Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 205 206 207 208 209 210 211 212 213 ... 236
Перейти на страницу:

— Nie pasuje mi — oświadczyła. — A tobie się podoba, moja droga?

Uśmiech Cauthona nieco osłabł.

Służąca o kremowej skórze niechętnie chwyciła naszyjnik między kciuk i palec wskazujący. Wydawała się trzymać martwego szczura za ogon.

— To cacko dla tancerki shea, która może je sobie nosić pod welonem — odparowała z lekką drwiną. Obróciła nieco nadgarstek i cisnęła błyskotką w Egeanin, warcząc: — Włóż!

Egeanin złapała przedmiot w ostatniej sekundzie, gdyż jeszcze chwila, a dostałaby nim w twarz. Uśmiech Mata zupełnie zniknął.

Oczekiwał na wybuch, lecz Seanchanka bez wahania i szybko rozpięła zatrzask, a następnie odgarnęła włosy ciężkiej peruki, umieściła sobie błyskotkę na szyi i zapięła. Na jej twarzy nie pojawiły się żadne emocje; równie dobrze jej rysy mogły być ukształtowane ze śniegu.

— Obróć się — poleciła Selucia. Bez wątpienia był to rozkaz. — Pokaż mi się.

Egeanin wykonała polecenie. Jej ciało wydawało się sztywne jak kołek w płocie, tym niemniej się obróciła.

Setalle przyjrzała się uważnie Seanchance, wyraźnie zaintrygowana, po czym potrząsnęła głową, spojrzała na Cauthona, ponownie potrząsnęła głową i w końcu wróciła do swojego haftu. Kobiety potrafiły potrząsać głowami na setki sposobów, podobnie jak umiały posyłać setki rozmaitych spojrzeń. Z tej miny Mat wywnioskował, że Setalle uważa go za błazna. Był zadowolony, że nie pojął subtelniej szych niuansów, gdyż nie sądził, ażeby mu się spodobały. Niech sczeźnie, kupił ten naszyjnik dla Tuon, a ta oddała go Selucii, która z kolei wręczyła go Egeanin!

— Ta kobieta ma nowe imię — oświadczyła Tuon z zadumą. — Jak ono brzmi?

— Leilwin — odparła Selucia. — Odpowiednie imię dla tancerki shea. Może Leilwin Pozbawiona Statku?

Tuon pokiwała głową.

— Tak, Leilwin Pozbawiona Statku.

Egeanin wykonała nagły ruch, jakby każde ich słowo stanowiło dla niej cios w twarz.

— Mogę odejść? — spytała sztywno, pochylając się w gwałtownym ukłonie.

— Jeśli chcesz odejść, odejdź — odburknął Cauthon. Przyprowadzenie jej tutaj nie było z pewnością najlepszym z jego pomysłów, może wszakże jej nieobecność pomoże nieco naprawić sytuację.

Egeanin padła na kolana, wbijając wzrok w deski podłogowe.

— Proszę, czy mogę odejść?

Tuon wyprostowała się i wpatrzyła w wysoką Seanchankę niewidzącym wzrokiem. Selucia z kolei oceniła Egeanin spojrzeniem od stóp do głów i jeszcze bardziej wydęła wargi. Setalle przepchnęła igłę przez materiał rozciągnięty na tamborku. Żadna nie patrzyła na Mata.

Egeanin całym ciałem upadła na podłogę, a kiedy pocałowała deski, zaskoczony Cauthon zdusił przekleństwo.

— Proszę — dodała chrapliwym głosem. — Błagam o pozwolenie odejścia.

— Odejdziesz, Leilwin — stwierdziła Selucia zimnym tonem, jaki królowa rezerwuje do rozmów ze złodziejami kur — i nie pokażesz mi więcej swojej twarzy, chyba że skryjesz ją pod welonem tancerki shea.

Egeanin podniosła się na czworaki i szybko ruszyła do drzwi. Mat gapił się na nią bez słowa.

Z wysiłkiem zdołał przywrócić uśmiech na twarz. Czuł, że jego pozostanie tutaj nie ma szczególnego sensu, chciał jednak opuścić wóz z jako takim wdziękiem.

— No cóż, przypuszczam, że...

Tuon znowu wykonała ruch palcami, wciąż na niego nie patrząc, jednak to Selucia mu przerwała.

— Wysoka Lady jest zmęczona, Zabawko. Masz jej pozwolenie do odejścia.

— Słuchajcie, nazywam się Mat — odwarknął. — Łatwe imię. Proste imię. Mat!

Tuon pozostała nieporuszona, jeszcze bardziej przypominając porcelanową lalkę.

Setalle wszakże odłożyła robótkę i wstała. Jedna jej ręka spoczywała teraz lekko na rękojeści zakrzywionego sztyletu, który nosiła wsunięty za pas.

