Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 104
Перейти на страницу:

Bo, widzi pani, akurat w tym czasie dojrzewał we mnie pewien plan.

– Jaki plan? – zapytała Pelagia, domyślając się z tonu, że musiało to być coś niedobrego.

– Doskonały – uśmiechnął się Dolinin. – Wręcz jedyny w swoim rodzaju. Rzecz w tym, że szczęśliwi kochankowie postanowili wziąć ślub. No, może nie całkiem, bo o uroczystości cerkiewnej nie mogło być mowy; w każdym razie miało się odbyć coś na kształt wesela. Wszak obyczaje stołeczne to nie to co prowincjonalne; ślub z cudzą żoną nie jest tam wcale rzadkością. „Ślub cywilny" – tak to się nazywa. Przygotowali wszystko z rozmachem. Nowocześnie, bez obsłonek. Jak świętujemy, to na całego. Prawdziwa miłość nie liczy się z obmową i przyjętymi regułami. Co do mnie, to udawałem, że godzę się z tym, co nieuchronne. Niektórzy życzliwi już dawno namawiali mnie, by „patrzeć na rzeczy szerzej", no to tak popatrzyłem. – Sergiusz Siergiejewicz zaśmiał się sucho, skrzekliwie. – Takie zrobiłem z siebie jagniątko, takiego tołstojowca, że... nie uwierzy pani... w liczbie innych wybrańców dostąpiłem zaszczytu zaproszenia na owo święto miłości. I tu powstał plan... Początkowo, za przykładem mieszkańców Krainy Wschodzącego Słońca, chciałem na oczach ludzi rozpruć sobie nożem brzuch i wywalić wnętrzności wprost na weselny stół – macie, częstujcie się. Wymyśliłem jednak coś lepszego.

Pelagia wytrzeszczyła oczy i przysłoniła dłonią usta. Narrator ciągnął bezlitośnie swoją dręczącą opowieść.

– Pomyślałem sobie, że przyjdę z bukietem i butelką jej ulubionego białego wina, które dawniej pozwalałem sobie kupować jedynie dwa razy w roku – na jej urodziny i na rocznicę ślubu. W pełni przyjęcia poproszę o głos, że niby chcę wznieść toast. Wszyscy, rzecz jasna, nastawią uszu i zwrócą na mnie uwagę. Co za pikanteria: porzucony mąż winszuje nowożeńcom. Niektórzy roztkliwią się, inni będą się ze mnie w duchu natrząsać. A ja wygłoszę bardzo krótką mowę. Powiem: „Miłość to niepohamowana siła. Niechaj zawsze towarzyszy nam blask jej uśmiechu, tak jak teraz mojego". Otworzę butelkę, napełnię po brzegi szklanicę, wzniosę ją ponad głowę i tak przez chwilę potrzymam – to specjalnie dla syna, który na pewno także będzie na przyjęciu. Żeby dobrze wszystko zapamiętał. A potem wyleję sobie zawartość szklanicy tutaj. – Dolinin przyłożył palec do czoła. – Tyle że w butelce będzie nie wino, lecz kwas siarkowy.

Pelagia krzyknęła, ale Sergiusz Siergiejewicz znowu, jak się zdawało, nie usłyszał.

– Niedługo przedtem prowadziłem sprawę – zbrodnia namiętności. Pewna uliczna kobieta chlusnęła z zazdrości swemu kochasiowi kwasem w twarz. W kostnicy widziałem jego zwłoki: cala skóra zeszła, wargi do cna wyżarte i ten uśmieszek obnażonych zębów... Wymyśliłem sobie, że taki właśnie „uśmiech wszechogarniającej miłości" pokażę nowożeńcom. Bólu się nie bałem – pragnąłem go jak jakiejś rozkoszy. Tylko taki ból mógł zrównoważyć ogień, jaki spalał mnie od środka przez wszystkie te miesiące... Oczywiście umarłbym na miejscu, bo przy tak rozległym poparzeniu serce nie wytrzymuje wstrząsu. A oni niechby sobie żyli i cieszyli się szczęściem. Coś by się im nocami śniło... I żeby syn zapamiętał to na całe życie... Taki mniej więcej nakreśliłem sobie plan.

