Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 200 201 202 203 204 205 206 207 208 ... 253
Перейти на страницу:

Oczy Arsibalta wyjrzały daleko poza kadr w poszukiwaniu dłoni. Podniósł jeden kikut, w którym nagle otworzyła się klapka. Wszyscy odskoczyliśmy, kiedy ze środka wystrzelił metalowy pająk, wierzgając odnóżami na wszystkie strony. Oglądany z bliska i na spokojnie pająk okazał się szkieletową dłonią: miał kości, stawy i ścięgna naśladujące naturalną strukturę ludzkiej dłoni, tyle tylko że wykonane z anodowanego na czarno metalu i pozbawione skóry, jeśli nie liczyć czarnych gumowych podkładek na czubkach palców. Wyrastająca z przegubu na końcu kikuta dłoń z początku kurczyła się i miotała spazmatycznie, ale w miarę jak Arsibalt brał we władanie kolejne stawy, jej ruchy stawały się coraz bardziej zwyczajne i naturalne. Podniósł drugą rękę, znów otworzyła się klapka i wynurzyła druga dłoń — mniej ludzka z wyglądu, bo zaopatrzona we wbudowane narzędzia.

— Powiedz, co robisz z rękami — poprosiłem.

— Te końcówki rękawów są bardzo obszerne. Jest tam taka jakby rękawica. Wsuwam w nią dłoń i jest mechanicznie połączona z tą szkieletową łapą, którą widzicie.

— Mechanicznie? — powtórzył Sammann. — Bez serwomotorów?

— Bez — potwierdził Jesry. — Zresztą sam zobacz.

Podeszliśmy bliżej. Manipulatorem poruszały metalowe taśmy i tłoki prowadzące w głąb kikuta, gdzie, jak należało się domyślać, łączyły się bezpośrednio z rękawicą na palcach Arsibalta.

— Jakie to proste — orzekł fraa Ossa. — A zarazem takie skomplikowane.

— To prawda. Nie licząc uszczelnień, kombinezon mógłby wyjść spod ręki średniowiecznego rzemieślnika cierpiącego na nadmiar wolnego czasu. Na szczęście w świecie matemowym nie brakuje średniowiecznych rzemieślników. Możecie mi wierzyć albo nie, ale łatwiej zbudować taki kombinezon niż hermetyczną rękawicę, która w gruncie rzeczy do niczego się nie nadaje.

— Na końcu kikuta są jeszcze jakieś przyciski — zameldował Arsibalt. — Wyciągnę dłoń z rękawicy… — Pająk drgnął i zwiotczał. Wycofał się do schowka na końcu ramienia i klapka się za nim zamknęła. — Obmacuję właśnie wewnętrzną powierzchnię kikuta. Mnóstwo tu guzików i przełączników.

— Ostrożnie — poradził mu Jesry. — Kombinezon jest sterowany głównie głosem, ale można przejść na ręczne sterowanie. Co odradzam.

— Jak mamy rozróżnić te wszystkie guziki, jeśli ich nie widać? — spytał Arsibalt.

Przewracał bezradnie oczami, poruszając po omacku palcami.

— Większość z nich stanowi klawiatura alfanumeryczna: opuszkami palców możesz wprowadzać dane. Sammann nie będzie miał z nią żadnych problemów, reszta musi się douczyć.

— I co powiesz, tak ogólnie? — spytałem Arsibalta. — Jak to się nosi?

— Zaskakująco wygodnie.

— Jak pewnie zauważyłeś, kombinezon styka się z ciałem w bardzo niewielu punktach — powiedział Jesry. — Dzięki temu jest wygodny, a dla utrzymania odpowiedniej temperatury w środku wystarcza prosty system klimatyzacji. Rurkowaty skafander, jaki miał na sobie Niebiański Strażnik, staje się zbędny. Za to wszędzie tam, gdzie cię dotyka, ściska bardzo mocno. Powiedz „Rozpoczęcie cyklu eliminacji sanitarnej”.

— Rozpoczęcie cyklu eliminacji sanitarnej — powtórzył Arsibalt.

Słyszeliśmy, jak z każdym kolejnym słowem tej niezgrabnej frazy coraz bardziej się denerwuje. Pod ruchomym obrazem jego twarzy wyświetliły się słowa cykl eliminacji sanitarnej. Arsibalt wybałuszył oczy.

— Boże! — wykrzyknął.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem.

— Zechciałbyś nam powiedzieć, co się dzieje? — zasugerował Jesry.

— Te worki, o których wcześniej mówiłeś… one się nadęły. Wokół talii i ud.

— Twoja miednica z przyległościami została całkowicie odizolowana od reszty kombinezonu.

