Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 205 206 207 208 209 210 211 212 213 ... 253
Перейти на страницу:

— Mam! — zameldował. Teraz oboje z Esmą trzymali Julesa na uwięzi. — Możesz odłączać.

— Odłączam — powiedziała Esma. — Poszukam innych ładunków.

Jej silniki plunęły ogniem. Sonda łącząca ją z pomponem Julesa odpadła.

W ten sposób Sammann rozpoczął karierę konglomera. My wszyscy pełniliśmy rolę dostawców: mieliśmy latać po okolicy, używając silników w manifikach, wyłapywać przelatujące w pobliżu ładunki i odstawiać je do konglomera.

Obróciłem się w miejscu i zacząłem rozglądać. Ludzi (których pompony miały kolor czerwony) miało być łącznie jedenaścioro. Zasobnik i jego mały reaktor jądrowy też były oznaczone na czerwono. Pięćdziesięciu manifikom z innym ładunkiem nadano kolor niebieski. Były takie same: każdy zawierał trochę wody, trochę jedzenia, trochę paliwa i trochę sprzętu — oczywiście dlatego, że nie spodziewaliśmy się wszystkich znaleźć.

W całkiem bliskim sąsiedztwie zobaczyłem takie mrowie czerwonych i niebieskich pomponów, że mój mózg nie pozostawiał mi złudzeń: nie uda nam się zgarnąć wszystkich. Nie mieliśmy szans. Nie pozostało mi nic innego, jak podlecieć do najbliższej czerwonej kuli i sprawdzić, czy znajdujący się w niej człowiek żyje i jest przytomny. Zacząłem się szykować do manewru podejścia, kiedy pompon sam odpalił silniki i na wyświetlaczu pojawiła się ikona przedstawiająca Jesry’ego.

— Nic mi nie jest — zapewnił mnie zniecierpliwionym tonem. — Szukaj kogoś, kto sam nie daje sobie rady.

Zza jego pleców nadlatywał niebieski ładunek. Poruszał się we właściwej płaszczyźnie, miał jednak nieco zbyt wysoki mimośród, przez co tracił wysokość: za kilka minut wpadnie w objęcia atmosfery i spali się na popiół. Obróciłem się „do przodu”, czyli twarzą w kierunku ruchu (mojego i wszystkich innych pomponów) wokół Arbre, i ustawiłem „pionowo” — czyli w taki sposób, że podeszwami celowałem w powierzchnię planety, a horyzont przebiegał równolegle do określonej linii na wyświetlaczu. Ładunek powoli „spadał” w moim polu widzenia. Poruszyłem joystickiem; silnik odpalił i spowolnił mój lot. Ładunek przestał „spadać”, co oznaczało, że wylądowałem na takiej samej niewydarzonej orbicie jak on. Jeszcze parę manewrów i znalazłem się dwadzieścia stóp od niego.

Widok w tle na chwilę mnie zdekoncentrował: czerwony pompon przeciął moje pole widzenia od lewej do prawej i zderzył się z innym, niebieskim. Śledziłem je wzrokiem, a widząc, że się skleiły, doszedłem do wniosku, że to jakiś inny dostawca, który robi dokładnie to samo, co ja — tyle tylko, że zamiast użyć kotwiczki, po prostu chwycił siatkę manipulatorem. Tak to przynajmniej wyglądało. Czerwony i niebieski pompon stworzyły wirujący powoli układ gwiazdy podwójnej. Nie widziałem, żeby czerwony uruchomił silniki; nic nie wskazywało nawet na to, żeby jego lokator był przytomny.

— Chyba ktoś ma kłopoty — zameldowałem. — Zderzenie.

— Widzę — odezwał się Arsibalt. — Podejdę bliżej i sprawdzę.

— Ja już jestem bliżej. — Obróciłem się i zobaczyłem nadlatującego Arsibalta. — Mógłbym…

— Nie. Wracaj po swój ładunek.

No to do roboty. Zanim jednak podjąłem przerwane zajęcie, obejrzałem się w stronę balonu. Bardzo się od niego oddaliłem, ale widok zbierających się pod nim czerwonych i niebieskich kul podniósł mnie na duchu. Suur Vay i fraa Ossa skleili pół tuzina ładunków w dużą, leniwie wirującą molekułę i holowali ją wspólnie, szykując się do połączenia jej z rozrastającą się w cieniu balonu grudą.

— Zbliżam się do fraa Jaada — zameldował Arsibalt. — Zaplątał się w niebieski ładunek. Chyba jest nieprzytomny.

