszkieterów i każdy uważał go za dobrego kolegę; pan de Tréville, który ocenił młodzieńca od pierwszego rzutu oka i odnosił się do niego z prawdziwą sympatią, nie przestawał go polecać względom królewskim.

Ze swej strony trzej muszkieterowie bardzo lubili młodego towarzysza. Przyjaźń łącząca tych czterech ludzi oraz konieczność widywania się kilka razy na dzień czy to z okazji pojedynku, czy dla załatwienia spraw, czy też dla rozrywek, sprawiały, że nieustannie biegli jeden za drugim niczym cienie i wciąż spotykano nierozłącznych przyjaciół szukających się między Luksemburgiem a placem Saint-Sulpice[*] i między ulicą Vieux-Colombier a Luksemburgiem.

Tymczasem pan de Tréville nie zapomniał o swych obietnicach. Pewnego dnia król polecił kawalerowi des Essarts wziąć d’Artagnana do kompanii gwardzistów. D’Artagnan z westchnieniem włożył strój gwardzisty; oddałby dziesięć lat życia, by go zamienić na opończę muszkietera. Pan de Tréville przyrzekł mu tę łaskę po dwuletnim nowicjacie, termin ten mógł być zresztą skrócony, jeśli nastręczyłaby się sposobność i d’Artagnan oddałby jakąś przysługę królowi lub dokonał świetnego czynu. D’Artagnan musiał się zadowolić tą obietnicą i następnego dnia wstąpił do kompanii kawalera des Essarts.

Teraz z kolei Atos, Portos i Aramis pełnili służbę z d’Artagnanem. Tym sposobem kompania kawalera des Essarts otrzymała czterech ludzi zamiast jednego w dniu, kiedy wstąpił do niej d’Artagnan.

Rozdział VIII

DWORSKA INTRYGA

Jednakże czterdzieści pistoli króla Ludwika XIII, podobnie jak wszystkie rzeczy tego świata, miały swój początek i koniec, a od chwili kiedy ów koniec nastąpił, nasi czterej druhowie popadli w kłopoty. Zrazu Atos utrzymywał kompanię ze swych zasobów, następnie przyszła kolej na Portosa; Portos znikł nagle, jak to miał w zwyczaju, po czym wrócił i przez dwa tygodnie łożył na wszystkie wydatki. Wreszcie do dzieła przystąpił Aramis, który wywiązał się chętnie z obowiązku: udało mu się zdobyć kilka pistoli ze sprzedaży ksiąg teologicznych, jak twierdził.

Wówczas, jak zwykle, trzeba było się uciec do pomocy pana de Tréville: wypłacił im zaliczkę na rachunek żołdu. Ale ta zaliczka nie mogła wystarczyć na długo trzem muszkieterom, którzy mieli stare długi, i gwardziście, który nie miał ich jeszcze.

Wreszcie, kiedy ujrzeli, że czeka ich bieda, zebrali z wielkim trudem osiem czy dziewięć pistoli i dali je Portosowi, by spróbował szczęścia w grze. Niestety, szczęście mu nie dopisało; stracił wszystkie pieniądze, a ponadto przegrał dwadzieścia pięć pistoli na słowo.

Od tej chwili bieda zamieniła się w nędzę; można było ujrzeć czterech zgłodniałych druhów, gdy w towarzystwie służących przebiegali ulice i koszary szukając gdzie się da zaproszenia na obiad; zdaniem Aramisa bowiem należy w chwilach dostatku siać zaproszeniami na prawo i lewo, by w ciężkiej chwili znaleźć kilka dla siebie.

Atos został zaproszony cztery razy i za każdym razem zabierał ze sobą przyjaciół wraz z ich służącymi. Portosowi nadarzyło się sześć okazji i również nie zapomniał o towarzyszach; Aramisowi osiem. Jak mogliśmy zauważyć, był to człowiek, który mało robił hałasu, ale skrupulatnie wypełniał, co do niego należało.

D’Artagnan nie znał jeszcze nikogo w stolicy, udało mu się jedynie zdobyć śniadanie u pewnego księdza z Gaskonii i obiad u chorążego gwardii. Zaprowadził swoją armię do księdza, gdzie prócz zapowiedzianej czekolady unicestwiono zapasy przygotowane na dwa miesiące, oraz do chorążego, który dokazywał prawdziwych cudów; ale — jak mawiał Planchet — je się tylko jeden raz, nawet gdy się je dużo.

D’Artagnan czuł się więc dość upokorzony, że w zamian za uczty, które były zasługą Atosa, Portosa i Aramisa, mógł ofiarować swym towarzyszom tylko półtora posiłku, ponieważ śniadanie u księdza można było uznać jedynie za pół posiłku. Czuł się ciężarem dla przyjaciół, zapominając z młodzieńczą wielkodusznością, że żywił ich przez miesiąc, i jego skołatana głowa zaczęła pracować żywo. Doszedł do wniosku, że ten związek czterech dzielnych i przedsiębiorczych młodzieńców powinien mieć inny cel aniżeli przechadzki, lekcje fechtunku i mniej lub bardziej dowcipne żarciki.

W istocie czterej ludzie tacy jak oni, jeden drugiemu gotowi oddać nie tylko sakiewkę, ale i życie, czterej ludzie skorzy do wzajemnej pomocy, nie cofający się nigdy, oddzielnie lub razem wypełniający decyzje wespół podjęte; cztery ramiona, zagrażające czterem stronom świata lub skierowane w jedną stronę, powinny były niezawodnie, skrycie lub jawnie, fortelem lub przebojem, podstępem lub siłą, utorować drogę do celu, choćby to był cel najtrudniejszy i najbardziej odległy. D’Artagnan był zdumiony, że jego towarzyszom nigdy nie przyszło to na myśl. Kiedy on sam myślał o tym bardzo serio, łamiąc sobie głowę, by znaleźć zastosowanie dla tych czterech sił stanowiących jedną, a nie wątpił, że jest to potęga, zdolna ruszyć świat z posad, niczym owa dźwignia, nad którą biedził się Archimedes, zapukano lekko do drzwi. D’Artagnan obudził Plancheta i kazał otworzyć.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)