Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 202 203 204 205 206 207 208 209 210 ... 253
Перейти на страницу:

— Na pewno widziałeś model. Jest dość dokładny, biorąc pod uwagę, co widać przez wasze teleskopy. Oczywiście mało kto z Czterdziestu Tysięcy widział statek od zewnątrz; znają tylko wnętrze kuli, w której spędzają całe życie.

Mówił o sercu Daban Urnuda: szesnastu wydrążonych sferach o średnicy niespełna mili, skupionych wokół centralnie umieszczonej osi i obracających się wraz z nią w celu wytworzenia pseudograwitacji.

— O to właśnie pytam — odparłem. — Jak wygląda wasze dziesięciotysięczne laterryjskie społeczeństwo?

— W tej chwili jest podzielone między Opokę i Piedestał.

Opoka była opozycyjnym ruchem fthozyjskim.

— Ale w normalnych warunkach…

— Dopóki tu nie przybyliśmy i Piedestał z Opoką nie okopały się na swoich pozycjach, przypominało sympatyczne prowincjonalne miasteczko, w którym znajduje się uniwersytet albo inny ośrodek naukowy. Każda kula jest w połowie napełniona wodą. Na wodzie unoszą się łodzie mieszkalne. Na ich dachach uprawiamy nasze jedzenie… Ach, jak ja je dobrze pamiętam!

— Rozumiem, że każda rasa dysponuje czterema kulami?

— Teoretycznie tak, ale przemieszania nie da się całkowicie uniknąć. Kiedy statek nie przyspiesza, można otworzyć przejścia do sąsiednich kul i swobodnie się między nimi przemieszczać. W jednej z naszych laterryjskich kul mamy szkołę.

— Czyli macie też dzieci?

— Oczywiście, że mamy dzieci. I bardzo dbamy o ich porządne wychowanie. Edukacja jest dla nas wszystkim.

— Nam też by się przydała — mruknąłem. — Extramuros, znaczy.

Jules zamyślił się i wzruszył ramionami.

— Nie zrozum mnie źle, to nie jest jakaś utopijna idylla. Kształcimy młodzież nie z zamiłowania do szlachetnych idei, tylko po to, żeby przetrwać; żeby rejs Daban Urnuda mógł trwać. Dzieciaki z Urnuda, Tro, Laterre i Fthosa rywalizują o stanowiska w Dowództwie.

— Czy ta rywalizacja rozciąga się także na lingwistykę?

— Ależ naturalnie! Jestem aktywem strategicznym! Przenoszenie nas do nowych kosmosów i przeprowadzanie nowych Zstąpień jest rezon detr Dowództwa! A podczas Zstąpienia mało kto jest bardziej przydatny niż lingwista.

— Oczywiście. Wasze dziesięciotysięczne miasteczko jest dostatecznie duże, żebyście mogli się pobierać, czy co tam robicie…

— Pobieramy się. Wystarczająco duża część z nas zawiera związki małżeńskie i płodzi dzieci, żeby populacja utrzymywała się na stałym poziomie.

— A ty? Jesteś żonaty?

— Byłem.

A zatem znali także rozwody.

— Dzieci?

— Nie. Jeszcze nie. A teraz to już nigdy.

— Odwieziemy cię do domu — zapewniłem Julesa. — Może poznasz nową dziewczynę.

— Nie taką jak ona. — Skrzywił się i wzruszył ramionami. — Kiedy byliśmy z Lise razem, zawsze mówiłem jej takie rzeczy, czułe błahostki: „Nie ma drugiej takiej jak ty, najdroższa”. — Pociągnął nosem i spuścił wzrok. — Oczywiście nieszczerze.

— Oczywiście.

— Ale jej śmierć uświadomiła mi z absolutną jasnością, jaka jest prawda: nie ma drugiej takiej jak ona. W społeczeństwie liczącym dziesięć tysięcy ludzi, na zawsze odciętym od macierzystego kosmosu… Ras, ja je wszystkie znam, wszystkie kobiety w moim wieku. I nie mam cienia wątpliwości, że w tym kosmosie nie ma drugiej takiej kobiety jak moja Lise.

Łzy strumieniami spływały mu po policzkach.

— Strasznie mi przykro… Czuję się jak idiota. Nie wiedziałem, że twoja żona nie żyje.

— Nie żyje. Widziałem jej ciało… jej twarz… Cały konwoks je widział.

— Na boga! — Nie miałem zwyczaju zaklinać się na bóstwa, ale nic innego równie mocnego nie przyszło mi do głowy. — Ta kobieta w ładowniku w Orithenie…

— To była moja Lise — powiedział Jules Verne Durand. — Moja żona. Sammannowi już powiedziałem.

I kompletnie się rozkleił.

