Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 207 208 209 210 211 212 213 214 215 ... 236
Перейти на страницу:

— Szkolę konie i damane — odrzekła, zaglądając do klatki ze śpiącym lwem. Zwierzę widoczne było tylko w postaci dużego kształtu zalegającego słomę za grubymi kratami. — Czy naprawdę ma czarną grzywę? W całym Seanchan nie ma ani jednego lwa z czarną grzywą.

Ta dziewczyna szkoliła damane?! Dla przyjemności?! O Światłości!

— Konie? Jakiego rodzaju konie?

Może chodziło jej o bojowe rumaki, które przygotowywała do udziału w bitwach? No bo skoro szkoliła cholerne damane...

— Pani Anan twierdzi, że jesteś łajdakiem, Zabawko. — Przemawiała głosem chłodnym, opanowanym. Obróciła się nagle do niego, jej twarz wciąż ginęła w cieniu kaptura. — Ile kobiet całowałeś?

Lew zbudził się i zawarczał. Ten głęboki dźwięk powinien każdego przyprawić o gęsią skórkę. Tuon jednakże nie cofnęła się nawet o krok.

— Chyba znowu zaczyna padać — odparował słabo. — Selucia mi nie daruje, jeśli z powodu spaceru przemokniesz.

Usłyszał cichy śmiech dziewczyny. Czyżby powiedział coś zabawnego?

Istniała oczywiście cena, którą musiał zapłacić. Być może sytuacja zmieniła się na jego korzyść, a może i nie, jeśli jednak sytuacja zmienia się, zawsze trzeba płacić...

— Stadko paplających srok — poskarżył się później Egeanin. Na horyzoncie tkwiło popołudniowe słońce w kształcie czerwono-złotej półkuli, częściowo przysłoniętej chmurami. Teren widowiska tonął w długich cieniach. Jeszcze nie spadł deszcz, a oni oboje mimo zimna siedzieli zgarbieni przy zielonym wozie, który dzielili. Udawali, że grają w kamienie, tak przynajmniej musieli sądzić mijający ich ludzie. A sporo osób kręciło się po siedzibie widowiska Luki. Dorośli pospiesznie wykonywali swoje przedwieczorne obowiązki, dzieci łapały ostatnią przed zapadnięciem nocy szansę na zabawę, tocząc koła przez płytkie kałuże lub grając w piłkę. Mijające ich kobiety unosiły spódnice i zerkały na wóz, lecz nawet gdy skrywały twarze pod kapturami, Mat domyślał się ich min. Niewiele kobiet z widowiska z nim rozmawiało. Poirytowany głośno zagrzechotał czarnymi kamieniami, które trzymał w lewej ręce. — Dostaną swoje złoto, kiedy dotrzemy do Lugard. Tylko o to powinni się troszczyć. Niech nie wtykają nosa w moje sprawy.

— Nie możesz ich za to winić — Egeanin wycedziła odpowiedź, wpatrując się w planszę. — Mieliśmy udawać parę zbiegłych kochanków, a ty więcej czasu spędzasz z... nią niż ze mną. — Egeanin ciągle musiała nad sobą panować, aby nie nazywać Tuon Wysoką Lady. — Zachowujesz się przy niej jak mężczyzna, który zaleca się do kobiety. — Wyciągnęła rękę z zamiarem umieszczenia kamienia na kratce, jej dłoń wszakże zawisła nad planszą. — Nie sądzisz chyba, że ona dopełni rytuału, prawda? Nie możesz być aż tak wielkim głupcem!

— Jakiego rytuału? O czym ty mówisz?

— Trzy razy tamtej nocy w Ebou Dar nazwałeś ją swoją żoną — odparła powoli. — Naprawdę nie wiesz?! Kiedy kobieta powtórzy trzykrotnie, że dany mężczyzna jest jej mężem, a on trzykrotnie nazwie ją swoją żoną, zostają sobie poślubieni. Zwykle potrzebne są również błogosławieństwa, jeśli jednak oboje oświadczą swoją wolę zgodnie i w obliczu świadków, po prostu zostają małżeństwem. Naprawdę o tym nie wiedziałeś?

Cauthon roześmiał się i wzruszył ramionami. Odniósł nagle wrażenie, że ktoś przysuwa mu nóż do karku. Czasami jednak dobry nóż paradoksalnie daje mężczyźnie poczucie komfortu. Tym niemniej jego śmiech zabrzmiał ochryple.

— Tyle że Tuon niczego takiego nie powiedziała. — Szczególnie że cholernie skutecznie wpychał jej w tamtej chwili knebel w usta! — A więc wszystkie moje słowa z tamtego dnia zupełnie nic nie znaczą — dorzucił.

Rozumiał jednak, co Egeanin zamierzała mu powiedzieć. Wiedział, co usiłowała wyjaśnić... Zwłaszcza, że już mu powiedziano, kogo poślubi!

