Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 41
Перейти на страницу:

— Mówiłeś przecież…

— Mówiłem o dzisiejszych czasach. Wystarczy dysponować odpowiednimi środkami, żeby skonstruować większe pola sterowania pogodą i komputery takiej jakości, że obliczą ci wzajemne oddziaływanie na siebie różnych czynników, i już jest wszystko gotowe do prowadzenia wojny, cichcem, podstępnie i zdradziecko. Można niszczyć innym państwom zbiory, doprowadzać do powodzi albo wywoływać takie upały, duchotę i parność, że ludzie czeszący się z przedziałkiem po prawej zaczynają zabijać ludzi czeszących się z przedziałkiem po lewej. O, to jest dopiero wojna, Williamie.

— Nadal nie wiem, z kim właściwie trzymasz.

— Mniejsza o to, robię, co do mnie należy. Nazywają mnie Parmą z Farmy.

Widoczne w przodzie światła raptem się rozrosły, bo ciężarówka dotarła do następnej polany otoczonej pierścieniem prefabrykowanych budynków rozmaitej wielkości. Parma zatrzymał się przed ostatnim z domków, których dwa rzędy tworzyły minaturową uliczkę wychodzącą na ciemny las.

— Twoja chata — wyjaśnił Parma. — Dopiero dziś po południu ją złożyliśmy i nie ma jeszcze instalacji, ale możesz tu na razie wrzucić swój bagaż. Pojedziemy do naszego klubu, a chłopcy tymczasem dokończą robotę.

Carewe nie był całkiem przekonany.

— Chciałbym się trochę odświeżyć — powiedział.

— Zrobisz to w klubie. Chodź, wódka czeka, czas ucieka.

Carewe wysiadł, otworzył drzwi domku i wstawił swój sakwojaż do środka, w pachnące żywicą ciemności. Zaledwie dwadzieścia cztery godziny temu rozpoczynał z Ritchiem obcą mu jako doświadczenie kawalerską bibkę, liczył więc, że ten wieczór nie będzie podobny do tamtego. Co też porabia teraz, właśnie w tej chwili, Atena? — zadał sobie w duchu pytanie. Znów odczuwając samotność, wrócił do ciężarówki, która zawiozła go przez polanę do stosunkowo dużej geokopuły, gdzie mieścił się klub. W okrągłym wnętrzu, którego środek zajmował bar, panowała atmosfera typowa dla przyzakładowej świetlicy. Na sprężystej segmentowej podłodze porozstawiano składane stoliki i krzesła, a na tablicy ogłoszeń wisiały przeróżne karteczki i karteluszki, niektóre bez wątpienia urzędowe, inne, z zapałem ozdobione przez jakiegoś rysownika amatora, zapowiadały szykujące się wkrótce atrakcje. Mimo, że było tu ciepło, Carewem wstrząsnął dreszcz. Po powrocie z toalety zastał Parmę przy stoliku, a przed nim dwa półlitrowe kufle piwa.

— Przed ósmą nic innego nie podają — wyjaśnił Parma. — To podobno ze względu na takich jak ja, żebyśmy nie schlali się od razu jak świnie. — Uniósł kufel i ostentacyjnie jednym haustem wychylił go do dna. — Nie dość, że niedemokratyczne, to w dodatku naiwne.

Carewe skosztował piwa. Było zimne i miało przyjemny, cierpki smak, więc bez zastanowienia poszedł w ślady Parmy, mrużąc oczy, kiedy zapiekło go w gardle.

— Podoba mi się, jak wychylasz swoją kwartę — rzekł Parma, używając słowa oznaczającego dawną miarę objętości płynów, które stało się hasłem rozpoznawczym wśród trunkowych. — Zamów drugą kolejkę.

Carewe wziął kolejne dwa kufle od barmana, ostudzonego faceta, który obsługiwał klientów z tak znudzoną miną i tak niezręcznie, jakby chciał w ten sposób dać do zrozumienia, że w dzień ma inne, ważniejsze zajęcie. W klubie było pustawo, ale kiedy Carewe rozejrzał się po sali, ze zdziwieniem stwierdził, że wśród obecnych przeważają ostudzeni. Przypomniało mu się, że Parma nie wspomniał słowem o jego wyglądzie wskazującym na ostudzenie i potraktował go z bezstronną męską serdecznością, co podziałało kojąco na jego podrażnioną dumę. Zastanawiał się przez chwilę, czy gdyby naprawdę się utrwalił, to łatwiej byłoby mu się pogodzić ze zmianą zachowania kolegów z biura.

— Nie spodziewałem się, że w tej branży działa tylu ostudzonych — powiedział stawiając kufle na stole. — Co oni tu robią? Chcą być lepsi, niż są?