— Młody człowieku, jeśli myślisz, że będziesz się kręcił po wozie i obserwował, jak się przygotowujemy do snu, jesteś niespełna rozumu. — Mówiąc to, uśmiechała się, nadal jednak trzymała dłoń na rękojeści swego noża i najwidoczniej na tyle się czuła eboudarianką, że bez wahania mogłaby go wbić mężczyźnie w pierś przy lada kaprysie. Tuon siedziała nieruchomo jak kukiełka albo usadzona na tronie królowa, którą przez pomyłkę ubrano w źle dopasowane ubranie.

Cauthon wyszedł.

Egeanin stała ze spuszczoną głową przy ścianie wozu, opierając się o nią jedną ręką. Drugą zaś dłoń zaciskała na wiszącym wokół szyi naszyjniku. Harnan nieznacznie poruszył się w ciemnościach, po prostu dając do zrozumienia Matowi, że trwa na posterunku. Jako mądry człowiek wiedział, że nie należy się teraz zbliżać do Egeanin. Cauthon jednakże był zbyt poirytowany, aby zachowywać się rozsądnie.

— Co to był za popis? — spytał ostro. — Nie musisz podchodzić do Tuon na kolanach. A kim jest Selucia? To tylko cholerna służąca! Nie znam nikogo, kto okazuje królowej takie posłuszeństwo, jakie ty okazałaś jej.

Nadal nie widział twarzy Egeanin, jednakże usłyszał jej słaby głos.

— Wysoka Lady jest... kim jest. Selucia zaś to jej so’jhin. Żaden przedstawiciel pomniejszej Krwi nigdy nie ośmieliłby się patrzeć w oczy so’jhin Tuon, może nie odważyłby się tego zrobić nawet nikt ze Szlachetnej Krwi. — Rozległ się metaliczny trzask, gdy odpięła naszyjnik. — Z drugiej strony, nie jestem obecnie przedstawicielką Krwi.

Wyprostowała się, zrobiła potężny zamach i wyrzuciła naszyjnik w noc tak daleko, jak potrafiła.

Mat rozdziawił usta. Pieniądze, które wydał na tę błyskotkę, wystarczyłyby na zakup tuzina pierwszorzędnych koni i jeszcze by mu pewnie nieco zostało. Zamknął usta, nie wypowiedziawszy słowa. Może nie zawsze postępował mądrze, zdawał sobie jednak sprawę, kiedy jakaś kobieta naprawdę ma ochotę wbić mu w serce nóż. Uprzytomnił sobie jeszcze jedno. Skoro Egeanin w taki sposób zachowała się w towarzystwie Tuon i Selucii, powinien dopilnować, żeby sul’dam trzymano od nich z daleka. Światłość jedna wie, co zrobią sul’dam, jeżeli Tuon zacznie przy nich pstrykać palcami.

Miał zatem przed sobą zadanie do wykonania. No cóż, nienawidził takiego działania, ale te stare wspomnienia zapychały mu głowę szeregiem bitew. Bitew również nienawidził — w bitwie można przecież stracić życie! — lecz i tak wolał je od takiej pracy. Strategia i taktyka. Naucz się podstaw, poznaj swojego wroga i jeśli nie zdołasz wygrać w jeden sposób, znajdź inny.

Następnej nocy wrócił do purpurowego wozu sam, a kiedy Tuon zakończyła lekcję uczenia Olvera gry w kamienie, Cauthon namówił dziewczynę na partyjkę. Początkowo gdy usiadł na podłodze po drugiej stronie planszy, naprzeciw tej ciemnoskórej, małej kobietki, nie miał pewności, czy powinien z nią wygrać czy przegrać. Wiedział, że niektóre kobiety lubią przez cały czas wygrywać, jednak tylko dzięki staraniom mężczyzny zwycięstwo wydaje im się zasłużone. Inne lubią kiedy wygrywa mężczyzna. Żadna z tych sytuacji nie miała dla Mata sensu, ponieważ osobiście zawsze uwielbiał wygrywać, a im łatwiej przychodziła mu wygrana, tym większe sprawiała zadowolenie. Nadal się wahał, aż nagle Tuon zadecydowała za niego. W połowie gry uświadomił sobie niespodziewanie, że właśnie zapędziła go w kozi róg i schwytała w pułapkę, z której nie potrafił wyjść. Jej białe kamienie wszędzie zbijały jego czarne. Dziewczyna wygrała czysto i efektownie.

— Nie grasz zbyt dobrze, Zabawko — powiedziała kpiąco.

Mimo drwiącego tonu jej duże, mokre oczy szacowały go chłodno, ważąc i mierząc jego osobę. W takich oczach bez trudu można było utonąć.

1 ... 205 206 207 208 209 210 211 212 213 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)