Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 104
Перейти на страницу:

Manuił zaś otworzył oczy bardzo szeroko i skinął na siostrę żółtym palcem. I szepcze:

– Chodź tu, chodź.

Powinna była uciekać co sił w nogach, ale dziwna moc popchnęła ją naprzód i pociągnęła ku siedzącemu.

Twarda, szorstka dłoń pogładziła bezwolną Pelagię po policzku, po szyi. Było wstyd, ale też błogo.

– Oblubieniczka moja, kochaneczka – przeciągnął Manuił, wymawiając słowa jak mieszkańcy Stroganowki.

Męska ręka zaczęła gładzić pierś Pelagii. „Na Chrystusa jedynego..." – próbowała modlić się czernica. Palec proroka namacał łańcuszek, zerwał go z łatwością i odrzucił krzyżyk w kąt.

Tu Manuil zachichotał, potrząsnął brodą i szyderczo prze-drzeźnił:

– Na Chrystusa jedyneeego... Och, moja kurka. Ko-ko-ko, ko-ko-ko. – Aż raptem jak nie zawrzaśnie na całe gardło: – KUKU-RY-KUUUU!!!

Pelagia zerwała się, dławiona szlochem. Na dole przejmująco darł się kogut. O Boże!

Zapanowała cisza

W ciemności coś zaszeleściło, zastukało. To krzykacz machał skrzydłami i drapał szponami belki – wspinał się, by zawrzeć z Pelagią znajomość.

– No, witaj, witaj – zwróciła się mniszka do gościa, który przyglądał się jej, przekrzywiwszy czubatą głowę.

– Ko-ko – zagadywał kogucik.

Zdaje się, że Pelagia mu się spodobała. Zbliżył się i bezceremonialnie kolnął dziobem w obciągnięte czarnym suknem kolano.

– I ty to samo – upomniała go siostra.

W bladym świetle księżyca, które przesączało się przez dziurawy dach, trudno było ptakowi dokładnie się przyjrzeć. Bo i co tu się przyglądać? Kogut jak kogut.

– Ach, ty, Pietia-Pietuszek, główka maślana, bródka jedwabiana. – Zakonnica lekko pociągnęła go za mięsiste korale.

Kogut odskoczył, ale niedaleko.

– Kiedy będziesz piał po raz drugi? Wkrótce? – zapytała siostra.

Zeszła na podwórze, do studni. Obmyła twarz, rozczesała włosy – nie było kogo się krępować. Całe niebo pokryło się gwiazdami. Pelagia spojrzała ku górze i zastygła. Tuż obok pojawił się kogucik. Wskoczył na zrąb studni i też zadarł głowę. Może wydało mu się, że na niebie rozsypane jest złociste ziarno. Przeskoczył wyżej, na studzienny kołowrót, wyciągnął szyję, ale i tak do ziarenek nie sięgnął. Gniewnie zagdakał i znowu:

– Kukurykuuuu!!!

Zaskoczył tym Pelagię. Z jakiegoż to powodu piał? Wedle swojego koguciego zegara czy ze złości?

Czy można ów krzyk uznać za „wtórnie", czy też nie?

Ale na innych podwórzach także odezwały się koguty. A zatem pora.

Kiedy przecinała łąkę, księżyc zaszedł. Zrobiło się całkowicie ciemno, jak to zwykle przed świtaniem.

Ścieżka ledwie szarzała w mroku, a każdy krok odzywał się głucho. Początkowo mniszce wydało się nawet, że ktoś z tyłu idzie, ale potem domyśliła się – to echo. Nie wiedziała nawet, że echo pojawia się na otwartej przestrzeni. Może za przyczyną wyjątkowej przezroczystości powietrza?

Pośrodku łąki okazało się, że kogut przyczepił się do swojej nowej znajomej. Podskakiwał z tyłu, pomachiwał skrzydłami.

– Ach, jaki zuchwalec – skarciła go mniszka. – Lekkoduch! Rzucił rodzinę i gniazdo dla pierwszej napotkanej spódniczki.

Psykała na niego, machała rękami: idź, wracaj, ale Pietia-Pietuszek nie posłuchał. No dobrze, niech ci będzie. Jeśli zechcesz – drogę znajdziesz.

Głuptaczka czekała przy młynie.

– Widzisz, jestem z kawalerem – powiedziała Pelagia. – Przyczepił się. Pędziłam go, pędziłam...

– Zwidziała się ty jemu. Tera nie odstanie. Oni, czerwone, strach jakie uczepne. Ano, pójdziem na Kamień albo jak?

– Pójdziemy.