Siedzieliśmy w zaciemnionej celi, rozjaśnianej symulowanym światłem słońca, odbitym od symulowanej Arbre i symulowanego księżyca. Symulowane postaci w kombinezonach szybowały bezgłośnie wokół nas. Jules skulił się i szlochał.

Przypomniałem sobie nasze rozmowy z messalanu — o tym, że możemy wchodzić w proste fizyczne interakcje z Geometrami, nawet jeśli oddziaływanie na poziomie biologicznym nie wchodzi w grę. Podszedłem do Laterryjczyka, objąłem go i przytulałem, dopóki nie przestał płakać.

* * *

— Powiedział mi — poinformowałem później Sammanna.

Od razu się zorientował, o kim i o czym mówię. Spuścił wzrok i pokręcił głową.

— Co z nim?

— Już lepiej… Powiedział coś dobrego.

— To znaczy?

— Ja dotknąłem Orola. Orolo dotknął Lise, oddał za nią życie. Kiedy z kolei dotknąłem Julesa, to tak jakby…

— Zamknąłeś krąg.

— No właśnie. Opowiedziałem mu, jak przygotowaliśmy ciało do pogrzebu, jak wyraziliśmy jej swój szacunek. Chyba chciał to usłyszeć.

— Powiedział mi w aeroplanie. Prosił, żebym nikomu nie mówił.

— Masz kogoś takiego, Sammann? — zapytałem. Spędziliśmy ze sobą mnóstwo czasu, ale nigdy o tym nie rozmawialiśmy.

Parsknął śmiechem i pokręcił głową.

— Kogoś takiego? Nie. Nie takiego. Miałem parę dziewczyn, poza tym mam rodzinę. Dla itów rodzina… no… jest ważna… — Niezręcznie zawiesił głos. Kontrast z deklarantami był oczywisty.

— Skoro już zeszliśmy na takie tematy… pomógłbyś mi domknąć jeszcze jeden krąg?

Wzruszył ramionami.

— Chętnie spróbuję. Czego potrzebujesz?

— Prosiłem cię niedawno, żebyś przekazał Ali wiadomość. Zanim wystartowaliśmy, pamiętasz? Trochę się czułem onieśmielony…

— Martwił cię brak prywatności. Ja to rozumiem.

— Wysłałbyś jej coś jeszcze?

— Pewnie. Ale z tym brakiem prywatności nic się nie zmieniło.

Roześmiałem się — tak jakby.

— Domyślam się. Ale w tej sytuacji jakoś to przeżyję.

— W porządku. Co mam jej napisać?

— Że jeśli dostanę czwarte życie, chcę je spędzić z nią.

— No, no… — Oczy mu się zaszkliły, jakbym go spoliczkował. — Wpiszę to szybko, zanim się rozmyślisz.

— Odtąd możemy już tylko posuwać się naprzód. Nie będzie żadnego rozmyślania się.

Sztabowanie: Określenie zaczerpnięte z żargonu wojskowego, oznaczające zbombardowanie z orbity obiektu znajdującego się zazwyczaj na powierzchni planety sztabą wykonaną z jakiegoś ciężkiego materiału. Sztaba nie ma żadnych ruchomych części, nie przenosi również ładunku wybuchowego, a jej niszczycielski potencjał wynika z ogromnej prędkości, z jaką uderza w cel.

— Słownik, wydanie czwarte, 3000 p.r.

Przez całą drogę na orbitę byłem przekonany, że rakieta nawaliła i że tak właśnie wygląda umieranie. Projektanci nie mieli czasu ani pieniędzy na wyposażenie manifika w takie luksusy jak okna czy choćby ekran szpilowy. Była tylko owiewka: cienka powłoka zewnętrzna mająca trojaki ceclass="underline" osłonięcie manifika przed podmuchami wiatru; odcięcie nas od światła, żebyśmy odbyli całą podróż w absolutnej ciemności i niewiedzy; oraz wibrowanie. Sprzężenie dwóch ostatnich funkcji skutecznie wzmagało odczuwaną przeze mnie zgrozę. Pomyśl, co byś czuł, płynąc przez wodospad w beczce. A teraz wyobraź sobie, że jesteś przybity od wewnątrz do rozklekotanej skrzyni i ktoś zrzuca cię z wiaduktu na ośmiopasmową autostradę w godzinach szczytu. Jedziemy dalej: wkładasz miękko watowany kostium i zarabiasz na życie jako manekin treningowy w Dolinie Dzwoneczków. I dodatek specjalny, na zakończenie: masz przyklejone do czaszki dwie gigantyczne kolumny, z których twoje uszy atakuje czysty biały szum, dwa razy głośniejszy niż próg całkowitej utraty słuchu. Złóż te wrażenia do kupy i wyobraź sobie, że trwają pełne dziesięć minut.

1 ... 202 203 204 205 206 207 208 209 210 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)