Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 104
Перейти на страницу:

Przyczyny tego były dwie. Pierwsza – że Sergiusz Siergiejewicz, jak się zdaje, oswajał się pomału z miejscową idiomatyką. Druga wiązała się z samymi drzwiami, które zachowywały się zagadkowo – to lekko uchylały się, to znowu przymykały, chociaż przeciągu nie było.

Wyślizgnąwszy się do ciemnej sieni, mniszka obróciła głowę i w kącie, za kufrem, spostrzegła jakiś cień.

Podeszła i przykucnęła.

– Nie bój się, wyjdź.

Zza kufra wysunęła się potargana głowa. W ciemności błyszczało dwoje szeroko otwartych oczu.

– No, czemu się ukryłaś? – zapytała łagodnie głuptaskę Pelagia. – Dlaczego podsłuchiwałaś? Dziewczynka wyprostowała się na cały swój niewielki wzrost i popatrzyła z góry na przykucniętą mniszkę.

Czy naprawdę jest ograniczona? – zaczęła powątpiewać Pelagia, patrząc małej dzikusce w oczy.

– Chcesz o coś zapytać? Albo poprosić? Wyjaśnij, jakkolwiek, choćby gestami. Zrozumiem. I nikomu nie powiem.

Głuptaczka dotknęła palcem piersi siostry, gdzie wisiał miedziany krzyżyk betlejemski.

– Chcesz, żebym się pobożyła? – domyśliła się Pelagia. – Przysięgam ci na Chrystusa, że nikomu niczego nie powiem.

Przygotowała się na niełatwe zadanie – rozszyfrowywania meczenia i gestykulacji upośledzonej. Z izby dotarł odgłos kroków – ktoś kierował się ku drzwiom.

– Przyjdź do młyna – szepnęła nagle niemowa i niczym myszka wymknęła się z sieni na ganek.

W tej samej sekundzie, no, może w następnej, drzwi się otworzyły i pojawił się w nich Sergiusz Siergiejewicz.

Pelagia nie zdążyła ukryć malującego się na jej twarzy oszołomienia, śledczy jednak jej uniesione brwi wytłumaczył sobie na swój sposób.

– Ależ to nikczemnik! – powiedział ze złością. – Chroni siebie, dobry pasterz, podstawiając na swoje miejsce innych. Czy już wiemy, dlaczego „znajdy" z parowca nie zechciały towarzyszyć ciału proroka? Zdawali sobie sprawę, łajdacy, że to żaden prorok, że to podmiana.

– A kiedy zabójstwo zostało odkryte, krzyczeli głównie o kasie – przypomniała Pelagia. – Powinnam już wtedy zwrócić na to uwagę.

– Podsumujemy? – zaproponował Dolinin, kiedy wyszli na ganek. – Rysuje się następujący obraz. Manujła powierzył opiekę nad „kasą" swemu „młodszemu bratu", Piotrowi Szełuchinowi. Najwyraźniej przewidywał, że na pieniądze ktoś może polować. Nie zechciał ryzykować swojej cennej osoby.

– A ja myślę, że polowano nie na kasę, ale na samego Manujłę.

– Podstawy? – szybko zapytał śledczy, mrużąc oczy. Po sztuce, jaką wycięła Głuptaczka, mniszka była nieco rozkojarzona i dlatego zapomniała o złożonym przyrzeczeniu – oddała się dedukcji.

– Przecież sam pan powiedział, że był już zamach na proroka. Czy wtedy wchodziły w grę pieniądze?

– Nie, niczego takiego sobie nie przypominam.

– Widzi pan. Tu chodzi o samego Manujłę. Na parowcu nie działał jakiś tam „razyniec" i zabójstwa dokonano wcale nie przypadkiem. Komuś ten szachraj Manujła bardzo mocno dokuczył.

– Komu?

Dolinin chmurzył się coraz bardziej, a Pelagii – co tu ukrywać – jego napięta uwaga pochlebiała.

– Jest zaledwie kilka wariantów. Po pierwsze... – zaczęła, ale ugryzła się w język, bo wreszcie przypomniała sobie o obietnicy. I wpadła w popłoch. – Nie, nie! Nie będę o tym. I niech mnie pan nie namawia! Złożyłam przyrzeczenie. Jest pan doświadczony, sam pan wszystko rozwikła.

Sergiusz Siergiejewicz uśmiechnął się.

– Działania umysłu nie da się pohamować, choćbyś nie wiem jak się zarzekał. Zwłaszcza tak ostrego umysłu jak pani... No dobrze, jeśli pani się namyśli, to wyłoży pani swoje „warianty" w drodze powrotnej. Nie mamy tutaj już nic do roboty. Prorok cieszy się zdrowiem, tak że trzeba będzie dać do gazet sprostowanie. Co za reklama dla Manujły! To go zabijają, to zmartwychwstaje.

