Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 209 210 211 212 213 214 215 216 217 ... 236
Перейти на страницу:

— Naprawdę sądzisz, że możesz ją poślubić? — szepnęła Egeanin, krocząc u jego boku tak szybko, że aż wirowały jej znoszone spódnice z brązowej wełny. W tej kobiecie zupełnie nie było delikatności. Stawiała wielkie kroki i z łatwością dotrzymywała Matowi kroku. Nawet gdy zakładała sukienkę, najchętniej nosiłaby miecz przy pasie. — Nie istnieje żadne inne wytłumaczenie dla twojej decyzji. Bayle ma rację. Rzeczywiście jesteś szalony!

Cauthon uśmiechnął się.

— Pytanie brzmi: Czy Tuon rzeczywiście zamyśla mnie poślubić? Najdziwniejsi ludzie stają czasem razem na ślubnym kobiercu.

Kiedy człowiek nie ma już żadnych wątpliwości, że zawiśnie, na widok pętli może jedynie wyszczerzyć zęby. Więc Mat znów się uśmiechnął i nic więcej nie dodał, pozostawiając kobietę z marsową miną na srogiej twarzy. Wydało mu się, że Egeanin mamrocze pod nosem przekleństwa, choć nie rozumiał powodów jej zdenerwowania. Nie ona wszakże musiała poślubić najmniej upragnioną na ziemi osobę. Powściągliwą arystokratkę, która traktowała Mata z chłodną rezerwą i wciąż zadzierała nosa... podczas gdy on lubił zawsze wesołe barmanki o ciepłych oczach. Spadkobierczynię tronu i to nie byle jakiego stolca, lecz Kryształowego Tronu, monarszego symbolu seanchańskiego Imperium. Kobietę, która na jego widok natychmiast odwracała głowę, a wtedy Mat zaczynał mieć wątpliwości, kto kogo trzyma w niewoli — on ją czy ona jego. Tak, tak, kiedy przeznaczenie chwyta cię za gardło, możesz już tylko się uśmiechać.

Utrzymywał raźne tempo, póki nie dostrzegł pozbawionego okien purpurowego wozu, wówczas bowiem zgubił krok. Grupka akrobatów, czterech gibkich mężczyzn, którzy zwali się braćmi Chavana, chociaż było jasne jak słońce, że pochodzą nie tylko od różnych matek, ale także z zupełnie innych krajów, wybiegła właśnie z sąsiedniego zielonego wozu, pokrzykując na siebie i dziko wymachując rękoma. Obrzucili krótkimi spojrzeniami purpurowy wóz, a potem Mata, zdawali się jednak tak pochłonięci własną kłótnią, że szybko skupili się ponownie na sobie i prędko gdzieś pobiegli. O jedno z purpurowych kół wozu opierał się Gorderan, drapiąc się po głowie i ze zmarszczonym czołem obserwując dwie kobiety, stojące u stóp prowadzących do wozu drewnianych schodków. Dwie kobiety... Obie owinęły się ciemnymi płaszczami, a twarze ukryły, nie sposób jednak było z niczym pomylić dużej, kwiecistej chusty zwisającej spod kaptura wysokiej Selucii. No cóż. Cauthon powinien był wiedzieć, że Tuon nigdzie nie ruszy się bez służącej. Kobiety wielkiego rodu nie miały zwyczaju chodzić gdziekolwiek bez swoich służących. I tak wszak od początku wiedział, że decyduje się na ogromne ryzyko, we dwie zaś miały potężną szansę go zdradzić. Zresztą wszystkie kobiety zdawały mu się istotami nieprzewidywalnymi, które potrafiły w identycznych sytuacjach postąpić zupełnie odmiennie. Szczególnie gdy były we dwie. Tylko głupiec próbowałby przewidzieć ich zachowanie. Niestety Cauthon nie miał wyjścia i musiał to ryzyko podjąć. Mówiąc obrazowo, musiał rzucić kośćmi. Tyle że owe kości już się toczyły.

Z uśmiechem wytrzymał spojrzenie zimnych, niebieskich oczu Selucii, po czym zdjął kapelusz i wykonał elegancki ukłon w stronę Tuon. Ukłon nie był przesadnie ostentacyjny, Mat lekko tylko zawinął płaszczem.

— Jesteś gotowa pójść na zakupy?