— Z pewnością!

— Możesz teraz załatwić co trzeba.

— Tę część pokazu możemy chyba sobie darować, fraa Jesry.

— Jak chcesz. Powiedz „Zakończenie cyklu eliminacji sanitarnej”.

Arsibalt powiedział, a my wszyscy znowu uśmialiśmy się serdecznie, widząc — i słysząc — jego reakcję.

— Zostałem spryskany ciepłą wodą, od dziobu i od rufy.

— Zgadza się. Panie i panowie zostają obsłużeni w taki sam sposób, czy im się to podoba, czy nie — wyjaśnił Jesry. Przyciągnął gruby wąż podłączony do rusztowania ubraniowego i wetknął go w nader nieprzystojną część kombinezonu. — Nie mamy tu do dyspozycji nieskończonej próżni kosmosu, więc musimy ją symulować.

Pstryknął przełącznikiem. Zawył odkurzacz. Na ekranie rozegrał się kolejny akt komedii i Arsibalt poinformował nas, że został gruntownie osuszony.

— Koniec — dodał. — Worki się opróżniły.

— Wiemy o tym — odparł Sammann, odczytując informację z panelu piersiowego.

— Za każdym razem będziecie w ten sposób tracić część powietrza, więc tej funkcji radzę używać z rozwagą — mówił tymczasem Jesry. — Najważniejsze, że…

— Dopóki zasobnik działa, można w takim kombinezonie żyć dość długo — powiedziałem.

— No właśnie.

— Niebiański Strażnik miał zupełnie inny kombinezon — zauważył fraa Ossa. — Mniej wyrafinowany.

— Ten jest świetnie wykonany — dodałem.

Żałowałem, że nie ma z nami Cord. Doceniłaby łożysko okalające talię Arsibalta poniżej progu drzwiczek i pozwalające mu skręcać biodra niezależnie od barków.

— To po prostu niewiarygodne — oznajmił Arsibalt. — Dosłownie. Bardzo sobie cenię naszych fraa i suur z konwoksu, ale w głowie mi się nie mieści, że w tak krótkim czasie zaprojektowali coś tak skomplikowanego!

— To nie oni — odparł Jesry. — Szczegółowy projekt kombinezonu powstał dwadzieścia sześć stuleci temu.

— Z okazji Wielkiej Grudy? — domyślił się Sammann.

— Otóż to. Tamten konwoks miał na jego opracowanie kilkanaście lat. Plany trafiły do archiwum w Sauncie Rabie, a w czasie Trzeciej Łupieży zostały ocalone przez fraa i suur, noszących do końca życia swoje księgi na plecach. Kiedy w zeszłym roku Geometrzy weszli na orbitę wokół Arbre, odprawiono rozliczne voco, o których w Edharze nawet nie słyszeliśmy: wszystko po to, żeby największe talenty zaprząc do pracy przy wznowieniu projektu. Wydano niewyobrażalną górę pieniędzy, żeby zbudować to… — Jesry poklepał Arsibalta po ramieniu. — I to. — Wskazał manifik. — Zwróćcie uwagę na zaczepy. — Odwrócił Arsibalta plecami do nas i pokazał trzy gniazdka ułożone w takiej samej konfiguracji jak wsporniki podłogi kapsuły. — Wczepiamy je we wsporniki i otrzymujemy świetnie zintegrowany komplet. Nie potrzebujemy sprzętów, w szczególności foteli przeciwprzeciążeniowych: poduszki powietrzne w kombinezonach napełnią się i zamortyzują wstrząs przy starcie.

— Imponujące — przyznał Sammann. — Jak się do tego zapakujemy, tylko jednego nie będziemy w stanie robić: skradać się.

Spojrzeliśmy na niego, nie rozumiejąc, a on z uśmiechem wskazał panel piersiowy kombinezonu Arsibalta: ekran szpilowy, wyświetlacze alfanumeryczne, lampki, wskaźniki.

— Nie ma mowy o dyskrecji.

Gratho podszedł bliżej, chwycił ledwie widoczny występ sterczący z MGT na wysokości obojczyków i pociągnął. W ten sposób rozwinął czarną składaną osłonę, która sama zahaczyła o zaczep umieszczony powyżej talii. Wyświetlacze zniknęły, światełka pogasły i cały Arsibalt stał się jednolicie czarny i matowy, jak wyrzeźbiony z wilgotnego węgla.

— I tak jestem pełen podziwu — zauważył fraa Ossa. — Kiedy wy z Niebiańskim Strażnikiem lecieliście na orbicie, tych kombinezonów jeszcze nie było.

1 ... 200 201 202 203 204 205 206 207 208 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)