Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]

Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:

Niezbyt odległa przyszłość, człowiek opanował układ słoneczny, posiadł też umiejętność teleportowania się z miejsca na miejsce, o ile zna koordynaty miejsca docelowego. Teleportować można się w obrębie planety, nikomu jednak nie udał się skok przez kosmiczną pustkę.
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 62
Перейти на страницу:

W podziemiach Fabryki mieściło się zoo Bakera, w którym trzymał on osobliwości anatomiczne, wybryki natury oraz potwory zakupione i (lub) porwane. Baker, podobnie jak reszta jego świata, oddany był tym stworom bez reszty i spędzał z nimi długie godziny rozkoszując się widokiem ich wynaturzeń tak, jak inni ludzie chłoną piękno sztuki. Na parterze parowozowni znajdowały się sypialnie dla rekonwalescentów, laboratoria, pokoje personelu i kuchnia. Piętro zajmowały sale operacyjne.

W jednej z nich, małej salce, w której przeprowadzano zazwyczaj eksperymenty na siatkówce oka, Baker pracował nad twarzą Foyla. Pochylony nad stołem operacyjnym, oświetlonym przez sfatygowaną baterię lamp operacyjnych, pracował metodycznie, uderzając małym, stalowym młoteczkiem w platynową igłę. Posuwał się po wzorze starego tatuażu zdobiącego twarz Foyla, wyszukując każdą, najmniejszą bliznę na skórze i wprowadzając w nią igłę. Głowa Foyla ściśnięta była w imadle, ale ciało pozostawało nieskrępowane. Jego mięśnie drgały spazmatycznie przy każdym uderzeniu młotka, tułowiem jednak nie poruszał. Trzymał się kurczowo krawędzi stołu operacyjnego.

— Samokontrola — wycedził przez zaciśnięte zęby. — Chciałaś mnie nauczyć panowania nad sobą, Jiz. Ćwiczę. — Skrzywił się z bólu.

— Nie ruszaj się — nakazał Baker.

— Czynię wysiłki, żeby nie parsknąć śmiechem.

— Nieźle się trzymasz, synu — odezwał się Sam Quatt głosem człowieka, któremu zbiera się na wymioty. Zerknął z ukosa na zawziętą twarz Jisbelli. — Co o tym myślisz, Jiz?

— Uczy się.

Baker kontynuował wbijanie igły i uderzanie jej młotkiem.

— Słuchaj, Sam — wymamrotał ledwo dosłyszalnie Foyle — Jiz mówiła mi, że masz prywatny statek. Zbrodnia popłaca, co?

— A żebyś wiedział, popłaca. Mam mały, czteroosobowy stateczek. Dwusilnikowy. Z tych, co to je nazywają Saturnowy Weekendowicz.

— Dlaczego akurat Saturnowy Weekendowicz?

— Bo weekend na Saturnie trwałby dziewięćdziesiąt dni, a statek może zabrać żywności i paliwa na trzy miesiące.

— Takiego mi właśnie trzeba — mruknął Foyle. Skrzywił się i zaraz zapanował nad sobą. — Sam, chce go wynająć.

— Po co?

— Coś wystrzałowego.

— Legalnego?

— Nie.

— A więc to nie dla mnie, synu. Mam zszarpane nerwy. Przekonałem się o tym jauntując z tobą w kółko o krok przed glinami. Wycofuję się na dobre. Chcę tylko spokoju.

— Zapłacę pięćdziesiąt tysięcy. Nie chcesz pięćdziesięciu tysięcy? Mógłbyś na ich liczeniu spędzać niedziele.

Igła kłuła bezlitośnie. Ciało Foyla drgało przy każdym uderzeniu.

— Mam już pięćdziesiąt tysięcy. Mam dziesięć razy tyle w gotówce w banku wiedeńskim. — Quatt sięgnął do kieszeni i wydobył z niej kółko z błyszczącymi, radioaktywnymi kluczami. — Ten jest od banku. Ten od mojego mieszkania w Joburg. Dwadzieścia pokoi; dwadzieścia akrów. Ten tutaj jest od mojego Weekendowicza stojącego w Montauk. Nie skusisz mnie, synu. Wycofałem się, gdy byłem jeszcze na fali. Teraz jauntuję z powrotem do Joburg i szczęśliwie przeżywam resztę mych dni.

— Daj mi Weekendowicza. Możesz siedzieć sobie bezpiecznie w Joburg i tylko inkasować.

— Kiedy mam inkasować?

