Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 206 207 208 209 210 211 212 213 214 ... 236
Перейти на страницу:

Uśmiechnął się i pożegnał, zanim komuś przyszło na myśl go wyprosić. Strategia. Myśl o przyszłości. Niespodziewane działania. Następnej nocy przyniósł mały kwiat wykonany z czerwonego papieru przez jedną ze szwaczek współpracujących z widowiskiem. Kwiat wręczył zaskoczonej Selucii. Setalle uniosła brwi, zdumiona była nawet Tuon. Taktyka. Pozbawił przeciwnika równowagi. W sumie, kiedy się nad tym skupić, kobiety i bitwy wcale aż tak bardzo się od siebie nie różniły. Jedne i drugie dziwiły człowieka i w każdej chwili groziła mu wtedy śmierć. O ile zachowywał się nieostrożnie.

Każdej nocy Cauthon odwiedzał purpurowy wóz i grał z Tuon w kamienie pod czujnym okiem Setalle i Selucii. Koncentrował się wyłącznie na kratkowanej planszy. Dziewczyna grała doskonale i nieraz przyłapywał się na obserwacji, jak układała kamienie dwoma palcami, z osobliwym wdziękiem odginając w tył pozostałe. Przyzwyczaiła się do długich na cal paznokci i bardzo uważała, by ich sobie nie połamać. Jej oczy w pewnym sensie również stanowiły niebezpieczeństwo. Mat starał się nie planować wcześniej swoich posunięć, ponieważ odnosił irracjonalne wrażenie, iż Tuon sięga wzrokiem do wnętrza jego czaszki. Równocześnie usiłował się bardzo przykładać do gry i udało mu się wygrać cztery partie z następnych siedmiu. Tuon była usatysfakcjonowana, ilekroć wygrała i zdeterminowana, gdy przegrała, lecz nigdy nie wpadała w złość (czego się obawiał). Oszczędzała mu też zjadliwych komentarzy, upierając się jedynie przy nazywaniu go Zabawką; rzadko również obnosiła się z typową dla siebie lodowatą, królewską dumą — przynajmniej, póki grali. Gra po prostu sprawiała jej przyjemność i cieszyła się nią. Śmiała się radośnie, jeśli zdołała wciągnąć Cauthona w zasadzkę, a kiedy wykazał się bystrością i dał radę uciec, jej śmiech był jeszcze serdeczniejszy. W trakcie gry wydawała się Matowi zupełnie inną osobą.

Za czerwonym kwiatem podążył kolejny, tym razem uszyty z niebieskiego lnu, a w dwa dni później jeszcze jeden, z różowego jedwabiu; główka tego ostatniego była wielkości kobiecej dłoni. Oba kwiaty Cauthon również wręczył Selucii. Niebieskie oczy służącej przyglądały mu się coraz bardziej podejrzliwie, jednakże Tuon pozwoliła Selucii zatrzymać wszystkie kwiaty, które tamta starannie zawijała w lnianą szmatkę. Przez następne trzy dni Mat nie przynosił prezentów, potem zaś zjawił się z małym pęczkiem róż z czerwonego jedwabiu, kwiatków na krótkich łodygach z błyszczącymi liśćmi, które wyglądały jak naturalne, tyle że były... jeszcze bardziej od naturalnych doskonałe. O ich wykonanie Cauthon poprosił szwaczkę w dniu, w którym kupił pierwszy papierowy kwiat.

Selucia już zrobiła krok i sięgnęła po róże, wydymając wargi, Mat wszakże usiadł i położył kwiaty obok planszy, bardziej od strony Tuon. Nic nie powiedział, jedynie pozostawił leżący pęczek. Dziewczyna ani razu nawet nie zerknęła na róże. Cauthon włożył dłonie do małych skórzanych woreczków zawierających kamienie, wyjął z każdego po jednym i przesuwał je w palcach tak długo, aż stracił pewność, który jest biały, a który czarny, dopiero wówczas w każdej pięści zamknął jeden z nich i wysunął przed siebie zaciśnięte ręce. Tuon wahała się przez moment, bez wyrazu obserwując jego twarz, po czym poklepała jego lewą rękę. Mat otworzył dłoń i pokazał jej błyszczący biały kamień.

— Zmieniłam zdanie, Zabawko — mruknęła dziewczyna, układając kamień starannie na przecięciu dwóch linii blisko środka planszy. — Grasz bardzo dobrze.

Cauthon zamrugał powiekami. Czyżby wiedziała, co zamyślał? Selucia stała za plecami swojej pani, z pozoru skupiona na prawie pustej planszy. Setaile odwróciła stronicę w książce i nieco się przesunęła, aby zyskać lepsze światło. Nie, nie, oczywiście, że Tuon niczego się nie domyślała. Mówiła o grze w kamienie. Gdyby chociaż podejrzewała jego prawdziwą grę, natychmiast nieźle dałaby mu popalić. Żadna kobieta nie postąpiłaby inaczej.