– I co przeszkodziło w jego realizacji? – zapytała szeptem mniszka.

Tym razem Dolinin usłyszał. Skinął głową.

– Tuż przed pamiętnym dniem wezwano mnie nagle do samego empireum władzy. Dokonał się cud, na górze znaleźli się ludzie o szerokich horyzontach. Okazali przychylność, wynieśli, nadali życiu nowy sens. W stanie, w jakim wtedy byłem, uznałem to za znak. Oto właśnie możliwość udowodnienia żonie, że jestem wielkim człowiekiem, większym niż jej hrabiątko. Będę miał i pozycję, i bogactwo, i władzę. Prześcignę go we wszystkim. A wówczas ona pożałuje i wyrazi skruchę. (O niczym takim nie mogło być, rzecz jasna, mowy, bo to nie tego rodzaju kobieta – ale ja wtedy oceniałem to inaczej).

Sergiusz Siergiejewicz zamilkł na chwilę, a potem dokończył opowieść zupełnie innym tonem, już bez zawziętości i udręki.

– Jednakże sens znaku polegał na czymś całkiem innym. Później wytłumaczył mi to pewien człowiek – nieważne kto, pani go nie zna. Powiedział: „To Bóg się nad panem ulitował. Ulitował się i uratował pańską duszę". Tak zwyczajnie. Bóg się nade mną ulitował. A kiedy to zrozumiałem, uwierzyłem. Bez mędrkowania, bez hipotez. Uwierzyłem i już. Od tego momentu zaczęło się moje prawdziwe życie.

– Zaprawdę tak! – zawołała Pelagia i w bezwiednym porywie wypaliła: – Wie pan, ja także panu o sobie opowiem...

Śledczy ściągnął jednak cugle i zatrzymał swego bułanka, bryczka zaś potoczyła się dalej.

Mniszka zeskoczyła na ziemię i zaczekała na Dolinina. Już nie po to, żeby opowiedzieć o sobie (zrozumiała, że Sergiusz Siergiejewicz nie ma teraz ochoty na cudze zwierzenia), ale żeby oznajmić coś ważnego.

– Bóg uratował panu życie i duszę. I do tej łaski się nie ograniczy. Upłynie czas, rana się zabliźni, a pan przestanie gniewać się na byłą żonę. Zrozumie pan, że ona nie jest winna. Po prostu nie była tą, którą On panu przeznaczył. I bardzo możliwe, że swoją właściwą małżonkę jeszcze pan spotka.

Dolinin roześmiał się – niby drwiąco, ale bez złośliwości.

– No nie, pokornie proszę. Mnie już wystarczy. Chyba że spotkam taką jak pani. Podejrzewam jednak, że drugiej takiej na świecie nie ma, a ożenek z zakonnicą żadną miarą nie jest możliwy.

Uderzył konia piętami i odjechał na przód karawany, zostawiając Pelagię w całkowitym pomieszaniu.

Leśne strachy

Przez długi czas potem siostra jechała zadumana. Bóg tylko wie, gdzie bujały myśli mniszki, ale jej twarz była dziwna – jednocześnie smutna i rozmarzona. Pelagia uśmiechnęła się kilka razy, ale po jej policzkach spływały łzy, które ocierała bezwiednie dłonią.

Aż nagle ten nastrój prysł, myśli splątały się. Pelagia nie od razu zrozumiała, co jej przeszkadza, co ją odrywa.

Potem pojęła: znowu. Na karku i potylicy wyraźnie czuła czyjeś natarczywe spojrzenie.

Coś takiego zdarzyło się nie po raz pierwszy. Niedawno, w czasie dziennego postoju, Pelagia odwróciła się gwałtownie i zobaczyła – naprawdę zobaczyła – jak na odległym skraju polany poruszyła się gałąź.

Teraz także mniszka nie wytrzymała i obejrzała się.

Przycisnęła rękę do serca: na świerku siedział duży szary ptak i wybałuszał na nią okrągłe żółte oczy. Siostra roześmiała się cichutko. Boże, puchacz! To tylko puchacz... Wieczorem jednak, kiedy rozbijali obozowisko na nocleg, zaszło coś takiego, że zrobiło jej się nie do śmiechu.

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)