— Jakie ma elementy orbitalne? — zapytał Lio.

— Niebezpiecznie wysoki mimośród. Za chwilę zanurkuje.

— Uważaj, żebyś sam się nie zaplątał.

— Włącz tylną kamerę — poleciłem.

Widok na wyświetlaczu został przesłonięty wirtualnym obrazem w laserowych, krystalicznie czystych barwach: zielona siatka z czerwonym krzyżem celownika pośrodku. Obraz był przekazywany ze szpilołapu na rufie mojego manifika. Sprawdziłem wartość nachylenia i za pomocą kulki zwiększyłem je o sto osiemdziesiąt stopni. Zobaczyłem ładunek: znajdował się dokładnie za moimi plecami.

— Wystrzel kotwiczkę numer jeden — rozkazałem.

Poczułem lekkie kopnięcie w plecy: to otworzył się cylinder ze sprężonym gazem. Rolę wysięgnika kotwiczki pełniła długa, miękka, skórzasta rura, która w spoczynku zapadała się i składała jak luźna pończocha, a po napełnieniu gazem wystrzeliwała w przód i zmieniała się w podłużny, sztywny balon. Na jej końcu znajdowała się głowica bojowa, gładko zaokrąglona na czubku, żeby przebić się przez siatkę oplatającą drugi manifik, ale zaopatrzona w sprężynowe łapy, które rozkładały się na boki, gdy głowica zderzyła się z czymś lub rękaw wyciągnął się maksymalnie.

Przekaz z rufowego szpilołapu pozostawiał sporo do życzenia, ale wyglądało na to, że wszystko poszło jak należy. Był tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić.

— Wyłącz tylną kamerę — powiedziałem.

Uruchomiłem silniki, żeby pchnęły mnie do przodu. Moje serce na dwie sekundy przestało bić — dopóki szarpnięcie nie poinformowało mnie, że kotwiczka wczepiła się w sieć. Pozwoliłem sobie na mały okrzyk radości i rozejrzałem się za balonem.

— Jaad przyspawał się do ładunku — powiedział Arsibalt. — Nie dam rady ich rozdzielić.

— Jak to się przyspawał? — zdziwił się Lio.

— Kiedy pompony się zderzyły, niebieski oplot ładunku zetknął się z gorącą dyszą silnika Jaada, stopił i przykleił na amen. Postaram się złapać je razem.

— Wystarczy ci paliwa, żeby je przyholować?

— Zaraz policzę.

— Lecę do ciebie. Pamiętaj: nie zużyj całego paliwa. Nie wiemy nawet, czy Jaad żyje.

— Kontakt wzrokowy za siedemnaście minut.

Mnóstwo czasu. Obróciłem się tak samo jak przed chwilą, żeby ciągnąć ładunek za sobą, i przyspieszyłem, korygując niedawne zepsucie orbity. Zużyłem na to więcej paliwa niż poprzednio (silnik musiał działać dłużej), bo miałem podwojoną masę. Zrobiło się trochę nerwowo, ponieważ długi strzał silnikiem mógł oznaczać duży błąd, gdybym coś spaprał. Nie spuszczałem wskaźników z oka: mimośród oscylował wokół pięciu tysięcznych, ja zaś musiałem go ograniczyć do jednej tysięcznej, jeśli chciałem marzyć o jako takiej synchronizacji z resztą.

Przez radio słyszałem, jak inni na bieżąco dokonują podobnych kalkulacji. Arsibalt złapał Jaada i ładunek, do którego się przykleił, i próbował tego samego manewru, co ja; głośno odczytywał wskazania przyrządów na użytek asekurującego go Lio. Jesry monitorował ruch, obliczał potrzebne ilości paliwa, podsuwał sugestie, które — z biegiem czasu i rozwojem sytuacji — coraz bardziej upodabniały się do rozkazów. Rozpraszało mnie to, więc z żalem wyłączyłem radio i skoncentrowałem się na własnych problemach.

Dopiero kiedy sprowadziłem mimośród poniżej jednej tysięcznej, pozwoliłem sobie puścić stery i poszukać balonu. W pierwszej chwili spanikowałem, nie widząc go nigdzie w pobliżu, ale potem znalazłem go „u góry”, nieco z prawej, w odległości tysiąca stóp. Powoli się do niego zbliżałem. „Pod” balonem rósł zlepek niebieskich pomponów. Skoro już byłem niedaleko, postanowiłem się rozejrzeć, czy jeszcze coś ciekawego nie wpadnie mi w oko.

1 ... 205 206 207 208 209 210 211 212 213 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)