O mało nie zwrócił się do niej „moja pani”, jednak się powstrzymał. Skoro ona nie miała ochoty zwracać się do niego po imieniu...

— Od godziny jestem gotowa, Zabawko — wycedziła dziewczyna chłodno. Niedbałym ruchem uniosła krawędź jego okrycia i zerknęła na podszewkę z czerwonego jedwabiu, po czym oszacowała wzrokiem jego płaszcz, zanim opuściła połę. — Pasują ci koronki. Może dodam je do twoich szat, gdy uczynię cię swoim podczaszym.

Jego uśmiech na moment przygasł. Czy kiedy Tuon go poślubi, zechce go uczynić swoim da’covale? Będzie musiał spytać o to Egeanin. O Światłości, dlaczego kobiety zawsze wszystko utrudniają?

— Mam pójść z wami, mój panie? — spytał powoli Gorderan, nie patrząc już na dziewczynę i jej służącą. Nie patrzył też na Cauthona, raczej gdzieś w dal. Kciuki wcisnął sobie za pasek. — Ot, tak, dla towarzystwa, być może?

Tuon się nie odezwała. Stała tylko nieruchomo i bez słowa wpatrywała w Mata, wyraźnie na coś czekając. Jej duże oczy z każdą upływającą sekundą stawały się zimniejsze. Wewnątrz jego czaszki wyobrażone kości podskakiwały i grzechotały. No cóż, może zawahał się na chwilkę, ale już w następnym momencie gwałtownie potrząsnął głową i odesłał Czerwonorękiego. Nie, nie, musi zaufać swemu szczęściu. I danemu przez nią słowu. „Zaufanie ma smak śmierci” — przypomniał sobie. Zdenerwowała go ta myśl. Nie mógł się kierować jakąś pieśnią ani starym wspomnieniem! Toczące się w jego głowie kości nagle się zatrzymały.

Wykonał kolejny lekki ukłon, a następnie zaoferował swoje ramię Tuon, która przyjrzała mu się takim wzrokiem, jakby nigdy wcześniej nie widziała ludzkiej ręki. Wydęła pełne wargi, a następnie zebrała poły płaszcza i ruszyła szybko przed siebie, Selucia zaś niemal deptała jej po piętach. Cauthon pozostał w tyle i musiał za nimi pospieszyć. Tak, tak, kobiety nigdy niczego nie ułatwiają.

Mimo wczesnej godziny wejścia pilnowało już dwóch krzepkich osobników z pałkami, trzeci zaś trzymał w dłoniach dzban z przezroczystego szkła na monety, które później przesypywano przez otwór w wieku okutej żelazem szkatuły ustawionej na ziemi. Wszyscy trzej wyglądali potężnie i na pewno żaden z nich nie przepuści niechętnego do poniesienia opłaty widza. Luca był dusigroszem i wolał nie ryzykować utraty nawet miedziaka. Dwudziestu czy trzydziestu ludzi zdążyło już wejść między grube sznury, w pasaż prowadzący do dużego, niebieskiego transparentu reklamującego widowisko Luki i była wśród nich niestety także Latelle, kobieta o srogiej twarzy, ubrana w suknię obszytą czerwonymi cekinami i płaszcz przyozdobiony niebieskimi. Żona Luki tresowała niedźwiedzie, a później z nimi występowała. Mat pomyślał kiedyś złośliwie, że zwierzęta wykonują nakazane im sztuczki ze strachu, że jeśli jej odmówią, Latelle może je pogryźć.

— Całkowicie panuję nad sytuacją — zapewnił ją. — Wierz mi, że nie ma się o co martwić.

Mógł sobie zaoszczędzić tych zapewnień, gdyż Latelle kompletnie go zignorowała, za to z niepokojem i marsową miną przyglądała się to Tuon, to Selucii. Spośród wszystkich wykonawców tylko Latelle i jej mąż wiedzieli, kim jest dziewczyna i jej służąca. Wcześniej Cauthon nie widział powodu, aby mówić im o dzisiejszej porannej wyprawie. Luca dostałby zapewne szału. Latelle przeniosła teraz spojrzenie na niego. Nie patrzyła z niepokojem, raczej groźnie i zdecydowanie.

— Pamiętaj — oznajmiła mu cicho — jeżeli wyślesz nas na szubienicę, wyślesz tam i samego siebie.

1 ... 209 210 211 212 213 214 215 216 217 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)