— W przypadku przedstawicieli Krwi istnieje niewielka różnica. Czasami pan wielkiego rodu z jednego końca Imperium poślubia arystokratkę z drugiego końca kraju. Dochodzi wówczas do tak zwanego małżeństwa ułożonego. W przypadku rodziny cesarskiej nie istnieją zresztą małżeństwa innego rodzaju. Czasami nawet para nie czeka, aż się połączy, lecz każde potwierdza fakt ślubu w miejscu, w którym się w danej chwili znajduje. Jeśli oboje złożą swoje oświadczenie głośno, wobec świadków, w okresie nie dłuższym niż rok i dzień, małżeństwo zostaje prawnie uznane. Naprawdę o tym nie wiedziałeś?!

Mat zadumał się i kamienie wypadły mu z dłoni na planszę, od której się odbiły, odskakując na wszystkie strony. Może on nie znał tych seanchańskich zasad, jednak cholerna mała Tuon znała je wszak doskonale! Może uważała całą rzecz za przygodę albo za jakiś rodzaj gry. Może uznała porwanie za rozrywkę podobną do szkolenia koni czy przeklętych damane! A Cauthon czuł, że jest pstrągiem czekającym na jej haczyk.

Przez dwa dni trzymał się z dala od purpurowego wozu. Żadne działanie nie miało sensu, gdyż cholerny symboliczny haczyk od dawna tkwił w jego ustach. Mat wprawdzie sam go sobie tam włożył, nie musiał wszakże paskudztwa połykać. Chociaż... z drugiej strony wiedział, że oczekuje jedynie na moment, w którym dziewczyna postanowi szarpnąć żyłkę.

Mimo iż wozy widowiska przemieszczały się niezwykle powoli, w końcu dotarły do przystani promu przewożącego ludzi przez Eldar: z Alkindaru na zachodnim brzegu do Coramenu na brzegu wschodnim. Zarówno Alkindar, jak i Coramen były schludnymi, małymi miastami otoczonymi murem i zabudowanymi kamiennymi gmachami krytymi dachówkami. W każdej z dwóch miejscowości można było naliczyć pół tuzina doków.

Słońce wspinało się coraz wyżej, niewiele obłoków przerywało błękit nieba, a te nieliczne kojarzyły się ze świeżo wypraną białą wełną. Cauthon pomyślał, że tego dnia chyba również nie spadnie deszcz. Miejsce przeprawy wyglądało na ważny punkt, w dokach cumowało sporo statków towarowych, które przypłynęły z górnej partii rzeki; duże promy przypominające z wyglądu barki płynęły powoli z jednego miasta do drugiego. Seanchanie najwidoczniej myśleli podobnie jak Mat, w każdym razie rozbili obozy wojskowe w pobliżu obu miejscowości, a wnosząc po kamiennych murach rosnących wokół obozowisk i kamiennych budowli wznoszących się wewnątrz, nie mieli zamiaru zbyt szybko odejść.

Cauthon na Oczku przeprawił się promem wraz z pierwszymi wozami. Kasztanowy wałach wyglądał na tyle przeciętnie dla niewprawnego oka, że zupełnie dobrze pasował do mężczyzny w prostym płaszczu z szorstkiej wełny i naciągniętej na uszy ze względu na zimno wełnianej czapce. Tak naprawdę Mat nie rozważał szybkiej ucieczki na lesiste pasmo pagórków rozciągających się za Coramenem. Owszem, pomyślał o tej możliwości, lecz praktycznie nie brał jej pod uwagę. Wiedział, że Tuon i tak nie da mu spokoju. Z tego też powodu siedział na koniu przy końcu jednej z kamiennych przystani i obserwował, jak członkowie widowiska najpierw przeprawiają się przez rzekę, a później powoli przejeżdżają przez miasto. Na przystani dostrzegł Seanchan — oddział silnych, muskularnych mężczyzn odzianych w złożone z segmentów zbroje pomalowane na niebieskie i ciemnozłote pasy; żołnierzami dowodził szczupły, młody oficer z jednym cienkim, niebieskim piórem na dziwnym hełmie. Wydawało się, że ich jedynym zadaniem jest utrzymanie porządku, jednakże oficer sprawdził dokumenty Luki dotyczące koni, Luca zaś zapytał „szlachetnego pana”, czy zna jakieś miejsce idealne dla siedziby widowiska i na pokaz. Cauthon miał ochotę rozpłakać się z rozpaczy. Na ulicy za sobą widział żołnierzy w pasiastych zbrojach. Wchodzili do sklepów i tawern lub z nich wychodzili. Dostrzegł rakena o długich, żebrowanych skrzydłach, który opadł z nieba i osiadł nad rzeką przy jednym z obozów. Trzy bądź cztery inne rakeny o wężowatych szyjach stały już na ziemi. W tych obozach stacjonowały zapewne setki Seanchan, a może i tysiąc. A Luca jak gdyby nigdy nic postanowił dać tu przedstawienie.

1 ... 207 208 209 210 211 212 213 214 215 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)