— Nie mam pojęcia — odrzekł obojętnie Parma. — Ja robię tylko to, co do mnie należy.

Opróżnił kufel do połowy, porysowanym żyłkami nosem z determinacją bodąc pianę, i Carewe poczuł rosnącą sympatię do starszego od siebie mężczyzny. Usiadł i zabrał się ostro do swojego piwa, którego było jakby więcej niż poprzednio. Kolejne piwa, pite później tego wieczoru, wydawały mu się coraz większe, lecz wystarczyło podnieść kufel do ust, żeby jego zawartość w cudowny sposób zniknęła. Kiedy Carewe, niedoświadczony piwosz, dziwił się w duchu tej nowo odkrytej umiejętności, okrągła sala po trochu wypełniała się, rozbrzmiewając gromkim gwarem, a następnie rozchwiała się wokół niego i rozkołysała. Ludzkie twarze zmieniły się w dwu­wymiarowe nic nie znaczące maski, a potem razem z Parmą znalazł się za drzwiami potykając się w ciemnościach. Nie umiałby odnaleźć drogi do swojego domku, ale Parma odprowadził go pod same drzwi. Bez słowa uścisnął mu rękę i powłócząc nogami odszedł w mrok.

Czując, że musi się natychmiast położyć, Carewe otworzył drzwi i pstryknął przełącznikiem światła. Wnętrze domku pozostało ciemne i wtedy jego przyćmiona alkoholem pamięć podpowiedziała mu, że tego wieczora technicy mieli skończyć prace instalacyjne. Zaglądając poprzednim razem do domku dokładnie na wprost drzwi zauważył tablicę klimatyzacyjną. Ruszył teraz po omacku w jej kierunku, z rękoma wyciągniętymi przed siebie, aż poczuł pod palcami gładki, plastikowy główny przełącznik. Dał się on bez trudu przestawić i domek zalało światło — wtedy dopiero zobaczył, że na tablicy brak zabezpieczającej ją osłony.

Przez chwilę z bijącym sercem wpatrywał się tępo w szereg końcówek pod wysokim napięciem, w które byłby wetknął palce, gdyby nie wyjątkowo szczęśliwe zrządzenie losu. Niezdolny zdziwić się ani rozgniewać, podszedł powoli do łóżka i położył się.

Wkrótce zasnął, ale we śnie jego kruchemu szklanemu ciału zagrażały wielkie maszyny z wałami korbowymi, których ślepa siła mogłaby go rozetrzeć na roziskrzony pył.

Rozdział ósmy

Poranne promienie słońca przekłuły powieki Carewe’a. Podniósł się z wielkim trudem, czując w skroniach bolesne pulsowanie, i poszedł do maleńkiej łazienki. Kiedy stamtąd wyszedł, w pierwszej chwili chciał się z powrotem położyć, ale przypomniał sobie, że Parma napomknął mu, żeby z samego rana zgłosił się do koordynatora ekipy i oficjalnie podpisał kontrakt. Otworzył więc sakwojaż, wyjął kapsułki z tlenem i witaminą C, które stosował przeciwko kacowi, i szybko zażył jedną. Z powodu żelatynowej osłonki kapsułka utknęła mu nieprzyjemnie gdzieś w przełyku i miał już pójść po szklankę wody, kiedy jego wzrok spoczął na tablicy klimatyzacyjnej.

Nagie końcówki przewodów połyskiwały złowieszczo. Marszcząc brwi Carewe rozejrzał się dookoła i zobaczył, że osłona tablicy leży na krześle. Zaczął sobie mgliście przypominać. Wieczorem przeszedł po omacku przez domek i tylko szczęśliwym trafem nie wetknął palców między przewody pod wysokim napięciem. Czoło zrosił mu pot. Prychnął, uzmysławiając sobie własną głupotę — przecież bez osłony zabezpieczającej tablicę nie można było ruszyć głównego przełącznika i nie powinien płynąć prąd.

A mimo to światło w domku zapaliło się! Przełącznik dał się bez trudu przestawić!

Uciskając skronie, żeby złagodzić uporczywe pulsowanie, podszedł bliżej do tablicy i zajrzał do środka. Przewody blokujące główny przełącznik, póki ten nie sczepi się ze sworzniem na osłonie, były pozwijane i z pewnością nie działały. W oka mgnieniu zaświtała mu w głowie myśclass="underline" Ktoś chciał mnie zabić, a to wszystko przez Atenę! Po chwili ochłonął i zdjął go wielki i zapiekły gniew, jaki odczuwa nieśmiertelny, którego życie zostało zagrożone przez cudze niedbalstwo. Poprzysiągł sobie, że winny mu za to zapłaci.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)