— Jak wrócę.

— Chcesz dostać mój statek na kredyt i za obietnicę zapłaty?

— Gwarantuje.

— Co gwarantujesz? — prychnął Quatt.

— To robota ratownicza w asteroidach. Statek o nazwie „Nomad”.

— Co jest na tym „Nomadzie”? Skąd wiesz, że akcja ratownicza będzie opłacalna?

— Nie wiem.

— Kłamiesz.

— Nie wiem — mruknął uparcie Foyle. — Ale musi tam być coś cennego. Spytaj Jiz.

— Słuchaj no — powiedział Quatt. — Nauczę cię czegoś. Robimy legalne interesy, rozumiesz? Nie napadamy i nie wdajemy się w jakieś drobne spekulacje. Już tego nie robimy. Wiem co kombinujesz. Masz coś soczystego, ale z nikim nie chcesz się tym dzielić. Dlatego żebrzesz o przysługę…

Foyle zwinął się pod igłą, ale wciąż pozostając we władzy swojego opętania, zmuszony był powtórzyć:

— Nie wiem, Sam. Spytaj Jiz.

— Jeśli masz godziwy interes, czyń godziwe propozycje — rzucił Quatt ze złością. — Nie krąż dookoła jak jakiś cholerny, tatuowany tygrys, który tylko patrzy jakby tu rzucić się na ofiarę. Jesteśmy jedynymi przyjaciółmi jakich masz. Nie próbuj nas oszukiwać i kręcić…

Przerwał Quattowi krzyk, który wyrwał się z ust Foyla.

— Nie ruszaj się — powiedział roztargnionym głosem Baker. — Kiedy krzywisz twarz, nie mogę prawidłowo wprowadzić igły. — Tu posłał Jisbelli surowe, przeciągłe spojrzenie. Usta jej drżały. Gwałtownym ruchem otworzyła torebkę i wyciągnęła z niej dwa banknoty po 500 r. Rzuciła je na stolik obok zlewki z kwasem.

— Poczekamy na zewnątrz — powiedziała.

Zemdlała na korytarzu. Quatt zaciągnął ją do krzesła i poszukał pielęgniarki, która ocuciła dziewczynę aromatycznym amoniakiem. Jisbella zaczęła płakać tak gwałtownie, że Quatt przestraszył się. Odprawił pielęgniarką i kręcił się w pobliżu, dopóki szlochanie nie ustało.

— Co, u diabła, jest grane? Co miały znaczyć te pieniądze?

— To były krwawe pieniądze.

— Że co?

— Nie chcę o tym mówić.

— Dobrze się czujesz?

— Nie.

— Mogę coś dla ciebie zrobić?

— Nie.

Nastąpiła długa pauza, po czym Jisbella spytała słabym głosem:

— Zrobisz ten interes z Gullym?

— Ja? Nie. Szansę powodzenia wyglądają mi tu na tysiąc do jednego.

— Na tym „Nomadzie” musi być coś wartościowego. Inaczej Dagenham nie prześladowałby tak Gully’ego.

— Nadal mnie to nie interesuje. A ciebie?

— Mnie? Mnie też nie. Nie chcę mieć już nic wspólnego z Gully Foylem.

Po następnej chwili milczenia Quatt spytał:

— Mogę już iść do domu?

— Ciężko było, prawda Sam?

— Z tysiąc razy myślałem, że skonam niańcząc tego tygrysa.

— Przepraszam cię, Sam.

— Naszło mnie to po tym, co ci zrobiłem, kiedy gliny capnęły cię w Memfis.

— To oczywiste, że mnie wtedy zostawiłeś, Sam.

— Zawsze robimy to co jest oczywiste, tylko czasami nie powinniśmy tego robić.

— Wiem, Sam, wiem.

— I potem spędzasz resztę życia próbując naprawić swój błąd. Tak sobie myślę, że jestem teraz szczęśliwy, Jiz. Dziś wieczorem udało mi się wyrównać ten rachunek. Mogę już iść do domu?

— Z powrotem do Joburg wieść szczęśliwe życie?

— Uhum.

— Nie zostawiaj mnie jeszcze samej, Sam. Wstydzę się sama siebie.

— Dlaczego?

— Bo byłam okrutna dla głupich zwierząt.

— Co to ma znaczyć?

— Nieważne. Posiedź ze mną troszeczkę. Opowiedz mi o tym swoim szczęśliwym życiu. Co w nim takiego szczęśliwego?

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)