Na pewno lepiej byłoby zajrzeć tam za dnia, pomyślała Pelagia. Ale za dnia mogą zauważyć, a to niepotrzebne. Co za różnica, dzień czy noc – w jaskini i tak jest ciemno.

– Nafciana? – Dziewczynka z szacunkiem wskazała lampę, którą niosła mniszka.

– Tak, naftowa. W miastach teraz wszystkie takie. A na ulicach latarnie gazowe. Na pewno ci pokażę. Przez rzeczkę przedostały się po kamieniach: pierwsza Głuptaczka, za nią Pelagia, unosząc poły.

Kogucik podskakiwał za nimi.

Potem dość długo szły przez zarośla – pewnie jakąś wiorstę. Aż pojawiły się skały. Dziewczynka szła szybko, bez wahania. Mniszka ledwie za nią nadążała.

I znowu, tak jak w Lesie, Pelagia odniosła wrażenie, że nocny świat na nią patrzy, przy czym nie w oczy – od przodu, ale po złodziejsku – od tyłu.

Obejrzała się nawet i zauważyła ruch jakichś cieni, ale strach okiełznała. Jeśli bać się nocnych cieni, to jak wejść do jaskini? Tam to dopiero będzie strasznie.

A może jednak nie wejdę, zadrżała Pelagia. Zobaczę, gdzie to jest, i wystarczy.

„Po co w ogóle to miejsce oglądać? – zapytała sama siebie. – Na co ci się przyda ta jaskinia?" Nie znalazła odpowiedzi, dlatego że żadnej racjonalnej odpowiedzi nie było. Nie wątpiła jednak, nie rozumiejąc nawet powodów, że miejsce, gdzie Głuptaczka natknęła się na Manuiła, zobaczyć trzeba. Sergiusz Siergiejewicz, wiedząc, że to nieracjonalne, nie zrobiłby tego. Ale to mężczyzna, a oni kierują się czym innym.

– Czarci Kamień. – Dziewczynka zatrzymała się, wskazując palcem ciemny garb, stromo wznoszący się ku górze. – Albo nawrócim?

– Prowadź do jaskini – powiedziała Pelagia i zacisnęła zęby, żeby nie szczękały. Miejsce naprawdę było niedobre. Pewnie nawet za dnia ogarniał tu lęk – z racji ciasno stojących skał i absolutnej, dzwoniącej ciszy. A co mówić o nocy!

Głuptaczka jednak, jak się wydaje, wcale się nie bała. Zapewne wspomnienie o Manuile rozjaśniało jej ów złowieszczy pejzaż innymi, nie tak strasznymi kolorami.

– Często do pieczary zaglądasz? – zapytała Pelagia.

– Wnątrz ani razku nie wchadzała. Ale do Czarciego Kamienia biegam.

– Dlaczego nie wchodzisz do środka? Dziewczynka wzruszyła ramieniem.

– Bo tak.

Nie chciała wyjaśnić.

Zdaje się, że Pietia-Pietuszek także czuł się doskonale. Wskoczył na duży kamień i śmiało rozłożył skrzydła.

Wygląda na to, że tylko ja jedna tchórzę – wyrzuciła sobie Pelagia i poprosiła:

– No, gdzie? Pokaż.

Wejście do jaskini znajdowało się w zarosłej krzakami rozpadlinie, która wbijała się w skałę wąskim klinem.

– Tuta – wskazała Głuptaczka, rozsuwając gałęzie.

Na tle przedrannego mroku czerniał ciasny otwór. Wysoki był na półtora arszyna – żeby wejść, trzeba się mocno przygiąć.

– Wnijdziesz? – zapytała z podziwem Głuptaczka. Kogut smyrgnął jej między nogami. Z ciekawością popatrzył na dziurę, podskoczył i zniknął.

– No pewnie, wejdę. A ty?

– Nie, mnie nie można.

– Zaczekasz tutaj? Głuptaczka pokręciła głową.

– Bieżeć trzeba. Pastuch Fiediuszka wrychle stado popędzi. Ale ty, ciotula, nie strachaj się. Aby daleko nie chodź. Kto go tam wie, tego pieczara... Na wstecz do wsi pójdziesz – dzierżyj się steczki. No, na raziczku.

Odwróciła się i pomknęła z powrotem – zamigały tylko białe łydki.

Pelagia przeżegnała się i wyciągnęła przed siebie rękę z latarnią. Weszła.

Głuptaczka biegła lekko, zwiewnie i wydawało się jej, że nie biegnie, tylko leci nad białawym przedrannym dymkiem, który słał się nad ziemią. Nawet ręce rozrzuciła na boki niczym żuraw.

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)