Tej nocy grali do remisu. Każde z nich z uwagą kontrolowało swoją połowę planszy. W sumie jednak to Tuon odniosła zwycięstwo.

— Dotrzymałam słowa, Zabawko — wycedziła na koniec, kiedy Mat chował kamienie do woreczków. — Nie próbowałam uciekać i nawet nie pomyślałam o zdradzie. Ale duszę się tutaj. — Rozłożyła ręce. — Chcę czasem pospacerować. Po zmroku. Możesz mi towarzyszyć. — Jej oczy spoczęły na pęku róż, potem dziewczyna przeniosła spojrzenie na twarz Cauthona. — Dopilnujesz, żebym nie zbiegła.

Setaile szczupłym palcem zaznaczyła miejsce w książce, następnie podniosła wzrok na Mata. Stojąca za swoją młodą panią Selucia również się w niego wpatrywała. Tuon rzeczywiście dotrzymała słowa, chociaż takie jej zachowanie ktoś mógłby uznać za szaleństwo. Spacery po zmroku, kiedy większość członków widowiska już spała, nie powinny nikomu zaszkodzić. Zwłaszcza jeśli dziewczynie będzie towarzyszył on sam. Hmm... dlaczego zatem czuł, że przestaje panować nad sytuacją?

Tuon zgodziła się wyjść na przechadzkę otulona płaszczem i z głową skrytą pod kapturem. Cauthon odetchnął z ulgą, słysząc z jej ust potwierdzenie. Czarne włosy już jej odrosły na ogolonej czaszce, choć na razie miały dopiero postać wyraźnego puchu i w przeciwieństwie do Selucii, która najprawdopodobniej nawet sypiała z głową szczelnie okrytą chustą, Tuon nie wykazywała potrzeby przykrywania tych krótkich włosków. A kobieta o wzroście dziecka i włosach krótszych, niż nosiła większość mężczyzn, zapewne przyciągnęłaby niewiele spojrzeń — nawet w nocy.

Setalle i Selucia zawsze postępowały za nią w ciemnościach w niewielkiej odległości; służąca obserwowała swoją panią, Setalle zaś pilnowała służącej. Tak przynajmniej sądził Mat, choć czasami wydawało mu się, że obie przyglądają się jemu. Jak na więźnia i wartowniczkę te dwie kobiety były niesamowicie zaprzyjaźnione. Cauthon podsłuchał kiedyś Setalle ostrzegającą Selucię, że Matowi zdarza się wykorzystywać kobiety. Też coś! W każdym razie Selucia odpowiedziała wtedy spokojnie, że jej pani połamie Cauthonowi ręce, jeśli ten okaże jej brak szacunku. Zachowywała się, jakby ona i Tuon wcale nie były jeńcami!

Matowi przemknęło przez myśl, że mógłby na tych spacerach dowiedzieć się nieco więcej o Tuon, która podczas gry nie mówiła zbyt dużo. Ilekroć ją o coś pytał, dziewczyna jawnie go ignorowała lub zmieniała temat, preferując rozmowę o nim.

— Dwie Rzeki to wyłącznie lasy i farmy — wyjaśniał, kiedy spacerowali główną ulicą siedziby widowiska. Księżyc schował się za chmurami i w mroku wszystkie kolorowe wozy wyglądały jak identyczne ciemne plamy, zaś ustawione z boków platformy do skoków wydawały się zaledwie cieniami. — Każdy farmer uprawia tytoń i hoduje owce. Mój ojciec hoduje także krowy i handluje końmi, najwięcej jednak mamy w naszej prowincji tytoniu i owiec.

— Twój ojciec handluje końmi — zadumała się Tuon. — A czym ty się zajmujesz, Zabawko?

Spojrzał przez ramię na dwie kobiety, milcząco sunące za nimi w odległości dziesięciu kroków. Setalle na pewno nie była na tyle blisko, ażeby mogła cokolwiek usłyszeć, o ile Cauthon nie podniesie zbyt wysoko głosu, tym niemniej postanowił odpowiedzieć szczerze. Poza tym siedziba widowiska stanowiła w tej chwili ciemną oazę ciszy i spokoju. Może zresztą dziewczyna słyszała, co robił w Ebou Dar...

— Jestem hazardzistą — odparł.

— Mój ojciec nazwał siebie hazardzistą — stwierdziła cicho. — Umarł z powodu złego zakładu.

Skąd miał wiedzieć, co to znaczy?!

Innej nocy, kiedy szli wzdłuż rzędu wagonów ze zwierzęcymi klatkami, Mat spytał:

— Powiedz mi, co robisz dla przyjemności, Tuon? Dla samej rozrywki? Jakie zajęcie sprawia ci radość? Oprócz gry w kamienie.

Niemal czuł, jak oddalona o trzydzieści stóp Selucia jeży się, słysząc, że Cauthon używa imienia jej pani, sama Tuon wszakże chyba nie miała nic przeciwko temu. Tak w każdym razie sądził.

1 ... 206 207 208 209 210 211 212 213 214 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)