Splunął z irytacji. To jest nie dosłownie, rzecz jasna, bo był człekiem dobrze wychowanym, ale symbolicznie, mówiąc „tfu!"

– Nie ma co zwlekać, dziś jeszcze wyjedziemy.

– Na noc? – zaniepokoiła się Pelagia, patrząc na Stroganowkę w świetle księżyca. Gdzie mógłby tu być młyn?

– Bez obaw, nie zabłądzimy. I tak tyle czasu straciliśmy na próżno. Myślałem, że to sprawa wagi państwowej, a tu nic.

Zdaje się, że tam się ukrył – mniszka dostrzegła kwadratowy budynek nad rzeczką i nawet jakby usłyszała skrzypienie młyńskiego koła.

– Ja tak wyjechać nie mogę – powiedziała. – Sołtys nie chce posyłać po kapłana do Staricy. Mówi, że nie ma koni, a poza tym trzeba byłoby zapłacić. I co teraz, mamy zakopać człowieka jak psa? Odprawić nabożeństwa nie mogę, ale choć odmówię nad grobem modlitwę. To mój obowiązek. A pan niech się nie martwi. Byłoby o wiele gorzej, gdybyśmy tutaj nie przyjechali. Powiadomiłby pan zwierzchników, że Manujła nie żyje, a potem okazałoby się, że nic podobnego. Sytuacja byłaby dla pana niezręczna.

– Co racja, to racja, a jednak... – mruknął Sergiusz Siergiejewicz, którego, jak się zdaje, niepowodzenie ekspedycji poważnie przygnębiło. Ambitny reformator chyba jednak chciał się popisać przed dziennikarzami. – No dobrze. Proszę pochować Szełuchina jutro rano. Ale, błagam, jak najwcześniej. Do diabła, jak szkoda tego czasu!

Po raz pierwszy o kogucie

Pelagia życzyła śledczemu dobrej nocy i powiedziała, że nocleg znajdzie sobie sama, a potem pospieszyła nad rzeczkę.

Przeszła ulicą mimo płotów, zza których cicho powarkiwały nieszczekliwe stroganowowskie psy, przypominające raczej wilki. Za opłotkami, na łące, szum wody stał się głośniejszy. Kiedy zaś do młyna było już całkiem blisko, spod solidnej budowli z kloców ruszyła ku mniszce szczuplutka figurka.

Dziewczynka niecierpliwie podbiegła do siostry, pochwyciła jej rękę czepliwą, szorstką łapką i zapytała:

– Czy on żyje? Czy żyje?

– Kto? – zdumiała się Pelagia.

– Amanuił.

– Chcesz powiedzieć: Manujła?

– Amanuił – powtórzyła Głuptaczka. – Tak onyż się zwał.

– Skąd to wiesz?

– Wiem. Tak się szturgał – dziewczynka dotknęła palcem piersi – i powiedał: „Amanuił, Amanuił". Siła jeszcze powiedał, jedno ja nie urozumiała. Mała była i czyście głupia.

To pewnie „Manuił", domyśliła się Pelagia. Gminne zaś „Manujła" pojawiło się później, kiedy zagadkowy „Tatarzyn" ruszył ze swymi naukami po wsiach.

– Żyje twój Manuił, żyje – uspokoiła Głuptaczkę. – Nic mu się nie stało. Wiesz co, opowiedz, gdzie go znalazłaś.

– To nie ja go naszłam, tylko Białaska.

Tutaj Głuptaczka opowiedziała Pelagii osobliwą historię, której mniszka wysłuchała z niezwykłą uwagą. Zdumiewało także to, w jak składny sposób potrafiła mówić rzekoma niemowa – o wiele żywiej i barwniej niż miejscowy sołtys.

A historia była taka.

Zaczęło się od tego, że z gromadzkiego kurnika, którego doglądała mała Głuptaczka, uciekła Białaska, nioska o wyjątkowo „brykliwych", to jest nieznośnych, obyczajach. Kurnik znajdował się na drugim brzegu rzeczki, tak więc szukać uciekinierki należało albo w pobliskich krzakach, albo dalej, przy „kamieniach" (skałach).

Głuptaczka przepatrzyła dokładnie zarośla, ale Białaski tam nie znalazła. Na nieszczęście kwoka należała do sołtysowego starszego syna Dońki, chłopa awanturnego i czepliwego, którego Głuptaczka „haniebnie" się bała.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)